avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


24 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
tacza
tacze mają dziób
poezja
dodano:
3 listopada 2014, 09:03:40


Kto bogatemu zabroni

Ależ zgiełk, ależ tumult, ależ galimatias!
Auta to rzężą, to kaszlą, popychając wzdłuż ulic
gęstą, słoną mgłę, w niej – zmętniałe światła, warkot
setek silników, gryzący swąd spalin; pisk i stukot
tramwajów to cichnie za winklem, to znów zaraz rośnie
wewnątrz bram, podwórek; słońce wolno wschodzi,
jak gdyby już nie miało chęci spać, a czerń nieba
się zlewa z jeszcze bardziej czarnym kraaa! kraaa!
kawek i gawronów kołujących w górze – lecz na tę
codzienną melodię budzącego się miasta

nakładają się od świtu zgoła inne dźwięki:
„Domowa szyneczka! Receptura babci! Sama ją
wędziłam! Rower Bauer – nówka! Niemiec
płakał, jak sprzedawał.” Miejski stadion wyłania się
zza drzew niby płytki wulkan, grzmiąc krzykiem
przekupek, przechwałkami handlarzy kosmetyków
Shanel, perfum Estacada; hurtem marzną wkoło
egzotyczne owoce: pajpaje z rajskich wysp, tangerynki,
grajfruty oblane rumieńcem, awokadła śliskie,
w zielonkawych gruzłach jak beznogie ciała żab;

a ponad tym wszystkim tłum, jak tuman gwiazd,
tym staje się gęstszy, im uważniej i dłużej
na niego patrzeć – mocno ściskam ci rękę, pogrążona
w strachu przed wróżbami Cyganek, Rosjaninem,
który tu przyjechał z Syberii, na wskroś tundry wioząc
papierosy Jin-Ling i znad brzegów Bajkału
czapki z lisa. Lornetki. Alkohole. Piekarnie,
przy których dzieciaki roją się natrętne niczym osy
w sierpniu – pragnęłam mieć to wszystko, lecz
zawsze mówiłaś, że niezdrowe, tandetne, podrabiane,

że brzydkie; i targnąwszy za rękaw, wciągałaś
w poczucie, iż należy gardzić tym, co wzbudza podziw –
mijałyśmy więc z daleka stragany z książkami,
cukiernie oraz filmy o nadzwyczaj kuszących tytułach
(Onan Barbarzyńca, Dupciuszek, Dlaczego nie, Anal
z Zielonego Wzgórza) – czasem cię pytałam,
czego my właściwie tu szukamy, jak mam wywnioskować,
co z tego jest dobre, co prawdziwie piękne;
no i całym sercem wierzyłam, że gdzieś musi być inny
stadion, z piekarnią i kinem, gdzie rowery błyszczą

nowością i nikogo nie cieszy niedola tych biedaków
Niemców, gdzie Cyganki pląsają w rytm orkiestry
dętej, pali się Galoise, pije wódkę Belvedere
i zapiera dech w piersiach widok z góry
na miasto, bo ów stadion być musi gdzieś wysoko,
w chmurach, by – obowiązkowo - wjeżdżać doń kolejką.
Zbliżałyśmy się do bramy. Tłum zaczynał rzednąć.
Nie chciałam iść z powrotem. Traktujesz dom
jak hotel – mówiłaś - wracamy, jutro masz klasówkę.
Czasami piłyśmy lemoniadę. Niedobrą i ciepłą.


komentarze (3)
avatar mihaly
2014-11-05, 21:17:12:
   
bardzo lektura, czyta i widzi się jednym tchem, kłaniam się
--
- aleś cham! - o wizerunek dbam

avatar MUFKA
jarosjabwp.pl
2014-11-15, 17:55:32:
adiutant przy zlewie
PW
--
w czasie głębokiego snu słowa nabierają mocy http://mufka.blogspot.com/

avatar zlewkrwi
2014-11-20, 09:38:35:
neutrino taonowe
się zlewa?
--
"Sztuka jednego się tylko boi - letniości." W. Gombrowicz

O utworze:

punkty redakcji: 3
wyświetleń:799
komentarzy:3
ulubionych 4

w ulubionych u:
Ranny Julek, mihaly, MUFKA, zlewkrwi

Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

tacza
  poprzedni   lista utworów          

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.