avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


22 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
ona jest bogiem
padnijcie na kolana, czyli rozkosze megalomaniiiiiii...
poezja
dodano:
4 kwietnia 2007, 15:25:29


pewnego popołudnia w mieście Łodzi

Miasto pulsuje pod spojrzeniem poety

w źrenicach odbity chodnik płynie pod stopami
i stapia się w drogę
na olimp, parnas, skałkę
na bale i bankiety
po uśmiechy polityków
a zwłaszcza
telewizyjne mizianie po policzku
lecz nie jeszcze...
choć prawie...
on czeka

przed chwilą spadł deszcz
ciekłe odłamki świata
kałuż rowerów płaszczy szeptów twarzy
leją się przez usta uszy oczy
gnieżdżą gdzieś między zaciśniętym gardłem
a ściągniętymi brwiami
łączą płyną znoszą klują rosną
i pączkują

w rewersie aktu postrzegania
zjadania własnego boga
komunii siebie
wycieńczony mrużeniem oczu
szarpaniem jelit żarem na synapsach

poeta rzyga

wszystkie mamrotania
gesty dialogi scenki
i obrazki
światła hałasy melodie
i wizje
kilometry taśmy
z czerni swego gardła

ziemia pęka
wytryska
maź słów zdań zmiażdżonych
wpół strawionych przez cudze poglądy
poeta brodzi w wszystkim po kolana
wciąż wyrzygując nowe piękne wersy
kiedy zabrakło mu minionych wrażeń
spostrzegł jak ważne jest wymiotowanie
więc to spożywa mnoży i wydala

z pękniętych rur okien
i drzwi miasta
toczy się fala samookreślenia
już inni ludzie rzygają tym samym
poruszył tłumy i boga w przestworzach
już ciekłe myśli leją się nań z nieba
i miasto tonie

na dachach już tylko
koledzy poeci
w ostatnim geście wkurwienia z zazdrości
próbują ukraść sobie nawzajem z kieszeni
jakieś pomysły koła ratunkowe żałosne słowne zbitki
lecz fala rośnie, zostają porwani

Świetlicki zgnieciony stopami tysięcznego tłumu
który jeszcze wczoraj wielbił go i stawiał wódkę
trup Miłosza niesiony przez wodę
ponadgryzany przez panów z ujotu
Herbert patrzy na to wszystko z góry
pustymi oczodołami pana cogito
a Tuwim

no tak

Tuwim spokojnie siedzi na ławeczce
połyskuje nosem i ma wszystko w dupie

nie takie rzeczy, panie....

Poeta mruży oczy w słońcu
i uśmiechnięty podaje ulotkę starszej pani w fioletowym płaszczu


komentarze (1)
avatar jacek sojan
jaceksojanwp.pl
2007-04-04, 17:25:28:
Epoka łupanego słowa
tę ulotkę biorę; :) J.S
co nie znaczy, że padłem na kolana; :)
--
j-so

O utworze:

punkty redakcji: 0
wyświetleń:794
komentarzy:1
ulubionych 1

w ulubionych u:
jacek sojan

Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

ona jest bogiem
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.