avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Yan(g)
poezja
felietony

Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
na marginesie
regulamin
FAQ
archwium forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj


zaawansowane...

Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


22 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Yan(g)
wędrowiec


Pozwólcie się wytłumaczyć
Pozwólcie się wytłumaczyć z nadmiernego być moze subiektywizmu w ocenie twórczości Stanisława Lema

Lem to moja młodość.

Zarówno wczesna - trudny etap przejścia z podstawówki (z niedościgłą, żartującą z wszystkich Basią) do liceum,
jak i późniejsza, gdzie na piedestale kolejno:
-Halinka (przez którą dostałem po pysku),
-Bogusia (której kompletnie nie wyczułem niestety- po latach się okazało, że to była moja życiowa szansa)
-Małgosia (szkoda, że akurat u jej taty leczyłem zęby, miało to pewne znaczenie)
-Urszula, (Pola Raksa prawie, jej pokazowy samarytanizm mnie wykończył)
-Małgorzata (szacunek paraliżujący niestety)
-Ania (pierwszy prywatkowy „dobry” dotyk, przychylność, oczekiwanie, dostępność, oszałamiające zauroczenie kobiecością. rzeczywistość z trudem potem odnalazłem – pewnie uratowało mnie to, że później ją zobaczyłem w podobnej sytuacji z nowym kolegą Adamem)

Pisząc to cały czas mam wrażenie, że moja znajomość Lema dawała mi siłę przebicia nie tylko jako cytującemu „ciekawe kawałki”, ale też jako samodzielnie myślącemu młodzieńcowi.

Bo Lem wtedy nam dawał wolność myślenia.
Lem nam pokazywał gwiazdy, mimo przaśnej, siermiężnej, jeszcze gomułkowskiej rzeczywistości (z czego sprawy sobie nie zdawaliśmy of course)

A gdy w następnej szkole o moim stanie ducha decydowała koleżanka Barbara, to nauczycielka fizyki była o nią wprost zazdrosna. Ale pomogła jej jednak.
Tak, tak. Wyszło na to, że moja nauczycielka fizyki pomogła przy maturze mojej ukochanej koleżance (złośliwi mówią, że po prostu mniej jej zaszkodziła).

Bo akurat z fizyki byłem niezły, najpierw dzięki ojcu, później dzięki Lemowi właśnie. Bywało, że na prośbę nauczycielki to właśnie ja, dumny, świetnie przygotowany prowadziłem lekcje fizyki w naszej klasie – dziękuję Pani Profesor przy tej okazji za ten honor.
Dzięki fizyce, dyrektor poprzedniej szkoły i nauczyciel historii w jednej osobie przepuścił mnie z klasy do klasy bez poprawki. Bo okazało się, że jako jednego z siedemnastu licealistów w Polsce, zakwalifikowano mnie do finału Olimpiady Fizycznej.
Będę reprezentował jego szkołę, co by nie mówić. (Nigdy nie zapomnę, jak w dniu przysłania wyników Olimpiady, na lekcji historii pan psor wywołał mnie do tablicy, zadał jakieś banalne pytanie o Turkach chyba, po czym postawił mi od razu dwie czwórki – coby odpowiednia średnia wyszła.)

Ale nic za darmo. Moi rówieśnicy czytali / pisali pamiętniki. Ja przed snem najczęściej czytałem Feynmana „Wykłady z Fizyki” (sic) – sam bym w to teraz nie uwierzył. A Richarda Feynmana można nazwać prawie kolegą Stanisława Lema, w każdym razie działali na nieodległych orbitach.
W czasie, gdy moi koledzy po szkole grali w piłkę; ja musiałem chodzić na lekcje muzyki. Byłem więc jakby podwójnie wykluczony z lokalnej społeczności i co za tym idzie, dziewczyny, kobiety były dla mnie mniej dostępne. Były na wyimaginowanym piedestale (stety /niestety zresztą – tak jak w aforyźmie, że przyjdzie świnia i zeżre kwiat, który wrażliwiec podziwia i latami pielęgnuje). Pewnie dlatego do dziś pozostała mi zaiste młodzieńcza wrażliwość na „kobiecość” – żeby się nadmiernie nie rozpisywać

U Lema znalazłem wiele analogii do realnego życia! Np. to, że jako młody Polak o nietypowej aparycji (mimo typowego pochodzenia) bardzo często się czułem dziwnie obco - chociażby w sklepie, gdzie czasem na mój widok milkły rozmowy i kolejkowy gwar.
To Lem wtedy (swoją twórczością) mi „wytłumaczył”, dlaczego akurat ja, jako jeden z nielicznych potrafię śmiało patrzeć prosto w oczy Łajce (tak nazywaliśmy nauczycielkę rosyjskiego) w trakcie niezbyt eleganckiej wymiany zdań.

To Stanisław Lem od prawie 40 lat zaciekawiał mnie swoimi pomysłami.
Czy to na utopijny komunizm (np. Obłok Magellana – czytałem jeszcze w odcinkach w starych rocznikach „Przekroju”), na „jonowy silnik rakietowy”, na „meteoryt tunguski”, na moc inteligencji, na niemoc wobec Boga, na krzemową inteligencję (Niezwyciężony), bio-technologię, nano-technologię, robotykę (wg Lema fantomatykę), socjotechnikę, … itp., itd. Na całe spektrum wizji świata, naukowe, (pseudo, czy quasi również – Uri Geller, zdemaskowany przez Lema izraelski oszust chociażby)

Później zacząłem zauważać aluzje, analogie do politycznej rzeczywistości w jego twórczości (było tego dużo, nie wszystko wtedy wyłapałem, biografowie dostarczą nam z czasem obszernej wiedzy na ten temat)
Kolejnym etapem były (przyswajane nie bez wysiłku) jego rozprawy filozoficzne – od „Summa Technologiae” do „Okamgnienie”.
Lista jest długa, nie silę się tutaj na znawcę, fachowca „od Lema”.
Teraz, jako całkiem już dorosły „nigga” (haha) wiem jedno:

Stanisław Lem - to jeden z najważniejszych dla mnie ludzi, bytów XX wieku.

Moim obowiązkiem, cichym posłannictwem jest opowiadać to wszem, wobec i każdemu z osobna.

ps.
Stanisław Lem (1921 - 2006), światowej sławy polski pisarz i filozof (fantastyka naukowa, rozprawy i eseje), współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Astronautycznego.
utwory


informacje

Wiecznie młody, zdolny, dobrze zapowiadający się od lat, umysł ścisły z napadami liryzmu, dobrotliwie naiwny choleryk

dołączył(a): 2005-10-31
grupa:
liryczni
imię:
Janusz
miejscowość:
WARSZAWA
urodziny:
1953-03-22
5 wierszy
0 opowiadań
5 tekstów (publicystyka)
0 tłumaczeń
0 utworów w PW
19 komentarzy udzielonych
23 komentarzy otrzymanych
5 postów na forum

ulubieni

moi ulubieni autorzy:

Gari / Martyna Szczęsna, PEACE OUT!

jestem w ulubionych u:

i, PEACE OUT!