avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
PEACE OUT!
notatnik

Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
na marginesie
regulamin
FAQ
archwium forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj


zaawansowane...

Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


22 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
PEACE OUT!
mechanik liryczny


notatnik


powrót



archiwum

2007 listopad
Sen Srebrnego Delfinka.


[prawo]O delfinku, który szukał przyjaciół...[/prawo]


Tylko biedny, jakoś nie miał szczęścia ...


Krab go dziabnął kleszczami w nos ...
Gąbki , chociaż miłe, były za głupie by z nimi nawet pogadać ...
Kolorowym rybkom pstro w głowach ...
Wieloryb go tylko wyniośle ofuknął...

Kiedy więc delfinek spotkał łódź pełną roześmianych ludzi -
aż wyskoczył z radości ponad fale !
Popłynął za nią aż po sam brzeg
i znalazł mnóstwo kąpiących się ludzi ...
Cieszyli się, gdy nurkował razem z nimi,
Dzieci go głaskały i obejmowały ...

Niestety, wypatrzyli go wielorybnicy ...
Złapali go w sieć i wyciągnęli z wody...
Zdezorientowany, cudem uniknął ciosu pałką w głowę...

Ale udało mu się wyskoczyć z kutra i zanurzyć w bezpieczne fale...
Tylko że od tej pory już trzymał się z daleka od dwunożnych zdrajców.

Zasmucony delfinek powrócił w swe głębiny
I pogrążył się w rozmyślaniach...
Myślał i myślał...

Aż zmęczony usnął...

A we śnie zobaczył Syrenkę, która go wabiła swym tęsknym śpiewem ...
Zakochał się w niej biedny bez pamięci...

I kiedy tylko się obudził, wyruszył na poszukiwanie swej ukochanej ...

Od tamtej pory opłynął glob już parę razy ...
Zaglądał w każdą najmniejszą zatoczkę,
Zwiedził wszystkie morza... Na próżno ...
Lecz ciągle gnało go naprzód echo śpiewu ukochanej ...

Ostatnio widziano go w okolicach Wielkiej Rafy Koralowej...

Tylko że nie był to już ten sam mały delfinek...
A znużony podróżą stary, siwy delfin ...
Ale płynął dalej...

Well, zawsze twierdziłem, że największą zbrodnią jest pozbawić kogoś nadziei...[/lewo]


Klaryssa T. Staterson ™
Las Vegas, NV





[lewo]Silver Dolphin Dreams.[/lewo]

[prawo]About Little Dolphin search for friends...




[lewo]But, the poor thing he was very unlucky with it...

Lobster jabbed him with a claw into his nose...
Sponges, altough very nice, were too stupid to keep even a conversation...
Colorfull fishes were just playing giddy goat...
Proud whale just ranted him disdainfully...

So when Little Dolphin happened on a yacht full of laughing people -
he jumped out off waves from a joy !
And swam after them up to the beach,
where he found plentifull of bathing people...
They were happy, when he dived along them,
Children were patting and hugging him...

Unfurtunatelly, whalers spotted him out...
They lured him into a net and pull out of a water...
Confused, just by a hair he avoided blow of a clubber in a head...

Thankfully he succeeded to jump out of a boat
and hide in friendly high tide...
But from this time on he kept away from two-legged traitors...

Saddened Little Dolphin went back into his abysses
And plunged into reflections...
He thought, and thought...

Until finally he fell asleep from fatigue...

And in a dream he saw a Little Mermaid, who were enticing him with her singing...
He fell in love head over ears...

So just as he awoke, he started search for his sweetheart...

From that instant he rounded a globe around quite a few times...
Checking out even a smallest inlet,
He toured every sea... All in vain...
But always propelled him forward echo of his sweetheat's song...

Lastly he has been seen in proximity of Grand Corral-Reef...

But it wasn't the same Little Dolphin...
Just weary from yars-long trip old, hoary dolphin...
But he kept swimming ahead...

Well, I always maintained, that a most wicked crime is to deprive somebody a hope...[/left]


Klaryssa T. Staterson ™
Las Vegas, NV

PEACE OUT! - 2007-11-12, 00:21:13.

skomentuj


komentarze

brak komentarzy


* * *


Bajka z morałem.

Kozioł się strasznie martwił, że ma pokręcone rogi...
Spotkał lisa : „Czemuś taki zmartwiony koziołku ?”
„A bo wszyscy się śmieją z moich pokręconych rogów...”
„Ah nie przejmuj się - znam na to niezawodne lekarstwo!
Przyjdź po północy na pastwisko za stawem...
Ja tymczasem wszystko przygotuję... ”

Spotkali się po północy. Lis przywiązał kozłowi szczudła do nóg,
okrył go łaciatą skórą
- „To żebyś nie zmarzł do rana” - wytłumaczył
- i wysmarował zad czymś ciemnym a cuchnącym...
Na pożegnanie rzekł:
„Jak tylko słońce wzejdzie twój problem zostanie ostatecznie rozwiązany !
Już przed śniadaniem będziesz miał rogi proste jak drut!”
Po czym schował się w pobliskich krzakach ...

Ledwo wzeszło słoneczko obudził się buhaj i widzi i wącha
- a u jego stawu stoi młoda, zgrabna jałówka !!! I do tego w rui !
Pędem więc ruszył do ataku, i zasadził biednemu kozłowi tak od zakrystii,
że nie tylko oczy wyskoczyły mu z orbit, język wybił wszystkie zęby,
ale i rogi dęba stanęły !
A z krzaków słychać było jedynie szaleńczy śmiech lisa ...

Morał: Nie warto robić wszystkiego dla urody - nie strój się w cudze piórka :+}


Klaryssa T. Staterson ™
Las Vegas, NV

PEACE OUT! - 2007-11-11, 23:58:08.

skomentuj


komentarze

brak komentarzy


* * *