avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
BaronG
notatnik
poezja
opowiadania
felietony
grafika

Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
na marginesie
regulamin
FAQ
archwium forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj


zaawansowane...

Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


26 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
BaronG
grzegorz bronakowski


notatnik


powrót



archiwum

2007 sierpień październik grudzień
2008 maj
2010 grudzień
5

studzę się
- kładę rozgrzaną dłoń na czajnik rozgrzany


herb nad drzwiami opowiada o przodkach
kim byli i jak się nazywali
nie wiem
nawet jacy byli i czy warto ich było znać
jestem z niewiedzy
poznać swoich przodków i ich błędy
wszystkie zachowania w sytuacjach
które mi mogą się zdarzyć

to jest ta pustka we mnie którą dziś wypełnię
spytam się pani zza ściany czemu milczy
czemu nie opowie jak i skąd przybyłem
kilka wieków temu

wchodzę do pomieszczenia
a stwardnienie rozsiane zabija moją matkę


BaronG - 2007-10-10, 12:01:12.

skomentuj


komentarze

brak komentarzy


* * *


4

nie licz na barda
jak w lecie
miasto stłoczone dusznościami
okazuje każdemu określone popędy do siebie
kaptur zakładam i idę pustymi krawężnikami
bagno z lewej sprawuj miasto i zaszczyty
nisko opadam stopami


ileś tam potem
grrderoba biała zasłaniać okna nie przestaje

BaronG - 2007-10-10, 11:59:46.

skomentuj


komentarze

brak komentarzy


* * *


3

zmieleni na kawę
opowiadamy się po stronach życia
tam młoda bo kona.

z kokonu urodzić się trzeba
wypłyniętym, po winie pośmiertnym.

znamy się
odczuwasz błędy w unerwieniu palców?

doświadczam a na fantazji
rozpętlam, co mi pozostało?


****

królowie życia, dziś bez zamku



dedykowany chwilom bez znaczenia, tym e których jest się najmocniej





rozkroiłem pomarańcze
połówkę dałem koledze siedzącemu w drzwiach prowadzących za okno
zaczął jeść zachodzące słońce w odcieniu miłosnego uniesienia

w pomieszczeniu wirował kurz, śmieci i przedmioty chowały się po kątach
spojrzałem w górę na dach, biała kreda zamazała deski sosny
napisy nad krokwiami utzymującymi niegdyś strych
pisałem tam, dwa metry nad ziemią na próchniejącej belce

nie jadam cytrusów, wydłubałem miąższ odstawiając łupinę na stolik z kafli pieca
absurdalna sprawa, popielniczka w miejscu bez możliwości pobrudzenia
kolega spojrzał przelotnie i wstał. usiadł na cegle pod ścianą
wychyliłem sie przez drzwi będące oknem, pod nami gruz opleciony chwastami

zamczysko jak ochrzciły to miejsce dzieci, przejęliśmy nazwę
miejsce tajemniczego rozkładu, wybijałem tu zamurowane okna
muzyka dudniła czasami po nocy z magnetofonu na baterie
dziś już tam nie wejdziesz, ktoś wykupił, zamknął, naprawia, będzie mieszkać





nie ma kolegi, opróżniła się szklanka z czasem naszej znajomości

nie ma czasu na bycie samotnym

.

czasami szkoda

BaronG - 2007-10-10, 11:58:58.

skomentuj


komentarze

brak komentarzy


* * *


2

jeszcze tylko dzień i pójdę spać
przeglądam opisy na gadu
tworzę historie zmór rannych życiem
zmieniając emocje

podtrzymują się patyki
trapez złamał kilka drzewek
tak to sosny
żywicą pozaklejały pory roku

nic to nie znaczy bo pisze to człowiek
wyłaniający nos spod wczorajszych powiek

BaronG - 2007-10-10, 07:52:42.

skomentuj


komentarze

brak komentarzy


* * *


1

kolor antidotum jest zielony
trzeba mieć nadzieję
albo utonąć w dymie
to też nadzieja
na zapomnienie

oba środki są zielone
jesienią więdną

przeczucie końca
zapętlam się w tej znajomości
pytam czy chodniki z nią przemierzone
były warte zdartych podeszw


***********

królowie życia, dziś bez zamku







rozkroiłem pomarańcze
połówkę dałem koledze siedzącemu w drzwiach prowadzących za okno
zaczął jeść zachodzące słońce w odcieniu miłosnego uniesienia

w pomieszczeniu wirował kurz, śmieci i przedmioty chowały się po kątach
spojrzałem w górę na dach, biała kreda zamazała deski sosny
napisy nad krokwiami utzymującymi niegdyś strych
pisałem tam, dwa metry nad ziemią na próchniejącej belce

nie jadam cytrusów, wydłubałem miąższ odstawiając łupinę na stolik z kafli pieca
absurdalna sprawa, popielniczka w miejscu bez możliwości pobrudzenia
kolega spojrzał przelotnie i wstał. usiadł na cegle pod ścianą
wychyliłem sie przez drzwi będące oknem, pod nami gruz opleciony chwastami

zamczysko jak ochrzciły to miejsce dzieci, przejęliśmy nazwę
miejsce tajemniczego rozkładu, wybijałem tu zamurowane okna
muzyka dudniła czasami po nocy z magnetofonu na baterie
dziś już tam nie wejdziesz, ktoś wykupił, zamknął, naprawia, będzie mieszkać





nie ma kolegi, opróżniła się szklanka z czasem naszej znajomości

BaronG - 2007-10-10, 07:52:05.

skomentuj


komentarze

brak komentarzy


* * *