avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
BaronG
notatnik
poezja
opowiadania
felietony
grafika

Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
na marginesie
regulamin
FAQ
archwium forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj


zaawansowane...

Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


23 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
BaronG
grzegorz bronakowski


Lek na pochyłość łóżka















































Usiadł przy biurku w swoim pokoju i spojrzał na zapisane kartki. Czarne litery skakały mu przed oczyma tworząc rozmytą układankę. Wykrzywiona szyderczym uśmiechem twarz. Ona wiedziała, że jego praca pójdzie na marne. Zawsze tak było i tak pozostanie. To właśnie różniło go od boga. Bóg stworzył wszystko i widział, że jest to dobre. On stwarzał, żeby zobaczyć jak cały jego wysiłek się niweczy. Nie rozumiał nawet po co pisze...
Przez ostatnich kilka dni nie spał, bo pisał, a pisał, bo nie mógł zasnąć. Ogarnęło go szaleństwo ludzkości - myślenie. Myślenie wyniszcza, doprowadza do obłędu, a co najgorsze, marnotrawi i tak skąpy czas.
On chciał żyć, bo nie chciał umrzeć. Nie chciał umrzeć dlatego, że śmierć była nieznana, a życie mimo iż bolało to było. Trwanie dla trwania. Ból dla bólu, lepiej czuć ból niż nie czuć nic. Nic nie czuć znaczyło umrzeć za życia... Wieczne umieranie,
tego bał się najmocniej.
Myślenie, grzech pierworodny. Przekazywany kolejnym pokoleniom, skazując je na cierpienie. Dajemy im śmierć, którą otrzymują
w darze dopiero po agonii życia.
Pisał. Pisał, bo myślał. Myślał więc pisał o tym, że myśli. To wyrywało się na ten świat... Spojrzał znów na kartki i zaczął czytać.

***
księgi tajemniczej otwierasz stronice
uciekaj...
za późno na próżno-zatarte granice
realnego i snu świata. który prawdziwy
niepewność powraca...

biegniesz uciekasz
nic z tego czas skraca
twe ścieżki ucieczki
do księgi powracasz

***
Usłyszał szmer głosu za ścianą. Normalne, zapewne jego lokator znów mówi do tłumu znajdującego się w jego głowie.
Nie niepokoiło go to, bo po tych kilku latach przestał to nawet zauważać.
Usiadł przy biurku i spojrzał na porozrzucane kartki. Jak zwykle nie były jego... To kolejna rzecz, która powinna go denerwować lecz to akurat lubił. Jego lokator od roku, od kiedy znalazł pierwszą taką kartkę, upiera się, że to nie jego. Nie było sensu kłócić się z wariatem, więc przyjęli, że to bóg pozostawia mu wiadomości... Brzmi to idiotycznie, ale w dzisiejszych czasach wszystko tak brzmi, nawet to, że są jakieś czasy...
Tak więc bóg regularnie pod jego nieobecność pozostawia mu wiadomości, a za ścianą płyną wersy gniewnej tyrady.
Złożył kartki w gromadkę i postanowił je przeczytać później, teraz musi zrobić coś innego. Czeka go praca. Jego praca to jego hobby, czyli pisanie nekrologów. Nie musi tego robić, w wieku 19-stu lat otrzymał w spadku to mieszkanie i konto w banku, ale to jedna
z tych rzeczy która daje mu szczęście.
"Kochającemu ojcu i dziadkowi..."
Ludzie są tacy śmiertelni, a nawet o tym nie wiedzą.
Jego drugą pasją jest kopanie grobów. Kocha wyrzucać ziemię z jamy, która stać się ma wiecznym więzieniem dla gnijącego ciała.
Spojrzał na plik kartek, korciły go. Co tym razem na nich znajdzie i po co. Dlaczego jego lokator nie wstydzi się bluzgać
kobiety, której nikt poza nim nie widzi, a nie przyzna się, że zapisał te kartki...
Najpierw herbata.

***
Usiadł znów w fotelu stawiając kubek z gorącą cieczą na podłodze.
Pierwsza kartka była czysta, tylko w rogu widniał zamazany napis. Zaniepokoiło go to, ponieważ dotąd wszystkie kartki były zapisane.
Posmutniał, myśl o tym, że bóg się pomylił lub zawstydził czegoś co napisał, przygnąbiła go...
-Przestań.
Kolejna kartka był zapisana...

***
-i cóż nowego?
był pierwszym który zainteresował się poważnie jego problemem. inni tylko rozkładali bezradnie ręce i mówili że zdarzają się
gorsze rzeczy. miał ochotę wtedy zabić ale męczyć się z bezsennością w więzieniu... to szybko odpędzało takie myśli.
-to co zwykle.
zawsze mu to mówił. od roku. równo.
-opowiedz mi jeszcze raz czym dla ciebie jest bezsenność.
mimo że słuchał tego enty raz wiadomo było że skupi na wypowiedzi całą swoją uwagę.
-dobrze... nie życzę tego nikomu... nawet najgorszemu wrogowi...
tłok myśli która jest ważna jeśli żadna nie mówi całej prawdy?
-jestem tak zmęczony że nie mogę zasnąć... najgorsze jest jednak przebudzenie... gdy jest się jeszcze bardziej zmęczonym niż przed snem...
wydech-wdech
-byłbym lekomanem ale tabletki nasenne nie działają...
obaj wiedzą co zadziała. terapia wstrząsowa.
-ile nie śpisz?
szybka korekta myśli z Zegarkiem
-sto... dwadzieścia... trzy... i dwadzieścia.
godzin. minut.
-to źle.
oto inteligentne stwierdzenie.
-już lepiej... halucynacje nie są już tak natarczywe...
"już lepiej" słowa człowieka szarego z czarnym okularem natury.
-chcę ci pomóc
-wiem. ale nic już nie pozostało.
-poddaję się. przykro mi.
dwa krótko szydercze strzały

***
Zza ściany...

Przeklinam
wszystko
co żyje
myśląc o życiu
a więc człowieku
do ciebie te słowa
znikasz (znikam)
ogarnia nas trwoga
***
-Dzieci! Dobranocka! -doleciało go wołanie zza otwartego okna. Wygładził kolejną kartkę...
***
biegnie pies
piękna włochata bestia
o lśniącym futrze
i oczach
w których inteligencja błyska
nie gnie po przygodę
by mieć co przeżywać
biegnie szukać
i świat odkrywać
biegnie...
wpadł pod samochód
sierść krwią splamiona
oczy wygasły
kończy się przygoda
inną opowiastką

jedzie samochód
piękna lśniąca bestia
o gładkim lakierze
i z człowiekiem
o inteligencji znikomej
jedzie do celu
jakim jest postój
kierowany do niego
za pomocą układów
jedzie...
w psa uderzył
... dalej do celu
bez rysy
bez szwanku
tylko trochę krwi na szybie
i kawałek mózgu na lakierze...

***

Wybiła godzina. Któraś z kolejnych godzin, które biją.
-Każdy ma swego demona! Pamiętaj...może ja nim jestem!
-Ciszej tam!

***
Jestem słoniem. Jestem, bo mama mi tak powiedziała, a potem nikt nie zaprzeczył. Jestem zielonym słoniem. Mój stosunek do tej zieleni
jest specyficzny. Nie jestem inny lecz taki jaki być powinienem. Mama mi tak powiedziała. Mama to taka instytucja, która tłumaczy dużo
ważnych rzeczy. To ona mi powiedziała, że jestem słoniem i wytłumaczyła, że słoń jest po to, żeby żyć. Cel słonia to cel wszystkich
istot, a ja jestem zielony. To bardzo ładny kolor, tak jak wszystkie ładne kolory. To sam sobie powiedziałem.
Rok temu mama odeszła. Przed tym też mnie przestrzegła. Wszyscy musimy żyć, by umrzeć, ale trzeba tak żyć, by pozostawić ślad.
Ślad to taki odcisk, na przykład stopy na puszystym piasku, ale ja wiem, że mamie chodziło o inny ślad. Ślad na piasku
rozmywa się, ulatuje i przemija, dlatego należy pozostawiać ślady w sercach. Mamam mi taki zostawiła.

Pewnie się zastanawiacie po co taki zielony słoń jak ja to wszystko pisze... Słoń również. Prawdopodobnie w ten sposób chcę pozostawić
swój ślad. Może. Jak mawia małpa w telewizorze: "Wszystko jest możliwe, bo wszystko to przyszłość". Właściwie to jest bezsensu, ale za to ładnie brzmi.


Kiedyś szedłem łąką i zobaczyłem latającego ptaka.
-Co robisz? - spytałem.
-Latam.-odpowiedział wyniośle.
-Po co latasz? -zaniepokoiłem się-Możesz spaść! To niebezpieczne!
Ptak popatrzył na mnie i odleciał.
Kilka dni później spotkałem tego samego ptaka biegającego po ziemi.
-Czemu nie latasz?
-Bo to niebezpieczne.-wyszeptał konspiracyjnie.
Zastanowiłem się nad tym i przyznałem mu rację. Zostaliśmy przyjaciółmi.
Kura, ten ptak, powiedział mi, że jestem inny, bo słonie są szare.
-Ale szary jest nijaki –odpowiedziałem -po co wtapiać się w tłum, jeśli tłum nie wtapia się w nas?
Wtedy zza krzaka wyskoczył człowiek. Człowiek to takie zwierze, tylko głupie, bo nikt nie może go zrozumieć.
Człowiek chwycił mnie w sieć i woził po świecie, pokazując innym ludziom.
Nie mogłem zostawić śladu w niczyim sercu, dlatego piszę do was... Uważajcie na ludzi! To najgorsze zwierzęta!

***

Milczenie i cisza stopiły się w jedno. Jakie to dziwnie smutne... Pozostała mu ostatnia kartka...
Aż podskoczył na dźwięk głosu za ścianą.

spada i rozbija się
rozbija się o strukturę
złożoną z takich jak on
roztrąca i turla się w dół
za nim robi to kolejny
następny taki sam

okruchy spadające
w wielkiej klepsydrze
każdy okruch to teraźniejszość
chwila która trwała
czytałeś
one spadały
myślisz
one spadają
odłamki teraźniejszości

spiesz się
rób wszystko
lecz ich nie powstrzymasz
w końcu same przestaną
bo teraz przeszłością będzie

uciekaj
nie czytaj
nie marnuj okruchów...

***

Ze zdenerwowaniem chwycił ostatnią kartkę. Czytał, a wraz z nim głos za ścianą...

***

(głos soczysty ociekający słowami)

iskra przeskoczyła
ruszamy na eskapadę
pędzimy po neurostradzie
podążamy na myśli
po sobie
i wnętrzu osoby
której na karku
głowę nosisz
może jej nie znasz
śmiechem się zanosisz
lecz po chwili
w oczach błysk obłędu
bo zobaczyłeś kogoś
zatrutego nienawiścią
bądź biegnącego za korzyścią
uciekającego życiu
nie wierzysz że to ty?
źle
nie żyj w ukryciu
już lepiej bestię uwolnij
pamiętaj...

(głos odbija się od ścian grubiejąc wraz z echem)

ona i tak kraty rozerwie
i w morderczej werwie
twe połączenia nerwowe
na zawsze przerwie
i śmie...

(głos się urwał , następnie głos spokojnego dziecka)

i śmiej się z tego
bo czasem trzeba
czasem inaczej nie przerwiesz melancholii
uwolnij bestię zaklinaczu
uwolnij...

(głos tępo ścinający końcówki)

uwolnij i sen przerwij
i śmierć cię czeka
czy zdołasz się uchronić?

(głos wszystkich głosów)

człowieka zabij w sobie
zniszcz bo w cywilizacji dobie
i tak śmie...


I TAK ŚMIERĆ GO CZEKA

***

Cisza. Czuł, że drży. Wrzask nieludzki. W jego pokoju. To nie on. Traci oddech. Słowa same wypływają z niego...

***

CIEMNO
ZIMNO
BÓL
ŚMIERĆ
KONIEC

***

Bezsensowność jego własnych myśli przyprawiała go o mdłości. Po co pozwalać na życie dla tworu zwanemu JA! Może się zabić?
Tylu innym się udało mimo, że byli bardziej przydatni.
Zanim zastanowił się co robi, rzucił się do okna. To, że było zamknięte nic nie zmieniało. Wyskoczył. Rozbita szyba kaleczyła
jego wyobraźnię.
Spada.
Już nie może nic.

***

-Żadnej poprawy? -spytał blady mężczyzna w bieli. Stał w długim białym korytarzu,
przed białymi drzwiami. Palcem delikatnie
głaskał białą rdzę na drzwiach.
-Niestety... Nadal wypada przez zamknięte okno spadając z łóżka.
-Zabrać mu łóżko.-wycedził przez nieliczne białe zęby i przez mgiełkę białej śliny ruszył by pogłaskać kolejne drzwi....
utwory


informacje

szukam prawdy żeby wiedzieć kiedy kłamię

dołączył(a): 2006-04-23
grupa:
liryczni
imię:
imię:
miejscowość:
miejscowość:
urodziny:
1987-08-22
123 wierszy
5 opowiadań
5 tekstów (publicystyka)
0 tłumaczeń
0 utworów w PW
781 komentarzy udzielonych
280 komentarzy otrzymanych
580 postów na forum

ulubieni

moi ulubieni autorzy:

Svarg, ala, Veles, Don Trippio, w&j, małGocha, Frances F., landrynkową piękną śmierć, mihaly, medeam, nionpa, hasiok, worek kości

jestem w ulubionych u:

allon, magda-lena, bermika, sho, clio, fiqero, izidor, jacek sojan, Frances F., koryfeusz, Bryłcia , MUFKA, Ja, motyl, Murzyni, ale myślą, nionpa, ---------