avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
BaronG
notatnik
poezja
opowiadania
felietony
grafika

Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
na marginesie
regulamin
FAQ
archwium forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj


zaawansowane...

Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


15 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
BaronG
grzegorz bronakowski


„Epilog”






















Ja jako anioł
cenię boga za
mus tworzenia
On tworzy nas
bez energii i
bez emocji On
jest i będzie
Ja jak bóg on
jako ja Ongiś
jedność Ego i
alterego Liść
i drzewo Krew
i duch Jestem


Zdawał sobie sprawę ze swych słabości. Jego słabością był on sam. Prowadzenie życia na świecie, który jest mdły i oblepiony szlamem nie dawało mu radości. Zbyt wiele niedopatrzeń było w jego życiu. Anioł zesłany na ziemię przez boga, którego nie ma... Absurd, ale czasem wszystko co jest niemożliwe, po prostu się dzieje i to jest cud.

***

Ranek wstawał powoli. Słońce płonęło już nad lasem gdy w końcu wypłynął w czas teraźniejszy. Czasami miał wrażenie, że to jest bez sensu. Skoro boga już nie ma, to po co nadal spełnia jego zachcianki...
Prawdę powiedziawszy od dawna spełniał swoje zachcianki. Nie znał żadnego innego anioła, więc przyjął, że oni również zginęli. Stał się bogiem. To do niego ludzie się modlą, jego kochają i czczą. Jednak to martwego boga przeklinali, nienawidzili i tylko w tamtego mogli nie wierzyć.
Czuł się cudowny, bo był cudem. Słaby ciałem, wszechmocny duchem. Ludzie są śmieszni, a on... rozbawiony ich śmiesznością.
-Co dziś zamierzasz? -z rozmyślań wyrwał go Natas. Pytanie było tak absurdalnie aktualne, że nie znał odpowiedzi.
-Odejdź.-powiedział by nie musieć odpowiadać.
-Odpowiedz.
OD...PO...WIEDZ
-Trzej mnisi wiszą na sznurach. Sznury oplatają ich zakapturzone szyje. Mnisi są umarli. Zginęli wraz z pierwszym krwawym blaskiem słońca. On uwolnił ich dusze od śmiesznych ciał.
-Stało się...-wyszeptał Natas
Gdzieś na ziemi umarło właśnie trzech mnichów. Trzej mnisi zostali powieszeni. Kolejna sensacja dla mediów. Kolejny gorący temat. Oni już nie żyją. Oni się nie obronią... Sponiewierajmy ich...
-Dziękuję za mile spędzony poranek-powiedział Natas i odszedł.
Został sam. Tylko on i wszechświat. Ludzi nie liczył. Ludzie są tylko zwierzętami przeświadczonymi o swej niezwykłości. Ruszył drogą przez las. Tu mieszka pewien staruszek. Metsej brzmi jego imię. Metsej jest dziwny, bo on nie ma na niego żadnego wpływu.
-Witaj Acinmejat.-odezwał się głos starca. Ten starzec znał jego imię mimo iż nawet on sam go nie znał.
-Mam nadzieję, że reumatyzm nie dolega.
-Niech Bóg będzie z tobą.
-Bóg umarł.
-Nic nie szkodzi.-zaśmiał się.
JEGO ŚMIECH!!! JEGO ŚMIECH...
-Trzej mnisi...
-Po co mi to mówisz? - naturalne, nieśmiałe i niezrozumiałe zdziwienie- Ja to wiem i ty to wiesz, ale w sumie ty nic nie wiesz, a ja wiem to co chciałbyś wiedzieć.
Chciał powiedzieć, że nie rozumie lecz się wstydził. Właśnie dlatego czuł do tego starca szacunek, nienawiść, strach, a nawet miłość.
-Nie musisz rozumieć-mówił dalej-to musisz czuć.
-Nie jestem stworzony do uczuć lecz do czynów.
-Czujesz. Czujesz ból, bo jesteś egoistą. Nie czujesz zmęczenia czy znużenia, to uczucia ciała, ale czujesz wszystko to co jest niezbędne do świadomego życia.-starzec wyglądał na zmęczonego-Teraz idź i szanuj życie, szanuj godność i szukaj...

***

Dlaczego nagi mężczyzna leżący w centrum miasta na asfalcie w godzinach szczytu wzbudza tak wielką sensację?
odpowiedź jest prosta, bo nikt nie rozumie dlaczego... Ludzie mają bardzo ograniczoną zdolność postrzegania świata i czasem drobny szczegół wystarcza by sensacja nie została zauważona.
Tak więc nagi mężczyzna leży na asfalcie. Nie śpi lecz myśli. Ludzie, samochody, rośliny i zwierzęta zastygły w bezruchu. Miejscami wyglądało to dość zabawnie, ale leżącemu nie jest do śmiechu.
Po co się tu znalazł? Jaki to ma cel? Jak się tu znalazł? On boski w każdym calu, nie może kierować swym losem!
Leży, a jego umysł nawiedzają wizje...

***
Wstęp do wizji

zabijmy wszystkich
nieśmiertelnie martwych
i tych
co umrzeć nie potrafią

uratujmy wszystkich samobójców
którzy umrzeć nie potrafią

to jest wolna wola
ona z góry nam dana
ona przy narodzinach
odbierana wraz z łonem matki

choć istnieją przypadki
że jeszcze prędzej

nie ważne
jak mówią
zabijanie to środki doraźne
ale tylko do życia

***

Wizja I

Jest noc, a on nie śpi.
Już dawno powinien zapaść w głęboki sen, ponieważ jest wyczerpany. Siedzi na łóżku i patrzy zdziwiony. Tłum ludzi przeciska się przez jego pokój. To musi być sen. Ludzie wchodzą drzwiami i nie zwracając na niego uwagi, wyskakują oknem. To tylko sem. Ludzie skaczą z jego okna na 19-nastym piętrze... Co to za ludzie popełniają samobójstwo korzystając z jego okna. Zdecydowanie lepiej, żeby to był sen... Oni nie powinni robić tego co robią i to bez pozwolenia na wykorzystanie jego prywatnego okna. Może jednak to sen.
Głupie żarty...
Przemógł się i wstał by spojrzeć na to co się dzieje za oknem. Oczyma wyobraźni widział już ten stos ciał... Stoi i nie wie co robić. Jak ma podejść do okna skoro przez jego pokój przebiega peleton maratonu lemingów, ścigających się o pierwszeństwo w popełnieniu samobójstwa. Może jednak to sen? Nie wie. Ludzie wbiegają do pokoju bezszelestnie. To sen. Ludzie wypadają oknem bez żadnego dźwięku. Zdecydowanie to sen.
Jeżeli nie śni, to widzi duchy. Popchnął jednego osobnika. Chwilę potem leżał na łóżku zamroczony po silnym ciosie w szczękę. "To ja wolę, żeby to był sen..."-pomyślał, a potok ciał nadal przepływał przez jego przestrzeń życiową.
Nagle wszystko się skończyło. Nikt nie wbiegał drzwiami i nikt nie wypadał oknem. Podszedł i wyjrzał przez okno. Nikt nie leżał martwy na ziemi. Przetarł oczy i ziewnął uspokojony. To tylko sen.
Drzwi się otworzyły i wbiegł jakiś spóźniony amator samobójstwa. Wpadł na niego i razem wypadli za okno...
***

Wizja II

Nareszcie skończył pracę. Jeszcze godzina i będzie w domu. Żona zapewne już na niego czeka. Są małżeństwem już od trzech lat, a on wciąż nie może uwierzyć w swoje szczęście.
Wszedł do windy i wcisnął przycisk "parter". Po drodze ludzie wchodzili i wychodzili na kolejnych piętrach, ale on ich nie dostrzegał. Myśli o prezencie dla żony z okazji urodzin. Planuje zaprosić ją do jakiejś ekskluzywnej restauracji i dać naszyjnik z pereł albo pierścionek z diamentem.
Nareszcie zjechał na parter. Rozejrzał się trochę nieprzytomnie i skierował się do wyjścia. Przed budynkiem powinna czekać limuzyna, ale jej nie ma...
Jest! Piękny czarny Roys-roys zmierza majestatycznie do chodnika...
Minęła sekunda. Leży na ziemi ze złamanym karkiem. Spadł na niego jakiś człowiek, zapewne samobójca. Spadł na niego i uciekł...
***

Zabawne? Niedorzeczne? Głupie? Oczywiście, że tak, ale dlaczego? Może powodem jest to, że kłóci się z naszym wyobrażeniem umierania i własnej śmierci. Wszyscy pragnął zginąć jako bohaterowie albo spokojnie w gronie bliskich zapaść w wieczny sen...
Zastanów się jednak czy te pragnienia nie są równie niedorzeczne?
***

Wizja III

11styczeń
temperatura powietrza -23stopnie

Wielka hala fabryczna wyglądała na opuszczoną. Gołe ściany pozbawione rynku ziały szczelinami i otchłaniami okien. Spojrzał w górę i ujrzał błękitne niebo, po którym przemieszczał się powoli pojedynczy strzępek chmury.
Zrobił krok. Coś zachrzęściło mu podejrzanie pod butem. Już chciał się cofnąć by zbadać co zdeptał, gdy jego uwagę przykuła kołtun ze szmat w rogu pomieszczenia.
Jako, że był człowiekiem ciekawym ruszył raźnym krokiem w stronę znaleziska. Chcąc udowodnić sobie swą odwagę i zanik poczucia strachu, odgarnął jednym pewnym ruchem ręki szmaty i zamarł nie mogąc złapać oddechu.
Pod kłębowiskiem szmat spoczywał mężczyzna. Musiał umrzeć przed nastaniem mrozów, bo jego twarz pokrywały sine i czarne ślady rozkładu.
Nieustraszony mężczyzna osunął się na kolana i zemdlał.
Nazajutrz w obskórnej hali fabrycznej spoczywały już dwa martwe ciała.
***

Wizja IV

Ludzie idą w swoją stronę. Każdy dąży do jakiegoś celu. W tłumie stoi On. On nie idzie. Jego celem jest odnalezienie celu ,niestety nie ma pojęcia gdzie szukać... Stoi w tłumie i nie pamięta. Tak właściwie to nie zdaje sobie sprawy ze swej nie pamięci.
Chce kogoś zapytać ,co tu robi lecz nikt nie zwraca na niego uwagi. Cel jest najważniejszy ,a celem dotarcie do celu.
Stoi. Otaczają go zapachy. Niektóre zwiewne i łagodne,inne zaś nieprzyjemne. Nie kojarzy zapachu z rzeczą bądź sytuacją. Pojmowanie jest dla niego abstrakcją.
Nagle poczuł się przytłoczony. Przytłoczony świadomością tego ,że nie ma celu w życiu i nigdy nie będzie go miał. Poczuł pulsującą falę krwi ,docierającą do jego głowy. Zrobił krok i upadł.
Ludzie przechodzili obok. Każdy z nich miał swój cel ,a celem nie była pomoc nieznajomemu.
Człowiek umarł...
***

Wizja V

Siedzi na ławce obserwując dzieci. Najbardziej interesuje ją jeden brzdąc, ten który beztrosko buja się na huśtawce. Jej synek. Najlepsze co się jej w życiu przydarzyło. Ojciec małego uciekł na pierwszą wzmiankę o potomstwie. Nie kochała go, ale jest mu wdzięczna za chłopca.
Żyją ubogo, ale nie w nędzy. Jej praca polega na sprzedaży swojego ciała. Prostytutka, ktoś powie. Tak, ale nie z wyboru więc nie dziwka. Jest gotowa na wszystko, byleby jej dziecko miało dobry start.

-Dzień dobry-koło niej usiadła jedna z matek. -Dzień dobry-przyjrzała się jej. Musiała być zamożna o czym świadczyło dobre ubranie, skromna acz gustowna biżuteria i piękny zapach jaki wokół siebie rozsiewała.
-Które jest pani?
Jej maleństwo właśnie kopnęło piłkę.
-Bardzo ładne-uśmiechnęła się kobieta pokazując dwa rzędy doskonałych zębów.
Spojrzały obie na bawiące się dzieci... Piłka toczyła się po rozgrzanym asfalcie, a za nią biegło jej jedyne dziecko. Jęk przerażenia wyrwał jej się z gardła. Ruszyła biegiem w stronę drogi. Widzi nadjeżdżający samochód. Za szybą samochodu dostrzegła przerażone oczy kierowcy, który wie, że nie wyhamuje. Wbiegła na drogę, MUSI uratować swoje dziecko.
Trzask i jęk gniecionej blachy, a chwilę potem łoskot ciała uderzającego o twarde podłoże.
Na drodze leży ciało. Tak martwe... Piłka zatrzymała się na kępie trawy. Chłopczyk stoi osłupiały, a ciało matki jest tak martwe...
***

Czasem nie ważne jak żyłeś, gdy śmierć przyćmiewa życie.
gdy śmierć ważniejsza niż życie...
Gdy życie martwe, a śmierć ożywia wyobraźnię...
***

Wizja VI

idzie łąką
łąka jest usiana wielobarwnym kwieciem
naturalna mozaika
w powietrzu unoszą się pyłki
zapachy owady
wszystko naturalne czyste i piękne

idzie łąką
spod stóp jego uciekają
drobne żyjątka
pod jego stopami
ginął kwiaty
zioła i trawa

idzie łąką i śpiewa
wielkie szczęście
spowodowane bliskością przyrody
rozsadza mu zmysły

idzie łąką i śpiewa
usta szeroko otwiera
do ust wpadł szerszeń
użądlił
człowiek umiera
na łonie przyrody
***

Wizja VII

liście z cichym szelestem spadają na ziemię
każdy kolorowy niepowtarzalny martwy
nie śpiewają już ptaki
tylko czasem wśród ciszy
dosłyszysz dogasające krakanie
słońce wzeszło
księżyc w pełni
walka
***
obudzony tak wcześnie
wyruszył na spacer
by ciało czymś zająć
idzie drogą
która na plażę prowadzi
tak bezduszną jesienią

pomost stoi
czeka
na kolejnych odwiedzających
trochę zbutwiały
bardzo rozchwiany
lecz ludzi do siebie przyciąga
***
nie myśląc gdzie idzie
na pomost stary
swe kroki kieruje
wchodzi i myśli
o losu zakrętach

wczoraj był żywy
w szczęściu się kąpał
dziś tonie w goryczy
***
te kształty ponętne
wciąż przed oczyma mu stoją
tyle chwil szczęścia
radości
nocy bezsennych...

wczoraj kres nastał
wczoraj był koniec
i nigdy nie będzie tak samo
***
już na pomoście
o poręcz spróchniałą
swe ciało opiera
poręcz trzeszczy
pęka w końcu

on wpadł do wody
a przecież pływać nie umie...
***
może i lepiej
bo jaki sens żyć
na tym świecie
bez ukochanego

telewizora
***

-I cóż zrozumiałeś drogi przyjacielu?-przed nim stoją Metsej i Natas. Stoją w próżni czyjejś śmierci, bo śmierć jest próżnią.
-Widzisz-mówi Natas-Ludzie są dla nas przekleństwem, bo wierzą. Wiara boli, bo nie pozwala nam umrzeć. Ty dałeś staremu Metsejowi to czego pragnął od dawna. Odebrałeś od niego brzemię wiary milionów.-Metsej rozpłynął się z grymasem szczęścia na pomarszczonej twarzy.
-On był bogiem!?
-Teraz ty nim jesteś-Natas nie ukrywał zadowolenia-Byłeś nie posłuszny i skazałeś na śmierć, zresztą dość nietypową, tych kilku ludzi. Pamiętasz? "Szanuj życie". Nie uszanowałeś, bo nie czułeś pragnienia zmienić swych wizji... Bawiły cię.
-Co to ma wspólnego z byciem bogiem?
-Widzisz-zniecierpliwienie było wyczuwalne w jego głosie-Bóg nie może żałować ludzi, bo wtedy nie pozwoliłby im umrzeć, a wtedy byliby oni niemal równi jemu. Teraz wybacz, ale muszę się zająć kandydatem na swoje miejsce. Miłej wieczności...Boże...
Śmiech wypełnił wszechświat na krótką chwilę.
Nastał koniec, zrodzi się początek. Oby...
utwory


informacje

szukam prawdy żeby wiedzieć kiedy kłamię

dołączył(a): 2006-04-23
grupa:
liryczni
imię:
imię:
miejscowość:
miejscowość:
urodziny:
1987-08-22
123 wierszy
5 opowiadań
5 tekstów (publicystyka)
0 tłumaczeń
0 utworów w PW
781 komentarzy udzielonych
280 komentarzy otrzymanych
580 postów na forum

ulubieni

moi ulubieni autorzy:

Svarg, ala, Veles, Don Trippio, w&j, małGocha, Frances F., landrynkową piękną śmierć, mihaly, medeam, nionpa, hasiok, worek kości

jestem w ulubionych u:

allon, magda-lena, bermika, sho, clio, fiqero, izidor, jacek sojan, Frances F., koryfeusz, Bryłcia , MUFKA, Ja, motyl, Murzyni, ale myślą, nionpa, ---------