avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
orbitowanie bez cukru
opowiadania
felietony

Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
na marginesie
regulamin
FAQ
archwium forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj


zaawansowane...

Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


25 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
orbitowanie bez cukru
mechanik liryczny


Chapter 2: urzekła mnie twoja historia
Cienie przekraczają granice. Z sufitu na podłogę, krok od wbicia pazurów w oczy, do mózgu na wylot. Konar zostawia ślady na pościeli, zsuwa kołdrę z głowy. Noc wyrzuca brudy z zakamarków, gwałci wyobraźnię. Tik, tak, idzie z przeświadczeniem własnej boskości. Burza smaga biczem, rwie korony, ugięte dachy błagają o świt. W szafie, między płaszczami zaciska powieki, słone strużki szczypią, złamane usta liczą cięgi.
Kiedy była mała mieszkała z dziadkami i wujostwem na pierwszym piętrze kamienicy. Dzieliła pokój z babcią. Pokoje były ogromne, w każdym kaflowy elegancki piec, zimą ciepłe poczucie bezpieczeństwa a latem po prostu, piec. Najbardziej lubiła kuchnię, w której przesiadywali wieczorami wszyscy, oprócz matki i dziadka, którzy włóczyli się swoimi ścieżkami i przebywali w zakamarkach wielu domów, za wyjątkiem własnego. Babcia powtarzała wielokrotnie, iż nie daleko pada jabłko od jabłoni.
Zimą, kiedy wszyscy dorośli byli w pracy, a babcia wychodziła do piwnicy po drewno, wyciągała rower na środek pokoju i jeździła nim w kółko do utraty tchu. Wielokrotnie powtarzała sobie, że ze względu na małe metraże, nie zamieszka w blokach.
Każde wakacje spędzała na wsi. Dziadkowie wynajmowali niebieski domek z białymi framugami okiennic, klepiskiem i strzechą pokrytą słomą.
Któregoś ranka ziemia zadrżała. Wtedy po raz pierwszy usłyszała o stanie wojennym. Kobiety zebrały się wieczorem u sołtysowej, płakały podczas gdy mężczyźni radzili w stodole. Nazajutrz przy śniadaniu, Niemców planuje pokonać kijem i drewnianym pistoletem, ale to nie o nich, chodzi i wypatruje czołgów. Wierzy w słowa babci, święte i niezaprzeczalne. (Prawdę, iż jej miasto rodzinne nie jest centrum Polski odkryje w wieku czternastu lat, kiedy pierwszy raz samotnie wybierze się nad morze. Ucieknie z domu autostopem, a mapę ukradnie kierowcy Żuka, który weźmie ją z trasy, zacznie się dobierać do intymności, na co dostanie kopa w swoją).
Tamtego lata Babcia opowiedziała jej pewną historię.

***
Za górami i lasami, we wsi na skraju państewka Nakło, mieszkał chłopiec, który chciał przeżyć przygodę i opisać ją w książce. Chłopiec nie bał się niczego, całymi nocami wypatrywał duchów i zmór, które kryły się między konarami drzew, a podczas dnia biegał z kolegami w pobliskich lasach w poszukiwaniu przygód. Pech chciał, iż wszystkie niewiarygodne rzeczy działy się poza jego plecami.
Pewnego wieczoru, kiedy ciepło pościeli zmorzyło jego czujność, zapadł się w ciemność. Na stół przed domem, w którym mieszkał, wskoczył srebrzysty pies i zawył, dziadek chłopca wiedząc co się dzieje, wstał ażeby go obudzić, w tym samym czasie pies zamerdał ogonem i znikł.
Nazajutrz rano zawiedziony wyruszył do miasta, wysłany przez dziadka po sprawunki. Po drodze mijał sad. Na skraju stała jabłonka, miała na sobie czerwone korale owoców. Chłopiec nie mógł się oprzeć przed sięgnięciem i uchwyceniem w dłoń okrągłego i czerwonego jabłuszka. Jabłuszko miało lśniącą skórkę i pachniało malinami. Miodowy miąższ rozszedł się po ciele chłopca. Z łakomstwa połknął również ogryzek, jądro jabłka zakotwiczyło w żołądku.
Następnego dnia chłopiec obudził się z uczuciem swędzenia na samym środku głowy. Drapał się i drapał, nawet dziadek sprawdził, czy wnuk aby nie złapał wszy. Z dnia na dzień uczucie swędzenia wzrastało i w miejscu pojawił się guz, choć chłopiec nie przypominał sobie, żeby go nabił. Pewnego dnia obudził się z ogromnym bólem głowy i brzucha. Domownicy jeszcze spali, przemknął cichutko do łazienki. Kiedy zapalił światło i spojrzał w lustro zobaczył, iż na czubku głowy wyrosło mu drzewo. Przestraszył się i krzyknął, wtedy drzewo rozchyliło korę
i powiedziało, nie bój się. Chłopiec rozpłakał się, wziął nożyczki i zaczął obcinać drzewu gałęzie. Ściął całość, a na głowę nałożył czapkę. Nazajutrz znowu obudził się z drzewem na głowie, i tak za każdym razem kiedy próbował się go pozbyć, odrastało. Z biegiem lat przyzwyczaił się do balastu, żeby go ukryć przed wścibskim wzrokiem ludzi, zakładał ogromną czapkę. Stał się pierwszym krasnoludem na ziemi. Napisał książkę, która stała się sławna a on rozpoznawalny, wszystko dzięki drzewu. Pewnego wieczoru z boleściami brzucha usiadł na muszli sedesowej. Kiedy zrobił kupę, poczuł kłucie i swędzenie głowy. Dotknął dłonią czubka, okazało się, że nie ma drzewa, a w głowie pozostała tylko dziura. Ucieszył się. Wyszedł na ulicę i wszedł do baru, gdzie zwykle pił z przyjaciółmi. Nikt go nie rozpoznał. Nie był już krasnoludem. Nie był szczególny. Stał się nikim.

***

Od tamtej pory za każdym razem, kiedy je jabłko, jak i inne owoce z pestkami, dba o staranne odłączanie ich od miąższu. Nie chciałaby, żeby na głowie wyrósł jej arbuz. Czy widział ktoś kiedyś, kobietę o dwóch głowach, w dodatku jedną zieloną?
W wieku lat dziesięciu, zaparzyła zostać listonoszem. Jak pan Andrzej, nosić wielką czarną torbę, i mieć mnóstwo znajomych. Kiedy po latach dowiedziała się od ojca, iż pracował jako listonosz do dnia w którym usnął pod drzewem kompletnie pijany i został okradziony z emerytur i rent staruszków, żyjących na sucharach(byle do piętnastego),roześmiała się i uznała, iż nic nie jest przypadkiem.
Śmierć, przychodzi i świat wydaje się podzielony na dzień i noc, w których odpowiednie czynności wypełniają pustkę po kobiecie, której piersi przysłaniały wszystkie problemy i niepowodzenia. Babcia była ciepła, zawsze uśmiechnięta i pachniała wanilią. Nosiła czerwoną chustę, którą otulała jej drobne ciałko kiedy siadywały wieczorami przy piecu. Była pierwszą osobą, którą widziała rano, kiedy leniwie otwierała oczy i ostatnią do której tuliła się przed snem, przeganiając śmiercionośne cienie.
utwory


informacje


dołączył(a): 2006-06-06
grupa:
liryczni
imię:
anna
miejscowość:

urodziny:
0000-00-00
0 wierszy
16 opowiadań
1 tekstów (publicystyka)
0 tłumaczeń
0 utworów w PW
61 komentarzy udzielonych
0 komentarzy otrzymanych
2 postów na forum

ulubieni

moi ulubieni autorzy:

, caroll, Frances F., MUFKA, playing.angel

jestem w ulubionych u:

lia, jacek sojan, Judzia, Naamah Di., amk, i, playing.angel, Jacek Krajl, motyl