avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
orbitowanie bez cukru
opowiadania
felietony

Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
na marginesie
regulamin
FAQ
archwium forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj


zaawansowane...

Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


14 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
orbitowanie bez cukru
mechanik liryczny


szósty zmysł Maurycego
Ponad szczytami domów, dzień układa słońce. Iskry na dachach tańczą w rytm wędrówki chmur. Obłoki bez wizy, biletów, bagaży, zwiedzają świat. Na gapę spadają do morza i już są galaretowatą parasolką, przemierzają głębiny, wyrzucone na brzeg odlatują w niebo. Niebieskie bardziej lub mniej pochmurne przygląda się życiu. Środek dnia przeciąga kotu promień po wąsie, oświetla czarne futerko, brzuszek unosi się mierzwiony podmuchami lekkiego wiatru. Zadziera głowę bo oto muszka wpada z wizytą, figlarnie przelatuje za firankę. Kot leniwie przeciąga chwilę, trzeba się zająć gościem. Wyrywa małej zdzirze skrzydełko. Poturbowana zbiera gnaty, przeklina złoczyńcę i odchodzi. Otrzymuje rentę, żyje krótko i nieszczęśliwie.
Wraca na parapet, liże łapę i kolistym ruchem zagarnia głowę. Jest tutaj oni tam, przy drzewie piją jabola. Po dwa łyki każdy, w skupieniu butelka krąży. Upsss, wypada z rąk. Dźwięczy
w uszach kurwa, chyli głowę rozczarowany wzrok liczy stratę. Tamci klepią go po ramieniu. Znowu musi iść do roboty. Tym razem wyżebra na dwa i coś do żarcia, obiecuje i odchodzi. Tamci także, każdy w swoją stronę z wypchanym plecakiem i reklamówką pełną skarbów. Zimą jeden z nich ułoży się do snu w ciągu grzewczym. Robotnik z PEC znajdzie rozłożone ciało, jak napoczęte przez szczury opowiada historię wolnego wyboru. Męża, żona opłakuje stratę lat i zaskórniaków. Nikt o nim nie pamięta. Tylko dzieci pytają jaki był tata.
Czas mija, łuski karpia połyskują w portfelach, puchowe kurtki wychodzą na spacer, kot wygrzewa kości, z kaloryfera widzi jak wróble walczą o skórkę chleba. Rozbitą obok drzewa butelkę, otula zimny puch w którym obok ławki ludzie wydeptali ścieżkę. Oblodzona, wiedzie dziewczynę z psem na spacer. Pchlarz szarpie, właścicielka traci równowagę i upada. Nie może się podnieść. Śnieg łapczywie pije krew. Dziewczyna z przerażeniem podnosi dłonie, karmazyn wypełnia jej oczy. Zbiega się tłum gapiów, z którego wychodzi chłopak, bierze ją na ręce i unosi ponad dachami. Nieprzytomna składa głowę na jego ramieniu. Następnej zimy, zakładają obrączki, czułym pocałunkiem otwierają nowy rozdział. Po przyjściu na świat pierwszego z dwójki, dziecka, wyjeżdżają i wiodą spokojne życie emigrantów. W którąś tam rocznicę ślubu, giną w wypadku, spaleni, spoczywają we wspólnej urnie, na zawsze razem, teraz już nie ma odwrotu.
Wiosną ktoś zostawia otwarty balkon. Na drugi dzień czyta, anons o własnym zaginięciu. Nie zgłasza się. Na jego poduszce szczeniak zostawia ślady łap. Miesiąc później zamieszcza ogłoszenie: odsprzedam dwuosobową piwniczkę, gdyż moja żona i ja nie zamierzamy jeszcze umierać.
Uwielbia parapety, w takt snu wodzi za spojrzeniami dachów, żeby świat uznał go za grzesznika, językiem wylizuje rany. Jak kot umiera dziewięć razy. Podobno jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o miłość.
Z pozdrowieniami,
Kot.
utwory


informacje


dołączył(a): 2006-06-06
grupa:
liryczni
imię:
anna
miejscowość:

urodziny:
0000-00-00
0 wierszy
16 opowiadań
1 tekstów (publicystyka)
0 tłumaczeń
0 utworów w PW
61 komentarzy udzielonych
0 komentarzy otrzymanych
2 postów na forum

ulubieni

moi ulubieni autorzy:

, caroll, Frances F., MUFKA, playing.angel

jestem w ulubionych u:

lia, jacek sojan, Judzia, Naamah Di., amk, i, playing.angel, Jacek Krajl, motyl