avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
orbitowanie bez cukru
opowiadania
felietony

Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
na marginesie
regulamin
FAQ
archwium forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj


zaawansowane...

Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


23 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
orbitowanie bez cukru
mechanik liryczny


może tak było a może cały świat odwrócił się do góry nogami
Widywałam ich często. Razem, zawsze uśmiechnięci. Wyglądali na szczęśliwych.
On lubił przystanąć i skraść jej pocałunek.
Tamtego dnia śnieg skrzypiał pod butami a w nosie zastygały sople. Przyszli do sklepu.
Ona została na dworze. Miała na sobie kożuch z kapturem, który skwapliwie poprawiała,
bo wiatr ściągał go bez przerwy , wełnianą spódnicę i półbuty. Stała tak samotnie, skurczona z zimna przed tym sklepem. Mijały minuty on nie wychodził. Dlaczego nie weszła do środka, nie wiem. Z każdym wychodzącym klientem podnosiła wzrok, bo głowę miała spuszczoną
i bez przerwy wycierała nos. Pomyślałam, że to była ważna sprawa skoro przyszła z nim w taki mróz. Wyszedł. Stanęła przed nim. Chciała coś od niego wziąć. Ale on skrzywił się. Jeszcze nigdy nie widziałam go z takim przykrym grymasem.

***

Była zima. W radio podawano, że zima stulecia. Tamten dzień był wyjątkowo zimny. Chłodny przenikliwy wiatr grał w oknach północną melodię. Złowroga to była nuta. Leżeliśmy w łóżku. Było to najlepsze miejsce. Najcieplejsze. Rafał czytał Rimbaud”… majaczyło mi nawrócenie się na dobro i szczęście, zbawienie.” Położył książkę na piersi i przytulił mnie do siebie.
-Jesteś moim schronieniem, powiedział.
Szczęśliwy ten dom. Wtedy rozległo się pukanie. Otworzył. Nie wiedziałam kto idzie, bo chwilę rozmawiali na klatce. Potem zobaczyłam dwóch facetów z dziewczynami. Rafał powiedział , że to dawni znajomi. Że przyjechali specjalnie. Będzie mała bibka.
Oni przynieśli wino. Zaprotestowałam. Ale On powiedział, żebym się nie wygłupiała bo trzeba uczcić spotkanie.
Poszłam do łazienki. Cały świat rozpadał się z minuty na minutę. Rafał powiedział, że skoczy po trunek , bo już nie ma. Poszłam z nim. Było cholernie zimno. Wtedy żałowałam, że nie włożyłam kozaków. Wiatr szalał. Przenikał wszędzie. Wbijał się jak ostrza sztyletów.
W drodze prosiłam, nie pij już. Zbył mnie. Znowu to diabelskie spojrzenie. Czekałam tam, pod tym sklepem. Modliłam się, żeby nie było tej cholernej wódki.
Wyszedł. Zadowolony. Poślizgnął się, chciałam do podtrzymać. Nie udało się. Butelka upadła.
- Wszystko przez ciebie, głupia pizdo! Krzyknął.
Wszedł do sklepu. Kupił drugą flaszkę i odszedł.

***

Jej łąki oczu i usta winne. Przechylam kielich i rozlewa się po ciele. Każdy por skóry nią oddycha.
Napiłbym się wódki. Dobrej zimnej wódki, myślę.
- Pójdę otworzyć.
Za drzwiami stare ryje stoją dwa. Na bańce już. Cieszą się bo nowa praca. Jakieś dupy wyrwali. Stoimy chwilę na korytarzu bo nie chcę, żeby moja wiedziała, że znamy się z
„ Romantycznej”. Tłumaczę im co powiem.
- Znajomi z daleka przyjechali. Na dzień nie maja gdzie zostać. Napijemy się . Przenocują.
Patrzy. Nic nie mówi . Wstaje. Potem prosi, mówi, że hotele, że może pójdziemy gdzie indziej.
Ucinam to. Nie będzie mi suka mówić. Moje mieszkanie. Mój dom.
Poszła do łazienki. Ubieram się. Alkohol się skończył trzeba dokupić. Idzie ze mną.
Pewnie , żeby mi truć. Idzie i płacze. Boże, jakie te baby. W sklepie kolejka , wiec nie wchodzi ze mną. Biorę zero siedem czystej. W ustach już pali. Wychodzę.
- Kurwa! Butelka w śniegu.
- Wszystko przez ciebie, głupia pizdo!
Ona próbuje pozbierać szkło. Kiedy wychodzę z flaszką, różowy śnieg zalega przed sklepem. Jakiś obcy pies wylizuje jej ślady.
Mam to w dupie. Nie wierzę tym sukom. Wszystkie są takie same. Przechylam butelkę.
Wracam. Impreza na całego. Hebe rozlewa wino po kątach. Nie mam już ochotny na wino.
- Wynocha wszyscy! Wypierdalać!
Zamykam drzwi. Siadam na podłodze. Wyciągam napoczętą flaszkę. Zimno rozlewa się w ustach. Piecze przełyk.
- Pierdolona kurwa, wóda!
Dzwoni telefon. Słucham. Nie poznaje własnego głosu.
Ona łka do słuchawki.Właściwie to on wyje jak suka.
utwory


informacje


dołączył(a): 2006-06-06
grupa:
liryczni
imię:
anna
miejscowość:

urodziny:
0000-00-00
0 wierszy
16 opowiadań
1 tekstów (publicystyka)
0 tłumaczeń
0 utworów w PW
61 komentarzy udzielonych
0 komentarzy otrzymanych
2 postów na forum

ulubieni

moi ulubieni autorzy:

, caroll, Frances F., MUFKA, playing.angel

jestem w ulubionych u:

lia, jacek sojan, Judzia, Naamah Di., amk, i, playing.angel, Jacek Krajl, motyl