avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
orbitowanie bez cukru
opowiadania
felietony

Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
na marginesie
regulamin
FAQ
archwium forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj


zaawansowane...

Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


24 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
orbitowanie bez cukru
mechanik liryczny


wyparte obrazy
Mieszkanko w bloku na parterze. Przed wejściem napis „ Wróżka” . Zanim tam poszłam wyobrażałam sobie staruszką obwieszoną mnóstwem złotych paciorków w zwiewnych szatach. Jakież było moje zdziwienie gdy w drzwiach stanęła niewysoka smukła kobieta około pięćdziesiątki ubrana w biały t-shirt i jeansy. Po wejściu do przedpokoju poprosiła mnie o zdjęcie płaszcza następnie zapytała na jaką kawę mam ochotę , oczywiście parzoną dodała. Wymieniła około piętnastu nazw, szczerze mówiąc nic mi nie mówiły, dawały tylko popis dla wyobraźni. Poprosiłam aby sama wybrała.
Pokój do którego mnie wprowadziła był pomalowany na fioletowo z dodatkiem wrzosu i granatu. Zaciągnięte rolety okienne pozwalały świecom na nadanie głębi i tajemniczości. Mała kobietka tutaj nie pasowała.
Przyniosła kawę w maleńkich filiżankach. Porcelana była tak delikatna, że widziałam czerń przez ścianki. Poprosiła abym wypiła, uśmiechnęła się poczym wyszła. Aromat delikatnie rozchodził się we wszystkie zakątki przenikał pory i koncentrował się w nozdrzach.
- Smaczna , prawda ? usłyszałam głos, drgnęłam gdy położyła mi dłoń na ramieniu,
Spokojnie jest Pani bardzo spięta, zaparzyłam dla ciebie, pozwolisz , będę mówiła ci po imieniu, Pełnię Księżyca, czuję że jest ci potrzebna
- Anna,
- Tak , Anna ,miło mi cię poznać Aniu, mów mi Teresa.
Wtedy pojawiła się na nowo ubrana w długą wrzosowo fioletową suknię, kompatybilna względem pokoju.
- A gdzie jeansy i t-shirt? uśmiechnęłam się
- Zobaczyłam nitkę rozczarowania na czole, mrugnęła okiem, postanowiłam to zmienić, usiadła.
- Słucham o co chcesz zapytać?
- Sama nie wiem, w sumie, weszłam przypadkowo
- Przypadki nie istnieją, wszystko co dzieje się w życiu stwarzamy sami.
- Jeśli wierzyć temu co mówisz, to rzeczywiście, od dłuższego czasu właściwie lat myślałam nad wizytą u wróżki. Jeśli chodzi o dzisiaj to po prostu skorzystałam z okazji przypadkowego napotkania szyldu.
- A ja po prostu nie miałam klientów , uśmiechnęła się szeroko, podaj mi dłoń
- Którą? Spojrzałam na otwarte wnętrza, nie wiem którą, powtórzyłam.
- Dobrze wiesz, po prostu ją wyciągnij.
Podałam lewą z blizną z dzieciństwa i schodzącym od płynu do mycia naczyń naskórkiem.
Wstydzę się moich dłoni, są duże i mają grubą skórę.
- Nie bój się, otworzyła poczym obróciła żeby zobaczyć grzbiet, następnie zaczęła opowiadać mi życie. Podała wiele szczegółów z dzieciństwa, spraw związanych z rodzicami, pierwszą miłością i każdą następną. Na koniec spojrzała mi prosto w oczy, czeka cię jeszcze wiele niespodzianek.
- Nie wiem co powiedzieć, wszystko co mówisz jest prawdziwe.
- Nic nie mów , zostaw dla siebie. Teraz rozłożę karty , ty w tym czasie pomyśl o co chcesz zapytać ale nie mów na głos, zapytaj siebie.
Teresa podała karty żebym je przez chwilę potrzymała. Następnie rozłożyła talię. Mówiła długo o mojej obecnej sytuacji i o przyszłości. Radziła z czego zrezygnować a co pozostawić tak jak jest żeby samo pracowało. Po kartach poprosiła żebym obróciła filiżankę tak jakbym chciała wylać jej zawartość na spodeczek. Co prawda wróżenie z fusów najmniej do mnie przemówiło. Za seans zapłaciłam kart kredytową, była taka możliwość, bo okazało się że kwota stu pięćdziesięciu złotych polskich które posiadałam jest niewystarczająca.



- Tylko pamiętaj, uważaj na przejściu i używaj z rozwagą warzyw, dodała kiedy zamykała za mną drzwi.
Nie bardzo wiedziałam o co chodziło wróżce Teresie z tymi warzywami. Jednak tak jak prosiła nie zadawałam pytań na które i ona nie znała odpowiedzi. Tak myślę.
***
- Beznadziejny wstęp do powieści, powiedziała przecierając brudne szkła koszulką równie nieświeżą co oddech. Poznajemy bohaterkę jak rozmawia z wróżbitką i nie wiadomo w ogóle o czym i po co.
Anna siedziała ze spuszczoną głową. Miała na sobie granatową koszulę nocną z Gerfildem. Lubiła ją za miękkość i ciepło zimą, latem doskonale wchłaniała pot.
- Ale znasz przecież ciąg dalszy, pamiętasz jak napisałam dwa lata temu Rozmiar czterdzieści jeden, chciałam zakończyć. Pomyślałam, że nawet może z tego być niezłe opowiadanie w grubszym wydaniu.
- Rób jak uważasz, mnie się nie podoba. Alicja przeszła do kuchni zalać kawę.
- Chcesz z mlekiem i z cukrem?
- Bez cukru poproszę
Alicja usiadła do komputera.
- Ciekawe jak tam mój wczorajszy wiersz na spale, uśmiechnęła się. Myślisz, że jest dobry?
- Nie mam zdania, znowu każe jej się ustosunkować się do spalonych przebojów typu , zapiszę wszystko co mówisz bo to moje a mówisz tak pięknie.
Anna nie miała zamiaru znowu w najdelikatniejszy sposób próbować tłumaczyć się, że wiersz nie koniecznie jest do bani , jednak powinien poleżeć troszkę w warsztacie. Wyszła do sypialni. Czuła się osłabiona. Miała żal do Alicji, że w taki łatwy sposób przychodzi jej krytyka. Zażyła trzy tabletki clmsu i włączyła radio. Zastanawiała się jak spędzi wieczór, może będzie pisać albo pójdzie na piwko. Tylko z kim? Od lat cierpiała na brak znajomych. Właściwie odchodziła od ludzi. Męczyli ją wiecznie zadowoleni z życia uśmiechnięci i głośni przyprawiali ją o mdłości kiedy o tym myślała, jednak gdy już ściskała ręce na powitanie uczucie wyobcowania ustępowało i wtapiała się w tłum. Zamknęła oczy. Koalicja LiS rozpadła się wraz z wyborem nowego ministra rolnictwa Wojciecha Mojzesowicza.
Ta nominacja podobno nie znaczy nic. Dwudziestego drugiego sierpnia okaże się czy koalicja istnieje . PiS być może rozbije Samoobronę i tym samym utrzyma większość głosów dla siebie. Życie polityczne nabiera głupawego rozpędu z górki. Wszyscy naokoło narzekają na rząd Kaczyńskich a jednak ktoś na nich głosował. Anna wierzyła w teorię spisku nie mniej niż Alicja. Światem rządzie masoneria i trzyma w ryzach wszystkich. Przypomniały jej się wydarzenia związane z koncertem Dody w czerwcu. Na występ przybyły setki ludzi z całego miasta. Teraz można by sobie wyobrazić film animowany. Ludzie stojącą twarzą do sceny
w oczach pojawiają się hipnotyczne kręgi twarze szaro fioletowe obwisłe i wzrok tępy. Doda śpiewa przekaz szatana. Przestraszone tłumem chciały z Alicją uciec, lecz zombie zastępowali im drogę, krzyczeli do nich, nie tędy kurwy, nie ma przejścia! Czuły moc w tej muzyce i tę bezmyślność, napięte struny nerwów ludzi którzy chętnie wbiliby im nóż w plecy. Doda to marionetka masonerii, przynajmniej tej polskiej, odmóżdżacz. Anna nie zdziwiłaby się gdyby PiS wykorzystał tę kukłę w wyborach. A może już wykorzystuje. Przekazy do podświadomości idą w Polskę falami radiowymi. Może nawet mocniejsze od radia Maryja i telewizji Trwam. Sugestia autorytetu. Alicja napisała potem, wpasowuję się we wszystkie stereotypy kim jestem.
- Anka, ty śpisz? Alicja trzymała ja za udo i potrząsała delikatnie. Wychodzę na rower. Umówiłam się. Wyjdę z Marcelą ale ubierz ją.
Ubrać Marcelę, jakby nie mogła tego zrobić sama. Anna wstała w materacu. Założyła psu kolczatkę. Mały ryjek cieszył się na spacer. W pysku trzymała resztki po piłce. Figlarnie spoglądała podrzucając flak. Podobno psy najbardziej lubią bawić się flakiem.
Po ich wyjściu w domu zrobiło się cichutko. Marcela ożywiała te trzydzieści osiem metrów kwadratowych. Była czarnym Buldogiem Francuskim z białą krawatką i krzywym ogonem.
W mieszkaniu numer pięćdziesiąt osiem mieszkały jeszcze trzy koty. Każdy w tym domu był inny od pozostałych.
utwory


informacje


dołączył(a): 2006-06-06
grupa:
liryczni
imię:
anna
miejscowość:

urodziny:
0000-00-00
0 wierszy
16 opowiadań
1 tekstów (publicystyka)
0 tłumaczeń
0 utworów w PW
61 komentarzy udzielonych
0 komentarzy otrzymanych
2 postów na forum

ulubieni

moi ulubieni autorzy:

, caroll, Frances F., MUFKA, playing.angel

jestem w ulubionych u:

lia, jacek sojan, Judzia, Naamah Di., amk, i, playing.angel, Jacek Krajl, motyl