avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
VoyteqHieronymusBorkovsky
notatnik
poezja
opowiadania
felietony

Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
na marginesie
regulamin
FAQ
archwium forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj


zaawansowane...

Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


16 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
VoyteqHieronymusBorkovsky
debiutant


notatnik


powrót



archiwum

2010 listopad grudzień
2011 styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec lipiec sierpień wrzesień październik listopad grudzień
2012 styczeń luty marzec kwiecień maj czerwiec sierpień wrzesień
Karl Theodor Jaspers - O mojej filozofii (fragmenty)

Nie wiem, co było we mnie silniejsze, gdy zaczynałem myśleć: źródłowa wola wiedzy czy dążenie do komunikacji z innym człowiekiem. Wiedza zyskuje swój pełny sens dopiero dzięki więzi łączącej ludzi. Ale dążenie do jednomyślności z innym człowiekiem z trudnością znajdowało zaspokojenie. Lękałem się braku zrozumienia, paraliżowało mnie każde pojednanie, którego nie poprzedzało pełne rozpoznanie tego, o co szło. Uparte trwanie przy swoim, niewysłuchiwanie racji, nieczułość na fakty, obojętność, która wcale nie chce dyskusji, nastawienie obronne, nie pozwalające na zbliżenie, w rozstrzygającym momencie niweczące wszelkie szanse, a potem znów bezwstydna obojętność, która bez oporu pozwala odsłaniać własną duszę, jakby nikogo przy tym nie było, wszystko to wcześnie już i stale czyniło mnie bezradnym. Gdy spotykałem się ze zgodliwą uległością, pozostawałem niezaspokojony, bo nie wiązał nas żaden rzeczywisty pogląd, a tylko perswazja, gdyż przez takiego człowieka przemawiało przyjazne współdziałanie, a nie wychodzące mi naprzeciw bycie sobą. Znałem wprawdzie rozkosze przyjaźni (wspólnych studiów, harmonijnego nastroju w domu i plenerze). Potem jednak przychodziły momenty obcości, jakbyśmy żyli w różnych światach. W młodości stale wzrastała we mnie świadomość samotności, a nic nie zdawało mi się bardziej od niej zgubne - samotności oszukującej samą siebie, szczególnie pośród wielości towarzyskich związków, masy przyjaźni. Żadne moje dążenie nie wydawało mi się silniejsze niż dążenie do komunikacji z innym człowiekiem. Jeśli tylko z jednym jedynym człowiekiem powiedzie się nie znający kresu ruch komunikacji, to zyskaliśmy wszystko. Kryterium owego powodzenia jest jednak także gotowość porozumiewania się z każdym człowiekiem, z którym wchodzimy w znaczący kontakt, i cierpienie z powodu niedosytu, gdy komunikacja się nie powiedzie. To nie nawiązywanie kontaktu i wymiana myśli, nie przyjacielskość i towarzyskość są drogą komunikacji, ale dopiero bezustanne podążanie ku całościowemu objawieniu siebie.
Rozstrzygającym bodźcem filozoficznym było pytanie, w jakim stopniu niedosyt komunikacji jest przeze mnie samego zawiniony. Niedosyt ów był niewątpliwą prawdą. Ale przyczyną owego braku nie mogą być przecież wyłącznie inni ludzie, skoro sam jestem człowiekiem takim jak oni. We mnie znajdują się te same co w innych paraliżujące komunikację źródła. Wewnętrzne działanie, dzięki któremu wychowuję siebie, musiało rozświetlać samoułudy, upór, egoistyczne motywy i pchać ku nie znającemu kresu objawianiu samego siebie. Filozoficzne ujęcie stało się jednak możliwe właśnie dzięki mej zawodności. Zło rozpoznajemy tylko w tym stopniu, w jakim jest ono w nas. Nie rozumiemy tego, czym nie potrafimy być.
Doświadczenie niedosytu komunikacji wyzwoliło nastrój filozoficzny. Wszelkie zajmowanie się samymi rzeczami, które nie prowadziłoby w jakiś sposób do komunikacji, zdawało mi się nie w porządku. Samotna kontemplacja natury, to głębokie doświadczenie wszechświata w krajobrazie, w cielesnej bliskości kształtów i elementów, to źródło siły dla własnej duszy zdawało się budzić coś na kształt poczucia winy wobec innych ludzi, jeśli było sposobem ucieczki od nich, i wydawało mi się winą wobec mnie samego, gdy kusiło odgradzającą się od innych samowystarczalnością na łonie natury. Samotność pośród przyrody jest wprawdzie cudownym źródłem możliwego bycia sobą, ale pozostający w niej samotnik jest na najlepszej drodze do zubożenia swego bycia sobą, a w końcu jego utraty. Stąd wszelkie życie za pan brat z naturą w tym pięknym świecie stawało się dla mnie problematyczne, gdy nie prowadziło na powrót do wspólnoty z ludźmi i nie służyło tej wspólnocie jako tło i język. W rezultacie w moim filozofowaniu wobec wszelkich myśli, doświadczeń i treści stawiałem pytanie: Jakie mają znaczenie dla komunikacji? Czy rodzą pokusę samotności, czy też pobudzają do komunikacji?
Stąd wyrosły podstawowe pytania filozoficzne: Jak możliwa jest komunikacja? Jakie sposoby komunikacji można urzeczywistnić? Jak odnoszą się one do siebie nawzajem? W jakim sensie samotność i umiejętność znoszenia samotności są źródłami komunikacji? Odpowiedziałem na te pytania w formie konkretnych uobecnień (posługujących się narzędziami psychologii) w drugim tomie mojej Philosophie, odpowiedzi zasadniczej zamierzam udzielić w Philosophische Logik.
Teza mego filozofowania brzmi: jednostka zdana wyłącznie na siebie nie może stać się człowiekiem. Bycie sobą jest rzeczywiste tylko w komunikacji z innym byciem sobą. Sam zanurzam się w głuchej izolacji, tylko wspólnie z innymi mogę objawiać się w procesie wzajemnego objawiania. Sam mogę być wolny, gdy wolny jest drugi człowiek. Izolowane lub izolujące się bycie sobą pozostaje tylko możliwością lub zapada się w nicość. Wszelkie zorganizowane formy kontaktu, które w ramach przemilczanych założeń i granic dają ludziom ukojenie, są wprawdzie nieodzowne dla wspólnego istnienia, ale nadto są zgubnymi maskami, które prawdę ujawniającą się w objawieniu się bytu człowieka zastępują iluzorycznym zadowoleniem.
źródło:
Karl Jaspers, Filozofia egzystencji. Wybór pism., Warszawa 1990, ss. 63 - 66.

VoyteqHieronymusBorkovsky - 2012-09-03, 20:44:59.

skomentuj


komentarze

brak komentarzy


* * *


Polityka historyczna

Nosił Seianus razy kilka, ponieśli i Seianusa... Lucius Ælius Seianus (20 r. p.n.e. - 31 r. n.e.) dążył do przejęcia tronu. Publius Cornelius Tacitus w IV księdze „Annales” pisze, iż 31 rok n.e. dla Luciusa Æliusa był przełomowym. Tiberius Cæsar Augustus mianował go swoim współkonsulem i wyraził zgodę na małżeństwo z Iulią Livillą, przez co, z automatu, stał się jego następcą. Luciusa Æliusa Seianusa zgubiła niecierpliwość. Zaplanował zamach na Tiberiusa, ale władcę ostrzegła Antonia Minor. W tym samym roku Seianus zostaje aresztowany i skazany na śmierć. Stracono nie tylko jego, ale i całą jego rodzinę. O ile Tacitus opisuje Seianusa negatywnie, to inny historyk rzymski, współczesny mu Marcus (lub Caius) Velleius Paterculus w swojej "Historiarum ad M. Vinicium consulem libri duo", ocenia rządy Luciusa Æliusa Seianusa pozytywnie. Jego następca na stołku præfectus prætorio, Quintus Nævius Cordus Sutorius Macro (21 r. p.n.e. - 38 r. n.e.), to też raczej postać spod ciemnej gwiazdy. Najpierw zniszczył Seianusa i jego rodzinę, po czym samego Tiberiusa. Walnie dopomógł Caiusowi Iuliusowi Cæsarowi Germanicusowi Caliguli objąć tron Imperatora. Jego żona Ennia, za wiedzą i zgodą swojego męża była kochanką Caliguli, który w tym czasie był żonaty z Ionią. Potwierdzają to, zarówno Publius Cornelius Tacitus w „Annales”, jak i Gaius Suetonius Tranquillus w IV księdze„De vita Cæsarum”. Cóż, trzeba jednak pamiętać zawsze o tym, że historię piszą zwycięzcy, a nie zwyciężeni. Tu nic się nie zmieniło, a pojęcie polityki historycznej jest tak stare, jak gatunek homo sapiens sapiens. I poprawności politycznej też...

VoyteqHieronymusBorkovsky - 2012-08-19, 16:43:34.

skomentuj


komentarze

brak komentarzy


* * *


Māyā

Māyā to iluzja, namacalna i mentalna rzeczywistość codziennie absorbująca świadomość, zakrywającą prawdę na temat tożsamości i związkach z transcendencją, fałszywe ego, utożsamiane z materialnym ciałem, oraz przywiązanie do posiadanych rzeczy. A czy māyā może odnosić się też do māyi?

VoyteqHieronymusBorkovsky - 2012-08-05, 09:43:03.

skomentuj


komentarze

brak komentarzy


* * *