avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


24 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
motyl
mechanik liryczny
tłumaczenia
dodano:
13 listopada 2006, 10:13:02


CÓRKA POCZMISTRZA część 9 i ostatnia B-stok,dn.10.11.06r.

Jeszcze niedawno, przejeżdżając przez miasteczko xxx, przypomniałem o moim przyjacielu; dowiedziałem się, że stacja dowodzona przez niego została zamknięta. Na moje pytanie-"Czy żyje jeszcze stary poczmistrz?"- nikt nie potrafił dać konkretnej odpowiedzi. Dlatego pozwoliłem sobie odwiedzić znajomą mieścinę, wziąłem wolne konie z ostatniego popasu i pojechałem do N.
Była już jesień. Szare obłoki pokrywały niebo; zimny wiatr dął od strony sprzątniętych pól, unosząc czerwone i żółte liście z witających drzew. Na wieś dojechałem o zachodzie słońca i zatrzymałem się przy tym samym domku starego poczmistrza. Z sieni (gdzie pocałowała mnie kiedyś biedna Dunia) wyszła jakaś gruba baba i na moje pytania odpowiedziała, że stary poczmistrz już z rok, jak zmarł, a w jego domu zamieszkał piwowar i ona jest właśnie żoną tegoż piwowara. Żałowałem, bo chyba na próżno przyjechałem w te strony i do tego domu, a także żal było mi teraz tych siedmiu rubli, na darmo wydanych.
-"Od czego zmarł?"- zapytałem piwowarową żonę. -"Zapił się, ojczulku",-odpowiedziała. -"A gdzie go pochowano?"- "Za mieściną, obok jego zmarłej gospodyni, czyli jego żony". - "Czy można byłoby mnie tam zaprowadzić?" - "Dlaczego nie można? Ej,Wańka! wystarczy ci się bawić z kotem. Zaprowadź pana na cmentarz i pokaż mogiłę starego poczmistrza".-
W trakcie mówienia tych słów oberwany chłopczyk, ryży i brzydki, przyleciał do mnie i zaraz poprowadził mnie za tą wieś, gdzie mieścił się wspomniany cmentarz.
-Czy znałeś zmarłego?- zapytałem idąc.
-Jak go było nie znać! To on nauczył mnie fujarki strugać. Bywało (krolewstwo mu niebieskie!), idzie z szynku, a my za nim krzyczymy:-"Dziadku, dziadku! dajcie nam orzeszków" i on nas obdziela orzeszkami.
Tak było, bo lubił ciągle się z nami bawić.
-"A przejeżdżający wspominają go?-
-Teraz to mało przejeżdżających; zaledwie gospodarz terenu czasem podrózuje,lecz ten nie myśli o martwych. Ale latem przejedżała tędy bardzo bogata pani, i ona rozpytywała o starego poczmistrza i chodziła na jego mogiłę.
- Jaka pani?- spytałem z rosnącą ciekawością.
-Śliczna pani,- odpowiedział chłopczyk; jechała w karecie zaprzężonej w sześć koni, z trzema maleńkimi bobaskami i z mamką, i czarną służącą; i jak jej powiedziano, że stary poczmistrz umarł, to gorzko zapłakała i powiedziała dzieciom:-Siedźcie tutaj grzecznie i spokojnie, a ja pójdę na cmentarz".
Wtedy zaproponowałem jej, że zaprowadzę, a ona odpowiedziała-"Sama znam drogę".
Za moją chęć dała mnie piątaka w srebrze.-taka dobra pani!...
Wkrótce doszliśmy na cmentarz, gołe miejsce, niczym nie ogrodzone, upstrzone drewnianymi krzyżami, nie otoczone żadnym stojącym w pobliżu drzewem. Od dzieciństwa nie widziałem takiego żałobnego cmentarza.
-Proszę, oto mogiła starego poczmistrza,-powiedział do mnie chłopiec, wskakując na kopczyk piasku, na którym stał wetknięty czarny krzyż z miedzianym obrazem.
- I ta pani też tu przychodziła?- zapytałem.
-Tak, przychodziła,- odpowiedział Wańka; patrzyłem na nią z daleka. Ona położyła się na mogile i długo leżała, chyba płakała... Poszła potem tam do prawosławnego księdza (popa), dała mu pieniądze i pojechała, dając mi piątak w srebrze.
-taka wielka pani!
Ja także dałem małemu piątaka i już nie żałowałem ani podróży, ani straconych siedmiu rubli.
KONIEC.



PS.To jest moja ulubiona powieść Puszkina,którą napisał jako jedną z "Powieści Biełkina". Na podstawie opowiadania nakręcono ruski melodramat-"CÓRKA POCZMISTRZA",co szedł w latach 1976-79.
Zawsze wracam do obrazów i melodii filmu,co do dziś gra bałałajką wspomnień starinnoho romansa,o którym piszę w wierszu-Zapomniany świat piosenki..-



tłumaczenie z:

PUSZKIN - STACJONNYJ SMOTRITIEL

Niedawno jeszcze; projeżdżaja czerez miestieczko xxx, wspomnił ja o mojom prijatielie; ja uznał czto stancja nad kotoroj on naczalnstwował, uże unicztożena. Na wopros moj:-"Żiw li starij smotritiel?- nikto nie mog dat' mnie udowlietworitielnogo otwieta. Ja riesził posietit' znakomuju storonu, wział wolnych łoszadiej i pustiłsia w sieło N.
Eto słucziłoś osieniju. Sierieńkije tuczi pokriwali niebo; chołodnyj wietier duł s pożatych poliej, unosia krasnyje i żołtyje listija so wstriecznych deriewiew. Ja prijechał w sieło pri zakatie sołnca i ostanowiłsia u pocztowogo domika. W sieni (gdie niekogda pocełowała mnie biednaja Dunia) wyszła tołstaja baba i na woprosy moi otwieczała, czto starij smotritiel s god kak pomier, czto w domie jego posielilsia piwowar, a czto ona żena piwowarowa. Mnie stało żal mojej naprasnoj pojezdki i siemi rublej, izdzierżannych darom.
-"Ot czego ż on umier?"- sprosił ja piwowarowu żenu. -"Spiłsia, batiuszka", -otwieczała ona. -"A gdie to jeho pochoronili?"- "Za okolicej, podlie pokojnoj chaziajki jego." -"Nielzia li dowiesti mienia do jego mogiły?"-
_"Poczemu nielzia? Ej, Wańka! połno tiebie s koszkoju wozitsia. Prowodi-ka barina na kładbiszcze da ukażi jemu smotritieliewu mogiłu".
Pri sich słowach oborwanyj malczik, riżij i kriwoj, wybieżał ko mnie i totczas powioł mienia za okolicu.
- Znał ty pokojnika?- sprosił ja jego dorogoj.
- Kak mnie nie znać! On wyucził mienia dudoczki wyriezywać. Bywało (carstwo jemu niebiesnoje!), idziot z kabaka, a my- to za nim:- "Dieduszka, dieduszka! orieszkow!"- a on nas orieszkami i nadieliajet.
Wsio, bywało, s nami wozitsia.
- A projezżyje wspominajut li jego?-
- Da nonie mało projezżych; razwie zasiedatiel zawierniot, da tomu nie do miertwych. Wot lietom projezżała barynia, tak ta sprasziwała o starom smotritielie i chodiła k niemu na mogiłu.
-Kakaja barynia?- sprosił ja s liubopytstwom.
-Priekrasnaja barynia, - otwieczał malcziszka; -jechała ona w karetie w sześć łoszadiej, s triema malieńkimi barczatami i s kormilicej, i s czornoju mośkoju; i kak jej skazali, szto starij smotritiel umier, tak ona zapłakała i skazała dietiam:- "Siditie smirno, a ja schożu na kładbiszcze." A ja było wyzwałsia dowiesti jejo.
A barynia skazała:- "Ja sama dorogu znaju"- I dała mnie piatok sieriebrom- takaja dobraja barynia!...
My priszli na kładbiszcze, gołoje miesto, niczem nie ograżdionnoje, usiejannoje dieriewiannymi krestami, nie ocienionnymi ni odnim dieriewcom. Ot rodu nie widał ja takoho pieczalnogo kładbiszcza.
- Wot mogiła starogo smotritiela,- skazał mnie malczik, wsprignuw na grudu piesku, w kotoruju wryt był czornyj krest s miednym obrazom.
-I barynia prichodiła siuda?- sprosił ja.
- Prichodiła, otwieczał Wańka; ja smotrieł na niejo izdali. Ona legła zdieś i leżała dołgo.
A tam barynia poszła w sieło i prizwała popa, dała jemu dienieg i pojechała, a mnie dała piatok sieriebrom- sławnaja barynia!
I ja dał malcziszkie piatok i nie żalieł uże ni o pojezdkie, ni o siemi rubliach, mnoju istraczennych.
KONIEC.




komentarze
O utworze:

wyświetleń:1936
komentarzy:0

Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

motyl
  poprzedni   lista utworów          

 
 

Akcje: