avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


17 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Adelajna
profetyk
teksty
felieton, esej
dodano:
12 kwietnia 2006, 11:42:34


Czego się boję?

Kiedy wróciłam na tydzień do rodzinnego domu wszystko było dla mnie przemijaniem. Najpierw miasto, tak wielkie za czasów dzieciństwa, złośliwie zmalało i przy większym bo dość dużym Poznaniu zdało się być „mniej istotne”. Zrozumiałam co oznaczał kompleks „średniomiasteczkowości” mojego licealnego kolegi. Potem odkryłam, że właściwie w tej oswojonej, mojej rodzonej przestrzeni jest jednak wszystko co mi do szczęścia potrzebne, że wkrada się tu wielkomiejska elegancja, ale... moje dawne miejsce jest już zajęte przez innych, następnych. Poszłam do pubu z moich buntowniczych czasów, a tam to co zwykle, te same pokale, te same czarne glany. Tylko twarze już nie te same. Tylko, a może aż. Najlepszy wtedy przyjaciel zamienił martensy na buty wojskowe i odbywa tak zręcznie i do czasu unikaną zasadnicza służbę wojskową. No i nie jest już wcale najlepszym przyjacielem, a jednym z kolegów o których bardzo ciepło się myśli (czy prawdziwe przyjaźnie są wieczne?).
Ja się też zmieniłam. I to nie tylko dlatego, że zwracam większa uwagę na dziury na rodzimych drogach, czy też może wydoroślałam i częściej robię makijaż. Mój świat przyspieszył, ludzie, który kiedyś wydawali się nieśmiertelni zaczynają miewać schorowane i zmęczone twarze, spracowane ręce.
Zawsze bałam się śmierci. Mając 6 lat czułam jej nieuchronność na karku. Bałam się umrzeć we śnie, rozumiecie, że ta śmierć przyjdzie do mnie znienacka, ze zwyczajny sen zamieni się w sen wieczny, a ja nie będę się mogła bronić, nie będę o tym wiedzieć.
Dla uspokojenia znękanej tym strachem młodej duszy, wypracowałam moja pierwszą teorię flozoficzną. Jej prostota do dziś mnie zachwyca. Głosi ona, ze cokolwiek dzieje się z nami po śmierci jest tożsame z tym co było z nami przed urodzeniem. A przecież nikt nie boi się tego co się z nim działo przed poczęciem. Tak wiec nie ma się czego bać.
Jednak nawet jeżeli mamy nieśmiertelne dusze (w co wierzę), to nigdy nie wiadomo czy te dusze kiedykolwiek spotkają się znowu. Czy moja mama pozna mnie gdziekolwiek gdzie w przyszłości będziemy. A jeśli nawet, to ile lat będę na to czekać. Naszych rodziców pamiętamy najczęściej takimi, jakimi byli w czasie naszego dzieciństwa. Trudno mi wiec uwierzyć, ze ten sam człowiek, który kiedyś trenował boks, oddawał krew i zanosił mnie do łóżka na rękach teraz ma siwe skronie i nadciśnienie i kończy w tym roku tyle lat, że mógłby już zostać dziadkiem.
Boję się.
Będę lekarzem, ale nigdy nie dam im wiecznego życia. Ani tym, których kocham, ani nikomu innemu. Kiedyś wierzyłam w swoją czarodziejska moc. Kiedy zdawało mi się, że babcia oddycha niespokojnie śpiąc w drugim pokoju, wychodziłam na korytarz i czuwałam, bo czułam, że jeśli tam stoję nie stanie się jej nic złego.
Teraz zaczynam powoli rozumieć zdanie które zawsze powtarza mi mama „lekarz musi mieć respekt przed śmiercią”. I kiedy mój świat przyspieszył, musze kochać wszystkich ważnych dla mnie ludzi dwa, ba, cztery razy mocniej. Żeby zdążyć po prostu.
Boję się.
Nasz świat zdaje się być nieustanna tęsknota za tym, aby spędzać leniwe chwile z ważnymi dla nas ludźmi. Taki obraz pokazują nam filmy, reklamy, książki. Poszukiwanie miłości, spokoju, ciepła. A my tak bardzo tego wszystkiego chcemy, że aż dajemy sobie uwierzyć że to wszystko da się kupić, że jeśli będziemy mieć najlepsze oceny, potem najlepsza pracę...
Judyta w filmie „Ja wam jeszcze pokaże” pyta swojego narzeczonego, który wyjeżdża na stypendium, czy pojechałby, gdyby zostało jej tylko pół roku życia. A przecież żadne z nas nie wie ile tego życia mu zostało. Dlatego staram się zawsze pamiętać, że na tym świecie są tylko dwa rodzaje spraw: te „naprawdę ważne” i te „po prostu pilne”. Bo 50 rocznica ślubu moich dziadków czy osiemnastka siostry nie powtórzą się już nigdy. Po prostu.

Marta Mozol (zamyślona)

p.s. Wierzę że są banały, które warto sobie powtarzać do znudzenia, aż i dla nas staną się oczywiste.


komentarze
avatar kryzys twórczy
izabela876poczta.onet.pl
2006-04-14, 22:22:02:
uplifter
hmm. nie wiem, co Ci powiedziec. aleprzeczytalam, jednym tchem.
--
this is where i'm meant to be

avatar paralelizm-shop
niemówmioperatorprostakuinteria.pl
2006-04-18, 16:50:49:
euforia
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
Nasz świat zdaje się być nieustanna tęsknota za tym, aby spędzać leniwe chwile z ważnymi dla nas ludźmi

--- ja tak mam.Generalnie zawsze mi tego brakuje,heh
--
jeśli ma być niebo to niech nie wisi nad niczym. Jeśli ma być dom niech nie będzie ze słodyczy.

O utworze:

wyświetleń:5177
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Adelajna
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.