avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


23 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Adelajna
profetyk
teksty
felieton, esej
dodano:
19 grudnia 2010, 09:36:50


Filozofia zabraniania.



Świat zmienia się tak szybko, że trudno w to uwierzyć. 10 lat temu internet wydawał mi się egzotykiem, dziś nie wyobrażam sobie, aby zabrakło go w moim życiu. Nie miałam także komórki, która wydawała się wtedy atrybutem bogaczy i biznesmenów. Cóż, świat nie będzie przecież stał w miejscu. Zmienia się wszystko, także nasze życie społeczne i prawa, które je regulują. Aby tylko kierunek tych zmian nie sprawił, że kiedyś odbiją nam się czkawką.
Obowiązujący od 15 listopada zakaz palenia w miejscach publicznych na początku wydawał mi się świetnym pomysłem. Jestem zaciekłym wrogiem biernego palenia i bezczelności niektórych palących. Poza tym nie od dziś wiadomo, że palenie szkodzi. Palacze muszą ten fakt zaakceptować i czasem ta akceptacja rozszerza się też na otoczenie. I tu trafiamy na ścianę. Bo stojąca na przystanku pani Kasia może nie mieć ochoty narażać się na wdychania karcinogenów, które są własnością pana Piotra, a którymi częstuje on hojnie całą okolicę (stanął w wiacie, bo mży). I pani Kasia ma do tego pełne prawo, zwłaszcza, że Malboro pana Piotra nawet nie muska układu nagrody w jej mózgu, a u pana Piotra i owszem.
Niedawno kolejny raz wypłynęła też sprawa szkła i dokonywanych w tym szkle zapłodnień pozaustrojowych. I znów naród podzielił się na tych co są za, tych co są przeciw i takich, którzy nie mają zdania. Idea osobiście bardzo mnie interesuje pod względem naukowym, etycznym i społecznym. Dlatego sporo na ten temat czytam i odkrywam, że jak to w naszym kraju często bywa, wiele bardzo zaangażowanych w spór osób o samej metodzie ma bardzo mętne pojęcie.
Zarówno zwolennicy, nazywający metodę „jedyną pewną szansą na dziecko” (skuteczność wynosi między 25 a 40 procent), jak i przeciwnicy mówiący o „konieczności zabijania zarodków” (konieczności nie ma, jest ryzyko). Ja w całym sporze pozostaję bezstronna. Piszę jednak o nim, bo uderzyło mnie, że znów pada sformułowanie, że in vitro należy zabronić lub nie należy zabraniać.
Była też spektakularna akcja zamykania sklepów z dopalaczami. Głośno, szybko, z sanepidem i plombowaniem („na bogato”). Okazało się, że coś na co przymykało się oko od dawna, można zdelegalizować w kilka godzin.
Czara goryczy przelała się we mnie tydzień temu, kiedy dowiedziałam się że Unia Europejska planuje zakazać...słodzenia soków owocowych. Rzadko piję soki i nigdy te słodzone, ale chyba tym razem chodzi już o coś więcej.
Obawiam się, że niedługo, aby zrobić cokolwiek, będzie trzeba pisać podanie. Niestety prawodawstwo coraz śmielej wkracza w nasze życie codzienne jak nielubiana pani z przedszkola. Posłowie marszczą groźnie brwi, grożą ostrzegawczo palcem i oznaczają coraz więcej rzeczy etykietą „nie wolno”. Zupełnie jakby zapominali, że już u przedszkolaków podobne działania mają zwykle przeciwny skutek.
Takie myślenie jest szkodliwe i krótkowzroczne. Po pierwsze to zamach na naszą demokrację. Przepraszam, nie jestem pięciolatkiem i mogę sama zdecydować, czy będę pić słodzone soki, czy nie. Jasne, że jako obywatelka mam za zadanie mało chorować i dużo pracować, żeby oddawać wysokie podatki. Ale chciałabym wierzyć, że skoro ponoszę konsekwencje własnych decyzji, to mogę je również samodzielnie podejmować.
Po drugie wreszcie i znacznie ważniejsze, takie działania nie odnoszą pożądanych korzyści.
Choćby dopalacze – teraz sprzedawane przez dilerów narkotykowych – bynajmniej z rynku nie zniknęły. Bo z dopalaczami moi drodzy, sprawa ma się moim zdaniem trochę inaczej. Przyszły takie czasy, że tolerancja ludzi (zwłaszcza młodych) wobec odurzania się zdecydowanie wzrosła. Bierzemy tabletki na wszystko. Na ból głowy, brzucha i małego palca, na (zawinionego przecież) kaca. Zjadamy je kilogramami, czasami wywołując tym kolejne objawy (jak przy napięciowych bólach głowy). Było tylko kwestią czasu, aż ktoś wymyśli pastylki na dobrą zabawę. Dopalacze były też doskonale „ubrane” marketingowo. Sprzedawane jako „produkt kolekcjonerski”, z sugestywnymi opisami, dawały kupującemu błogie poczucie, że jest „sprytniejszy od jeża”. Niektórzy ludzie kochają przechytrzać i kręcić. Szczególnie w okresie młodzieńczego buntu.
Podobnie jest z paleniem. O tym, czy palacz umie się zachować od zawsze decydowała kultura osobista i wychowanie. A często także empatia i umiejętność spoglądania na świat z niepalącej perspektywy. Dalece więcej od zakazów mogłaby więc pomóc choćby kampania uświadamiająca, że papierosy jednak niepalącym śmierdzą, nawet kiedy palacz tego nie czuje.
Tendencja, która się pojawiła jest niebezpieczna, niedemokratyczna i nieskuteczna. Aby to zrozumieć, wystarczy przypomnieć sobie negocjacje z rodzicami, które kończyły się znienawidzonym przez dzieci zdaniem „nie, bo nie”. Bo zabronić moi drodzy, można wszystkiego. Tylko po co?



komentarze
avatar worek kości
2010-12-21, 23:16:26:
Who's the fella owns this shithole?
Bo jesteś własnością państwa. A w pierwszym akapicie zabrakło mi, że nie wyobrażasz sobie życia bez Jurszy. Ciekawe co na ten brak Jursza?
--
bembergiem w berg

O utworze:

wyświetleń:5168
komentarzy:1


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Adelajna
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.