avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4003 4001 4000 

Zmień skórkę


23 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Michał Sz.
mechanik liryczny
teksty
felieton, esej
dodano:
22 września 2003, 18:48:51


Tramwajowy koszmar

Tydzień zapowiadał się jak każdy inny – nic ciekawego. Ot pójdę do pracy rano i wrócę wieczorem. Nawet dzieci nie obejrzę, bo będą spały jak wrócę.
Poniedziałkowy poranek zaczął się nienajlepiej. Było pochmurno i dlatego nie chciało mi się wstawać. Jak zwykle wyłączyłem budzik…
- Poleżę sobie odrobinkę – pomyślałem i zaraz zasnąłem.
Wyskoczyłem z łóżka jak oparzony. Powinienem już wychodzić. Trudno śniadania nie będzie. Zjem w pracy. Ostatnio i tak głównie tam jem. Wypadam z domu i dobiegam do tramwaju. Jakoś tu dziwnie pusto – usiadłem, głowa mi poleciała.
Bardzo niemiłe przebudzenie.
- Gdzie ja właściwie się znalazłem? - Spoglądam przez okno i jakoś nie mogę skojarzyć otoczenia. Trasa tramwaju, która zawsze wisi w środku jest zaklejona. Wprawdzie wisiała na nim tablica „ZMIANA TRASY”, ale ten tramwaj jeździ z nią już od roku.
- Trochę pokluczy po mieście i w końcu dojedzie.
Zwiedzanie rodzinnego miasta niespecjalnie mnie interesowało, więc zasnąłem. Obudziło mnie pytanie
- Czy ten tramwaj jedzie na dworzec?
- Naprawdę, nie mam pojęcia gdzie on pojedzie – odpowiedziałem
Wszystko zwariowało – jeszcze nigdy nie widziałem tego tramwaju pod dworcem, ale w obecnych czasach można się było spodziewać wszystkiego. Zasnąłem.
Obudziła mnie cisza. Byłem sam w wagonie, nie było nawet motorniczego. Drzwi otwarte – wygląda na pętlę. Wysiadłem, całkowicie nie poznaję okolicy. Próba odczytania czegoś z rozkładu jazdy na przystanku nie powiodła się – obdarty.
- Gdzie ja właściwie jestem i co to wszystko ma znaczyć? Czemu nie ma motorniczego – pomyślałem.
Usiadłem sobie na ławeczce i czekam. O dziwo pomimo porannego deszczu była sucha. Zresztą przestało już padać, a wokoło unosiły się mgły.
- Mam argument nie do pobicia, co do spóźnienia – pomyślałem – jeśli inni tak samo dzisiaj jadą do pracy, to nawet nie zauważą, że mnie jeszcze nie ma – i zasnąłem, bo zrobiło mi się jakoś ciepło.
Tymczasem tramwaj odjechał, a ja przebudzony zgrzytem szyn zobaczyłem tylko jego znikający dyszel. Głód zaczął mi doskwierać, w końcu nie jadłem śniadania, nawet kanapek sobie nie zrobiłem. Zaglądam do portfela. Pusto! Są tylko kartki do bufetu.
- No to ładnie, na pracy to mi nie zależy, ale na żołądku i owszem – to już mnie wyprowadziło z równowagi.
Zacząłem nerwowo chodzić dookoła przystanku czekając na następny tramwaj. Minuty wlokły się, a tu ani widu ani słychu. Znalazłem w kieszeni 2zł i udałem się na poszukiwanie sklepu. Dokoła same domki zamknięte na cztery spusty i nic więcej. Uliczka, którą szedłem, nagle skończyła się w lesie. Wróciłem na przystanek, a tu nie ma ani torów ani przystanku. Jest tylko pętelka asfaltu i koniec. Dokoła domki i szczelne ogrodzenia.
- Kurcze! Jeszcze mi tego trzeba! Zabłądziłem!
Ale ławeczka jakby ta sama stoi niebieska koło asfaltu. Obok na trawie leży obdarty rozkład jazdy. Podnoszę i usiłuję coś czytać, ale litery na kartce odstawiają jakiś dziwny taniec i nic nie mogę przeczytać. Wszystko to jakieś dziwne, jakbym się w ogóle nie obudził…
Teraz wyciągam ciężką artylerię. Komórka! Trudno, szczyt nie szczyt, a zadzwonić trzeba, bo spóźnię się nie na żarty. Już od godziny powinienem być w pracy. Na komórce czytam radosny napis „SZUKA SIECI”. Innymi słowy jest bezużyteczna. Mogę sobie pograć w węża i nic poza tym!
Idę jeszcze raz między domki – przecież musiałem przegapić jakieś skrzyżowanie. Idę i idę… Ani jednej bocznej drogi aż do samego lasu. Nagle uświadamiam sobie, że wszystko jest na mnie mokre. Przeklęta mgiełka całkowicie mnie przemoczyła. Robi mi się zimno z głodu.
-Nie ma rady – stwierdziłem – idę do lasu, może tam cos znajdę do jedzenia.
Las na początku rzadki i bardzo zaśmiecony. Jeśli nawet rosły tu jakieś jagody, albo grzyby, to na pewno umarły pod śmieciami. Idę w głąb. Las robi się ciemny i gęstszy, ale za to znajduję poletko jagód. Jem. Mam już fioletowe wargi i fioletowe ręce. Między jagodami rosną grzyby, ale te ciężko jest jeść na surowo. Znajduję parę surojadek i też zjadam, ale nie przesadzam żeby mnie brzuch nie rozbolał. Idę jeszcze kawałek. Wysokie sosny powoli się kończą i las staje się mieszany, ostatecznie zmieniając się w bukowinkę. Pełno orzeszków bukowych. To bardzo smaczne orzeszki i trudno przestać, więc w końcu jestem całkowicie najedzony.
Patrzę na zegarek.
- Do licha! Zepsuł się! – zakląłem.
Wskazówka minutowa pędzi jak szalona, a godzinowa nie daje za wygraną. Sekundnik w ogóle spadł z osi i przykleił się do szkiełka. Rozglądam się. Wielkie stare powykręcane buki całkowicie zasłaniają niebo. Jest ciemno i wilgotno, a w głowie mi się kręci. To skórka od orzeszków bukowych owocuje straszliwym bólem głowy.
Uświadamiam sobie, że nie mam pojęcia, z której strony przyszedłem. Żeby nie czuć bólu, kładę się na liściach bukowych i zasypiam.
***
Ze snu budzi mnie dzwonek zamykających się drzwi tramwaju. Patrzę – to mój przystanek! Wyskakuję w ostatniej chwili. Głowa boli mnie potwornie, czuję łupanie pod czaszką. Wreszcie docieram do pracy, gdzie w drzwiach wita mnie mój kierownik
- Spóźnił się pan godzinę do pracy! – mówi zdenerwowanym głosem – I w ogóle jak pan wygląda? W lesie pan nocował czy co?
Patrzę na swoje ręce – są fioletowe…



komentarze
~Dark Side Of The Moon
Alter-egoistawp.pl
2003-10-01, 16:33:06:
go��
Czasami, gdy najemy się różnych roślinek w lesie, to wszystko może się przydażyć, a z grzybami trzeba uważać :)     Zaskakujący zwrot na końcu. Spodziewałem się że jakoś bohater wydostanie się z lasu i dotrze bezpiecznie do pracy. Okazuje się że zasnął w tramwaju, po czym jednak widzi dowód, że w lesie był i jakiś czas tam spędził... . Lubię być zaskakiwany...         pozdrowienia od ciemnej strony księżyca

~nightfly
nightflywp.pl
2003-10-05, 20:56:58:
go��
prawie uwierzyłam ze to sen,dopiero sam koniec mnie uświadomił ;) :D:D A może całość jest snem?? Razem z tą podróżą tramwajem, spóznieniem....powiem tyle ze masz bardzo bogatą wyobrażnię ;P oby tak dalej ;P czekam na nastepne opowiadania ! moze i ja coś kiedys dorzuce, tez bardzo lubie takie klimaty ;)

~jonathan
gate4ugazeta.pl
2003-10-07, 17:46:30:
go��
czy ja wiem.....? jest świetny to fakt sam bym nie napisał czegos takiego, chyba jestem na to zbyt płytki. może jesteś lunatykiem i po świadomości swej przechadzasz się, wyciągasz na światło to co się na ten text złożyło. fak tak jak napisała nightfly (...) bardzo bogate zasoby, którymi świetnie władasz. ale czy to prowadzi co czegoś? napisałeś ktoś przeczytał bardzo się to podobało ale po chwili zapomnieli o co chodzi, a może właśnie o to chodzi aby człowiek dostał impuls i zastanowił się... przemyślał co wyrażasz tym. krótko mówiąc(pisząc) jest debeściacki pisz tak dalej, takich więcej a npewno bedziesz miał wiellie zastępy "słuchaczy" czym się jestes spoko.

~Jacek Jursza
okhano2.pl
2003-10-07, 21:40:14:
go��
Hmm... Ciekawy pomysł, ciekawe, zaskakujące zakończenie. Motyw mieszania rzeczywistości i... Wszystko fajnie - acz :) proponuje popracować nad warsztatem nieco. Nad narracją. Powinna bardziej oddawać nastrój opowiadania, nie mówiąc już o tym, ze momentami jest trochę nazbyt surowa...

O utworze:

wyświetleń:5193
komentarzy:4


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Michał Sz.
          lista utworów          

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.