avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


21 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Monika Klimczak (Ainil)
kawałek drewna
teksty
felieton, esej
dodano:
23 stycznia 2005, 00:58:08


Pocałować mgłę

1.
rzeczywistość (słownik języka polskiego)
rz. ż IVa, blm
1. 'to, co istnieje naprawdę, obiektywnie; prawdziwość, prawda'
2. 'realia świata, w którym żyje człowiek; świat realny, świat obiektywny'

ideał (słownik wyrazów obcych)
(p.łc. idealis 'idealny' z łc. idea, z gr. idéa 'natura rzeczy, idea')
1. doskonałość, ktoś lub coś składające się z samych doskonałych cech i właściwości.
2. najwyższy cel marzeń i działań człowieka.


2.
Ideały, rzeczywistość... Ha, napisano o tym już tak wiele. Tak wiele już o nie pytań zadano, tak wiele postawiono odpowiedzi. Odmieniano je przez wszystkie możliwe przypadki, liczby i rodzaje. Przez nie też wszystko i wszystkich odmieniano. Definiowano, nie definiowano, podkreślano, przekreślano, wychwalano, deprecjonowano, przyjmowano, odrzucano, ano, ano, ano...
Czym jest coś, co jest rzeczywiste? Więc to, co rzeczywiste, jest prawdziwe. A czym jest to, co jest prawdziwe? Staruszek Arystoteles z białą brodą (tak go przedstawia popiersie, może był brunetem, może blondynem, a może rudzielcem?) odpowiada, że prawdziwe wpływa na świat i ulega jego (tego świata) wpływowi. Zatem to, co rzeczywiste, musi istnieć w świecie, żyć w i współżyć z. Z drugiej jednak strony, kto decyduje o tym, czy prawdziwość wpływa na świat, czy też nie? Kto decyduje, jaki ten świat jest i jaki na prawdziwość wywiera wpływ? Berkeley powie: ja, ty, on, ona, oni, każdy z osobna i wszyscy razem. No i Bóg rzecz jasna (jakby Bóg istniał tylko po to, by filozofowie łatali Nim swoje teorie). Bo chodzi o postrzeganie, o świadomość czegoś, myślenie o. Esse=percipi, compris? To, co widzę, czego jestem świadoma, o czym myślę - istnieje. Bo na tym polega idealizm subiektywny. Pułapka pojęć, pułapka języka, uważaj, uważaj, nie wpadnij w nią, bo to tylko pojęcie filozoficzne, z idealizmem jako takim wspólnego ma niewiele, jeśli w ogóle cokolwiek, filozofia to jedna wielka pułapka, myślenie to pułapka, patrz pod nogi, to znaczy - pod rozum.
Rzeczywistość, ergo prawdziwość, realizuje się w przedmiotach. Przedmiotach, które możemy - możemy, MOŻEMY, pamiętaj, możemy, niekoniecznie musimy - poznać, zobaczyć, dotknąć, zmacać, położyć pod mikroskop, rozebrać na części (lub nie), dotknąć językiem, fizycznie bądź metafizycznie. Możemy to sobie wyobrazić.
Prawdziwy jest samochód zaparkowany przed drzwiami garażu. Mogę wyjść, przesunąć palcem po ciemnoczerwonej karoserii, otworzyć drzwi, włożyć kluczyk do stacyjki, odpalić silnik. I pojechać w siną dal. Lub zatrzymać się z hukiem trzasków na murze po przeciwnej stronie ulicy, bo czemu nie? Prawdziwa jest szklanka herbaty, stojąca teraz przede mną, emanująca ciepłem i zapachem mięty, kiedy obejmuję ją dłońmi, przyjemnie ogrzewa. I to jest prawdziwe. Prawdziwe są dźwięki trąbki i kontrabasu płynące z głośników i wszędzie Satchmo, z tym darem ofiarowanym mu przez Boga, darem wszechobecności, i to też jest prawdziwe, bo słyszę someday you'll be sorry and there won't be another, bo słyszę fortepian, i bezimienną trąbkę. I prawdziwa jest Stara Pinakoteka w Monachium, i wiszący tam autoportret Albrechta Dürera, którzy przypomina Jezusa (i to też jest prawdziwe), i Danae Mabuse'a z odsłoniętą piersią, niezwykle wdzięczny temat dla artystów. I cały piękny świat jest prawdziwy, prawda? Nawet te okropne obrazy Cranacha starego.
I to tyle, co do prawdziwości. Można by pisać więcej, ale po co? Wszyscy wiedzą, o co chodzi, co mam na myśli, co mi się po głowie kołacze. Przykłady można by mnożyć, a wszystkie w miarę spójne tezy i teorie takich przykładów mają mnóstwo, a imię ich legion, lub też cała armia, zależnie od tematu i gustów. Jak kto woli, generalnie.
3.
Teraz ideały, idealizm, idealność. Tu już sprawa taka prosta nie jest. Odpowiedź na pytanie o ideały jest bardziej skomplikowana. Bo o ile prawda może być bardzo subiektywna i filozoficzna, to ideał musi być nie tyle obiektywny, co po prostu absolutnie uniwersalny. Nie tylko dlatego, że musi zaspokajać potrzeby (pragnienia, żądze, oczekiwania, et patati et patata) wszystkich, to jeszcze na dodatek musi posiadać WSZYSTKIE cechy, jakie sobie możemy żywnie wymyślić. Bo przecież cóż to za ideał, który ma jakieś braki, w tę czy inną stronę? Universallimus absolutumus, słyszałam, że gdzieś w Afryce południowej żyje zwierzątko futerkowe, które się tak nazywa, ponoć ryje noskiem w ziemi i merda zakręconym jak sprężynka ogonkiem, ale nie wiem, ile w tym prawdy, głowy za to nie dam, opowiadał o tym ktoś o szeroko otwartych oczach, z włosem sterczącym każdy w inną stronę, nie wiem, czy takie osoby są godne zaufania, w dodatku osobnik ten miał pięć lat. Ale obiekt badań (to zwierzątko, nie dziecko) zaiste interesujący, nieprawdaż? Ale koniec dygresji. Koniec myślotoku, koniec łapania myślbłysków w siatki na motyle. Koniec, powiedziałam!
Wróćmy do meritum sprawy, do tego nieszczęsnego ideału. Niekiedy ludzie rozumieją ideał nieco mniej idealnie. Niekiedy utożsamiają ideał z czymś, co jest tak blisko tego ideału, jak to możliwe. Na przykład Leibniz, który mówi, że żyjemy na najidealniejszym ze światów, a właściwie: Zostaje uzyskana możliwie największa rozmaitość wespół jednakże z możliwie największym ładem; czyli w ten sposób zostaje uzyskana możliwie największa doskonałość. Ideał więc utożsamia Leibniz z różnorodnością - a jednocześnie - z harmonią. Z ładem i porządkiem. No, można by tu dyskutować, sprzeczać się z filozofem (na tym polega filozofia, że można się z nią zawsze sprzeczać, no, chyba że operuje ona tautologiami, ale wtedy to już w ogóle do niczego), wytykać mu dziury w jego teodycei. Ale to przecież nie o to chodzi, to po prostu przykład. Jedno z wielu możliwych rozwiązań. Propozycja. Nie musimy się na nią zgadzać. I chyba się nie zgodzimy, co? Mamy w końcu wyższe wymagania, po co zadowalać się czymś, co jest bliskie, skoro można dążyć do celu, można dążyć do jego osiągnięcia, pomijam już fakt, że samo dążenie jest rzeką metafizyczną, iluminacją, zatraceniem, katharsis i samobójstwem w jednym. Nie będziemy się zatrzymywać, drążmy ziemię, drążmy problem, aż do sedna, aż do jego rdzenia kręgowego, potem wyrwijmy go z korzeniami, będziemy wiedzieć, na czym stoimy.
Więc ten ideał. Jak już powiedziałam, musi posiadać wszystkie cechy, żeby zadowolić jednocześnie wszystkich. I na tym w zasadzie można by poprzestać, całkiem to ładna teza, taka przyjemna i całkiem do życia. A może do rzyci? Może jednak tak, bo oto przeciw tej tezie burzy się potężna pani Logika, która wstaje nagle ze swojego miejsca, wali upierścienioną pięścią w stół i krzyczy: Hola, nie tak szybko, achtung! Po czym uspokaja się pani Logika i mówi już spokojniej, już cichszym głosem, wygładzając od niechcenia fałdki błękitnej sukni, że ta teza może i owszem, ładna jest, ale zupełnie się nie nadaje, bo przecież mamy zasadę sprzeczności! Zasada sprzeczności, w dużym skrócie, mówi, iż coś nie może być jednocześnie A i nie-A. Czyli coś nie może być jednocześnie, powiedzmy, śmiertelne i nieśmiertelne, obecne i nieobecne. I tak dalej. A skoro niby ideał ma posiadać wszystkie cechy, to...? To klapa. Fiasko. Porażka. I jak kto tam chce.
No i psikus. Martwy punkt. A przecież trzeba ruszyć się dalej, trzeba drążyć temat! Nie wolno nam zatrzymywać się na jakichś banalnych przeszkodach w rodzaju zasad logiki, no bo jak! Sięgaj tam, gdzie wzrok nie sięga, pamiętasz? Łam, czego rozum nie złamie.
Ups.
Problem. Kolejny. No bo jak złamać ideał? To znaczy... jak złamać rozumowanie? Rozumowania nie można przecież dotknąć, ująć w dłonie i, napiąwszy mięśnie (tricepsy, bicepsy, czy jak one tam mają), złamać. Lub zawiązać na supeł. Czy da się myśli zawiązać na supeł? Chyba można, ale tylko metafizycznie. Przy czym tu znów rozbijemy się o falochrony logiki, bo logizujący empiryści z Wiednia rzekli, iż metafizyka w ogóle jest do kitu, że nie warto się nią zajmować, że jest tak bezsensowna jak hałaśliwe burczenie w brzuchu. Więc może to jest absurd? Może moja próba odpowiedzi na pytanie "Czym jest ideał?", "Jaki powinien być ideał?" jest po prostu głuchym wołaniem do świata, do świata rzeczywistości i prawdziwości, który nie umie lub nie chce dać mi odpowiedzi, który milczy z kamiennym wyrazem twarzy, równie nieprzeniknionym, co uśmiech Mona Lisy. Absurd, proszę państwa, czysty absurd! Chociaż Camus miał chyba co innego na myśli... Cicho bądź, nie dyspersuj się!
Muszę więc w tym momencie stanąć w obliczu nagiego faktu, (fakt jest konstatacją faktu) że ideał nie znajduje swojej odpowiedzi w świecie rzeczywistości i prawdziwości, nie znajduje weń swego odbicia, wszystko się przeciwko niemu burzy, bądź zachowuje milczącą dezaprobatę, odsuwa się, oddala, nie przyjmuje go, odpycha, and nobody cares for me.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o ideały.
Teraz idealizm.

4.
Idealizm to postawa, to stanowisko wobec życia, to oczekiwanie, to dążenie. To też maska. Idealizm to ułuda, to wiara w te ideały, które nie istnieją, których nie ma, które nie znajdują swego odbicia w świecie, to już wiemy. To omiatanie nieboskłonu cukrzaną chmurką na lepkim patyku. To heroizm Marsjasza, kiedy nawet pokonany przez Apolla, krzyczał przybity do drzewa, śpiewał swoje wcale nie monotonne "A", podczas gdy wielki triumfator, wspaniały wiktor, czyścił skrwawiony instrument. To bieganie po łące za kolorowymi motylami. Idealizm to ptak o różnobarwnych skrzydłach, który frunie ponad naszymi głowami, czasem zniża lot, majacząc nam gdzieś na granicy percepcji, by zaraz znów wzlecieć w górę, w górę, wysoko, do Nieba! Idealizm to ciągłe poszukiwanie, poszukiwanie, łączące się z największym wyrzeczeniem, wymagający od nas największego poświęcenia, odrzucenia wszystkiego, co może stanowić balast, co może spowalniać nam marsz, mylić tropy i zakręcać ścieżki. I poszukiwanie wciąż i od nowa, poszukiwanie, które staje się sensem życia. Ostateczną treścią, metafizyczną rzeką, w której się topimy, aż opadniemy na dno, czując chłód jej wody, by już nie wypłynąć, nie zaczerpnąć tchu nigdy więcej i - doświadczyć agonii świata, małych igiełek, które wbijają się w każdy wycinek skóry. Idealizm to poszukiwanie, które także staje się ideałem, które staje się celem samym w sobie. Idealizm to negacja rzeczywistości, to niezgoda na to, jak wygląda, to przeciwko niej bunt, bo ona sama przeciwko ideałom się buntuje, buntuję się, więc jestem, ona się na nie nie zgadza, więc dlaczego my się mamy na nią zgadzać? Idealizm nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, żadnych punktów stycznych.
A jednak...
A jednak można go odnaleźć w rzeczywistości, można rzeczywistość odnaleźć w nim, można się odnaleźć zarówno w idealizmie, jak w prawdziwości. Można zaprzeczyć zasadzie sprzeczności.
Bo w całym tym nieszczęsnym idealizmie właśnie o to chodzi, żeby zaprzeczać temu, czemu zaprzeczyć się nie da, żeby porywać się z motyką na słońce, żeby bić głową w mur, aż do utraty tchu, do zgubienia ostatniego kamyka i pantofla. Idealizm to próbować pocałować mgłę.

5.
Żadnych punktów stycznych, a jednak ostateczny ratunek, ratunek przed zapadnięciem w rezygnację, w marazm zgody na to, co się wokół dzieje, w pesymizm. Bo można stać mocno na ziemi, a jednocześnie frunąć nad nią. Można brać życie we własne ręce i kuć je w pocie czoła, wierząc jednocześnie, że świat to dobrotliwy staruszek z siwą brodą, który nie pozwoli nam poobijać się za mocno, który się nami zaopiekuje, okryje nas kołdrą, kiedy zmarzniemy, wyciągnie do nas rękę. Można godzinami ćwiczyć, wygrywać na fortepianie nuta po nucie, z rzemieślniczą dokładnością i starannością, wierząc jednocześnie, że jazz to po prostu tęcza na niebie, to maźnięcie pędzla po płótnie, to stary zamglony gramofon. Można ciężko pracować nad sobą, nad własnym życiem, mimo świadomości, że szczęście to piórko na dłoni.
Możesz dążyć do stania się Człowiekiem-Nikt, jednocześnie wiedząc, że Człowiek-Ja, którym jesteś (Tyś jest ja), nigdy nie będzie w stanie tego dokonać, dopóki nie umrze przed śmiercią, póki nie umrze za życia. A przecież śmierć to wcale nie śmierć, to wcale nie koniec, to początek, środek i wszystko. To rozumienie, wieczne, absolutnie i nieskończone.
To trwanie w świecie, które otacza nas ze wszystkich stron, zamyka nas w mniej lub bardziej ciasne okowy cywilizacji, ale ja wiem, wiem i to z całą pewnością, że nic nie muszę, że wszystko mogę. Że mi mogą narzucać, mogą mówić zrób to-a-tamto tak-a-tak, a ja nie muszę, ja mogę, i dlatego w świecie prawa, nakazów i zakazów potrafię być wolna. Bo wolność manifestuje się w możliwościach, wolność to idea, to idealizm. Wolność to rzeczywistość, w której można pływać, jeśli tylko wie się, jak.

6.
I wypływam na powierzchnię.
Na moment przed oddechem.


komentarze
O utworze:

wyświetleń:5180
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Monika Klimczak (Ainil)
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.