avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


17 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Barbara Mazurkiewicz
mechanik liryczny
teksty
felieton, esej
dodano:
8 kwietnia 2010, 14:24:28


Ponad czasem


W pędzie dzisiejszego świata, rzadko myślimy o śmierci, zbyt trudny to i bolesny temat nieakceptowany
- chowany w najgłębszych szufladkach świadomości, szczególnie kiedy
jesteśmy młodzi i zdrowi.
Śmierć umiejscawiamy w nieokreślonej dalekiej przyszłości.
Dopiero odejście kogoś nam bliskiego, znajomego odświeża pamięć, zmusza do refleksji nad kruchością życia.
Śmierć kogoś bliskiego podcina kwitnącą gałąź naszego życia...
Człowiek współczesny nie chce lub może nie potrafi uznać praw Boga, gdy pojawia się nagła (...)
Podczas żałobnej Mszy świętej jednego ze swoich przyjaciół, (jeszcze jako ksiądz kardynał )Karol Wojtyła powiedział:
„Człowiek umiera zawsze w momencie dla niego najlepszym, bo Bóg jest dobry”.
A więc nawet śmierć, często niezrozumiała dla otoczenia, jest zawsze wyrazem woli najlepszego Ojca.
Chwila wybrana nie przez człowieka, ale przez Boga samego.
Realizm wiary nakazuje ufność.
Nauczmy się kochać nasze życie i czerpać z niego możliwie jak najwięcej cieszmy się każdym dniem...
Dostrzegajmy piękno które nas otacza...Czy zatrzymałeś się przez chwilę by móc podziwiać kwitnące drzewa?!
Jakże są piękne w kolorach purpury i złota jesienią...
Wspominaj letnie zachody słońca, otaczającą zieleń, śpiew ptaków, a także zapachy kwiatów...
Kochajmy nasze życie doczesne
- cieszmy się każdym dniem przecież mamy tylko jedno.


1.
noc pospolitą prozą gada
gdy cienie unoszą się bez trudu
bez Ciebie rozpłynęli się mgławice
chociaż łączy nas ta sama gwiazda

moje serce wystukuje monolog
dookoła niewidzialność
- raz jaśniej raz ciemniej
pozapadałam się w sobie
na krotka może na dłużej

dla niejasności obrazu
szczegółów i epizodów
wychodzi naprzeciw
wspomnienie

2.
moje sny maja wielkie oczy
i dusze jak stare żelazko
żyje w nich – niedawno zmarły Tatko
pyta o szanowne zdrowie
jak zwykł…rękę kładzie mi na głowie

staje tu i tam, tak całkiem po prostu
czwarta zero minuty dwie, tylko…
jak mam odpowiedzieć, jeśli znika we mgle

kiedy pomyśle o jawie, czuje lek
czoło na wspak – stawiać muszę jej

3.
tu w dolinie Sołotwy
marcowy dzwon zamknął dzień
jak ciężko
przyzwyczaić się
do pustego miejsca…

powracają obrazy nazwane Tobą
tańczą niewyraźne kształty
w bezosobowym pociągu

nagie ścieżki patrzą zdziwione
szła wiosna, lecz się potknęła
założyła czarny kapelusz
ocieka smutkiem i deszczem

4.

wyspowiadam się nocom bezsennym
tym, co ustawiłeś do wyjścia i na przekór
wyspowiadam się ptakom w locie i nielocie
zanim wylęknione odlecą, gorycz zję wnętrze

nie poszłam wtedy za głosem sumienia
bo grzechy zbyt ciążyły
kiedy przechodziłam obok
kupowałam szczęście na kredyt

nawet rozum się schował
za chłodnym sercem, zwinął w kłębek

ważne gdzie wyrzucam winy
w każdym miejscu lament mój usłyszysz
pod biblijnym dachem, na biblijnej ziemi

w rocznicę Twojego odejścia
aneks pisze dekalogowi

uchyl Ojcze, okno na wielkość wiersza
zanim szepty traw nadzieję rozbudzą
w popielatych zaułkach poszukam pereł
by w nawiedzeniach nie zgubić resztki siebie
nigdy Ciebie

5.
tylko pobiegłam po pled
a Ty stanąłeś na brzegu urwiska
trudno jest mówić w czasie przeszłym
kiedy pożegnanie nie ma końca

uczucie straty i osamotnienia
stało się krótkim
kursem życia
i lekcja umierania

6.
nie dziwisz się, że to już lato Tatku
w cieniu lipy pszczoły robią miód
łany zbóż gnie podkarpacki wiatr

śpisz – po ciężarem kamienia
gdy synowie beztrosko trwonią majątek,
aż nie chce się wierzyć Bogu

porcelanowy profil czuwa bezradnie
wgryzł się w twarze wnuków
przed niepamięcią

trudno podzielić pokłady myśli
na dorosłe i szczenięce
między brzegami – było i będzie

7.
w tę noc
pragnę Ci wyszeptać tajemnicę mego serca
z krainy dzieciństwa, jak wspinam się na górę
nie wiedząc, że szczęście kryje się na dole

maleńka dłonią trzymałam palec Ojca
gdy chciałam być bezpieczna
on tyle rzeczy mnie nauczył
- teraz dziękuję Bogu,
że jest Aniołem stróżem

Lubaczów, 8 marca 2008r.
z tomiku „KROPLA DRĄŻONE”
autor – Barbara Mazurkiewicz


komentarze
avatar andrew
..........................
2010-04-08, 18:09:20:
Sabbath Bloody Sabbath
:))
Pozdrawiam serdecznie.
--
july54

avatar Barbara Mazurkiewicz
............
2010-04-08, 21:27:01:
mechanik liryczny
Dziękuję :))
--
http://e-literaci.pl/news.php

O utworze:

wyświetleń:5140
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Barbara Mazurkiewicz
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.