avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


18 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Sommeil
Libera me
teksty
felieton, esej
dodano:
14 stycznia 2005, 22:37:18


"Zaistniałeś jako cząstka. Znikniesz w tym, co cię stworzyło."

Współczesność goni za sukcesem. W biegu po słodycz konsumpcji brak dzisiejszemu człowiekowi przemyśleń na temat wartości otaczających go przedmiotów. Krzyk podnosi się na ulicach i w domach – bezcelowo, niepotrzebnie, krzywdząco. Miasta płyną tłumami twarzy spoglądających na zegarki, a dzieci biegną po trofea sportowe i naukowe. Triumfuje głód sukcesu i niezaspokojenia. Zanikają ideały i ginie czas na kontemplację. Człowiek szarzeje w świetle bijącym z ekranów telewizorów i komputerów, nawet podczas świąt rodzinnych ucieka mu garstka chwil dla najbliższych. Spokój i ujarzmienie emocji są w dalekim tyle wyścigu ku nieświadomym zagubieniu. Ludzie potrzebują autorytetów do naśladowania. W tym amoku szukają często punktu zaczepienia, jak najprostszej filozofii życia. Wybór jest szeroki: od synkretyzmu filozoficznego, rozumianego jako selektywne dobieranie różnorodnych spojrzeń na wszechświat i przewijającą się przez niego ludzkość, po omówione i przemyślane prądy myślowe oraz wzorce osobowe kreowane przez dany system filozoficzny. Jednym z nich mógłby stać się wzorzec mędrca stoickiego, zrodzony w trzecim wieku przed naszą erą i poszerzany przez następców twórcy stoicyzmu – Zenona z Kition. Co powiedziałby stoik, gdyby przyszło mu żyć we współczesnym świecie?

Dzisiaj filozofia nie jest popularną nauką. Mało ludzi zastanawia się nad sensem życia, nad sposobem wyrażania siebie, nad najwłaściwszą drogą ku szczęściu. Bo jego interpretacja stała się bardzo prosta i powszechnie używana. Najgorszy jest jednak potop plastikowej radości i przekoloryzowanych ambicji. Człowiek, choćby poświęcił temu całą swą wolę i zaprzągł wszystkie swoje siły, nigdy nie poczuje sytości osiągnięć. Codziennie wpędza się w błędne koło. Rano jest niezadowolony, że wstaje o godzinie szóstej do pracy, wieczorem użala się nad sobą, że musi pracować tak długo, a następnego dnia przyjmuje kolejny projekt na najbliższe miesiące, bo zapewni mu to prowizję, wyższą pensję i niestety, co za tym idzie, dłuższy czas pracy. Z kolei projekty wpędzają go w stres i nerwice. Te negatywne emocje przynosi do domu i rozładowuje na rodzinie. Najbliżsi zaczynają się na niego gniewać, a on, żeby zapewnić im lepsze samopoczucie przyjmuje n-ty nowy projekt, dzięki któremu znów będzie zarabiał więcej. I kółko się zamyka. Przychodzi mi na myśl orzech laskowy trzymany w dziadku do orzechów. Siła orzecha-stoika polegałaby na tym, że wytrzymałby nacisk na skorupkę niezależnie od jego intensywności, a siłami do jego odpierania operowałby rozsądnie i kumulował je na późniejsze czasy. Orzech-stoik byłby również szczęśliwy z każdego położenia, w jakim się znajduje i nie dążyłby do wyrwania się z uścisku dziadka. Orzech XXI wieku nie kumuluje energii na zapas, walczy z naciskiem i dąży do pozornej wolności. Każde odparcie silniejszego ataku dziadka jest dla niego stopniem na drodze do sukcesu.

Na takim napięciu skorupki opiera się dzisiejsza rzeczywistość. Jednak walka z wiatrakami osłabia, a sukces nigdy nie jest wieczny. Sukces właściwie ma bardzo wyraźną granicę – zdobywa się go i w tym momencie następuje jego koniec, a miejsce po nim zastępuje niedosyt. Taki tryb życia zniewolił dziś przeważającą część ludzkości.

Gdyby skorupka nigdy nie pękła, człowiek w przytoczonej wyżej historyjce wracałby do domu zadowolony i spełniony. W zacisznym kącie swojego mieszkania rozmawiałby z najbliższymi i zastanawiał się, jakiego koloru bombki powiesić na tegorocznej choince. W pracy panowałby nad sobą i spokojnie wykonywał polecenia nadgorliwego szefa. Ponieważ czułby się wystarczająco bogaty, niepotrzebne byłyby mu projekty zwielokratniające sumy na koncie w banku. Byłby szczęśliwy. Tylko tyle. Tylko, a o to właśnie walczymy w ciągu naszego całego życia często zapominając, że cel może stać tuż obok. Tak, więc należy sięgnąć do niemalże korzeni kultur, do czasów, kiedy rodził się stoicyzm, kiedy recepta na szczęście wydawała się być tak nieskomplikowana.

Jednak stoicyzm kryje w sobie wiele paradoksów. Teoretycznie stoik zakłada, że szczęście jest w nas i dążenie do sukcesu nam go nie zapewni. Jednak, czym innym, niż przemierzaniem kamienistej ścieżki sukcesu jest kształtowanie w sobie inteligencji emocjonalnej, rozumianej jako umiejętność operowania emocjami, rozumnego ich wykorzystywania, panowania nad nimi? Czym innym, niż ciężką pracą, wytrwałością, uporem i zacięciem jest „wyrabianie” neutralności, spokoju, zobojętnienia wobec krzyku? Czy więc w analogiczny sposób można osiągnąć szczęście bez filozofii stoicyzmu?

Wyobraźmy sobie pracownika dużej, międzynarodowej korporacji – negocjatora. Zadaniem owego mężczyzny jest zapewnienie jak najlepszych warunków dla swojej firmy, wynegocjowanie korzystnych cen, podpisanie umów niosących profity. Jakie przede wszystkim cechy powinien mieć taki człowiek? Opanowanie, cierpliwość, spokój, inteligencję. Dokładnie jak stoik. Powinien myśleć powoli i szczegółowo. Rozważać każdy krok, kontemplować, skupiać się, wyciszać. Jego mimika twarzy jest zazwyczaj neutralna, tajemnicza. To jest człowiek, który długo nad sobą pracował. Jednak występuje tu zasadnicza różnica pomiędzy filozofem, a negocjatorem. Dla stoika zapanowanie nad swoimi emocjami jest szczytem, który umożliwia mu życie w szczęściu. Pracownik korporacji używa tej umiejętności jako narzędzia, dzięki któremu zdobywa podstawowe środki do życia. A zatem inteligencja emocjonalna – ujarzmienie emocji nie czynią jeszcze z nikogo stoika. Podstawowa rzecz, to zdać sobie sprawę z tego, że nie jest to przystanek na linii łączącej nieusatysfakcjonowanie ze spełnieniem, ale jej koniec i ostateczna stacja, stacja szczęścia.

I w tym miejscu należałoby wprowadzić pojęcie cnoty. Według Sokratesa, szczęście jest nierozłącznie związane z cnotą. Powszechnie wiadomo, że recepty na nie nigdy nie zdołano uzyskać, być może jednak o niej zapomniano lub ją odrzucono, ponieważ, jak się okazuje, ponad dwa tysiące lat temu wiedziano jak osiągnąć ten stan permanentnego zadowolenia. Otóż nie zdobędziemy szczęścia dopóty, dopóki nie zdamy sobie sprawy, że zależy ona od czynników niepodlegających naszej woli. Wynika, więc z tego, że albo należy uzyskać kontrolę nad tymi czynnikami, albo zupełnie się im podporządkować. Wiemy dobrze, że zapanować nad światem się nie da, choćby ze względu na niemożność kontrolowania praw natury, więc podporządkowanie się tym prawom jest jedynym wyjściem. Tylko zapanowanie nad sobą i wewnętrzne pogodzenie się z własnym losem może zapewnić nam szczęście. Człowiek, któremu uda się tego dokonać staje się mędrcem. A osiągnie to dzięki cnocie. „Stoicy (…), uważając, że cnota, i ona jedna, jest warunkiem dostatecznym szczęścia, utożsamiali ją wręcz ze szczęściem i mieli za dobro najwyższe, a nawet jedyne prawdziwe dobro.”1

Żeby w pełni zrozumieć, czym była cnota dla stoików, trzeba najpierw zarysować ich sposób rozumienia świata. Filozofia Zenona opiera się w znacznym stopniu na materializmie, w którym zawiera się stwierdzenie, że świat jest cały zmaterializowany, jednolity i doskonały. Stwierdzenie to wykreowało system monistyczny w przeciwieństwie do dualistycznych Platona i Arystotelesa, którzy oddzielali ciało od duszy i Boga od materii. Według stoików cały wszechświat zrodził się z ognia, a potem powstało powietrze, woda i lądy. Jednak nieznanego dnia świat nawiedzi wielki pożar i znów powróci on do pierwotnej postaci ognia. I ma się to powtarzać w nieskończoność. Analogicznie proces ten można przenieść na mniejsze płaszczyzny takie jak nieustające i ciągle wracające cierpienie, niesprawiedliwość, czy śmierć. Według stoików przyroda działa na określonych zasadach danych jej przez Prawodawcę, będącego jednocześnie Opatrznością. Ta wszechwładna Moc była określana Bogiem albo zamiennie Zeusem. Bóg nie był wyłącznie Prawodawcą, niepodlegającym ustalonemu przez siebie porządkowi. Był on częścią świata, który stworzył, wywodził się z ognia i był ogniem. Natomiast każda istota i rzecz na świecie miały w sobie część Boga, a Bóg był jednocześnie tymi istotami. Tę boską Moc nazywano również Naturą. Wszystko, więc podlegało i wszystko należało do Natury. Człowiek nie miał wpływu na Naturę, nie miała tez sensu jego walka z nią, gdyż byłaby z góry przegrana. Natura właśnie była czynnikiem determinującym o naszym szczęściu, aby więc stać się szczęśliwym, należało żyć z nią w zgodzie i harmonii. Posiadanie woli zgodnej z wolą Natury nazywane było cnotą. Z tym, że trzeba tutaj podkreślić rolę woli. Jest ona, bowiem bardzo istotna. Jak pisze Russel: „Źli ludzie, choć z przymusu, przestrzegają boskiego prawa, czynią to wbrew woli; zgodnie z porównaniem Kleantesa są niczym pies przywiązany do wozu, zmuszony iść wszędzie tam, gdzie się go ciągnie”.2

Współczesnemu człowiekowi myśl zharmonizowania się z Naturą jest zupełnie obca. Człowiek XXI wieku pisze, bowiem Naturę przez małe „n” mając przecież świadomość, że ujarzmił ją już długi czas temu i z pewnością nie przyszłoby mu do głowy, żeby ją utożsamiać z Bogiem. Natura dzisiaj jest czymś pobocznym, tłem, otoczeniem. Człowiek nigdy nie godzi się z rozmiarem swojego dobytku, intensywnością szczęścia, rozumianego przecież w zupełnie inny sposób. Powszechny jest pogląd, iż krótkie są chwile szczęścia, tymczasem według Zenona z Kition życie mogło być szczęściem samym w sobie. Liczba samobójców i ludzi ogarniętych depresją świadczy o wysokim stawianiu poprzeczki, która bywa nie do przeskoczenia. Ambicje pracowników do zajęcia posad pracodawców, walka księży o wyższy stołek w hierarchii kościelnej, czy wyścig dzieci po najlepsze świadectwo okazują się sposobem na unieszczęśliwienie. Nawet na dwóch ścigających się przypada zawsze jeden przegrany. Stoik w takiej sytuacji nie ubolewałby nad porażką, jednak przede wszystkim nie dopuściłby do sytuacji, w której mógłby się tak czuć. Po pierwsze ze względu na to, że nie stanąłby do walki, a po drugie, że nieznane byłyby mu uczucia zawodu i niespełnienia.
Aby żyć cnotliwie, czyli zgodnie z Naturą, stoik musiał wyrzec się wszelkich emocji i uczuć. Spowodowane było to założeniem konieczności pogodzenia się z Przeznaczeniem, jakie zostało mu dane. Określenie stoika mogłoby służyć jako synonim człowieka o bardzo nieznacznej wrażliwości, który owszem, odczuwa radość z posiadania rodziny, lecz, gdyby ją stracił, nie czułby szarpiącej go pustki i odpędzającego sen nocą smutku. Tłumaczone jest to zachowaniem cnoty. "Choć stoik głosił miłość bliźniego, teoretycznie twierdził zaraz, iż nikt nie może uczynić nic dobrego ani złego drugiemu człowiekowi, ponieważ dobra jest jedynie cnotliwa wola, ta zaś jest niezależna od przyczyn zewnętrznych.”3
Śmierć rodziny nie zabrała przecież stoikowi jego cennej cnoty, a celem jego życia jest jej zachowanie. Marek Aureliusz mówi dalej w swych przemyśleniach: „Strata jest niczym innym, jak przemianą. A ta miła jest wszechnaturze. Bo wszystko, co z nią zgodne, dzieje się dobrze (...).”

Jednak trzymanie emocji pod kloszem hamuje namiętność. Panowanie nad uczuciami właściwie wyklucza namiętność, a to bardzo nie na rękę światu XXI wieku. Jedyną rzeczą, jaka trzyma jeszcze współczesne społeczeństwa przy zdrowych zmysłach jest właśnie namiętność w rozumieniu pasji, zachwytu, poświęcenia, oddania. Odrzucenie uczuć jest przykładowo przydatne w zawodzie chirurga, lecz brak namiętności sprawia, że ciężko nam odróżnić zawód chirurga od rzeźnika. Brak emocjonalnego zaangażowania w leczenie pacjenta uniemożliwia osiągnięcie zadowalających efektów, powoduje jego strach, niepewność, brak zaufania. Również namiętność w poezji, malarstwie, fotografice, grafice komputerowej, szeroko rozumianej sztuce, ogrodnictwie, czy jakimkolwiek innym zawodzie albo hobby jest niezbędna. Uniesienia sprzyjają wielkim odkryciom. Adrenalina popycha do odważnych czynów. Pasja doskonali.

Bertrand Russell pisze: "To zaś jest dobre dla każdej cząstki natury, co przynosi z sobą natura wszechświata i co służy do jej zachowania. Czynnikami zaś zachowania świata są przemiany pierwiastków i ciał złożonych.” Wyobraźmy sobie zamożnego mężczyznę, z domem, rodziną, pracą i pieniędzmi, których wystarczyłoby mu na kolejnych kilka lat, nawet gdyby żadne z jego najbliższych w tym czasie nie pracowało. Jeśli miałby on żyć zgodnie z filozofią stoicyzmu, to musiałby wzbogacić się, bo „los tak chciał”. Czyli nie spędzał całych dni poza domem, nie poświęcał się dla pracy i nie tracił nocy na realizowanie wielkich przedsięwzięć. Pieniądze niemalże same wpadły mu do ręki. Jednak w pewnym dniu los przestał mu sprzyjać, jego bank okradziono, a jemu nie został ani grosz oszczędności. Teraz on i jego rodzina zmieniają dom na 3-pokojowe mieszkanie, a żona musi pójść do pracy. Taka sytuacja nie zmienia jednak niczego w ich trybie życia. Określane jest to przez Zenona z Kition jako „autonomiczność cnoty” – żaden czynnik zewnętrzny nie może na nią wpłynąć. Ma to logiczne uzasadnienie – podleganie woli natury, to godzenie się na taką kolej rzeczy, jaka zostanie nam narzucona. Nic nie może zniszczyć harmonii cnoty, a zatem nic nie przeszkodzi szczęściu stoika.

W „Rozmyślaniach” Aureliusza możemy również przeczytać o tym, że każdy człowiek jest równy. „Zawsze patrz na wszechświat jako na jedno stworzenie, mające jedno ciało i jedną duszę. Pomyśl, jak wszystko dzieje się za jednym jego odczuciem (…)” Aureliusz wyraźnie mówi tu o jedności, o niezaprzeczalnym egzystowaniu jako jedna z części Natury, jako atom, część Boga i część gleby, jeden ze składników puzzli tworzących pełną całość. Taka była idea stoicyzmu, niezaprzeczalnie opierała się na równości. Natomiast współcześnie często upokorzenie i niesprawiedliwość odczuwają ludzie będący mniejszością narodową w danym kraju. Dzisiaj tępimy rasizm, jednak wciąż jest rozpowszechniony na szeroką skalę i nie można powiedzieć, że takimi samymi prawami i tolerancją obdarowuje się pracą pracowników innej rasy niż przeważa w firmie. Również niepełnosprawni i chorzy spotykają się z trudnościami w poszanowaniu ich osoby, ze zdobyciem zatrudnienia, z asymilacją w nowych miejscach. Zarówno Marek Aureliusz jak i Epiktet głosili równość wszystkich ludzi. Każdy człowiek jest stworzony przez tą samą Naturę i podlega tym samym prawom. Dyskryminacja nie ma żadnego uzasadnienia. Gnębiąc mniejszości postępowalibyśmy zresztą niezgodnie z podstawowym założeniem Zenona z Kition: wszystko narodziło się z Natury, a my mamy żyć wypełniając jej wolę. Gdybyśmy odeszli od tego założenia, zniweczylibyśmy również szansę na własne szczęście, ponieważ prędzej czy później to my możemy znaleźć się w jakiejś mniejszości. Jednak dyskryminacja wśród stoików była niemożliwa z jeszcze jednego powodu: stoik skupiał się na własnej cnocie. On nie zajmował się otoczeniem. Otoczenie było czymś, co mu towarzyszyło jednak zmiany w nim nie wpływały na jego stan zadowolenia.

Są dwie rzeczy, które mogłaby łączyć człowieka współczesnego ze stoikiem – oziębłość i nieczułość oraz uparte dążenie do sukcesu. Poza nimi dzieli tych dwoje ludzi szereg różnic poczynając od umiejętności panowania nad emocjami i wpływu świata zewnętrznego na ten indywidualny, wewnętrzny po poczucie szczęścia i interpretację sensu życia. Bo trzeba pamiętać, że ta silna wola osiągnięcia sukcesu różni się celem, jaki ma osiągnąć. Człowiek XXI wieku chce schować sobie świat do kieszeni, stać się jego panem i władcą, a stoik chciałby świat rozwinąć, jak dywan gwiazd na niebie, postawić sobie przed oczami wszechświat szeroki i jasny tak mocno, żeby zawsze wiedział, że to jemu chce służyć. Dzisiaj zaszliśmy już za daleko, żeby zapomnieć o tym, że zrodziliśmy dziecko z probówki, że marzenie o lataniu nie ma już aury niedostępności, że spowszedniało. Życie jest dla nas jak nieregularnie przerywana linia, raz stąpamy po mocnym gruncie, a innym razem wszystko zapada się nam pod nogami. Jednak nawet najgorsze nieszczęścia nie wytrącą współczesnych z dumy, jaka ich rozpiera, dumy ze zniewolenia tak świętej u stoików natury. Dzisiaj walczymy o swoje, nie jesteśmy obojętni na otoczenie. Nie, stoik nie byłby tu szczęśliwy. On nie chciałby dotknąć Księżyca, nauczyć się przebywać pod wodą dłużej niż półtorej minuty ani odbyć podróży dokoła świata w zaledwie kilka dni. Miejsce stoika już na zawsze pozostanie w starożytności.



1. Władysław Tatarkiewicz "Historia filozofii"
2. Bertrand Russel "Historia filozofii zachodu"
3. Marek Aureliusz "Rozmyślania"


komentarze
avatar Uriel
seiyaop.pl
2005-01-25, 13:51:32:
mechanik liryczny
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
Otóż to - stoicyzm najprawdopodobniej już nigdy nie przestanie być "fanaberią przemądrzałków". Najlepszym przykładem był obrazek z rodziną, której "głowa" traci zgromadzone pieniądze. Bo los tak chciał? W XXI wieku prawdopodobieństwo takiego zdarzenia określałbym jako ujemne, gdyby tylko pozwoliła mi na to matematyka.
Stoik w świecie współczesnym może być tylko żebrakiem, a i to chyba nieskutecznym. Na upartego można jeszcze zostawić margines na twardziela, który zaszywa się gdzieś w dziczy z dala od cywilizacji i żyje jak człowiek, a nie jak wyczynowy szczur maratończyk. Klapa - dotarcie w miejsca z dala od cywilizacji wymaga albo zgromadzenia odpowiednich środków (czytaj: włączenia się do wyścigu), albo przyjęcia - na jakiś przynajmniej czas - roli żebraka - wędrownego. Ludzi, którym starczyłoby silły woli i pomysłu na realizację takiego modelu życia, nie ma. Tak, oczywiście, wiem, że są. Pojedyncze egzemplarze w morzu nicości. Statystycznie po prostu ich nie ma.
A ksenofobia jest rdzeniem niemal każdej kultury typu ludowego, o czym wielu mądrzejszych ode mnie pisało już grube tomiska.
Obojętność (powściągliwość?) emocjonalna stoików mnie osobiście odrzuca - bo człowiek, który nie kocha, nie nienawidzi - człowiek, którym nie targają na wszystkie strony emocje - to nie człowiek, a maszyna.
--
...for this one shall be banished forever and known as a fallen one...

avatar Selena
2005-03-12, 19:19:53:
dualistka
I przypomniało mi się, jak bardzo brakowało mi w szkole filozofii...

Drobna uwaga: może i stoicy głosili równość wszystkich ludzi, ale też nie mieli nic przeciw posiadaniu niewolników, a Marek Aureliusz był jednych z tych cesarzy, którzy prześladowali chrześcijan.
Tak więc, jak zwykle: wszyscy ludzie są równi, ale jedni są równiejsi od drugich.
--
Life seems to me like a Japanese picture which our imagination does not allow to end in the margin. Oliver Wendell Holmes

O utworze:

wyświetleń:5150
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Sommeil
          lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.