avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


22 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
okhan
duszę się miewa
teksty
felieton, esej
dodano:
27 grudnia 2009, 21:48:36


Świąteczna antymateria.

Jest duch w narodzie! Jest coś takiego, co doskonale obrazuje znane i pozornie jakże banalne stwierdzenie: "święta, święta i po świętach"; zaprawdę, ciężko o bardziej trafny zlepek słów, który tak doskonale ilustrowałby całą istotę życia doczesnego, całą esencję nieuniknionego ciągu przyczynowo - skutkowego, śmietankę szarej rzeczywistości bytu osadzonego w czasoprzestrzeni czarnej kawy tu i teraz. Być może co niektórzy zwolennicy podkreślania wartości intelektualnych w swoich wypowiedziach pokusiliby się o dodanie tutaj bold-a w postaci klasycznej, słowiańskiej "kurwy" gdzieś między pierwszym, a ostatnim wyrazem, ale jak na mój gust - zbitka ta w swojej pierwotnej formie jest wystarczająco wymowna.

Odczuwam ten głęboki sens zwłaszcza teraz, w niedzielny poranek, w tak zwany trzeci dzień świąt Bożego Narodzenia, kiedy prawą ręką dopijam kawę, a lewą próbuję rozmieścić swoje jelita, wątrobę oraz inne organy wewnętrzne w jakiś neutralny sposób tak, aby jak najmniej dawały o sobie znać. Radio wyłączone w tle, bo przecież na samą myśl o jeszcze jednej kolędzie niechybnie bym zwymiotował. Nie wiem co prawda, czy kolędy nadal lecą z taką częstotliwością jak jeszcze wczoraj, ale wolę nie ryzykować. Oczyma duszy widzę natomiast plecak. Plecak, w który już niedługo będzie trzeba się spakować i ruszyć w drogę powrotną PKS-em albo pociągiem, jeszcze nie wiem, ale ruszyć się będzie trzeba, aby już po powrocie z rodzinnych stron niewyspać się cholernie, wstać w zimny, poniedziałkowy poranek, pójść do pracy, usiąść za biurkiem i tępo wpatrywać się w stertę nieprzeczytanych maili.

Tak, proszę Państwa. Święta, święta i po świętach. Najgorsze, że o ile nawet już na kilka dni przed Wigilią doskonale zdawałem sobie sprawę z tego fatalnego ciągu przyczynowo - skutkowego, o tyle zupełnie nic nie mogłem na to poradzić. No bo i co tu zrobić? Można zupełnie zrezygnować z obchodzenia świąt albo zupełnie je zredefiniować. Można, owszem. Ale jest to eksperyment wysoce ryzykowny i karkołomny. W pewnym sensie chodzi o presję społeczną - a raczej - rodzinną. Ale tak naprawdę nie ma co zasłaniać się presją, gdyż najwyraźniej w świecie ja to po prostu lubię!

Jest jakaś taka magiczna siła, być może to uwarunkowanie kulturowe, a może już genetyczne, że oprócz dni wypełnionych pracą, potrzebne są też dni celebracji. Komercjalizacja świąt, podejście do nich osób niewierzących ("czas, który spędzę z rodziną" itp.) dowodzi tego, że tło religijne jest tutaj tylko pretekstem. Nie tyczy się to tylko Bożego Narodzenia, jest masa innych przykładów na to, że w którymś tam wieku religia po prostu wpasowała się w najgłębsze ludzkie potrzeby - takie jak potrzeba świętowania, odpoczynku, doświadczania niezwykłości jako zupełnego przeciwieństwa codzienności. A że dopiero stosunkowo niedawno odchodzenie od religii stało się społecznie akceptowalne, to dopiero niedawno ten dysonans zaczął być wyraźnie widoczny. Coraz bardziej modne stają się chociażby śluby humanistyczne, które odrzucając całą religijną podszewkę - skupiają się na zaspokojeniu wyżej wymienionych potrzeb.

Kto wie - może więc tradycja naparzania drewnianą pałą w karpia i późniejszego szlachtowania go tasakiem przez pół godziny (oczywiście w ciepłym, rodzinnym gronie) wynika nie, jak do tej pory sądzono z głębokiej wiary w narodziny Boga, a jest po prostu manifestacją uniwersalnych, psychologicznych mechanizmów każdego człowieka. Każdego sfrustrowanego człowieka, który musi po prostu odreagować sobie cały rok ugrzecznionego życia w ugrzecznionym, dwulicowym społeczeństwie hipokrytów. Każdego człowieka, który tłukąc to bezbronne zwierzę w końcu może bezkarnie, pod płaszczykiem tradycji, dać ujście swoim pierwotnym instynktom!

Kto wie z jakich mechanizmów psychologicznych wynika potrzeba ubierania w kiczowate złotka, świecidełka i lampki kawałka zielonego kikuta, który nawet nie leżał koło świerku, sosny, czy jodły. Nie chcę wnikać i nawet nie chcę zastanawiać się, co na ten temat powiedziałby Freud. Jedno jest pewne - święta Bożego Narodzenia to czas magiczny.

Na tyle magiczny, że na czas tych kilku dni jesteśmy w stanie wydać większą część wypłaty, znienawidzić rodzinę, znienawidzić całe jedzenie świata oraz Kevina Samego W Domu. Ale potem mija kryzys i jest dobrze. I gdyby nie to, że równowaga musi być - byłoby idealnie. A tak, cała ta świąteczna materia skutkuje wytworzeniem się antymaterii w postaci psychologicznego kaca - którego trawić trzeba jeszcze przez kilka następnych dni. Wszystkim powracającym do biur po świętach - życzę mimo wszystko pozytywnego nastroju oraz tego, aby łuska oskalpowanego karpia schowana zabobonnie w portfelu zamieniła się w taką górę pieniędzy, żeby wystarczyło na chociaż częściowe spłacenie świątecznych szaleństw finansowych.


komentarze
avatar Fere
fere.sumgmail.com
2010-01-18, 20:40:26:
mechanik limbiczny
Z ust mi to Waść wyjąłeś…
Oczywiście nie o karpiu myślę :))

O utworze:

wyświetleń:5144
komentarzy:1


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

okhan
  poprzedni   lista utworów          

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.