avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


17 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Monika Klimczak (Ainil)
kawałek drewna
teksty
felieton, esej
dodano:
11 stycznia 2005, 14:59:08


Abecadliczna sieć

"I've got a mind to give up living
and go shopping instead."


B.B. King

Od dawna nie pisałam nic ręcznie, gdyby nie czynione od czasu do czasu różne notatki, pewnie całkiem zapomniałabym, jak się pisze. A potem nie umiałabym nawet napisać słowa "pisać". Wszystko bowiem piszę zawsze na komputerze, bo tak jest łatwiej, bo ręka się nie męczy, ekonomiczniej, bo tusz się nie zużywa i wydajniej, bo w odróżnieniu od długopisu czy pióra - palce na klawiaturze nadążają za myślami.
Nawet pismo mam przez to nierówne, niewprawne. I to ja, osoba, która przecież wciąż coś pisze, która cała jest pisaniem. M. ma rację, ja zawsze miałam problem z samooceną, wciąż wydaje mi się, że nie jestem wystarczająco mądra, wystarczająco fajna, wystarczająco JAKAŚ - jednym słowem. Dopiero, kiedy przenoszę się na grunt języka, w świat słów i liter, długopisu lub migającego kursora na ekranie monitora, dopiero wtedy jestem pewna siebie, pewna swej władzy i zdolności. Bo jedyne, czego jestem pewna, to właśnie tej władzy nad słowami. Mam to zagwarantowane w kontrakcie, ale o tym za chwilę.
Choć faktem jest też, że czasem to one mają władzę nade mną. Język bowiem zawsze był bronią obosieczną. Tym właśnie niesamowitym zjawiskiem, najpierwotniejszym i zarazem najgenialniejszym cywilizacyjnym wynalazkiem ludzkości.
Język. Zdania, słowa, litery, głoski, morfemy. System magicznych znaków. Kod, służący ekspresji, komunikacji, klasyfikacji rzeczy, poznaniu świata i ludzi, i samego siebie, wreszcie służący - władzy. Czymże bowiem byłby człowiek bez języka? Bez tego wiecznie żywego, pulsującego i zmieniającego się kłębowiska słów i liter. Kłębowiska, które jest jak bijące serce, kurczy się i rozszerza na nowo, które żyje własnym życiem. Język, który sami wymyśliliśmy, który ułożyliśmy i sklasyfikowaliśmy, powołaliśmy do życia.
A przecież jednocześnie język to autonomiczna istota, z własną osobowością i wolą. Najpierw my wymyśliliśmy język, a potem to język wymyślił nas. Język jest w takim samym stopniu dziedzictwem człowieka, co człowiek dziedzictwem języka.
A jednak można go ujarzmić, oswoić. Można sprawić, że choć na chwilę stanie się posłuszny i powolny ludzkiej woli. Słowa przychodzą wtedy na zawołanie, przelewają się na kartkę papieru, układając w zdania. Ba, nie tylko to! Można nawet skłonić język, by pozwolił zajrzeć sobie do wnętrza i poprzestawiać tam wszystko.
Pozwala rozłożyć się na czynniki pierwsze i na nowo poskładać. I właśnie to jest najpiękniejsze i jednocześnie absolutnie mistyczne, że po tym wszystkim - nie dzieje mu się krzywda. Bo przecież gdybym uczyniła to samo z budzikiem, prawdopodobnie po takich operacjach nie działałby poprawnie, jeśli w ogóle. Język zaś dochodzi do siebie bez żadnych problemów i pomocy z zewnątrz. Wstrząsa całym swoim ciałem i już! - znów jest uporządkowany, znów wszystko ma na swoim miejscu, Z wraca na koniec alfabetu, a A na jego początek.
Ale od czasu do czasu język się buntuje. Jest jak kot, który pozwala mi się ze sobą bawić, pozwala mi się głaskać, mrucząc w zadowoleniu. Ale kiedy już przejdzie mu na to ochota - potrafi podrapać po duszy. I już nie ja jestem władcą. Role się odwracają. Teraz pora, by to język dobrze się bawił. Robi psikusy, podrzucając nie te słowa, co trzeba, zaplątując zdania w istne węzły gordyjskie, bije po twarzy frazeologizmami.
Bo chcieć rządzić językiem, to jak podpisać umowę z Mefistofelesem. To zaprzedać duszę kapryśnemu i potężnemu demonowi. On przychodzi, przynosząc ze sobą kontrakt, który trzeba podpisać nie krwią, ale zwykłym atramentem właśnie, bo ten w układach z językiem ma największą moc. A jest w tym kontrakcie bardzo dużo klauzul, bardzo dużo słów i podpunktów. I jeden krótki dopisek małym druczkiem-kruczkiem: "Ty władasz językiem, ale raz na jakiś czas to on będzie władać tobą".
Więc za tę cenę właśnie otrzymałam od języka pióro, moje wieczne insygnium władzy pisarskiej. A cena ta jest ceną straszliwą, bo język potrafi okrutnie dręczyć, męczyć, szarpać duszę swoimi ostrymi pazurami. I wtedy znika cała duma i buta. Pozostaje tylko pokora i uniżenie wobec falującej i wszechogarniającej potęgi języka! Tego tworu ludzkiego, który wymknął się spod kontroli i przekroczył granice człowiecze. A potem swoje własne. Zaczął rosnąć i rozpuszczać swoją sieć, jak kolorowe wstążki. Oplata ona umysły ludzkie, przywiązując nas do języka. I dlatego właśnie bylibyśmy bez niego niczym. Zakładając, że w ogóle bylibyśmy w stanie być. Trudno to sobie nawet wyobrazić, że można by wyrzucić pióro i papier, nie pisać, nie czytać, nie mówić. Ba, nawet nie myśleć, bo język wgryzł nam się tak głęboko do czaszek, że myślimy słowami. Owszem, czasem też myślimy obrazami, zapachami, dźwiękami, ale to słowa są przeważnie podstawowym budulcem konstrukcji umysłu ludzkiego.
Podpisałam więc kontrakt z językiem, pozwoliłam mu wpleść się w jego misterną siatkę abecadliczną, zapadłam się w język. Za tę cenę mogę teraz pisać słowo "pisać" i każde inne, które przyjdzie mi na myśl. Za tę cenę mogę uczyć się języka, pisać o nim, dotykać go drżącymi palcami, będąc pewną, że to co zechcę z niego ulepić, będzie tym, co spod palców wyjdzie. A potem postawię ostatnią kropkę, a język przyjdzie i powie:
PAYBACK TIME.
i odbierze mi całą moją zdolność pisania, wymiesza mi słowa i pojęcia, obwinie nomenklaturę dookoła głowy tak, by całkowicie zasłonić oczy. I będę poruszać się w leksykalnej ciemności, po omacku szukać świecy, obijać się o ściany własnej głowy, jak pijany motyl. Stracę kontakt z rzeczywistością, utopię się w Kosmosie.
Bo język jest jak Kosmos. Wielki i nieogarniony, pozornie został już zbadany przez sondy fleksji, morfologii, fonetyki, etymologii i semantyki. Na próżno. Bo tam zawsze będzie coś więcej. Coś tuż poza zasięgiem świadomości i zdolności artykulacji.
Podpisałam kontrakt z językiem, sprzedałam mu duszę za poczucie pewności, władzy i zdolności. A teraz postawię ostatnią kropkę
.


komentarze
O utworze:

wyświetleń:5163
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Monika Klimczak (Ainil)
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.