avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


19 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Monika Klimczak (Ainil)
kawałek drewna
teksty
felieton, esej
dodano:
10 stycznia 2005, 02:36:03


Już się nie błąkaj

„Kto bowiem obrał dla siebie służbę swego rozumu i demona, i tajemnic jego cnoty, ten nie przybiera maski tragicznej, nie wzdycha, nie będzie pożądał pustkowia ani tłumu”

Marek Aureliusz, Rozmyślania



Według Russella dla stoików prawdziwym świętym był Sokrates. Jego skromne życie oraz postawa w jego ostatnich chwilach, czyli podczas procesu, uwięzienia a wreszcie egzekucji – są właściwie ideałem, do którego kiedyś dojrzeć chciałby każdy stoik. Do pogardy wobec dóbr doczesnych jak i swoistej dumy, wiary w samego siebie, że nic nie jest w stanie go zniszczyć. Bo jedynym dobrem, jakie może posiadać człowiek, jest jego cnota. Cnota jako środek i cel sam w sobie. Jako jedyny aksjomat szczęśliwości.
Ale to była starożytność. Świat się zmienia, zmieniają się więc warunki życia ludzi, ich potrzeby i możliwości. Dzisiaj żyjemy w cywilizacji kapitalizmu, która uczy nas jak najwięcej chcieć, posiąść jak najwięcej, by móc w przyszłości jeszcze więcej osiągnąć. Ta sama cywilizacja nazwała to wyścigiem szczurów. Gdyby Zenon z Kition albo Marek Aureliusz mogli zobaczyć świat współczesny, prawdopodobnie nawet ich stoicyzm by nie zdzierżył i załapaliby się za głowy. Próba umiejscowienia stoickiego mędrca w XXI byłaby z pewnością czymś wyjątkowo trudnym.

Ale może najpierw wyjaśnię założenia stoickiej etyki, bo przede wszystkim o to tutaj chodzi. Stoicka teologia i kosmogonia zajmuje nas mniej o tyle, że nie determinuje postępowania stoika tak bardzo jak etyka. Żeby być więc stoikiem, należy spełnić kilka podstawowych wymagań. Po pierwsze trzeba żyć w zgodzie z Naturą. To jest warunek nadrzędny i podstawowy, bo, jak pisze Marek Aureliusz, (...) wiele objawów, które są dalekie od piękności, gdyby im się przypatrzyć każdemu z osobna, przecież służą ku ozdobie i miłe są duszy, ponieważ są dalszym ogniwem tworów natury, tak że jeżeli ktoś odczuwa i ma głębsze zrozumienie tego, co się dzieje we wszechświecie, temu prawie wszystkie objawy wtórne będą się wydawały jakieś miłe i zharmonizowane. (...) I liczne (...) zjawiska nie każdemu będą miłe, lecz tylko temu, kto się naprawdę zżyje z naturą i jej dziełami. Stoik musi żyć w zgodzie z naturą nie tylko po to, by potrafić zachwycić się jej przejawami, ale także dlatego, by móc wypełniać jej wolę, aby móc sprostać Przeznaczeniu, bowiem życie człowieka, jak i całego świata, ustanowione jest przez Przeznaczenie, zwanym też czasem Opatrznością lub Bogiem, a czasem właśnie Naturą. Pojęcia te będą dla stoików zamiennymi. Aby żyć w harmonii z Naturą, co jest warunkiem koniecznym, stoik musi kierować się celami, które z celami Natury są zgodne. A skoro są zgodne, są cnotliwe.

Cnota jest jedynym dobrem w życiu człowieka i będzie to stanowisko wspólnym dla wszystkich stoików, od Zenona z Kition po Senekę czy Marka Aureliusza. Mimo niekiedy podstawowych różnic, co do tego wszyscy stoicy pozostaną zgodni. Jedynym dobrem w życiu człowieka jest cnota. Co więcej, jest ona nie tylko celem samym w sobie, nadrzędnym celem każdego prawdziwego stoika, jest ponadto zupełnie autonomiczna. Jako taka także nie podlega żadnym wpływom z zewnątrz. Z tego wynikają dwie zasadnicze konsekwencje.
Po pierwsze, skoro cnota jest jedynym dobrem, jakie może posiadać człowiek, nic więcej nie powinno go interesować, jak tylko przy owej cnocie się utrzymać. A więc odrzucić powinien pragnienie wszelkich dóbr tak materialnych jak i duchowych, wyrzec się wszelkich namiętności. (...) Stokroć piękniejszą jest rzeczą czuć się szczęśliwym, nie hołdować namiętnościom, cieszyć się pokojem i równowagą ducha, od nikogo nie być zależnym w swych sprawach. Dalej idąc, i tu tkwi ta druga konsekwencja, tak naprawdę skrzywdzić ani uczynić szczęśliwym nikogo nie można, bowiem cnota jest zupełnie niezależna od świata zewnętrznego, a jedynie od nas samych zależy, czy będziemy potrafili być prawdziwie szczęśliwymi. Jak dowodzi Epiktet, stoik może zostać zamknięty w dyby przez okrutnego tyrana, jednak to jego, jak nazwie je Marek Aureliusz, gnijące ciało jedynie zostanie zamknięte w okowy, cnota jego pozostanie wszakże nienaruszona. Może człowiek postradać cały majątek, zdrowie, wszystkich bliskich ludzi, nie będzie to w stanie unieszczęśliwić stoika, który przyjmuje wszystkie wyroki losu z uśmiechem na twarzy, gdyż szczęście swoje bierze z daleko innego źródła. Nawet śmierć rodziny, osób – wydawałoby się – nam najbliższych, nie będzie dla stoika źródłem cierpienia, nie będzie bowiem w żadnej mierze przeszkodą dla jego cnoty.
Nie można też zrobić niczego, by uczynić stoika szczęśliwszym niż jest, z tych samych przyczyn, dla których nie można go skrzywdzić. Mając bowiem za jedyne dobro swoją cnotę, nie potrzebuje stoik niczego więcej. To tak, jakby ofiarować sto dolarów Billowi Gatesowi, który jest wszak miliarderem. Z drugiej strony także stoik nie będzie działał w żaden sposób dla dobra innych ludzi ani na ich szkodę, a co najmniej nie w potocznym rozumieniu tego słowa. Weźmy choćby lekarza, który walczy z epidemią, na przykład dżumy. Podziwiamy go, bowiem ryzykuje własnym życiem dla walki z chorobą, którą utożsamiamy tym samym ze złem. Gdyby ów lekarz był jednak stoikiem, nie byłaby choroba dla niego niczym złym, a także niczym dobrym nie byłaby walka z nią. Zatem nie uczyniłby nic, by komukolwiek pomóc, tymczasem skupiając się na zachowaniu spokoju ducha. Tak samo jak nie będzie stoik działać na korzyć społeczeństwa, w którym żyje, bowiem to w żaden sposób nie pomoże ani jego cnocie ani cnocie pozostałych członków tejże społeczności. Wprost przeciwnie wręcz! Gdyby był prawdziwie konsekwentnym, musiałby nasz stoik zacząć głosić, iż krzywdzenie innych ludzi (w potocznym rozumieniu, na przykład odbieranie im majątku lub, przytoczone już powyżej, zakucie w dyby) jest dobre, pożądane! Bo cierpienie cielesne pomaga w hartowaniu ducha, umacnia nas w naszej cnocie. Więc jedynym sposobem uszczęśliwienia kogoś byłoby – skrzywdzenie go. Nieszczególnie to pozytywne, prawda?

Innym obowiązkiem stoika, także warunkiem utrzymania szczęścia, czyli cnoty, będzie właściwe traktowanie swojego ducha, czy też rozumu, czy swojego demona, jak będzie chciał Marek Aureliusz. Pojęcia te będą bowiem dla stoików zamienne, podobnie jak Natura, Bóg, Opatrzność etc. Należy więc panować nad tym, co jest w łańcuchu wyobrażeń nierozważne i bezcelowe, a przede wszystkim, pozbyć się niepotrzebnej ciekawości i złośliwości. I należy się przyzwyczaić do tego, by tak tylko myśleć, iżbyś, gdyby cię ktoś nagle zapytał: „O czym teraz myślisz?” – mógł natychmiast swobodnie odpowiedzieć: „O tym i o tym”, by z tego zaraz było jasne, że wszystkie twoje myśli są proste (...) i godne stworzenia społecznego, gardzącego myślami o rozkoszach lub (...) o jakiejś nienawiści albo zazdrości, lub podejrzeniu, lub czymś innym, z powodu czego byś się zarumienił, wyznając, że o tym myślałeś.

Ważna dla stoika będzie praca nad samym sobą. Marek Aureliusz określa to „służeniem swojemu demonowi”. Będzie ona jeszcze jednym źródłem szczęścia dla niego, bowiem będzie drogą ku samodoskonaleniu, a zatem cały czas dążymy ku cnocie. A więc wypracowujemy w sobie dystans wobec wszystkiego, co jest poza nami, także do naszego własnego ciała i duszy, do tychże śmiertelności. Ciała, bo jako materia złożona z atomów, prędzej czy później i tak się rozłoży, zgnije, Marek Aureliusz na ten przykład wielokrotnie w swoich "Rozmyślaniach" podkreślać będzie przemijalność ludzkiego życia. Ducha zaś dlatego, że po śmierci, jeśli okaże się, że bogów nie ma, dusza również przeminie, a jeśli bogowie istnieją, wówczas tym bardziej nie będzie, czym się martwić. Długość życia ludzkiego – to punkcik, istota – płynna, spostrzeganie – niejasne, zespół całego ciała – to zgnilizna, dusza – wir, los – to zagadka, sława – rzecz niepewna. Jedyną ostoję Marek Aureliusz widział w rozmyślaniu właśnie, w filozofii. Ona bowiem „zasadza się” na utrzymywaniu swojego demona w czystości, cnocie i spokoju. Na przyjmowania wszelkich wyroków losu, a przede wszystkim na oczekiwaniu śmierci w każdym położeniu. Tak należy wszystko czynić i mówić, i o wszystkim myśleć, jakby się już miało odejść z życia. Umieranie bowiem dla stoika będzie niczym więcej jak rozkładem pierwiastków, a jako takie – jest zgodnym z Naturą. Czyli nie może być czymś złym.
Podkreślać też będzie Marek Aureliusz świadomość, że niezależnie od tego, ile lat się żyje i ile lat ma się jeszcze przed sobą, każdy traci tyle samo – między innymi stąd, za Epiktetem, wysnuje rzymski cesarz wniosek o równości wszystkich ludzi. Jedynym bowiem, co jest nam dane, to tylko ta krótka chwila teraźniejsza. Co później będzie głosić również św. Augustyn, niewykluczone, że właśnie od Marka Aureliusza przejęte, to przekonanie, że przyszłości jeszcze nie ma, przeszłości zaś – już nie ma. Jakże można więc żałować czegoś, czego nie ma? Jak można bać się utraty tego?

Aby zakończyć tę część moich rozważań, pozwolę sobie po raz kolejny zacytować Epikteta oraz Marka Aureliusza. Dwa cytaty, które podsumują niejako to, co napisałam powyżej.

Kto jest zatem stoikiem? Jak bowiem fidiaszowym zowiemy pomnik, który jest wyrzeźbiony według zasad sztuki Fidiasza, tak samo pokażcie mi kogoś, kto jest wyrzeźbiony według zasad stoickich, o których rozpowiada. Pokażcie bodaj jednego, który jest i w chorobie szczęśliwy, i w niebezpieczeństwie szczęśliwy, i w obliczu śmierci szczęśliwy, i na wygnaniu szczęśliwy, i odsądzony od czci i wiary – szczęśliwy. No pokażcie mi go! (...) Duszę niech mi ktoś z was pokaże człowieka, który by pragnął jednej myśli być z bogiem, i nigdy nie szemrać ani na boga, ani na ludzi, nigdy nie chybić celu, nigdy nie doświadczyć niepowodzenia i przeciwności, nigdy nie unosić się gniewem, nigdy nie być trawionym zazdrością, nigdy nie stawiać się ponad innych; który by – mówiąc wręcz i dobitnie – który by pożądał tego, aby bogiem stać się z człowieka, i który by już w tym tu śmiertelnym ciele rwał się do wspólnoty z Zeusem. Takiego to mi pokażcie!

Oraz:

Jeżeli wypełniasz dzisiejsze obowiązki, idąc drogą właściwą i rozsądną, gorliwie, wytrwale, życzliwie, a nie zwracasz uwagi na żadną rzecz poboczną, lecz utrzymujesz swojego demona w czystości takiej, jakbyś go musiał wnet oddać; jeżeli ku temu zwrócisz swe starania, niczego nie pożądając ani nie unikając, lecz zadowalając się każdą pracą wykonywaną w myśl praw natury i odważną szczerością w tym, co mówisz i głosisz, żyć będziesz szczęśliwie. A nie ma nikogo, kto by mocen był temu przeszkodzić.

Jak słusznie zauważył w swoim eseju na temat stoicyzmu zamieszczonym w "Historii filozofii zachodu" Bertrand Russell, współczesnemu człowiekowi trudno jest myśleć o stoicyzmie. Stwierdzenie to pozostaje aktualne, a może nawet bardziej jeszcze niż w czasach Russella, także dzisiaj, w połowie pierwszej dekady XXI wieku. Przede wszystkim ze względu na specyficzne wymagania naszych czasów, o których zaczęłam mówić we wstępie mojego eseju.
Żyjemy bowiem w cywilizacji kapitalizmu, w którym na wszystko trzeba sobie zapracować, nikt nie dostaje niczego za darmo i, w myśl przysłowia, każdy sobie rzepkę skrobie. Wpaja się ludziom, by jak najwięcej chcieli, kultura konsumpcjonistyczna bardzo o to dba. Ma się to nijak do wzorców stoickich, które nakazują coś zupełnie przeciwnego, wyrzeczenie się świata, dóbr materialnych i wszelkich emocji, wszelkich namiętności. A jednak to właśnie one jakoś ratują człowieka w samym środku nieskończonej gonitwy za sukcesem. To one sprawiają, że niektórzy ludzie starają się oprzeć wiecznemu wyścigowi szczurów, aby skupić się na takich wartościach, jak sztuka, rodzina, przyjaźń. W tej epoce pełnej sprzeczności, ludzie chcą zachować jak najwięcej ze swoich pragnień, rzeczy „pobocznych” właśnie.
Stoik przyjmie swój los bez mrugnięcia okiem, będzie chodzić co dzień rano do pracy w swojej firmie, cierpliwie, ze stoickim spokojem właśnie, znosić fanaberie pracodawcy, który jest dziś panem i władcą swego pracownika, będzie brać na siebie kolejne zadania, które będzie przed nim stawiać kariera zawodowa, bowiem taki już jest jego los, to mu widać jest przeznaczone. Nie będzie starał oderwać się od tego, by spędzić jak najwięcej czasu ze swoją rodziną, z przyjaciółmi, nie będzie czuł bowiem takiej potrzeby, nie będzie się czuł na tyle do nich przywiązanym, aby wziąć danego dnia urlop i obejrzeć wystąp swojego dziecka w szkolnym przedstawieniu albo zabrać żonę na wystawną kolację z okazji rocznicy ślubu.
Z jednej strony stoik byłby idealnym wzorcem dla współczesnego człowieka, który dzięki stoickim cnotom osiągnąłby jak najwięcej w życiu zawodowym, bez większego wysiłku na dodatek, bowiem wszelki trud będzie dla niego tylko jeszcze jednym sposobem na hartowanie ducha, na rozwijanie własnej cnoty. Z drugiej strony jednak, czy taki wzorzec nie byłby szablonem, od którego odrysowalibyśmy tysiące takich szczurów pędzących w tym rajdzie po sukces? Czy zaprzeczenie wszystkiego, czym jest stoik, czyli poddawanie się namiętnościom, uczuciom i pragnieniom, nie byłoby tym właśnie, co nas wyzwoli z łańcuchów konsumpcjonizmu? Czy nie byłoby metodą na zachowanie samego siebie? Czynnikiem dekonstruującym to wielkie, globalne mrowisko?

Stoicyzm jest dla mnie przede wszystkim filozofią pogodzenia się z losem. Ludzkie życie zdeterminowane jest Przeznaczeniem, a na dodatek wszystko dąży do wielkiego kosmicznego pożaru, który nie jest chrześcijańskim końcem świata, lecz odrodzeniem się cyklu na nowo, powtórką z minionej historii. Jest filozofią odgrywania swoich z góry narzuconych ról. Filozofią, dobrą dla Epikteta, Seneki, i Marka Aureliusza, żyjących w naprawdę trudnych czasach, każdy, odpowiednio niewolnik, minister i cesarz, zmagać się musieli z losem, który przypadł im w udziale. Epiktet z losem niewolnika, Seneka z losem męża stanu, związanego z cesarskim dworem i skazanego na cesarskie fanaberie oraz Marek Aureliusz, na którego barkach spoczywały losy całego chylącego się już wówczas ku upadkowi olbrzymiego cesarstwa. Epoka, w której żyli, była już wtedy w stanie wolno postępującego rozkładu. Filozofia pogodzenia się z losem była dla nich wówczas jedyną ostoją.
My wszelako żyjemy w epoce nadziei. Świat gwałtownie się zmienia, galopuje do przodu, odkrywa coraz to nowe, nieznane dotąd terytoria. Dzisiaj bez przeszkód wędrujemy po kontynentach, pływamy po wszystkich wodach, nasze samoloty niezmordowanie prują powietrze. Jutro, kto wie, może wszyscy polecimy w gwiazdy?


(wszystkie cytaty wyszczególnione kursywą pochodzą z "Rozmyślań" Marka Aureliusza oraz "Diatrybów" Epikteta)


komentarze
O utworze:

wyświetleń:5179
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Monika Klimczak (Ainil)
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.