avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


20 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
bob dunay
mechanik liryczny
teksty
utwory wierszem
dodano:
18 maja 2008, 17:14:43


legenda

Gdzieś w pradawnym lesie
W rozległych moczarach,
W mitycznym królestwie
A dokładniej w Żdżarach,

Złączyły się w jedno
Baśnie ludów rdzennych,
Zaklęte w radzieckich
Bunkrach powojennych

O wielkim człowieku,
Co sławę swą szerzył,
Żył, następnie umarł
I więcej już nie żył.

Ale wszystkie jego
Ziemskie uczynienia
Wzbiły się w pamięci
Ponad pokolenia.

Święte imię Robin
Otrzymał po przodkach-
Podobno nie swoich-
Jak głosiła plotka...

Zresztą kłamstw tysiące
I oszczerstw miliony
Napływało falą
Z każdej świata strony.

Jedno z nich przedstawię
W owej opowieści
Lecz to, co jest w głowie,
W słowach się nie zmieści

A i myśli często
Człowiek zapomina.
Oto będzie jedna
Z historii Robina:

Gdy słońce wymyka
Się chwili uśpienia
I ciemność rozprasza
Jasnością promienia,

W zbójeckiej kryjówce,
W samym środku lasu,
Ułamek światłości,
Przez szpary szałasu,

Wkrada się do wewnątrz
I budzi człowieka
Siadając na stale
Zamkniętych powiekach.

Ów człowiek, nasz Robin,
Ideał skromności,
Wyrwawszy się w końcu
Ze szponów senności,

Tłumiąc w sobie instynkt
Pogańskiego zwierza,
Wyskakuje z łoża,
Klęka do pacierza,

Po łuk sięga ręką
A nogą po strzały,
Których stał się mistrzem
Pełnym wielkiej chwały…

[Tak g’ woli ścisłości-
To wszyscy są zgodni,
Że pewność swej ręki
W zaciszu swych spodni

Trenował bohater
Długimi nocami,
Z samotnością walcząc
Niczym z wiatrakami.]

Już buty nakłada
I kapelusz z piórem,
Płaszcz długi, zielony,
Zwieńczony kapturem,

Szałasy opuszcza
Krokiem komendanta,
Rumaka dosiada-
Swego Rosynanta,

Ucieka. Koń prawie
Zatraca się w pędzie
I gnają tak obaj,
Jak gdyby w obłędzie

Wiatr czując we włosach
A w ustach owady,
Z daleka od ludzi
Pieniędzy i zdrady.

Lecz kiedy już byli
Na trzecim zakręcie,
Koń poczuł swej kości
Bolesne pęknięcie

I runął na ziemię-
Piach wzleciał ku górze,
Twarz jeźdźca się skryła
W zielonym kapturze,

Duch jego z krwią razem
Spod kaptura spłynął,
Wydał jeszcze tchnienie
I samotnie zginął.

Koń swych sił ostatkiem
I resztką szaleństwa
Usztywnił kończynę-
Tak dla bezpieczeństwa-

Powrócił do domu,
Kulejąc niedbale.
Został nowym wodzem,
Otrzymał medale,

A w miejscu, gdzie Robin
Oddał swego ducha,
Wyrósł mech zielony
I bujna rzeżucha...

KONIEC






komentarze
O utworze:

wyświetleń:5134
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

bob dunay
  poprzedni   lista utworów          

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.