avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


24 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Yan(g)
wędrowiec
teksty
felieton, esej
dodano:
7 czerwca 2007, 23:03:38


List do Mamy - zakochanej, nowo poznanej.

Najpierw chciałbym Cię przeprosic za sposób prowadzenia ostatniej z Tobą rozmowy, właściwie kłótni. Wybacz i zapomnij, a to co teraz piszę traktuj nie jak suplement, lecz jako właściwą treść - to co naprawdę myślę, gdy jestem w stanie wznieść się ponad własny egoizm. Proszę ...

Praktycznie nic nie wiem o Twoim partnerze, ale z tego co mówisz wynika, że jest niewątpliwie coś bardzo cennego w Waszej znajomości.
Jeżeli, jak wspomniałaś, dostarczacie sobie niezwykłych chwil i uniesień, to na pewno trzeba by się długo, długo zastanawiać czy warto tu cokolwiek zmieniać.

Cokolwiek i jakkolwiek:
- czy to w stronę rozwinięcia w pełną, "skonsumowaną" więź, ze wszystkimi konsekwencjami tego kroku (jak choćby to, że wspólne życie szybko podlega weryfikacji przez prozę codzienności, zazwyczaj cierpką przecież),
- czy może w stronę stopniowego wygaszania więzi i w konsekwencji zrezygnowania z takiej formy związku, przekształcając go być może w przyjaźń (oby tak było), lub co najmniej serdeczne koleżeństwo (w Waszym przypadku prawie pewne).

Zastanówmy się najpierw nad tym drugim rozwiązaniem. Czy warto i w imię czego warto rezygnować? Tak właśnie- jeśli już, to w imię czego, co takiego ma być w zamian. A jeśli nic konkretnego w zamian nie dostaniesz? Nic, oprócz wątpliwego (przepraszam) poczucia bycia w zgodzie z zasadami, z regułami życia społecznego, oprócz zaspokojonego poczucia odpowiedzialności (no ktoś tu powinien być mądrzejszy, bardziej doświadczony).
Jeśli w dodatku robiłabyś to na przekór deklaracjom partnera, to na pewno nie warto.

Szkoda czasu na takie gadanie? Hm...

A gdyby jednak udało się przekształcić Wasz związek w przyjaźń?!
Przecież wtedy uwolniłabyś swoje serce, które, mimo że wypełnione wdzięcznością, byłoby jednak gotowe na przyjęcie nowej, spełnionej tym razem miłości!
I gdyby tak się stało, gdyby nadeszła nowa miłość a przyjaciel pozostał, to pomyślałabyś kiedyś: "tak, warto było"

W tym wypadku trzeba postawić dwa pytania:
- czy jest ktoś nowy, interesujący na horyzoncie? (znam Cię, wiem że przyciągasz ciekawych, wartościowych ludzi, więc tutaj nie byłoby problemu)
- czy będzie w miarę bezbolesne owo wspomniane przekształcenie związku? co na to partner? jakie są Jego zamiary?

I teraz wróćmy do pierwszej ewentualności - rozwijamy naszą znajomość w pełny, głęboki związek "na śmierć i życie" - zwłaszcza jeśliby się okazało, że na postawione przed chwilą pytanie o partnera odpowiedź jest przecząca, "tylko" przyjaźń to za mało, On się zdecydowanie deklaruje i chce być życiowym partnerem.

Znów nasuwają się dwa zasadnicze pytania:
- czy umiecie sobie to wyobrazić?, Jak realnie miałoby to wyglądać i jakie z tego wynikają zagrożenia dla związku (owa proza życia)
- czy On wie co mówi (przepraszam) tzn. czy wie na czym polega wspólne życie we dwoje, w sytuacji, gdy jego dziecko / dzieci pozostają przy matce.

Pytasz o czym mówię, co ja nagle o dzieciach?
Otóż Ty swoje już odchowałaś.
Nie wiem czy On jest ojcem - mam nadzieję że tak i sprawa jest do dyskusji - jak wyżej.

Bo jeśli nie, to nie pozostaje nam nic innego, jak odłożyć całe to rozważanie co najmniej do chwili, kiedy Jego dziecko przestanie być niemowlęciem. I póki co...?
Póki co cieszyć się tym co jest.
Nic nie zmieniać.


komentarze
avatar Marta Mozol (Adelajna)
adelajnatlen.pl
2007-06-09, 11:45:37:
profetyk
Świetny tytuł. Wspaniale jest umieć tak spojrzeć na matkę, jak na kobietę kobieca, a nie matkową i nie karmicielkę. Mam nadzieję, że jej pomogłeś...
--
I to jest cała prawda, nieprawda, i innej prawdy nie ma! Amen

avatar Venesa
alina_2007interia.pl
2007-06-09, 16:23:57:
mechanik liryczny
nic dodac nic ujac i takie sytuacje sie zdazaja w zyciu i trudno tu o pouczanie raczej sytuacja wumaga zrozumienia , a co do dzieci to zgadzam sie ze zostaja pod opieka matki..do chwili zalozenia swojej rodziny czyli mam na mysli wejscia w dorosle zycie. Natomiast ingerecja w zycie rodzica przez dzieci - nie pochwalam kazdy ma dana wolna wole i jest to jego osobista sprawa jak pokieruje swoim zyciem...Mysle ze pojdzie napewno w dobrym kierunku jezeli trzymac sie bedzie swojej milosci oraz miolsci boskiej, polecajac sie w o opieke Bogu i tylko Bogu!!! piekna milosc :)

avatar Yan(g)
2007-06-16, 21:35:39:
wędrowiec
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
Dziekuję za komentarze, od siebie dodam, że wnioski podane w liście są niejako sprzeczne z moimi interesami (nie wnikając a szczegóły - np. czy mówię tu o swojej mamie akurat), ale cóż ...
W/g mnie w prawdziwej miłości jest coś świętego, igrać z nią to jakby igrać z Bogiem (juz to gdzies pisałem). Tu pewnie Venesa mnie całkowicie poprze.

Marta Mozol - nie wiem jeszcze czy pomogłem, ale postarałem się przynajmniej nie nadwerężać zaufania i nie przeszkadzać.

--
najważniejsze co mamy to nasze życie, nie pytajmy o jego sens

avatar Venesa
alina_2007interia.pl
2007-06-16, 22:17:14:
mechanik liryczny
Oczywiscie popieram w calym tego slowa znaczeniu....;)))

O utworze:

wyświetleń:5150
komentarzy:4


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Yan(g)
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.