avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


22 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Monika Klimczak (Ainil)
kawałek drewna
teksty
felieton, esej
dodano:
26 listopada 2003, 12:43:08


Ars epistolandi

List... wszyscy wiemy, czym jest list. Forma użytkowa zawierająca
określony przekaz mający swojego nadawcę i adresata. Forma ta największy szczyt swojej popularności przeżywała w XVIII-XIX w., lecz dziś zdaje się być wypierana poprzez telefony i Internet. Są jednak ludzie, którzy pokazują, że ? tak jak Internet jest pięknym wynalazkiem ? tak nigdy ?żywy papier? nie straci swojego uroku i nie zostanie całkowicie zastąpiony przez żaden przekaz elektroniczny. Żeby nie być gołosłowną, oprzeć chciałabym się na listach Zbigniewa Herberta i Jerzego Zawieyskiego.

Zbigniew Herbert urodzony w 1924 roku jest wybitnym poetą,
dramatopisarzem i eseistą. W 1943 rozpoczął studia polonistyczne na
podziemnym uniwersytecie we Lwowie. Studiował też w Krakowie malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych oraz prawo z ekonomią. W Toruniu ukończył studia filozoficzne pod opieką profesora Henryka Elzenberga. Członek Armii Krajowej; jako poeta zadebiutował w 1956 roku tomikiem Struna Światła, Później w 1957 wydał - Hermes, pies i gwiazda, w 1967 - Studium przedmiotu, 1969 - Napis, 1974 - Pan Cogito, 1983 - 18 wierszy oraz Raport z oblężonego miasta, Arkusz w rok później, Elegia na odejście w Paryżu w 1990, Rovigo w 1992, oraz w 1998 - Epilog burzy. Jest to oczywiście tylko kilka pozycji z bogatej bibliografii tego poety. Przełomowym w jego życiu momentem było
wystąpienie ze Związku Literatów Polskich z powodu wprowadzenia przez władze komunistyczne socrealizmu jako konwencji obowiązującej w polskiej sztuce. Chwytał się później dorywczych prac, nie zawsze związanych z jego pisarską pasją, na przykład jako ekonomista w banku. Był też kierownikiem literackim w teatrze im. Jana Osterwy w Gorzowie
Wielkopolskim. Zmarł w 1998 roku, nie doczekawszy się nagrody Nobla, choć był do niej nominowany ? między innymi razem z Wisławą Szymborską ? w 1996 roku.

Jerzy Zawieyski natomiast urodził się w 1902 roku, dramatopisarz,
prozaik, eseista. W 1926 roku ukończył Szkołę Dramatyczną w Krakowie, przez dwa następne lata był aktorem w teatrze Reduta. W tym samym czasie był redaktorem czasopisma Teatr Ludowy. W latach 1929-1931 pracował we Francji jako instruktor teatralny amatorskich zespołów Polonii. Po powrocie, do 1939, był dyrektorem Instytutu Teatrów Ludowych, a także aktorem i kierownikiem literackim Teatru Ateneum. Organizował ruch oświatowy i teatralny jako sekretarz Towarzystwa Uniwersytetów Robotniczych. Następnie działał w Związku Młodzieży Wiejskiej Rzeczypospolitej Polskiej. Podczas okupacji niemieckiej uczestniczył w podziemnym ruchu kulturalnym. Po wojnie był wykładowcą na KUL-u oraz wpółpracownikiem KIK-u. W latach 1957-1969 był posłem na Sejm PRL. Zmarł w 1969 roku.

Korespondencje obu artystów z lat 1949-67 są istną kopalnią wiedzy o ich życiu, rzeczywistości, która ich otaczała, inspiracjach i twórczości.

A skoro już przy utworach jesteśmy, warto zastanowić się nad paroma kwestiami. Po pierwsze, jak traktować list, zwłaszcza dzisiaj, kiedy jego czysto użytkowa forma tak straciła na znaczeniu: nadal jako list sam w sobie, czy położyć na jednej półce z wierszami i dramatami ich autorów? A jeśli to uczynimy, to czy ujmować tę korespondencję jako uzupełnienie twórczości literackiej obu epistolografów, czy raczej jako coś zupełnie osobnego? Czy można odnaleźć w nich materiał biograficzny, czy traktować jako coś autonomicznego i niezależnego? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć.

Zwłaszcza listy Herberta mają w sobie tyle poetyki i uroku, że śmiało można uznać je za dzieła literackie. Świadczyć może o tym język, jakim są pisane, poeta używa często środków stylistycznych właściwych poezji, pojawia się nawet wątek fantastyczny - w jednym z listów z Paryża Herbert pisze o Aniele, który został zesłany z niebios, by zmobilizować Herberta do napisania listu. W liście z 15 lipca 1951 roku Herbert pisze:

>>Jest 5 rano, nie mogę spać i myślę czule o Tobie. Nie pisałem już od dawna listu, robię to teraz. Biedny byłem, chory, stary, głupi, opuszczony i pusty jak wyjedzony orzeszek. Wszystko mnie bolało i buty przemakali i już sobie myślałem, że skoczę do Sekwany, bo i tak mokro, tak mokro. Ale nie skoczyłem. Pan Bóg w nagrodę przysłał mi Anioła. Prawdę mówiąc jest to Anioł pośledniego gatunku, nosi w niebie wodę i rąbie drzewo. Opiekuje się proboszczami, którzy zamknięci są w niebieskiej oborze, bo są bardzo grubi i nie potrafią latać. No więc ten Anioł przychodzi (ręce ma czerwone i trochę grubawy głos) i powiada do mnie ?Pisz ten list do Jerzego i żeby mi tam wiersz był?. Ja mu mówię, że nie potrafię i że śpiący jestem, że jutro. A on jak nie huknie: ?Pisz!? i zdaje się nawet dodał ?do cholery?.>Przy tymże biurku siedzi się teraz przykładnie i teraz pisze się limeryki o zimie. O mrozie na szybie, o rzece i wodospadzie, o źródełku, które nie zamarzło, bo nie chciało, o pewnej tkaczce góralce, która dobiera nici przy warsztacie i jest jak Mojra zadumana nad losem Ludzkim, o ogniu i drugi raz o ogniu w nawiązaniu do myśli Demokryta, że wszystko jest złudzeniem, bo naprawdę istnieją tylko: próżnia i atomy.>Kochany Skarabeuszu!
Nie trać animuszu, chociaż jestem daleko, za górą, za rzeką, ale wrócę niedługo. Upijemy się wódą. Czule Ciebie wspominam i nigdy nie zapominam. Pogoda tutaj nie tego, z winy deszczu srogiego. Ale zwozimy już żyto, zapijając okowitą. Kąpię się w jeziorze Serwy, żeby odprężyć nerwy. Trochę już są odprężone moje nerwy szalone. Ogromnie Ciebie ściskam i z radości aż piskam. Że się zobaczymy i nigdy już nie opuścimy. Dla Stasia z Ochoty przesyłam pieszczoty.
No to już dość tych gatek*
Całuję Twój

PUCHATEK


*Autor miał na myśli gadki.>Przypomniałem sobie, że w Neapolu widziałem obraz malarza Colantonio (II połowa XV wieku), który się nazywa ?Św. Hieronim i lew?. To bardzo piękny obraz, a ponieważ nie byłeś ze mną to ja pomyślałem, żeby Ci go ? jak potrafię ? opisać...>Drogi, Kochany Panie! Co za radość! Przeczytałem fragment Pańskiej prozy, który mnie zachwycił.>Grali III koncert Brandenburski. Cudowny koncert na dwoje skrzypiec d-moll, świetnie zagrany przez pp. Umińską i Dubiską. Jest w tym koncercie takie largo ma non tanto, że Boże miły zlituj się. To jest nie tylko sama muzyka, ale także prosta i niezgłębiona sztuka. Pan raz tak dobrze napisał o Bachu (to jest mój ulubiony fragment prozy poetyckiej). Dalej jest tylko milcząca modlitwa i jeszcze może cichy płacz na dwoje oczu.>Dlaczego lubię samotność? Dlaczego nie ufam bliźnim? Dlaczego mam dla nich tanią uprzejmość? Dlaczego boję się wyznać im uczucia i myśli? Dlaczego wierni w kościele nie są mi braćmi? Dlaczego śpiewamy każdy swemu Bogu? Dlaczego?
(...)
I tak się męczę i szarpię, prosząc o łaskę, aby nie zginąć w przeczuciu bliskiego szczęścia na granicy Wielkiej Przygody.>Wiersz lichy, niczym autor.>Ściana, przed którą stoję, jest szara i nieustępliwa. Łażą po niej muchy. To jest list, którego będę się wstydził.>A teraz chciałbym się Panu zwierzyć, Panu, który jest Poetą Pamięci i Poetą Spraw Trudnych. Żyję pod wrażeniem śmierci Tadeusza Borowskiego. Modlitwa za Niego była pierwszą szczerą modlitwą od wielu tygodni. Właściwie nie znałem Go zupełnie i to co pisał, to były dla mnie rzeczy obce. Złe słowo ?obce?, właśnie nigdy obce, ale nie moje. A ta śmierć jakoś zbratała nas. Dlaczego? Także dlatego pewnie, że Borowski był człowiekiem mego pokolenia. Po raz pierwszy zrozumiałem, co znaczy słowo pokolenie. To jest związek ludzi, w których bił ten sam czas, którzy doznawali tych samych pokus, radości, klęsk. To bardzo wielkie słowo i bardzo wielka solidarność.>Piszę specjalnie w intencji Pana imienin (...). Tego dnia będę gorąco prosił naszego Ojca w niebie, aby dał Panu wszelkie niezbędne łaski dla dobrego życia i dobrej pracy, która by w świecie pomnożyła ?kropelkę miłości? i kropelkę piękna. Chciałbym też, żeby Pan nie wyglądał jak własny cień, żeby buzia była okrągła i żeby nie miało się wrażenia, że Pana porwie lada jaki silniejszy wiatr. Ma Pan tyle darów Bożych, o których pewno Pan nie wie, tyle uroku, że ciągle ? ci, co Pana kochają ? chcieliby dziękować Bogu, że Pan w ogóle jest, że dany nam Pan jest, aby nas wzruszać i radować.>I dramat, i piękna proza, i wiersz schodzą się gdzieś w górze i tam jest rozmowa z Bogiem-Poezją. Ten szkolarski podział poezja ? proza jest bardzo nieprzekonywujący.>...pojęciowej czystości poezji, (...) zamiast rozwichrzona metaforyka kultura frazy i składni poetyckie, paralelizm, poetycka definicja, antynomia, paradoks, (...) prostota, a jednocześnie rozbudowa kultury pojęć.>Jest u naszych literatów (współczesnych) coś, co bym nazwał ?kompleksem Tomasza Manna?. Myślę nie tylko o ?Ucieczce z Jasnej Polany? Rudnieckiego, która poczęła się z zawiści, ale także o pewnej znamiennej rozmowie. Była późna godzina i wychodziliśmy z knajpy, i wtedy ? gdy człowiek ogarnięty jest wódką, spoconym tłumem, bełkotem życia ? ktoś powiedział: ?u nas nie ma miejsca dla Tomasza Manna?. Powiedział to pisarz pełen goryczy i znaczyło to, żegnajcie arcydzieła poczęte w spokoju i rozwadze ? my wybieramy żargon dzienników, upokorzenie, kłamstwo pożyteczne.>Napisałem komedię, która się bardzo podobała Dejmkowi. Grał Holoubek główną rolę. Tytuł komedii ?Protest?. Prób było już 12. I pewnego dnia przeczytał minister tę komedię! Zbladł! Zemdlał! Zawezwał Dejmka i kazał mu zdjąć sztukę z repretuaru.>Była to dla mnie (a właściwie jest) ? próba człowieczeństwa, konkretna, angażująca mnie całego, trudna, czasem rozpaczliwa i beznadziejna. Była to walka pełna upadków i buntów, i grzechu, to znów pogodzenia i ufności. W takich wypadkach najprostszym rozwiązaniem jest samobójstwo albo ucieczka. Oba rozwiązania, pozorne rozwiązania, są wstrętne. (...)
A zatem wyrzeczenia. Ale nie mogę wyrzec się miłości, przez którą żyję...


komentarze
~Łukasz Jaroń
jajksiktlen.pl
2003-11-26, 14:44:03:
go��
"W latach 1957-1956 był posłem na Sejm PRL"     Faktycznie, w PRL cofaliśmy się w rozwoju, ale żeby w czasie? :P

~Łukasz Jaroń
jajksiktlen.pl
2003-11-26, 14:44:16:
go��
"W latach 1957-1956 był posłem na Sejm PRL"     Faktycznie, w PRL cofaliśmy się w rozwoju, ale żeby w czasie? :P     Lubię Herberta :)

O utworze:

wyświetleń:5174
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Monika Klimczak (Ainil)
          lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.