avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


16 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
chłopiec z niską samooceną
.
opowiadania
dodano:
30 kwietnia 2008, 00:15:08


Nieporozumienie w wietnamskim barze w Warszawie

- Poleciamy kurciaka w siosie sodko-kwaśnym - powiedziała sprzedawczyni, Azjatka.
- Kwaśnym... nie... - odpowiedział przyjezdny za którym stała starsza kobieta, najpewniej jego matka.
- Mozie kurciak w pieciu śmakach?
Przyjezdny niepewnie odwrócił się i zaczął coś gorączkowo konsultować ze starszą panią.
- Niech będzie... ale tylko w jednym - odpowiedział w końcu.
- Ziaraś podaje - rzekła, i z uśmiechem, pospiesznie udała się do kuchni.
Przyglądałem się całej tej absurdalnej scenie z zainteresowaniem, kończąc powoli swojego kurczaka na ostro. Byłem pod wrażeniem tej dziewczyny, tego z jaką beztroską i bez cienia sarkazmu czy kpiny przyjęła zamówienie. Niby zwykła rzecz a ujęła mnie, aż mnie zatkało. Uroku sytuacji dodawał fakt, iż dziewczyna miała śliczne, wydatne usta, wielkie czarne oczy, no byłem oczarowany.
Nie pozostawało mi nic innego, jak tylko zamówic kolejną porcję.
Wyczekałem chwili, gdy nikt nie kręcił się przy barze.
- Proszę ryż z jabłkami - powiedziałem upewniając się, że danie nie widnieje w menu.
Zauważyłem chwilowe zakłopotanie na twarzy ślicznej Azjatki.
- Nieśtety dziś nie ma. Poleciamy kurciaka w siosie sodko-kwaśnym.
- A kiedy będzie? Wie pani, ja tu niedaleko pracuję i chętnie bym do państwa częściej wpadał a wprost uwielbiam ryż z jabłkami!
A co tam, kłamię jak najęty, nie znoszę ryżu na słodko, Warszawy też i na szczęście tu nie pracuje, ale nie mogłem odpuścić takiej okazji.
Moja rozmówczyni zaczęła szukać czegoś nerwowo w karcie. Postanowiłem wybawić ją z opresji.
- Dobrze, a co by pani powiedziała, gdybym nauczył panią przyrządzania tej potrawy? Moglibyśmy pójść do jakiejś kawiarni. Mógłbym pani opowiedzieć wszystko ze szczegółami. Kiedy pani kończy pracę?
Dziewczyna miała utkwiony wzrok w karcie i lekko spuszczone swoje piękne i wstydliwe oczy. Byłem trochę spięty ale ośmieliłem się kontynuować.
- Oczywiście nie zmuszam pani, ale moglibyśmy nawet pójść do mnie. Wprawdzie mieszkam obecnie z paroma znajomymi, ale pokój mam cały dla siebie.. to znaczy przepraszam, kuchnie mam dla siebie. Tam mógłbym pani to wszystko na żywo pokazać. Rozumie pani, zapachy i tak dalej, tego nie da się po prostu opowiedzieć. Czy zdaje sobie pani sprawę, że do ryżu najlepsze są białe wina? Mam zawsze takie, na specjalne okazje. Moglibyśmy jedno otworzyć a później się ciupciać...
- Ciupciać ?!!! - wystrzeliła dziewczyna.
Sam zrobiłem się blady jak ściana, albo czerwony jak kurczak w sosie curry na ulotce przede mną. Zupełnie straciłem kontrolę. Co za prostak ze mnie wyszedł!!
- Ciupciać ?! - ponowiła pytanie.
- Ciupciać.. - powtórzyłem mechanicznie, wbity w ziemię swoją głupotą.
Dziewczyna w jednej chwili pobiegła do kuchni. Po chwili zaczęły dochodzić z niej odgłosy i nerwowa wymiana zdań. Pojawiły się nawet męskie głosy, pewnie kucharze, jak i jeden najgłośniejszy, pewnie szef baru. Nie wiem o czym rozmawiali, słyszałem tylko: ciup cić ciap ciump ciupciać ciup ciap cip ciup ciamp ciump ciumpcia cimp ciamp ciomp ciup ciupciać ciupciać ciupciać! ciupciać!!!
Skończyło się. Zaległa cisza.
Po chwili pełnej napięcia, przybiegła uradowana Azjatka.
- Ciupciać ?! - zapytała z pewnością w głosie.
- Ciupciać - utwierdziłem ją w przekonaniu, że się nie przesłyszała. I że jestem skończonym kretynem.
- Ziaraś podaje - rzekła i pobiegła do kuchni.
Wyszedłem, nie czekałem. Nie interesowało mnie co za potrawa z tego wyjdzie. Nic mnie nie interesowało. Ciupciać mi się zachciało.


komentarze
avatar zlewkrwi
2008-04-30, 00:39:55:
neutrino taonowe
hej, jeden smak ? przecież to czysto buddyjski tekst! :))
--
"Sztuka jednego się tylko boi - letniości." W. Gombrowicz

avatar willy
2008-04-30, 00:42:58:
.
masz racje, to rdzenny warszawsko-wietnamski koan :D

avatar kade
kade
2008-04-30, 09:15:01:
mechanik liryczny
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
dla mnie świetny tekst, pełen humoru, ledwie migawka, ale świetna..chciałoby się dalszego ciągu:)....może jednak, willy? :)

avatar willy
2008-04-30, 17:31:31:
.
kade, nastepnym razem gdy bede w wawie wybiore sie do baru mlecznego, zamowie schabowego ze szpinakiem i purre i opisze wrazenia ;)

avatar kade
kade
2008-04-30, 23:03:02:
mechanik liryczny
a może by tak zrobic coś takiego w ranach konkursu? napisaccoś co się przezyło naprawdę! to byłoby dopiero wrażenie...prawda, sama prawda!....polubiłem te Twoje miniaturki :)

avatar Hania
2008-05-23, 18:40:44:
mechanik liryczny
hehehe
rozłożyła mnie puenta...
ja bym poczekała, zainteresowana sosem do ciupciania
--
"jak frytka się zetnę w oleju i spalę się skrętem do szczętu"

O utworze:

wyświetleń:1051
komentarzy:6


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

chłopiec z niską samooceną
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.