avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


24 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
dniaokosennego
prowokator
opowiadania
dodano:
26 kwietnia 2008, 02:28:23


Ja Wampir cz. 3

Stało się więc i umarłem. Szedłem przed siebie poszukując światła, którego nigdy nie odnalazłem. Szedłem tak kilka godzin i dawno po tym jak straciłem wszelką nadzieję, dostrzegłem coś. Wyglądało to jak punkt, oaza na pustyni, na której trwałem. Potem rosło, kiedy byłem jeszcze daleko wyglądało jak góra. Odwracałem się i chciałem zmienić drogę, ale zawsze to stało przede mną. Zbliżałem się. Kiedy byłem już blisko góra zmieniła się, by na końcu drogi, ku mojemu zdumieniu przeobrazić się w drzwi. Nie przypominały one wejścia do katedry, jak się spodziewałem, ani drzwi do domu, jak pragnąłem. Oto trwałem, a przede mną trwały wrota. Wyciągłem rękę by je pchnąć. Było mi obojętne co za nimi znajdę, byle nie była to pustynia po której błądziłem. Nie zdołałem ich dotknąć, a rozwarły się oferując mi swoją tajemnicę. Zdołałem zrobić jeszcze jeden krok, kiedy to zobaczyłem tę przedziwną wizję. Stałem się świadkiem wydarzeń, które przekraczały moje wyobrażenia. Spodziewałem się raczej zobaczyć film ze swojego życia, a ujrzałem szaleństwo.
Oto stałem w świecie jaki znałem, a wokół panowała noc. Spojrzałem w niebo, księżyc wchodził w pełnię. To była prawdziwa pleroma, żadna z chmór nie ośmieliła się naruszyć jej doskonałości. Gwiazdy kreowały nie znane mi dotąd konstelacje. Spojrzałem w dół. Stałem w płomieniach i prawie czułem żar u moich stóp, ale nie czułem bólu. Rozejrzałem się wokół. Najpierw dojrzałem ciemne sylwetki otaczających mnie postaci. Stały nieruchomo, trzymając się za ręce. Nie mogłem dostrzec ich twarzy. Wokół panował mrok. A potem zobaczyłem ją. Wymawiała jakieś niezrozumiałe słowa, wykonywała jakieś nieznane mi gesty. Ujrzałem jej twarz. W tamtym życiu nie widziałem równie odrażającej twarzy. Była stara, oznaczona zmarszczkami i mnóstwem blizn, miała oczy pełne cierpienia i gniewu. Ale nie wzbudzałą we mnie strachu ni litości. Widziałem poruszające się usta, wymawiające obce mi słowa – może moje imię? Ujrzałem oczy, które w jednej chwili zapłąnęły żywym ogniem. Świetliste źrenice, które spoglądały na mnie, aż poczułem się całkiem nagi. Zrozumiałem tylko jedno słowo – Zstąp – obsesyjnie wypowiadane w moim języku. Bezwiednie wykonałem krok na przód.
Stałem teraz przy ognisku, a wokół panowała noc. Biernie przyglądałem się wydarzeniom nie czując lęku czy bólu. Wokół mnie stali ludzie w ciemnych szatach i kapturach, jak posągi przy blasku ognia, patrzyli w moją stronę. Stałem się jakby jednym z nich. A potem sprawy potoczyły się z prędkością błyskawicy.
Nagle znalazłem się przy ołtarzu. Na kamiennej płycie leżała ona. Miała piękne, młode ciało i tę starą pomarszczoną i usianą bliznami twarz. Leżała całkowicie naga i wiła się w spazmach jak wąż. Zewsząd słyszałem głosy. I to uczucie, jakiś wewnętrzny krzyk i nakaz - Posiądź, zabij! Później znalazłem w jej ręce nóż. Wbiła go sobie w brzuch i trysnęłą wokół krwią. Poczułem jej smak. Na twarzy, na rękach, cały byłem skąpany w czarnej posoce jak w smole. Zacząłem krzyczeć i wyć, a noc była ciemna. Nie było księżyca, tylko czarny kłębiący się smog nad moją głową. Poczułem ból. Ból przeszył moje wnętrzności. Począłem wić się w piekielnej udręce, a kiedy nastąpił spokój, zmogła mnie wielka senność. Zdążyłem pomyśleć, że nieświadomość jest lepsza niż to, gdy wszystko znikło.
Nie umię odgadnąć jak długo trwała moja nieobecność. Kiedy otworzyłem oczy leżałem na dnie. Wieko było otwarte, a na skórze czułem grudy zimnej ziemi. Dziwne odczucie po tak długim czasie w niebycie. Grób stał otworem i wyglądał jak wrota, do których się zbliżałem. Spojrzałem przed siebie i ujrzałem gwiazdy. Magiczny obraz ujęty w ramy rozkopanego grobu. Później pojawili się oni. Nie pamiętam ich twarzy. Z czworga oczu sączył się powoli pneumatyczny blask. Było ich dwoje. Poruszali ustami w rytm dziwnej mowy, ale nie słyszałem ani słowa, żadnego dźwięku poza wibrowaniem w mojej głowie.
Później jedna z nich uklękła przed miejscem mojego spoczynku, a druga wbiła jej nóż w szyję. Pamiętam długie, faliste, szpiczaste ostrze. Krew trysneła prosto na moją twarz. Zmróżyłem oczy i otworzyłem usta. Krew wsiąkła w nie jak w piasek. Po chwili upadły na mnie zwłoki, zawierając za sobą wieko trumny.
Krew była wszędzie i dodawała mi siły. Piłem ją jak życiodajne soki. O, jakże spragnionym był człowiek na pustyni. Kiedy osuszyłem źródło, zapragnąłem więcej. W przypływie siły wyrzuciłem ramię przed siebie. Wieko wyleciało wysoko, a po zwłokach postały kości. Nie próbowałem wstać. Zapragnąłem unieść się do góry. Czułem w sobie ogromną siłę, ale czułem również, że ta siła była niczym wobec potęgi, która miała stać się moim udziałem. Kiedy stanąłem na ziemi, me oblicze otulił delikatny wiatr, a wokół znalazłem mnóstwo grobów. Na jednym z nich leżała ona. Naga i z otwartym ciałem, czekająca na moje przyjście, bym mógł nasycić rządze. Pyszna! Za kogo się miała! Ona jedna miałaby mnie zaspokoić? Nie pamiętam nawet jej twarzy. Rozszarpałem jej ciało rozrzucając wokół nieżywe szczątki. Marna to była uczta dla podniebienia, ale przynajmniej stała się ucztą dla oczu. Jakiż czułem w sobie gniew i jaką siłę.
I tak narodziłem się do nowego życia. Coś jednak mi odebrano – moje wspomnienia. Pozostała jedynie świadomość dawnej egzystencji. Moja historia przepadła wraz z dawnym żywotem. A kimże jesteśmy bez wspomnień? Czymże bez własnej historii? Pamiętam wiele z dawnych umiejętności i owszem, nabyłem wiele nowych, ale nie pamiętam kim byłem. Często wracam do początków, do świadomości śmierci, bo czuję, że tu jestem najbliżej źródła mojej historii.
Nie pamiętając kim byłem i nie wiedząc kim jestem, przyjąłęm imię, które znalazłem na nagrobrobku. Wraz z chrzestem krwi, narodziło się we mnie pragnienie wiedzy kim byłem wcześniej. Zapragnąłem poznać swoje korzenie, swoją przeszłość, sprzymierzeńców i wrogów, przypomnieć sobie smak dawnych zwycięstw i tych wszystkich niezałatwionych spraw. Zapragnąłem wiedzy by wyrównać rachunki.


komentarze
avatar sasza
stasicaonet.eu
2008-04-26, 20:51:01:
wędrowiec
czytałama z wypiekami na twarzy, brr, jakaś siła a nie wola kazała mi czytać, czytać, wracać i czytać
:P
--
każdy potrzebuje bohatera dla przystani zbawiennej

avatar dniaokosennego
tomassso27vp.pl
2008-04-26, 21:00:12:
prowokator
wybacz, ale nie rozumię kontekstu Twojej wypowiedzi.
--
nic mądrego obecnie mi do głowy nie przychodzi.

avatar sasza
stasicaonet.eu
2008-04-26, 21:53:33:
wędrowiec
ee, tam, mówię że uwielbiam takie opowieści z dreszczykiem, z wypiekami na twarzy czytałam:):)
serdecznoci
a części 1 i 2 juz mnie ominęla?
--
każdy potrzebuje bohatera dla przystani zbawiennej

avatar dniaokosennego
tomassso27vp.pl
2008-04-27, 12:27:08:
prowokator
cz. 1 i cz. 2 zamieściłem nieco wcześniej
--
nic mądrego obecnie mi do głowy nie przychodzi.

O utworze:

wyświetleń:730
komentarzy:4


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

dniaokosennego
  poprzedni   lista utworów          

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.