avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


19 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
sasza
wędrowiec
opowiadania
dodano:
11 kwietnia 2008, 21:39:58


Inkowe opowieści, -część trzecia- ostatnia

:Jestem człowiekiem i nic co ludzie nie jest mi obce wg Terencjusza
- ale bez przesady

Moja ukochana pielęgniarka wprowadziła mnie do pokoju badań. Przedsionek, po lewej toaleta a na wprost pokój tortur. Pusto. „Kochanie usiądź sobie, zaczekaj, zaraz przyjdzie lekarz”. Usiadłam. Czekam. Po chwili wchodzi lekarz. Rzuca od progu – czy jest pani pod spodem rozebrana? No byłam, nie da się ukryć…ale tak z punktu…? Poczułam się jakoś nieswojo… „Kochana, co my tutaj mamy…” (przerzuca plik karteluchów) „aaa… trójeczka… no to na początek się przebadamy i zrobimy kolposkopię…”. Panie doktorze, ale u mnie się nie da… w zeszłym tygodniu doktor H....owa… Nie pozwolił mi dokończyć. „Co się nie da… zapraszam na fotel”. Byłam w połowie drogi do łoża boleści, kiedy wpadła moja lekarka. „A co tu pani wyprawia?” Słowo daję, że nie zamierzałam nic…poniekąd zostałam zmuszona… „ To moja pacjentka, będziemy badać w znieczuleniu… Proszę wrócić na salę… - Dlaczego pani nic nie powiedziała?”. - Starałam się…
- No nic- uspokaja mnie pani.
Błądząc odnalazłam moją salę. Usiadłam na stołeczku i czekam. Za jakieś 10 minut wpada pielęgniarka (jakaś inna)
– „pani N..?”
- To ja…
- Proszę za mną, lekarz czeka.
Idę. Staram się tym razem zapamiętać drogę. Znajomy pokój. Lekarz inny. Pierwsze pytanie – „czy jest pani rozebrana pod spodem?” Już drugi facet dzisiaj zadaje mi to pytanie… zgroza… Jestem… Mam ochotę dodać, że pod spodem jestem goła jak mnie Bozia stworzył…
- Zapraszam na fotel..
- Panie doktorze… ja, ja
Nie zdążyłam nic więcej dodać, bo pojawiła się znowu moja doktorka.
- A pani co znowu tutaj..?
- No właśnie… co ja tutaj…
- Proszę na salę… to moja pacjentka…
- Aaa.. nie wiedziałem… zebrałem wolne karty chorych…
Wróciłam na salę. Mogłam nie wracać… Ledwie doszłam, nie zdążyłam nawet usiąść, wbiega nastolatka przebrana za pielęgniarkę (praktykantka chyba), Niesamowite jak im się tutaj wszystkim śpieszy…pomyślałam sobie tylko - a laleczka krzyczy
- pani N?... no, która z was jest panią N? -Ano ja…
- Pani nie była jeszcze badana, proszę za mną…
- Ja właśnie przed chwilą wróciłam…
- Była pani badana? Bo u mnie w karcie jest pusto…
-Nie byłam, ale…
-No właśnie, a wszystkie panie muszą być zbadane.
Spasowałam. Co będę gadać jak nie trafia? Idę… Pokój ten sam, lekarz znowu inny, na oko pod siedemdziesiątkę. Jak myślisz, jakie były jego pierwsze słowa jak mnie zobaczył? „Czy pani jest pod spodem…” Nie wytrzymałam, parsknęłam śmiechem. Ilu jeszcze facetów zada mi dzisiaj to pytanie..? Lekarz popatrzył na mnie tak jakoś… a potem mrygnął…
Chyba zaczęłabym się turlać ze śmiechu po podłodze, gdyby nie pojawił się jeden z wcześniejszych lekarzy…
-A pani tu znowu? Nie do wiary!
Jak się rozrechotał… myślałam, że się zakrztusi…
-Adam, daj pani spokój, to pacjentka He....owej.
Chyba powinnam to sobie nalepić na czole… No i poszłam, drogę, że tak powiem miałam już opanowaną perfekt…
Dodam tylko, że pan doktor nazajutrz na obchodzie dziwnie na mnie patrzył i mrygał… i to tak, żeby nikt nie widział…
A potem było już w miarę normalnie. Jeszcze tylko raz roześmiałam się, gdy z rozłożoną już na łożu, tuż przed zabiegiem i podłączoną do różnych dziwnych aparatów przeprowadzała ze mną wywiad pani anestezjolog, skrzętnie notując coś w formularzu. Wyspowiadałam się, podpisałam co trzeba no i wtedy padło takie pytanie – a jak się pani nazywa? O rety! To oni nie wiedzą, kogo wzięli? No i rozchichrałam się…. Wyobraziłam sobie, że przez pomyłkę wycinają połowę mojej kobiecości… Samo w sobie zabawne to raczej nie było, ale po tych wszystkich wcześniejszych przeżyciach dostałam jakiejś głupawki…
i wyobraź sobie rozryczałam się ze szczęścia, że to nie ja, że nie mnie będą ciachać.
cholera jasna, jak ja się śmiałam, czy płakałam, juz sama nie wiem jak było, nawet pani anestezjolog ryczała ze mną... chyba ze śmiechu, tylko lekarz dziwnie się zachowywał. Latał po sali i szukał, nie wiem kogo, chyba wczorajszego dnia.On też dostał głupawki.

… Może tylko ja jestem nienormalna? Sama nie wiem dlaczego moja perspektywa ciągle się wykrzywia. Zeza nie mam z pewnością, potwierdzone to zostało okulistycznie.
Przeważnie mam ochotę śmiać się wtedy, gdy nie wypada… A im ktoś jest poważniejszy, tym ciekawsze pomysły przychodzą mi do głowy, aby go rozruszać.
No chyba, że przytrafi mi się melankolija… To wtedy koniec świata i czarna rozpacz. Potem, za jakiś czas śmieję się z tego do rozpuku, ale co się ponaprzeżywałam… to moje!
I co ty na to, mój Przyjacielu?Masz przed sobą pełnię kobiecości....a tak niewiele brakowało.


komentarze
O utworze:

wyświetleń:785
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

sasza
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.