avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


22 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
sasza
wędrowiec
opowiadania
dodano:
10 kwietnia 2008, 20:38:10


Inkowe opowieści c.d - zakwaterowanie

Hej, hej,


Oddziałowa - okazała szatynka, bujne dziewczę, wysoka, tak na oko jakieś 24 lata. Sześcidziesiąt kilo odpowiedniego humoru. Gęste włosy związane wysoko w koński ogon, biały garniturek, pierś zdecydowanie wypięta do przodu, zgrabne, aczkolwiek solidne nogi zakończone bardzo wysokimi obcasami.
Zakręciła się wokół mnie niczym matka-polka nie dając czasu na zastanowienie. Mała nie jestem… 168cm + zazwyczaj wysokie obcasy (z wiekiem coraz to wyższe;)), zatem przyzwyczajona jestem, że na większość ludzi spoglądam z góry lub co najmniej na „równo”… Niestety, obcasy pożegnałam na izbie przyjęć.
Hoże dziewczę złapało moje manatki, spoglądając na mnie z góry i klepiąc przyjaźnie w ramię rzekło „no, kochanie – idziemy..” W tym momencie, pozbawiona jakichkolwiek rekwizytów blondynki (nawet torebki nie mogłam się uczepić, bo mi zabrała), w moich barchanach i papuciach, patrząc z dołu w opiekuńcze oblicze młodocianej położnej poczułam się bezwolna i zagubiona jak sierotka Marysia w lesie bez gąsek i Karuska- obrońcy młodocianych. Człapiąc paputkami podążyłam grzecznie za moją przewodniczką po tym białym piekle….
Na lewo most, na prawo most….;) „kochanie tutaj masz pokój lekarski, pokój ordynatora, pokój oddziałowej, pielęgniarski, zabiegowe… kuchenka, łazienki, klozeciki, magazynki, izolatki, pokoje chorych”… istna kaszanka… i kręte korytarzyki… Byłam tutaj w zeszłym tygodniu przez chwilę, ale wtedy wszystko wyglądało inaczej… Moja znajoma lekarka wprowadziła mnie od razu do pokoju badań, a potem odprowadziła do wyjścia. Nawet się nie rozglądałam… Teraz totalny chaos…Wiedziałam, że bez szkicu sytuacyjnego i tak się w tym pogubię, może powinnam porobić notatki?

Potem w tył zwrot… wracamy – do pokoju oddziałowej…. „Teraz kochanie usiądziemy i wypełnimy kilka formularzy… kochanie powiedz mi jesteś na czczo?… kochanie to… kochanie tamto… kochanie a dlaczego masz taką smutną minkę? kochanie, naprawdę o nic się nie martw, wytniemy co trzeba i za kilka dni będziesz brykać jak kózka… kochanie, no uśmiechnij się do mnie, będzie dobrze…” W tym momencie moje poczucie bezradności i zagubienia osiągnęło szczyty…. Poczułam wielką ochotę, aby wgramolić jej się na kolana, przytulić do obfitej piersi i rozbeczeć… Ojej! Makabra… blondynko… gdzieżeś! Czemuś mnie opuściła…?!!
Na szczęście matka-polka skończyła buchalterię i postanowiła zaprowadzić mnie do mojej przyszłej rezydencji. Grzecznie poczłapałam za nią. Sala nr 2 - „dzień dobry…” (położenie strategiczne, tak jakoś centralnie, niedaleko wyjście), piecioosobowa, dwa łózka wolne, mogłam wybierać. Wybrałam przy oknie – z widokiem na parking i moje autko.
Łóżko łyse… „kochanie nic się nie martw, zaraz je ubierzemy, teraz muszę iść, bo zaraz zaczną schodzić się pozostałe panie… a właściwie, kochanie powiedz mi, dlaczego ty przyszłaś wcześniej?” No właśnie… ;)- Bobobo pani doktor mi kazała…
- „Kochanie, zupełnie niepotrzebnie, zabiegi zaczynamy dopiero od 10-tej… Zaczekaj tu na mnie grzecznie, załatwię z pozostałymi paniami, potem zaprowadzę cię na badania, a potem przygotujemy cię do operacji…”
- Operacji?!! - Teraz dotarło do mnie, o czym ona gada…
- To jakieś nieporozumienie… nie miałam mieć żadnej operacji…! Mam mieć zrobione tylko badania i zaraz wychodzę…
- Oj, kochanie… w narkozie? Uspokój się i zaczekaj… uszy do góry, chyba nie będziesz mi tu histeryzować?
Jej spojrzenie stało się jakby trochę mniej przyjazne… No oczywiście, że nie będę… Postanowiłam poczekać na rozwój wypadków… Przemknęła mi tylko głupia myśl, że w razie czego do wyjścia mam niedaleko… zwieję i tyle…
Przycupnęłam na stołeczku i czekam, rozglądając się dyskretnie po sali. Trzy kobiety. Jedna całkiem młoda – przed trzydziestką, ładna, ale strasznie zmaltretowana, widać niedawno po operacji… sympatyczne spojrzenie, zachęcające do rozmowy… Druga – moja sasiadka, mniej więcej moim wieku, raczej „na chodzie”… zaczęła się wiercić na łóżku, aby przyjąć dogodną pozycję do lustrowania mnie i mojego bagażu… miałam wrażenie, że chce mi zajrzeć dosłownie wszędzie, „tam” też… rentgen w oczach…brrrr… I trzecia – po siedemdziesiątce, typ ważnej persony…też po operacji, bo mina skwaszona…zaczęła narzekać… chyba specjalnie na mój użytek… Uśmiechnęłam się współczująco… i czekam…
Wpadła salowa ze ścierką w dłoni. Jak tajfun omiotła jak leci wszystkie „powierzchnie płaskie” – stoliki, parapety… i zabrała się za moje łóżko… Zrozumiałam, że to taki rodzaj dezynfekcji…;) . Ściery ani razu nie wypłukała… Zaczełam się wewnętrznie dusić od śmiechu… Przecież w ten sposób żadnych bakterii nie zniszczy… raczej poroznosi wszędzie… Tak mnie to rozbawiło, że odzyskałam równowagę… Rozsiadłam się wygodniej z zamiarem nawiązania konwersacji z sympatyczną kobitką z naprzeciwka. Nie zdążyłam jednak, bo nadciągnęła matka-polka i porwała mnie ze sobą…
- Kochanie szybciutko, bo lekarz czeka… Potruchtałam więc na ślizgających się paputkach do pokoju badań.

Dalej zaczęło być ciekawie… ale o tym w następnym odcinku..;)
Gałązką;)))


komentarze
avatar amk
2008-04-11, 21:07:54:
antracyt
Zaczyna robić się rozkosznie. Zostawili Ci Cię choć kawałek?
Pozdrawiając serdecznie, czekam na kolejny(e) odcinki :)
U-całuski!!!
PS. Póki, szybko (i czasem dużo) czytam :)
--
Ceń cień (Jan Sztaudynger)

avatar sasza
stasicaonet.eu
2008-04-11, 21:19:49:
wędrowiec
:):):)
nie żartujesz? naprawdę się interesujesz?:):)
--
każdy potrzebuje bohatera dla przystani zbawiennej

O utworze:

wyświetleń:745
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

sasza
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.