avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


30 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
sasza
wędrowiec
opowiadania
dodano:
4 kwietnia 2008, 21:10:49


inkowe opowieści szpitalne

Ale mnie zmogło…;) znowu przekimałam prawie cały dzień.
I jeszcze mi się zieeewa…
A w głowie łupie mnie jak po hucznej imprezie (istny tupot białych mew;)).
Swoją drogą, to ciekawe, co za świństwo mi zaaplikowali, Nie dosyć, że tak długo działa to jeszcze powoduje luki w pamięci (mam nadzieję, że to jeszcze nie skleroza).
Wedle życzenia, zamieszczam relację z mojej szpitalnej przygody ;)
Blondynka w szpitalu – odcinek 1 (izba przyjęć)
Na korytarzu izby przyjęć ginekologiczno-położniczej stadko stłoczonych kobiet (jedyne krzesła, w liczbie 4, zajęte przez przyszłe mamusie) na wprost - drzwi z tabliczką „bez wezwania - nie wchodzić”. Poczekałam cierpliwie 15 minut… i nic… nikt nie wzywa, nikt nie wychodzi z tajemniczych drzwi, nikt nic nie wie… jednym słowem czeski film. No nie… jedno było wiadomo – bez wezwania nie wchodzić, bo opieprzają i wywalają… Ktoś ze stadka spróbował i wyleciał z hukiem zanim zdążył wyłuszczyć swój problem. Zaczęłam się niepokoić. Z mojej perspektywy sprawa wyglądała następująco: za 15 minut, równo o 8-mej umówiona byłam 2 piętra wyżej na oddziale, z co najmniej trzema „bardzo ważnymi” osobami – dwójką lekarzy i anestezjologiem (zrozumiałam, że specjalnie ściągniętym). Nie stawię się w porę, wyjdę na osobę nieodpowiedzialną… trzeba działać… Jednym słowem uruchomić blondynkę. Zostawiłam manele na korytarzu i wyszłam przed szpital żeby blondynka nabrała rozpędu…( nie ma to jak załatwiać sprawy z marszu;)), następnie dziarskim krokiem, powiewając rozpiętym płaszczem, z okularami przeciwsłonecznymi na czole i zarumienioną gębą, postukując obcasami wkroczyłam na izbę przyjęć. Przystanęłam tylko na moment, aby zmierzwić czuprynę (kątem oka złowiłam zainteresowanie na korytarzu) i zdecydowanie załomotałam w drzwi. Nie czekając na zaproszenie wtargnęłam, robiąc przy tym wielkie zamieszanie i markując pośpiech. Potknęłam się na wstępie, okulary zaczęły mi spadać, płaszcz owinał się wokół nóg, upadła torebka… a ja w międzyczasie wykrzykiwałam zdyszanym głosem, że strasznie przepraszam za spóźnienie, były korki… a pan doktor, och, z tego wszystkiego zapomniałam nazwiska, ale to chyba był pan ordynator… o gdzieś tutaj mam od niego karteczkę do pań… polecił mi koniecznie najdalej o 7.45 stawić się w tym pokoju… ale panie z pewnością wszystko wiedzą… już zaraz daję karteczkę… no gdzież ona jest... Baby zamurowało, oniemiałe patrzyły jak wywalam zawartość torebki na biurko (popisowy numer blondynki-zwłaszcza na potrzeby policji;)). Poszukując kartki (której nie miałam) od ordynatora (którego nie znam) wytłumaczyłam oniemiałym pielęgniarkom, że o 8-mej mam umówiony zabieg na oddziale i że sztab ludzi w pełnej gotowości z pewnością już na mnie czeka (prawdopodobnie pan ordynator też). "Ordynator" zdaje się jest tam słowem kluczem, które otwiera wszystkie drzwi… Pielęgniarki odmurowało… zaczęły się spieszyć i bez sensu wykonywać mnóstwo niepotrzebnych czynności (jedna chodziła po pokoju a druga zaczęła przerzucać jakieś papiery). Potem podsunęły mi krzesło (-proszę siadać, ordynator nic nie mówił, ale on taki zajęty… pewnie na tej karteczce wszystko jest napisane, poproszę skierowanie, książeczkę zdrowia - musimy panią wpisać… a gdzie pani rzeczy?, trzeba się szybciutko przebierać, nie ma czasu…). Szurnęłam na korytarz po torbę (okamgnienie) i powróciłam do przeglądania bajzlu zrobionego na biurku. Oczywiście nie posiadałam niczego takiego jak książeczka zdrowia (100 lat temu chyba jakąś miałam, ale to było dawno i nieprawda;)), rzekomej karteczki od ordynatora też nie. Zademonstrowałam pielęgniarkom nadżarty i wymemłany przez Arona dowód osobisty i legitymację służbową z mojej ½ etatowej pracy (też nadżarta) informując, że wczoraj pies mi się dobrał do dokumentów i to jest wszystko co udało mi się uratować z jego pyska. Książeczkę pożarł… Kartki nie mogłam oczywiście znaleźć… Pielegniarka stwierdziła, ze widocznie musiała być w książeczce, więc z całą pewnością też została pożarta… Nie ma sensu szukać, bo wszystko już jasne (ordynatorowi nie będziemy zawracać głowy) a książeczka… no cóż, na legitymacji są dane instytucji, w której pracuję, więc na razie wystarczy, najwyżej później uzupełnię…. Uff… przebrałam się szybciutko i po chwili ku zdumieniu stadka oczekujących na korytarzu, w asyście jednej z pań pielęgniarek ruszyłam na oddział. Tam zostałam przekazana pielęgniarce oddziałowej. No i okazało się (na szczęście nie było przy tym kobitki z izby przyjęć), że niepotrzebnie narobiłam tyle zamieszania wokół siebie… No, może nie do końca, bo nie czekałam ;)))
Prawda była taka, że tego dnia miało być kilka planowych zabiegów i wszystko jedno, która z owieczek miała pójść na pierwszy ogień. A przykazali mi się stawić przed 8-mą, bo o tej godzinie na izbie przyjęć zbierają skierowania… a potem można już całować klamkę. Powinnam grzecznie czekać ze stadkiem… no, ale o tym przecież nie wiedziałam.
Zresztą, nie ryzykowałam zbyt wiele gdyby przyszło do konfrontacji … przecież wcale nie twierdziłam, że kartkę dostałam na pewno od samego ordynatora tylko, że chyba… no a tego lekarza, od którego dostałam akurat mogło nie być…;)
Ale się opisałam… Co było dalej – w następnym odcinku… (o ile nie zapomnę;)


komentarze
avatar amk
2008-04-09, 20:49:09:
antracyt
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
;))) panonia!!! :)))
nie powiem nic więcej, dopokąd nie odczytam (odliczę) reszty :)))
--
Ceń cień (Jan Sztaudynger)

avatar sasza
stasicaonet.eu
2008-04-10, 20:20:59:
wędrowiec
amku, nie zanudziłeś sie, nie zakołowałeś od tego? hehehee
--
każdy potrzebuje bohatera dla przystani zbawiennej

O utworze:

wyświetleń:827
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

sasza
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.