avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


17 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
motyl
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
26 czerwca 2007, 00:29:41


MOJE MACIERZYŃSTWO część 1 (1986r.-1987r.)

Zadzwoniłam do męża z dobrą nowiną, a on kazał usunąć ciążę. Wtedy w odpowiedzi usłyszał, że szybciej on raczej wypruje se kichy, niż ja pozbędę się mojego ukochanego, wymarzonego dziecka. Nie wierzył, że zaszłam w ciążę w maju na Płoskim, że jednak się udało! Więcej zdziałałam w Żywcu niż początkowo przypuszczał, broniąc się przed jego naciskiem i mimo ostrożności byłam w ciąży, kiedy się przestał obawiać ostrzeżenia teściowej:-A co jeśli ona zechce mieć z Tobą dziecko?- wówczas odpowiedział, że zna uniki (na nic mu się zdały).-
Kiedy Asia urodziła córkę i poszła do domu męża, to ja miałam wytęsknionego gościa, bo Jurek jednak przyjechał pod koniec listopada, żeby sprawdzić moją ciążę. Przywiózł torbę panieńskich szmatek i był do 14.01.1987r.
Otworzyłam drzwi z ogromnym brzuchem, bo to już był 7-y miesiąc ciąży. Mąż gadał wtedy:-A może to i dobrze, że jesteś w ciąży, bo może urodzisz mi córkę?- cieszyłam się, że to akceptuje, ale jednakże marzyłam o synu, żeby sobie wychować właściwego mężczyznę...
(Mąż z poprzedniego związku miał 2-ch synów, ale młodszy Aleksander- zginął tragicznie w jesieni 1984r. mając 12lat. Zaś Grześka poznałam w sanatorium u Jurka).
Pod koniec listopada 1986r. odwiedziliśmy bobo mojej najmłodszej siostry Asi, trafiając na imieniny Andrzeja- mojego najmłodszego szwagra.
Po odwiedkach u koleżanki z wieczorowej szkoły-Teresy i u siostry na Andrzejkach pojechaliśmy z mężem na Płoskie.
Przyjeżdżaliśmy do Białegostoku tylko na regularne wizyty lekarskie w związku z cudowną ciążą. Wszystko przebiegało wyśmienicie ku zdumieniu mamy i wszystkich lekarzy! Usłyszałam od mamy, że jest zaskoczona moim wręcz błogosławionym stanem i zdrowiem!
Ona niby zdrowa, silna kobieta źle znosiła swoje ciąże, a ja wręcz kwitłam w odmiennym stanie! Faktycznie byłam niebotycznie szczęśliwa, że nie jestem gorsza od koleżanek i zdrowych sióstr!
Mama od lekarzy dowiedziała się, że mogę nie przeżyć porodu i trzeba nastawić się na jakieś komlikacje o których nie wiedziałam, ciesząc się ciążą. Byłam tego nieświadoma.
Jednak już na wsi w zimie zachorowałam i mama stwierdziła, że nie mogę brać antybiotyków, ażeby nie zaszkodzić dziecku. Leżałam w łóżku, bo chyba miałam grypę z powikłaniem, gdyż zaczęło kłuć mi w uchu... Mama dawała mi napotne ziółka i leczyła domowymi sposobami "wypalając" ucho.( Zaczerpnięto z dawnych praktyk, kiedy wieśniacy nie jeżdzili do lekarza, a kurowali się sami. To robi się tak:- w mały kawałek płótna wciera się wosk zwijając w rożek jak do lodów i wstawia się do bolącego ucha, zapalając szerszy koniec. Potocznie nazywało się "wypalaniem ucha", bo gorące powietrze grzało ucho. Przestawało kłuć, jeśli przewiało i obchodziło się bez lekarza. Mama też na to liczyła). Trochę mi ulżyło, ale stan zapalny trwał jednak nadal... W wigilię katolickich świąt mąż niespodziewanie pojechał do miasta i przywiózł wymarzony srebrny pierścionek, który ofiarował wraz z cukierkami na moje imieniny. Niestety nie pasował, a skoro był za duży, Jurek pojechał jeszcze raz i przywiózł mniejszy- z malachitowym oczkiem, co oczywiście także spadał z mego chudego, dziecinnego palca. Zachowałam go dla narzeczonej przyszłego syna... Na pociechę, czy również do pomocy do przezwyciężenia choroby babcia Lidzia przysłała mego ulubionego "pieroha" swojej roboty. Mama zrobiła wigilię i było miło, bo nawet sąsiedzi zza płotu przyszli do stołu...
Na sylwestra i nasze święta prawosławne byliśmy jeszcze wszyscy razem. Jurek często jeździł po zakupy do miasta, a mnie cieszyła mężowska kuchnia i pyszne żarcie podawane jako chorej do łóżka!
Jakoś w połowie stycznia razem pojechaliśmy do Białegostoku, bo mąż musiał jechać do Żywca. Miał wrócić przed rozwiązaniem. Czekałam na darmo. Ale po powrocie z Płoskiego zaraz poszłam sprawdzić zdrowie do internisty, a lekarz wysłał mnie do laryngologa. Okazało się, że mam zaniedbane, ropne, z wewnętrzną dziurką- zapalenie ucha środkowego. Musiałam wziąść antybiotyki, ale dziecko urodziło się zdrowe. W dziewiątym miesiącu ważyłam prawie tyle co słoń!
(Na prawosławne Boże Narodzenie spotkałyśmy się z kuzynkami i okazałyśmy się wszystkie brzuchate...).
Przed czasem poszłam na porodówkę i stwierdzono, że ze względu na oczy i słabe mięśnie samodzielnie nie byłabym w stanie urodzić. Zrobiono cesarkę, gdy już miałam bóle porodowe. Wszystko trzęsło się wewnątrz z ciągłego bólu, a lekarze czemuś zwlekali, aż wreszcie zrobili zabieg.
Po dziesięciu dniach ledwo żywa wyszłam ze szpitala, bo z bolącą raną, choć dumna, że nie jestem gorsza od mamy!
Tylko ja miałam syna, a więc byłam nawet lepsza od Asi, lub Ani, bo one miały tylko córki... cdn..


komentarze
avatar Marta Mozol (Adelajna)
adelajnatlen.pl
2007-06-26, 08:27:09:
profetyk
odnośnie ostatniego zdania- czemu syn jest lepszy od córki? BTW. jest tu kilka literówek.

Bardzo lubię tę Twoją sagę.
--
I to jest cała prawda, nieprawda, i innej prawdy nie ma! Amen

avatar motyl
2007-06-26, 08:55:35:
mechanik liryczny
nie mogliśmy zapomnieć Adasia,naszego BRATA..Ale mama juz nie miała po nim syna,a tylko córki..(tatuś tęsknił za męskim potomkiem,a nawet siostry mialy TYLKO damskie nasienie..a więc-gorsze,pz:)
--
lubię Jasnorzewską,Goethego,Puszkina,Jesienina,piosenkarza Wysockiego,Bułata Okudżawę i znajomych z portalu JL..."ze smakiem bytu -motyl nie płacze nad zmierzchem - trwa w trzepocie pomiędzy"...

avatar Kucik
kuciko2.pl
2007-06-26, 09:40:14:
aktywny obojętnie
rzeczywiście, bardzo wciągające. ja nie jestem wymagającym czytelnikiem i taka forma jak najbardziej mi odpowiada. jednak gdy będziesz chciała wydać to drukiem, trochę korekty będzie to wymagało. ale nie tak dużo, żeby nie brać pod uwagę takiej ewentualności; może ktoś z portalu pomógłby znaleźć jakąś gazetkę, w której mogłyby się te opowiadania ukazywać. Wtedy trzeba będzie zrezygnować z wielu nawiasów, pisać "wziąć" a nie "wziąść" i sprawa najważniejsza: Zamień tytuły "Jestem ślepy od urodzenia" na "Przyjdzie wiosna, a ja jej nie zobaczę". na przykład zamiast "MOJE NIEFORTUNNE MAŁŻEŃSTWO I NADZIEJA CIĄŻY (1986r.)" na "Gdy najbliżsi zawodzą" (do pisma dla gospodyń domowych), albo "Niefortunna inwestycja - wielki zysk" (do czasopisma dla kobiet biznesu), lub "Wyrwać z drania to, co najlepsze" (dla nieszcześliwie zakochanych nastolatek ;) )
--
...między słowami przeczytasz więcej...

avatar motyl
2007-06-26, 09:58:46:
mechanik liryczny
uehehe..aleś mnie ubawił!ale pomysł w dechę!faktycznie masz rację,poprawię,pz:)
--
lubię Jasnorzewską,Goethego,Puszkina,Jesienina,piosenkarza Wysockiego,Bułata Okudżawę i znajomych z portalu JL..."ze smakiem bytu -motyl nie płacze nad zmierzchem - trwa w trzepocie pomiędzy"...

avatar tommas
2007-06-27, 00:15:47:
nic
taak słyszałem o tej gorszości Chińczykom to myślenie właśnie uszami wyłazi, wartość populacji mierzy się ilością potomków płci żeńskiej wówczas taka populacja jest rozwijającą się i zdrową, a to że jakiś samiec miał ambicje na samczenie się to jego porażka i kobiet które mu uwierzyły
--
Nie mam przyjaciół, lekceważę drogowskazy i dlatego jeszcze zachowałem strzępy wolności.-MUFKA

avatar Marta Mozol (Adelajna)
adelajnatlen.pl
2007-06-28, 12:03:22:
profetyk
czekam na następna część...
--
I to jest cała prawda, nieprawda, i innej prawdy nie ma! Amen

avatar motyl
2007-07-03, 13:22:29:
mechanik liryczny
tommas-może moja matka chciała dać syna dla męża..a tu okazało się że wyszły same córki..i pewno była skonfudowana..ale może masz rację,że to jakiś dziwny obecnie styl..zastanawiam się,że może ciągnie się tood dziedziczenia ziemi?pożądani byli synowie,bo córki zmieniały nazwiska i odchodziły z domu..a syn-dziedziczył hektary i rodowe nazwisko...dzięki wszystkim za czytanie,cieszę się że ciekawi..pz:)
--
lubię Jasnorzewską,Goethego,Puszkina,Jesienina,piosenkarza Wysockiego,Bułata Okudżawę i znajomych z portalu JL..."ze smakiem bytu -motyl nie płacze nad zmierzchem - trwa w trzepocie pomiędzy"...

avatar sinnerman
zapomnij
2007-07-03, 16:04:59:
i'd love to change the world
jestem pełna podziwu dla pamięci autorki, ja nie pamiętam większej części swojego 19-letniego życia. a tutaj takie szczegóły...
--
jedyna rzecz, która absolutnie nie jest kiczem, to nicość. /houellebecq

avatar motyl
2007-07-03, 21:40:20:
mechanik liryczny
simm..-dzęki za opinię i czekoladkę komenta,a przy okazji miło autorce za dobre słowo,pz:)
--
lubię Jasnorzewską,Goethego,Puszkina,Jesienina,piosenkarza Wysockiego,Bułata Okudżawę i znajomych z portalu JL..."ze smakiem bytu -motyl nie płacze nad zmierzchem - trwa w trzepocie pomiędzy"...

O utworze:

wyświetleń:1009
komentarzy:9


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

motyl
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.