avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


16 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
waikhru
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
21 maja 2007, 13:42:57


Guziki

Weszli do mieszkania. Było ciemno i spokojnie. Mężczyzna wziął ją za rękę i poprowadził przez długi przedpokój. Dyskretnie się rozejrzała.
-Ładnie tu- pomyślała.- Zawsze byłam ciekawa jak mieszkają tacy mężczyźni jak ty- zwróciła się po cichu do niego. Doszli do drzwi- były lekko uchylone. Pchnął je delikatnie, lecz mimo to zaskrzypiały. Dziewczyna z przerażeniem spojrzała w jego kierunku- wiedziała, co się stanie, jeśli żona się obudzi. Ale kobieta spała nadal. Pokój był przytulny. Wszędzie wisiały orientalne pamiątki. Na biurku stało pełno fotografii. Szczęśliwa rodzina- kochające się małżeństwo i owoc ich miłości- czteroletni chłopiec. Był bardzo podobny do ojca- ciemne, prawie czarne włosy, wąskie usta, prosty ładny nos i te same poważne, trochę zbyt surowe oczy. W pomieszczeniu było dużo książek, leżały porozrzucane nawet na podłodze. Patrzyła na to jak zahipnotyzowana. Po chwili ocknęłą się i spojrzała na duże łóżko. W granatowej pościeli leżała kobieta. Nie widziała jej twarzy dokładnie. Wolała się nie zastanawiać czy jego żona jest atrakcyjna. Wystarczyło jej to, że na noc wybierał ją- młodszą, bardziej interesującą i pociągającą. Była ciekawa czy ta starsza kobieta leżąca na łóżku śniła o swojej szcześliwej rodzinie- odpowiedzialnym, kochającym mężu i ułożonym, rezolutnym czterolatku.
-Pierdolenie…
-Co?- zapytał jak najciszej tylko mógł.
-Nic, nic. Głośno myślałam.
-To myśl ciszej, bo chyba wiesz, co by było, gdyby ona się obudziła…
-Chcę się z tobą kochać..- wyszeptała dziewczyna kurczowo ściskając jego ramię
-Wiem.
-Ale ja chcę teraz, rozumiesz? Teraz, natychmiast…- coraz mocniej zaciskała palce, aż on zasyczał z bólu. Po cichu wyszli z pokoju, a potem z mieszkania. Przelotnie ogarnęła wzrokiem jeszcze raz cały dom. Na dworze było zimno, chciał ją przytulić, ale odepchnęła go. Idąc obok siebie czuli narastające pożądanie i podniecenie. Jakiś bezdomny pies zaczął piskliwie szczekać. Zaklęli głośno. Po kilku minutach doszli już do osiedla, gdzie była kawalerka. Gdy weszli do środka nie zdążyli się nawet rozebrać.





-Nie patrz tak na mnie jak jakieś cielę.
-Jesteś piękna, wiesz?
-Jasne…- spojrzała na niego z lekceważeniem.
-Powiedz mi. Dlaczego chciałaś ją zobaczyć?- zapytał wreszcie. Pomyślał, że usnęła, bo w odpowiedzi usłyszał tylko zegar wybijający trzecią w nocy.
-Kochasz ją?- uniosła delikatnie głowę i popatrzyła na niego, a na jej twarzy odbiło się napięcie.
-Kiedyś…A może teraz też, ale inaczej. Kocham ją, bo dała mi syna. Kocham ją, bo jest. Zawsze mogę na nią liczyć. Nawet już się nie kłócimy. Wszystko jest tak, jak być powinno. Nic ponad to.
-Więc, co ja robię w twoim życiu?
-Ty? Przecież wiesz. Tylko przy tobie mogę zasnąć. Dajesz mi coś, czego dawno nie czułem. Galaktykę dobra..
Nastała długa cisza. Jedynie zegar pastwił się nad tą dwójką, rozsadzając mózg od środka uporczywym tykaniem. Zaczęło padać i krople deszczu bębniły o parapet. Wszystkie dźwięki były spotęgowane i bezlitosne.
-Rozumiem…Chodzi ci tylko o ten seks.- oczy miała szeroko otwarte, chłodno patrzące przed siebie- Wiesz, czemu chciałam zobaczyć twoją żonę? Bo byłam ciekawa jak wygląda ta idiotka. Ta żałosna czterdziestoletnia kobieta, która jest oszukiwana przez własnego męża. Najgorsze jest to, że nie potrafi nic z tym zrobić. Zostaje jej czekanie na niego z obiadkami, które w końcu wyrzuca, gdy on zadzwoni, że wróci późno z pracy. A w tym czasie przychodzisz do mnie i jest bosko. Tak bosko, jak jeszcze nigdy z nią nie było i nie będzie, bo coraz trudniej jest jej ruszyć zmęczoną życiem dupę.
-Zamknij się…-syknął- Nigdy więcej tak o niej nie mów.
Nie był świadomy, z jaką ogromną siłą chwycił ją za twarz. Przez moment się nie kontrolował i gdyby nie resztka świadomości, to z pewnością nigdy więcej nie odważyłaby się czegokolwiek powiedzieć. Opanował się jednak i cofnął dłoń.
- Przepraszam…- bał się spojrzeć jej w oczy.
-Widzisz, sam wiesz, że to prawda- zaśmiała się głośno i sztucznie.
-Jesteś bezczelna, mówił ci to już ktoś?
-Słyszałam to tak wiele razy, że przestało to na mnie robić wrażenie.- błyskawicznie podeszła do niego i zaczęła go całować. Przez moment był zdezorientowany nachalnością i zachłannością, z jaką to robiła, ale gdy doszedł do siebie z przyjemnością uświadomił sobie, że znów czeka go mocny i zdrowy sen.



Rano, gdy się obudził, już jej nie było. Poczuł ulgę z tego powodu- mógł sobie wszystko w spokoju przeanalizować. Wyobraźnia od razu podsunęła mu wczorajszy obraz. Co czuł, gdy patrzył na śpiącą żonę? Taką cichą, bezbronną… Chciał podejść wtedy do niej, przytulić. Wiedział, że oznaczałoby to koniec. Koniec spokojnie przespanych nocy. Znów musiałby spędzać długie bezsenne godziny siedząc nad książkami i próbując oszukać organizm. Wmawiać sobie, że spanie to tak naprawdę strata czasu i potrafi poradzić sobie doskonale bez tego. Czy to było właśnie to, co hamowała go przed zbudzeniem żony? Czy może była to ta mocna, młoda dłoń, która coraz to mocniej wbijała paznokcie w jego ramię? Przestraszył się obu tych możliwości, więc pospiesznie wstał i poszedł do łazienki. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze, po czym zaczął ochlapywać twarz lodowatą wodą. Zastanowił się, kto wymyślił bzdurę, że zimna woda działa trzeźwiąco. Nadal w jego głowie kłębiły się myśli.
- Gdybym wziął rozwód…To nie jest taki głupi pomysł. Finansowo mi to nie zaszkodzi, prawo do opieki nad synem też dostałbym ja. Ona nie miałaby go za co utrzymać, przecież tylko ja pracuję. To naprawdę niegłupi pomysł.- spojrzał jeszcze raz w lustro i dopiero teraz w pełni uświadomił sobie o czym pomyślał. Ze złością chlapnął sobie w twarz- Idiota!
Przez chwilę stał tak- bezradny i pełen pogardy dla samego siebie. Znów jego świadomość dopadło tykanie zegara, które zdawało się prześmiewcze i nieubłagane.
-Kurwa! Znowu spóźnię się do pracy…








Lokal był pełen ludzi i papierosowego dymu. Z trudem przecisnęła się do baru i zamówiła sok. Z jeszcze większym trudem znalazła wolne miejsce. Westchnęła z ulgą,gdy wreszcie usiadła wygodnie na krześle.
-Mógłby się bardziej postarać wybierając miejsce- pomyślała ze złością- Oho, czyżby ten osobnik szedł w moim kierunku?
Nie myliła się. Wysoki, na oko pięćdziesięcioletni facet, z gęstymi czarnymi włosami i bujnym zarostem podszedł do jej stolika.
-Wolne?
-Nie.- odpowiedziała krótko tonem, który bynajmniej nie zachęcał do dalszej próby nawiązania kontaktu.- Nie słyszy pan?! Za-ję-te!
-Jest pani bardzo inteligentna…Nie lubię blondynek, ale pani jest inteligentna.
To stwierdzenie zbiło ją z tropu. Przez chwile zawahała się czy nie wytłumaczyć mu bardziej dosadnie, że nie ma ochoty z nim rozmawiać, ale doszła do wniosku, że ta konwersacja może być w gruncie zabawna.
-Tak? A z czego pan wywnioskował to, że jestem inteligentna?
-Pani na pewno jest na studiach. Zna pani Chotomską? Jest profesorem. Pochwalę się, że jako jedyny u niej zdałem. Zna ją pani? Jedyny…Wie pani o czym pisałem? O Wojsku Polskim. Razem z górnikami walczyłem przeciwko Niemcom. Jestem mańkut- czterech Szkopów posłałem na deski. W czterdziestym siódmym. Czterech. Mam takiego przyjaciela, jego syna zabiła mafia w RPA, rozumie pani? Mafia…Wie pani co to znaczy? Nie wie pani. Pani jest za młoda. Przez cztery lata żona przypalała mnie żelazkiem. Przypalał ktoś kiedyś panią żelazkiem?
-Co się stało z pańską żoną?- zauważyła, że ludzie z sąsiednich stolików odwracają się zaciekawieni i rozbawieni.
-Zmarła. Miała raka.
-Przykro mi…
-Widzi pani…Mnie tak niezbyt. Ludzie mają mnie za psa. I dobrze! A ja i tak jak będę chciał to się schleję jak świnia! Jak będę chciał! Rozumie to pani? Nie rozumie…Czy mi się wydaje czy pani mnie lekceważy?
-Wydaje się panu. Nigdy nikogo nie lekceważę, a zwłaszcza ludzi ,którzy mają tyle ciekawych rzeczy do powiedzenia.- Gruchnął na sali śmiech- Więc mówi pan, że walczył pan z Niemcami…
-W czterdziestym siódmym. Niech pani spojrzy na mnie. Patrzy pani na nauczyciela, który uczył kwiat polskiej młodzieży przez 20 lat. Czy wyglądam pani na nauczyciela?
-Szczerze mówiąc nie bardzo.- znów kilka osób ryknęło śmiechem.
-Stasiu! Stasiu! Daj pani spokój. Pani jest kulturalna i wara od niej!- drugi pijaczek podszedł do stolika i chciał ją pocałować w rękę, ale wyrwała się.
-Mariusz, posłuchaj. Ja jestem inteligentny człowiek i prowadzę konwersację z ludźmi na poziomie, innymi słowy nie rozmawiam z debilami. Więc…Spierdalaj!
-Panowie, muszę już iść. Bardzo miło było panów poznać.- uśmiechnęła się szyderczo i wyszła odprowadzana rozbawionymi spojrzeniami.
Na dworze głęboko odetchnęła. Rozbolała ją głowa od tego dymu, natłoku zdarzeń i słów skierowanych w jej kierunku. Nie zwróciła uwagi, że od kilkunastu sekund dzwoni jej telefon.
-Co to ma znaczyć?! Lepiej, żebyś za 3 minuty po mnie przyjechał!- ze złością przerwała połączenie.



-Przepraszam, nie mogłem przyjechać wcześniej. Szef miał do mnie sprawę i…
-Mniejsza z tym.- siedząc w jego samochodzie poczuła się lepiej. Bezpieczniej. Z dala od tych wszystkich ludzi, którzy przerażali ją coraz bardziej. Coraz częściej dochodziła do wniosku, że megalomania nie wynika z chęci wywyższenia się jednostki, ale z wywindowania jej na szczyt przez społeczeństwo. Przez jego głupotę i naiwność.
-O czym myślisz? Bardzo jesteś zła? Naprawdę przepraszam…
Spojrzała na niego z dziwnym rozrzewnieniem i pocałowała.- Ludzie są niedorzeczni, prawda? Jedźmy do domu- zabrzmiało to na tyle komicznie, że nie mogła powstrzymać uśmiechu.




Ostrożnie niosła do łóżka kawy. Całe napięcie związane z mijającym dniem zeszło z niej zupełnie. Znów była zrelaksowana i spokojna.
-Opowiedz mi o nim.- spojrzał na nią badawczo, zainteresowany jaką reakcję wywoła na niej to pytanie.
-O kim?
-Jak się kochaliśmy zwróciłaś się do mnie imieniem ,które o ile mi wiadomo moim nie jest.- jego wzrok nadal był w nią uporczywie wpatrzony.
-Nie martw się, jesteś zupełnie inny niż on. Nie ma dla mężczyzny nic gorszego, jak być podobnym do innego faceta…A to przejęzyczenie mi wybacz.- Wiedział już, że po raz kolejny przegrał dyskusję. Nie potrafił sobie tego wytłumaczyć- on, starannie wykształcony, inteligentny zawsze ponosił porażkę w starciu z ta gówniarą. Ta myśl zirytowała go.
-Muszę wracać do domu. Żona już na pewno czeka i znowu będzie mnie wypytywać.
-Zawsze musisz wracać, prawda? A ja zawsze w końcu zostaję sama. Bez ciebie. Jesteś najgorszym z typów ludzi- człowiekiem powracającym…
Stał nad łóżkiem ubrany, a ona leżała naga, owinięta tylko prześcieradłem. Wydała mu się bardzo mała, bezbronna, dziecinna. Poczuł się nieswojo ze świadomością, że godzinę temu robili takie rzeczy, jakich z żadną inną starszą kobietą nie robił.
-Dziecko, psiakrew, cholerne dziecko.- pomyślał z wściekłością i czule ją pocałował. Znów naszły go myśli, które tak bardzo dręczyły go od rana. Pospiesznie wyszedł z mieszkania.





Park o tej porze roku był odpychający. Wszędzie walały się gnijące liście, drzewa były nagie aż do nieprzyzwoitości. Było mokro, zimno i nieprzyjemnie. Wąską alejką szli przytuleni do siebie.
-Dlaczego jeszcze nigdy nie wspomniałaś, nie poprosiłaś, żebym się rozwiódł?
-A zrobiłbyś to?
-Nie wiem…Zacząłbym wtedy dopiero nad tym myśleć…
-No właśnie…Już sam proces myślenia ma w sobie coś destrukcyjnego, a co dopiero jego rezultat…Nie mówmy o tym.- była zmęczona wszystkim, co ją otaczało, drażniła ją szarość i zapach butwiejących liści.
-Jesteś szczęśliwa?- oczy mężczyzny były spuszczone
-Wiesz, kto jest najnieszczęśliwszy na świecie? Ludzie, którzy nie mają guzików… Wyposażeni tylko we wzbudzające litość rzepy. Spotykając na ulicy kominiarza nie mają, za co złapać się na szczęście. Rzepy nie przynoszą szczęścia… Życie bez guzików jest nie do zniesienia. Tak…Najnieszczęśliwsi są ci zapinani na rzepy…
-A Ty? Masz guziki?
-Ja?- zapytała i uśmiechnęła się.



Mieszkanie było malutkie i to było w nim najbardziej zachwycające. Nie było miejsca na żadną zbędną rzecz, żadną dodatkową osobę prócz ich dwójki. Od progu czuć było zapach nieprzyzwoitej namiętności. Krzyż nad wejściem tylko podkreślał to wrażenie. Ten z krzyża patrzył przepraszająco- jakby wstydził się własnej cierpiącej obecności.
Tego wieczoru w pokoju przy łóżku leżało pełno porozrzucanych zdjęć. Wszystkie przedstawiały małego chłopczyka- biografię jego krótkiego życia.
-Musi być cudownym dzieckiem. Nie masz pojęcia jak bardzo chciałabym go poznać. Przytulić. Wyobrazić sobie, że prócz ciebie to jeszcze ja jestem w nim obecna.- delikatnie pogłaskała leżącą najbliżej fotografię- dziecko patrzyło prosto w obiektyw, na pół bezczelnie, a na pół przepraszająco.
-Nigdy bym nie dopuścił, żebyście się spotkali. Wiesz…Nigdy nie chciałem mieć córki. Bałby się, że gdy podrośnie będzie puszczała się ze starszymi od siebie facetami. Takimi, co mają żonę, dziecko, idealnie poukładany świat…-przerwał mu wybuch śmiechu. Popatrzył na jej młodą roześmianą twarz, na prowokujące samym byciem ciało.
-Kocham cię, staruszku.- powiedziała tonem trochę poważniejszym, ale jej oczy nadal pełne były pełne śmiechu.
Nagle, w trakcie kilku sekund, całkowicie spoważniała. Przez chwilę wahała się, ale w końcu zapytała:
-Uderzyłeś kiedyś kobietę? Ale tak naprawdę, prosto w twarz?
-Nie mam pojęcia, co Ci znowu przyszło do głowy. Nigdy żadnej kobiety nie uderzyłem i nie mam zamiaru.
-A jeśli cię o to poproszę? Jeżeli o niczym innym nie marzę?
-Nie pij już więcej, martwię się o ciebie, kiedy zadajesz mi takie pytania.
-Mówię poważnie i na trzeźwo- chcę być twoją pierwszą kobietą. Chociażby pierwszą, którą uderzysz.
-Oszalałaś. Zakończmy lepiej tę rozmowę.- pomyślała, że on tak pięknie marszczy brwi, gdy się złości. Szybko wstała i podbiegła do stolika, na którym leżał jego telefon komórkowy.
-Mam ochotę powiedzieć Twojej żonie, jak bardzo jesteśmy teraz szczęśliwi!- pokazała mu wyświetlony na ekranie numer i przyłożyła telefon do ucha. Nie zdążyła zdać sobie sprawy, z tego, co się dzieje. Gdy ciemność znikła jej sprzed oczu, zauważyła, że znalazła się na podłodze, a z rozciętej wargi kapie krew na kremowy, miękki dywan, który razem kupowali parę miesięcy temu. On stał nad nią z telefonem w ręku, z którego nie było wykonywane żadne połączenie. Kręciło mu się w głowie i nie wiedział czy to przez uczucie ulgi czy przerażenia.
-Teraz jestem pierwszą…Jeśli następnym razem uderzysz kobietę, pamiętaj, że to ja byłam tą pierwszą…-jasne oczy były pełne łez i radości.






-Uderzył cię?! Skurwysyn…
-To nie tak, ja tego chciałam. Nawet ty nie rozumiesz? Przez tyle lat rozumiałyśmy się bez słów, nie chcę żebyś myślała, że to jego wina. Niepotrzebnie ci o tym mówiłam. Myślałam, że chociaż ty zrozumiesz.- ze złością odstawiła kubek z herbatą. Była za gorąca i poparzyła sobie usta.
-Po prostu się o ciebie martwię. Zastanów się czy to wszystko ma sens. On ma żonę, dziecko. To miała być tylko przygoda na chwilę, a teraz ta ekstrawagancja jest już momentami niebezpieczna. Jak chcesz chodzić po ulicy z taką opuchniętą twarzą?!
-Jedni dają kwiaty, czekoladki- ja dostałam to. I jestem z tego powodu najszczęśliwsza na świecie. Jestem pierwsza…- spojrzała na przyjaciółkę z obawą i miała rację, bo wzrok dziewczyny siedzącej naprzeciwko był obcy, pomieszany ze współczuciem i obrzydzeniem.





Patrzyła na szparę między drzwiami a framugą, z której wylewała się smuga światła. Przedzierało się swoją dwoistą naturą przez ten cienki przesmyk, aż w końcu znajdowało sobie bezpieczne miejsce na podłodze. Każda fala i każda korpuskuła. Razem. Nie wiedziała, dlaczego ten widok ją przerażał. Było w nim coś przyprawiającego o mdłości, niepokojącego i przytulnego. Może bała się świadomości, że zaraz ta smuga zniknie, oczekiwanie dobiegnie końca i studziewięćdziesięciocentymetrowe ciało dojrzałego mężczyzny przysłoni ten przesmyk w drzwiach, przerwie podróż cząsteczek i fal, a potem wejdzie i znów zabierze ją w podróż do siedmiu cudów ciała.

Nie było żadnych przeprosin. Żadnych łez. Rozmowy. Czegokolwiek. Tak im było lepiej. Tylko jemu ciążyła świadomość, że uczynił ją pierwszą- takich nigdy nie można wyrzucić z pamięci. Kiedyś myślał, że miłość to genetyczne wyrachowanie, teraz doszedł do wniosku, że to coś jeszcze gorszego.
-Znów nie możesz spać?- nie mógł widzieć w ciemności, że próbowała wyłapać wzrokiem po omacku jakikolwiek fragment jego ciała.- nie daję ci już przyjemności? Zmęczenia?
-Nie wiem…Ostatnio nawet ty nie pomagasz, przykro mi. Tak bardzo staram się usnąć właśnie dla ciebie, ale nie potrafię. To jest niezależne ode mnie.
-Nie martw się. To na pewno chwilowe. – w głębi duszy wiedziała, że nie ma racji.- Co bym musiała zrobić, żebyś mnie znienawidził?
-Co?
Nie odpowiedziała. Zapaliła małą lampkę i teraz ze spokojem mogła rozpocząć swoje studium. Patrzyła na delikatną linię barków, które okazywały się tak silne, na każdy mięsień drgający na plecach. Odnajdywała każdą bliznę i znamię. Liczyła tak bezwstydnie sterczące włoski, gdy przyprawiała go o dreszcze. Zachwycała się złudną prostotą profilu i złożonością żył na skroni. Na niektóre pytania się nie odpowiada...


Z otępieniem patrzył na jej twarz, opalone ramiona, ciało na zawsze omotane jego zapachem, którego nie było czuć na tym zdjęciu. Butelka z hałasem przetoczyła się po podłodze. Kawalerka od wielu dni stała pusta. Lubił tu siedzieć- tak sobie wmawiał. Jeszcze raz popatrzył na zdjęcie żony. Skonfrontował jej obraz z tym, który widział ostatnio. Była tak samo ładna i pełna młodości. Tylko walizki, które trzymała w ręce dodawały jej niepotrzebnych lat.
- Przynajmniej mogę spać. Przynajmniej to..- pomyślał i zamknął oczy.



komentarze
avatar delete
delete2140gmail.com
2007-05-26, 17:31:51:
mechanik liryczny
Ciekawe, wciągające. Ładnie budujesz klimat. Pozdrawiam serdecznie
--
S.

O utworze:

wyświetleń:851
komentarzy:1


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

waikhru
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.