avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


28 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Mruffka
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
1 maja 2007, 23:57:55


Chaos mroku

rodz.1

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI
[lewo]
Przed paroma laty, gdy na świecie panowała anarchia i niepokój, a ludźmi rządziła chęć zysku i nienawiść wydarzyła się pewna zaskakująca historia, w którą całkiem przypadkiem została wplątana trójka młodych ludzi.
Całe zdarzenie miało miejsce w małym miasteczku na północy Norwegii i dotyczyło ludzi pochodzących z rodu Vanharsh. Trójka młodych ludzi wywodziła się właśnie z tej rodziny, należeli bowiem do dzieci z pokolenia słynnego Blada Vanharsh. Miało to początek w starym XVII-nasto wiecznym, szlacheckim rodzie, aczkolwiek uważanym za przeklęty. Wszyscy ich poważali, lecz nie ze względu na pochodzenie, tylko ze strachu, gdyż za czasów Blada, tyranizował on całą okolicę. Gardził wszystkimi i wszystkim, niczego ani nikogo nie szanował, a jego jedynymi kompanami była noc i jego własny cień. Był wysokim przystojnym mężczyzną, o ciemnych, długich do ramion włosach, mrocznych jak noc oczach, demonicznym spojrzeniu i iście szatańskich rysach. Wysoki, dobrze zbudowany i niezbyt przyjazny dla otoczenia. Przez reputację jaką wypracował sobie przez 25 lat swego lichego życia nigdy nie zaznał innego uczucia niż radość z cudzych nieszczęść, śmierć i nienawiść. Swych rodziców zamordował w wieku 13 lat. Od najwcześniejszego dzieciństwa był wychowywany w nienawiści i pogardzie do innych. Ojciec na śmierci niewinnych zwierząt uczył go okrucieństwa i brutalizmu, a matka ponoć zaznajamiała go z tajnikami czarnej magii. Tak, więc gdy ukończył 13 lat i stwierdził, że jego rodziciele nie są już w stanie niczego go nauczyć, zakończył ich marny żywot.
W 25 urodziny spotkał pewną piękną, hojnie obdarzoną przez naturę, o włosach kruczoczarnych i zniewalającym uśmiechu dziewczynę. Zakochał się od pierwszego wejrzenia nie zdając sobie z tego sprawy (nigdy wcześniej nie zaznał tego uczucia). I natychmiast zapragnął dziewczyny tak jak tylko mężczyzna może pragnąć ukochanej kobiety. Nie znał jej, ale mając wpływy i znajomości szybko dowiedział się, że jest córką znanego transylwańskiego konsula Van Hels’a i nazywa się Evelyn Van Hels. U takich osobistości Blad nie cieszył się zbytnim poważaniem i gdy tylko odważył się poprosić o rękę Evelyn napotkał natychmiastową odmowę. Pogrążony początkowo w rozpaczy, popadł w szaleństwo, opuszczał swój pałac jedynie nocą. W dzień przebywał w swej jedynej ostoi i samotni, jaką było dla niego zamczysko. W końcu w obłąkańczym szale swej niemożności postanowił porwać swą ukochaną.
Tego dnia konsul wraz z córką miał się udać do norweskiej ambasady, na bankiet z okazji jego wizyty. Blad wcześniej już wszystko przygotował. Nad urwiskiem Cofin Rock w jednej z rozpadlin na powóz konsula czekała już bestia, którą Blad do tej pory ukrywał w dobrze zamkniętych czeluściach zamkowych lochów. Gdy powóz Van Hels’a nadjechał przed nim spadła kamienna lawina, a za nim z rozpadliny wyskoczył pełny furii i gotowy do ataku wilkołak. Van Hels został zepchnięty na dno wąwozu, gdzie uderzył głową w blok skalny i nie przeżył upadku, a Evelyn siłą zaciągnięto do zamku znajdującego się nieopodal doliny.
Dziewczyna z omdlenia obudziła się dopiero na miejscu. Gdy otworzyła swoje piwne oczy, ujrzała z przerażeniem twarz Vanharsh’a. To on wyjaśnił jej dlaczego ją tu ściągną i co stało się z jej ojcem. W odpowiedzi dziewczyna z niesamowitą złością rzuciła się na niego. W oburzeniu cisnął nią na łóżko i wyszedł z komnaty zatrzaskując za sobą drzwi i przekręcając klucz w zamku. Evelyn z twarzą zalaną łzami rzuciła się do drzwi, jednak wszelkie wysiłki były daremne, gdyż drzwi były solidne i nie uległy pod jej naporem. Zrezygnowana i zmęczona po przeżyciach minionego dnia, ułożyła się na wielkim łożu w przeciwległym rogu komnaty i usnęła.
Evelyn przez wiele tygodni nie odzywała się do niego. Stała się niezwykle zdeterminowana i twarda. Przy Bladzie była szorstka i niewzruszona. Nadal była zła za śmierć ojca, za oddzielenie jej od rodziny, przyjaciół oraz za zamknięcie i traktowanie jak więźnia. Była tak bardzo odizolowana od otaczającego ją niegdyś świata, że dawne otoczenie zupełnie już zapomniało o uroczej córze z Transylwanii. Jedynymi świadkami jej początkowej niedoli były karły, które od pokoleń usługiwały wszystkim panującym na zamku, bez nawet najdrobniejszego zmrużenia oka.
Dziewczyna zdążyła się już przyzwyczaić do codziennych spotkań z Bladem, jego zalotów i wspólnych posiłków. On przy dziewczynie stawał się zaskakująco potulny, a najmniejszy jej przychylny gest powodował w jego duszy ogromne uniesienie. Jednak ona nadal była twarda, stanowcza i nieugięcie zawzięta w swoim gniewie. Z biegiem czasu, jednak jej nastawienie zmieniało się, gniew ustępował, a na jego miejscu pojawiła się miłość, z którą z takim uporem do tej pory walczyła.
Któregoś dnia Blad nadal targany swymi sprzecznymi z jego naturą żądzami, udał się do komnaty dziewczyny i pocałował ją. O dziwo nie stawiała oporu jak do tej pory. Wszystko szło gładko, zadziwiająco gładko, aż do momentu gdy dziewczyna wyszeptała mu do ucha „kocham Cię”. Wtedy puściły wszystkie wodze, a kochankowie zespolili się w namiętności.
Od tamtej pory Blad stał się innym człowiekiem. Do tego stopnia, że pojął Evelin za żonę. Na zamku panował błogosławiony spokój i szczęście. Nawet mieszkańcy miasta odetchnęli z ulgą na wieść o takim obrocie spraw. Małżeńska błogość panowała do momentu, do póki nie okazało się, że za na zamku ma się pojawić młody spadkobierca lub spadkobierczyni.
Przed samym rozwiązaniem wszyscy domownicy zamczyska chodzili podenerwowani i napięci do granic możliwości, gdyż oto lada dzień miała się pojawić mała niewinna duszyczka. Blad wychodził z siebie, gdy jego żona zmagała się z trudami porodu. Wszystko przebiegało normalnie i zaledwie po dwóch godzinach Vanharsh-i stali się szczęśliwymi rodzicami. Ich potomek nazywał się Van Vanharsh’s. Od tego momentu ród zaczął się rozrastać z pokolenia na pokolenie, a jedynie najstarsi z mieszkańców Aberdeen pamiętali jeszcze pogłoski krążące o tym demonicznym rodzie.


komentarze
avatar Mihaly
2007-05-02, 12:01:40:
   
napisane dobrze, nie odbiegające od standardów wyznaczonych przez pismaków typu king lub masterton

tytuł mi się nie podoba, jest nadto sugestywny. no i umiejscowienie akcji też jakby nieciekawe, bo wyeksploatowane przez setki podobnych opowiadań. zakładam, że lubujesz się w tamtejszej scenie muzycznej lub interesuje Cię mitologia skandynawska. zapewniam - przejdzie Ci

unikałbym dosłowności, gdyż jestem zwolennikiem pewnej tajemniczości, zasłony może i mistycyzmu. tu podajesz wszystko na tacy(ale oczywiście tak ma być - zgodnie z nurtem, w którym piszesz)

zdecydowanie jednak wolę czytać takie rzeczy niż poezję(ale trenuj i ją, poezja w prozie to b. ważna rzecz. chyba). jest dobrze, trzym się
--
- aleś cham! - o wizerunek dbam

avatar Basia
******
2007-05-02, 18:21:46:
mechanik liryczny
Lubię czytać...gorzej jest u mnie z pisaniem komentarzy ( eleboratów )...
z całą odpowiedzialnością podpisuję się pod w/wypowiedzią tzn.Mihaly'go ..:))
pozdrawiam serdecznie
--
http://e-literaci.pl/news.php

avatar Sofim
sofimo2.pl
2007-05-02, 21:28:56:
mechanik liryczny
drobne spostrzeżenia: "To on wyjaśnił jej dlaczego ją tu ściągną " czy nie powinno być "ściągnął"

"W oburzeniu cisnął nią na łóżko i wyszedł z komnaty zatrzaskując za sobą drzwi komnaty, dało się jedynie słyszeć szczęk przekręcanego klucza." - imho jedna komnata za dużo...

"Była tak bardzo odizolowana od otaczającego ją niegdyś świata, że dawne otoczenie zupełnie już zapomniało o uroczej córze z Transylwanii." - nie rozumiem!
Całość skojarzyła mi sie z bajką "Piekna i bestia"
--
...lepsze jest to życie, które - jakie by nie było - pozwala człowiekowi zapomnieć o wszystkim... Abe Kobo - "Kobieta z wydm"

avatar mary poole
nie posiadam
2007-05-02, 22:48:44:
Adieu tristesse/ bonjour tristesse
prozowanie wychodzi CI o lata świetlne lepiej niż wierszowanie. zawsze coś

avatar worek kości
2007-05-02, 23:17:52:
Who's the fella owns this shithole?
1. Milhaly nie czytał nic Kinga i nie ma zielonego pojęcia o tym autorze, lub w ogóle nie czytał opowiadania Mrufki i chciał przypodobać się tanim komplementem.

2. opowiadanie bez ładu i składu, pełne drażniących skrótów myślowych i łopatologii oraz kpiące ze związków przyczynowo-skutkowych

3. psychologia bohaterów spłaszczona jak naleśnik i dziurawa jak ser, i słowo daje, że nic już się z tym nie da zrobić.



--
bembergiem w berg

avatar Mruffka
2007-05-03, 20:06:19:
mechanik liryczny
Mihaly :P no prosze doczekłam sie w miare pozytywnego koemntarza od Cibie...zapewniam,ze mimo iż jest to nurt dośc wyeksploatowany,che stworzyc/zaprezentowac cos nowego,ale narazie to tylko pierwszy rodział,a ja mam ich ok. 7:)
--
Mruffka^ ^

avatar Mruffka
2007-05-03, 20:07:06:
mechanik liryczny
Basia : rozumeim Basiu,ze się poboba:) elaboratów nie musisz pisac, bo Mihali powiedział juz chyba wszystko:)
--
Mruffka^ ^

avatar Mruffka
2007-05-03, 20:11:18:
mechanik liryczny
Sofim : powtórzenia zdazają się każdym,ale je zniweluje,a ten fargment którego nei rouzmiesz jest bardzo prosty w pzrekazie ,wystarczy się wczytac
--
Mruffka^ ^

avatar Mruffka
2007-05-03, 20:13:21:
mechanik liryczny
mary poole : powiedzmy,ze prozą zajmuje się prywatnie duzo dłuzej niz wierszem i stąd brak doświadczenia i warsztatu przy wierszach....
--
Mruffka^ ^

avatar Mruffka
2007-05-03, 20:14:55:
mechanik liryczny
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
worek kości :...wiesz nie zrazisz mnie do czegoś co pierwszy raz udało mi się wypracowac po wielu przeróbkach....
--
Mruffka^ ^

avatar judzia
2007-05-04, 10:35:56:
Mało zdolna szansonistka
akurat w tym przypadku Worek Kości jest absolutnie pozbawiony złośliwości!!!
--
Taka jest moja koncepcja, tak ja to widzę.

avatar Sofim
sofimo2.pl
2007-05-04, 11:47:09:
mechanik liryczny
Mruffka... właśnie się wczytałam! Wydaje mi się , że to upływ czasu powoduje, że pamięć o kimś zanika, ginie, a to że ktoś jest nie wiem jak „bardzo” odizolowany nie jest powodem by pamięć o nim zaginęła. Wg mnie wyraz „bardzo” można by zastąpić innym np. „długo” , ale to tylko moje zdanie.
--
...lepsze jest to życie, które - jakie by nie było - pozwala człowiekowi zapomnieć o wszystkim... Abe Kobo - "Kobieta z wydm"

avatar Mruffka
2007-05-04, 19:49:16:
mechanik liryczny
Sofim : masz racje,dzięki za tafne spostrzeżenie:)
--
Mruffka^ ^

avatar motyl
2007-05-05, 14:27:58:
mechanik liryczny
no no..dziewczyno!ładnie piszesz opowiadania,gratuluję!tylko masz dwa byki-
ściągnąŁ;dopóki(razem się pisze)a tak historia bardzo mnie zainteresowała..jak kawałek książki..lubię takie sentymentalne kawałki,buziaczek za utwór,pozdr:))
--
lubię Jasnorzewską,Goethego,Puszkina,Jesienina,piosenkarza Wysockiego,Bułata Okudżawę i znajomych z portalu JL..."ze smakiem bytu -motyl nie płacze nad zmierzchem - trwa w trzepocie pomiędzy"...

avatar Mruffka
2007-05-06, 18:12:58:
mechanik liryczny
motyl: ups motylku przepraszam za tego bykola,póxno to wstawiałam:/ popraie odrazu:) ciesze się,ze Ci sie podba to ejst jakby moja ksiązka,ale neidokonczona,ale kto wie,moze dzięki JL doczka się zkaończenia:)
--
Mruffka^ ^

O utworze:

wyświetleń:996
komentarzy:15


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Mruffka
          lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.