avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


23 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
motyl
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
21 kwietnia 2007, 10:53:41


STEFANIA TROCHIMCZUK I WIZYTA U KOSTKA

STEFANIA TROCHIMCZUK (ur.1884r;-zm.1967r.)

Tej tragicznej śmierci Mikołaja X. i ponurej historii nie doczekała już Stefania Trochimczuk mieszkająca po sąsiedzku obok naszych dziadków. Mieliśmy zwykle za płotem wakacyjnego kolegę Kostka Trochimczuka. Przyjeżdżał z miasta podobnie jak my, także na lato do swoich dziadków:Stefanii i Adama Trochimczuk.
Kostek był synem Antoniego i Anny (nazywanej Niurką), którzy razem z rodziną mieszkali na ul.Dojnowskiej, gdzie postawili własny dom. Ich dzieci chodziły do szkoły podstawowej na ul.Leśnej, a więc w ciągu roku szkolnego nie widzieliśmy się i nie znaliśmy się.
Babcia kolegi wyglądem przypomnała czarownicę, bo była mocno zgarbiona, miała duży nos i bezzębne usta. Raczej surowa, bez serdeczności, ani uśmiechu. Wydawała mi się grożna, jak Baba Jaga z bajki. Miałam wrażenie, że czaruje i bałam się tej starej babki, a we wczesnym dzieciństwie wolałam wręcz omijać...
W pobliżu jej domu, na podwórku- na odległość łańcucha szczekał groźny, duży, szary pies! Nazywał się chyba "Burek". Nie zachęcało to wszystko od dzieciństwa do odwiedzin w tej rodzinie, choć raz to niemal wyszło cudem, kiedy jeszcze żyła babcia Kostka- Stefania Trochimczuk.

WIZYTA U KOSTKA (ok.1966r.)

Stało się to za sprawą powyżej opisanego wnuka staruszki...
Kostek adorował moją siostrę Anię i śpiewał jej ostatnie przeboje zespołu "Czerwone Gitary", wraz z piosenką "Takie ładne oczy"... Akcentował, że podoba się Ania i jej ciemne, szczęśliwe oczy... Zazdrościłam siostrze, że nawet Kostek zwracał uwagę tylko na nią! Zaprosił ją raz do swojej babci, ale poszliśmy razem, a staruszka poczęstowała mlekiem obie.
Wtedy byłam pierwszy raz na brązowej, ażurowej werandzie, gdzie z dachu, jak półokrągłe sople, zwisały koronkowe firaneczki z drewna! Podziwiałam to zjawisko lekkości, zrobione niby babcina serwetka, z wykończonymi wzorami kwiatowych płatków...
Z sieni było wejście do komory, kuchni i pokoju, przez który, jak u moich dziadków "Kostków" można było przejść do 2-ch pozostałych pokoi. Trochimczukowie mieli jeden pokój, z wejściem od kuchni, a drugi przechodni, a do trzeciego można było wejść ze wspomnianych sieni. Tyle zobaczyłam podczas tamtej jednej wizyty, bo nudziłam się, gdy siostra rozmawiała na werandzie z Kostkiem, a ja widocznie gadałam czy snułam się po chacie za jego babką. Takim sposobem obejrzałam dokładnie interesujący mnie od dzieciństwa brązowy dom sąsiadów! Wykorzystałam dobry moment na zaspokojenie mojej wrodzonej ciekawości, bo nie miałam odwagi sama pójść tam w gości i później...
Nie zastaliśmy jej w burzliwe lato 1967roku, a męża w 1968roku. Gospodarstwem i domem zajął się obcy nam człowiek, choć ich najmłodszy syn Antoni Trochimczuk. Zaś po nim wnuk dziadka Adama- Mikołaj Trochimczuk.


komentarze
O utworze:

wyświetleń:736
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

motyl
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.