avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


18 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
motyl
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
19 kwietnia 2007, 10:43:11


TRAGEDIA U PUCIŁOWSKICH (1967/68r.)



Zacznę od wprowadzenia w rodzinę cioci Żeni i Andrzeja Puciłowskich, mieszkających z nami na wspólnym podwórku na ulicy Nowowarszawskiej 75, choć w sąsiednim budynku... Zaczęło się tak.
Pan Andrzej wynajmował dom na podwórku u Klimczuków, mieszkał z młodą żoną i małymi dziećmi. Dorota Puciłowska urodziła się wiosną (może w maju) w 1938r; a jej brat Marceli 6.02.1940r.
Niestety żona Andrzeja zmarła w czasie wojny, a młody wdowiec wychowywał samotnie dwoje dzieci.
Natomiast w drugim domu mieszkała rodzina gospodarzy z dorosłą, dziewczęco drobniutką, ładną córką. Lokator płacił Klimczukom za wynajem, bo był obcy (ale nie radził sobie z maluchami, więc mu pomagano). Zaczął się zalecać do córki gospodarzy, a ona nie odtrąciła zaręczyn, którym niechętni byli rodzice narzeczonej. Mimo sprzeciwu podpisano akt małżeństwa w USC w 1944-45r. Okazało się potem, że Walenty (nasz tato) ożenił się w dniu ich ślubu, tyle, że w 9-10lat później...
Rodzice panienki zrobili Puciłowskim tylko wspólny uroczysty obiad, ale nie było wesela z tańcami. Młoda dziewczyna zamieszkała wraz z mężem i małymi dziećmi na podwórku siedziby rodziców.
Nie pamiętały matki biologicznej, a więc nowa kobieta taty była ich jedyną matką, która je wychowała... Dziwiłyśmy się z siostrami, czemu nazywamy męża cioci Żeni jedynie p.Andrzejem, a nie wujkiem...
W czasie pisania sagi wydało się, że babcia Klimczukowa nie lubiła swego zięcia, ale nie miała nic do gadki na ten temat!
Może mimowolnie wyczuwałyśmy tu jakąś obcość do p.Andrzeja, bo nietety tak naprawdę jego dzieci nie były naszymi kuzynami, ale tylko pasierbami naszej cioci, a nie jej rodzonymi... Jednak te
dzieci nazywały naszą ciocię swoją mamą! Dopiero potem dowiedziałyśmy się, że jest dla nich tylko macochą...
Myślałam, że nie mogła mieć swoich dzieci, a p.Andrzej przyszedł do domu cioci dopiero po ślubie. Dopiero wczoraj (12.06.2005r.) dowiedziałam się sensacyjnej wieści, jak to było naprawdę...
Żenia Puciłowska nie miała większych problemów ze swoimi pasierbami, bo były grzecznie ułożone.
Marceli Puciłowski po wojsku ożenił się i poszedł mieszkać do żony. Mieli troje dzieci z którymi przyjeżdżali do babci Żeni na nasze wspólne podwórko. Znałyśmy obie starsze dziewczynki (córki Celka).
W zimie 1967r;Irena Puciłowska urodziła syna Wojtka, a Celek strasznie był z niego dumny... W burzliwe lato zginęło wielu ludzi rażonych przez pioruny, a wśród nich nasz wujek z Płoskiego.
Możliwe, że jeszcze w sierpniu 1967r; Marceli zatruł się spalinami w swoim garażu (lub ?01.1968r.)
Osierocił Wojtusia, który nie skończył roczku i jeszcze nie chodził, ale widziałam go już siedzącego na rękach u matki. Wydawała się niską, pulchną osobą, mieszczącą się pod pachę dla wysokiego Celka.
Marceli miał jasne oczy i czarne włosy, był ładny i przystojny, o proporcjonalnej budowie ciała...
W czasie żałoby u X; na Płoskim była równoczesna żałoba także w domu Puciłowskich.
Wkrótce dziewczynki Celka przestały przyjeżdżać do babci i straciłyśmy z nimi kontakt. Dowiedziałam się, że młoda wdowa wyszła za obcego pana, który pomógł wychowywać małe dzieci. Ojciec Celka był w szoku i apatii, że jego atrakcyjny syn zakopany w ciemnej mogile... Długo nie mógł się pogodzić, że pochował młodego, ładnego syna, co miał jeszcze długie życie przed sobą...
Zdaje się, że wnuczka Janina- "Dzidka" była najstarsza (z 1964r.), potem była Anna i kilkumiesięczny Wojtek.
Kojarzy mi się, że miał 7-10 miesięcy, a z "Dzidką" Asia X. (moja najmłodsza siostra) bawiła się w naszej piaskownicy. Natomiast Dorota Puciłowska (ich ciocia) skończyła szkołę i pracowała jako laborantka (w szpitalu, czy przychodni).
Do dziś nie wyszła za mąż i od 10lat mieszka w USA. Widziała tragedię Word Center i miejsce po nim- więc może w N.Jorku. Widocznie gdzieś tam niedaleko pracuje do dziś i zapewne zdążyła postarać się o nowych znajomych...
Czasem dzwoniła do macochy:-co słychać u mamy i jak żyje rodzina X.?...-zawsze pytała ciepło.-
Wielokrotnie przesyłała nam swoje gorące pozdrowienia i była serdecznie ustawiona nawet do mnie! Niedawno widziałam u cioci Żeni w święta Bożego Narodzenia starszą kobietę, która okazała się małą Dzidką...
Okazuje się, że czas na nikogo nie czeka i wszyscy się starzeją, aby dać miejsce swoim następcom! Od roku ciocia (babcia Dzidki- została napadnięta w domu) i nie żyje, my nie mamy kontaktu z Dorotą i następna więź rodzinna się posypała...cdn.


komentarze
avatar Nitka
Nitka_2wp.pl
2007-04-19, 12:47:28:
mechanik liryczny
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
WYDRUKUJĘ SOBIE I ZABIORĘ NA JUTRZEJSZĄ PODRÓŻ..:))

POZDRAWIAM
--
http://e-literaci.pl/news.php

avatar motyl
2007-04-19, 16:33:39:
mechanik liryczny
tak Ci sie podoba?to proszę bardzo!a gdzie jedziesz?a jeśli wybywasz -to szczęśliwej drogi i- czekam na powrót!całuski,pz:))
--
lubię Jasnorzewską,Goethego,Puszkina,Jesienina,piosenkarza Wysockiego,Bułata Okudżawę i znajomych z portalu JL..."ze smakiem bytu -motyl nie płacze nad zmierzchem - trwa w trzepocie pomiędzy"...

O utworze:

wyświetleń:840
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

motyl
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.