avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


16 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
motyl
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
15 kwietnia 2007, 09:43:49


MIESZKANIE WIKTORA X. (od 1965r.-1982-3r.)

Łóżko babci Marysi stało po prawej stronie od głównego wejścia z przedpokoju. Wolna wersalka była po lewej stronie od drzwi, obok ściany kuchennej. Poręcz wezgłowia dotykała prawie framugi drzwi kuchennych, które otwierały się od kuchni ku sypialce, przysłaniając jedyne nieduże okno tego pomieszczenia.
Po prawej stronie w kuchni stał stół kuchenny, wraz z taboretami, a nad nim w górze aż pod sufitem małe okienko. Naprzeciwko drzwi, w kącie był zlew pod gazowym bakiem i kuchenka gazowa z piekarnikiem. Obok po prawej stronie stał jasny kredens, gdzie mieściły się naczynia kuchenne.
Kiedy akurat wujowstwo było w domu, sypiałam z ukochaną babcią Marysią...
A tam obok wezgłowia łóżka babci była wolna przestrzeń na 1 krzesło, a obok niego nieco dalej stała jasna, połyskliwa, trzydrzwiowa szafa na bieliznę. Kojarzy się, że wychodziło to jakoś naprzeciwko nowej wersalki. Rodzina X. miała w mieszkaniu łazienkę z wanną, prysznicem i bidetem.
Często przyjeżdżali tu kuzyni, a szczególnie ja z Anią, żeby się kąpać i zrelaksować w ciepłej wodzie, bez konieczności nagrzewania jej na płycie, co wiązało się z przyniesieniem opału i rozpaleniem w piecu...
Zaś u kuzynów można było nalać sobie wody bez ograniczeń -nawet całą wannę i moczyć się przez pół godziny!
Kiedy nie było w domu wujowstwa, miałam labę, bo oglądałam filmy aż do północy! Mogłam sobie sama spać na ich wersalce, a babcia donosiła herbatę i kanapki. Choć zwykle w domu jedliśmy w kuchni...
Do pokoju gospodarzy wchodziło się z przedpokoju na lewo od głównego wejścia. Ten pokój stał się gościnnym.
W nim- po lewej stronie od drzwi (otwieranych do środka) stała
wersalka wujowstwa, a przy wezgłowiu ciemny mebel, czyli 3-segmentowa szafa z regałami na całą ścianę, aż w pobliże dużego okna i ściany zielonych kwiatów (paprotki?)w kącie regału i okna. Natomiast po prawej stronie pokoju stał duży stół przy ścianie (od łazienki też), gdzie ucztowano...
W tym salonie zbierali się goście na urodzinach, imieninach i innych spotkaniach rodzinnych.
Zaś okno w lokum znajdowało się naprzeciw wersalki, jak i czarno-biały telewizor na stoliku. Można było oglądać filmy nawet leżąc w łóżku! Co często uskuteczniali gospodarze... Czasem też korzystałam z takiego luksusu oglądając ówczesne filmy. Uwielbiałam "Przygody Pana Michała" i "Hrabinę Cosel" w odcinkach! Do dziś kojarzą mi się z gościną i lokum u babci, wujowstwa odwiedzinami u nich. Oglądając je teraz- oczyma wyobraźni widzę tamte mieszkanie...
Czarno-białe filmy wydawały się wówczas postępem, jak ta łazienka z gazowym bakiem, oraz nowoczesne meble, mieszkanie w bloku i wygoda udanego, dobrego piekarnika, który nie przypala ciasta... Uwielbiałam te wyprawy do babci, niezapomniane do dziś filmy i noclegi po luksusowej kąpieli!
Okazało się, że byłam związana emocjonalnie z tym mieszkaniem, wujowstwem, bo to stanowi część wspomnień sięgających do przełomu młodzieżowego. Ale przeżyłam największe zdumienie, kiedy odkryłam, że na wszystkich kuzynów czekała kochająca Maria. Rozdawała ciastka i cukierki, czasem pachnące lekami nasercowymi, żołądkowymi i maścami na gościec stawowy- przechowywanymi na dnie wersalki. Leczyła się za darmo i chowała leki w łóżku, w miejsce pościeli, której czasem już nie słała. Widocznie była już zbyt słaba na codzienne prace...
W razie ostrych bólów kostnych nacierała się spirytusem mrówkowym i pieprzowymi maściami... Uczyła mnie gotować kaszę mannę i czasem prosiła o zakup chałki. Nigdy jej nie odmówiłam, bo wyobrażałam sobie, jak kiedyś będę taka sama-samotna i stara, a może również potrzebująca pomocy... Okazało się, że słusznie kombinowałam, bo teraz faktycznie przydałby się ktoś taki, jaka wtedy byłam dla babci...


komentarze
avatar Nitka
Nitka_2wp.pl
2007-04-15, 11:11:50:
mechanik liryczny
Echhh...Motylku jak ja Ci zazdroszczę Twojego dzieciństwa ...masz teraz o czym opowiadać a opowiadasz tak, że maluje się sam obraz podczas czytanie...ślicznie..:))

pozdrawiam
--
http://e-literaci.pl/news.php

avatar motyl
2007-04-15, 11:19:02:
mechanik liryczny
też chciałam to kiedys komuś opowiedzieć,podzielić się smutkami i radościami..jedni kuzyni zbyt wyrośli,żeby tego słuchać,a drudzy nie mają czasu..dzięki,pozdr:))
--
lubię Jasnorzewską,Goethego,Puszkina,Jesienina,piosenkarza Wysockiego,Bułata Okudżawę i znajomych z portalu JL..."ze smakiem bytu -motyl nie płacze nad zmierzchem - trwa w trzepocie pomiędzy"...

O utworze:

wyświetleń:817
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

motyl
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.