avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


23 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
motyl
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
12 kwietnia 2007, 08:00:52


KARIERA TATY W ZAWODOWEJ STRAŻY POŻARNEJ



Pamiętam czarną, śliską rurę w sypialni strażackiej, która zaczynała się w sali, a kończyła w garażu wśród czerwonych samochodów czekających w karnym szeregu, jak młodzi chłopcy na wyjazd.
W pomieszczeniu spali dobowi pracownicy, a zsunięte portki leżały na butach przy żelaznych łóżkach. W razie alarmu zrywali się wprost w buty, a spodnie szybko wciągali! Zjeżdżali od razu na ślizgu do garażu, obojętnie z jak wysoka. (U nich akurat było IIpiętra). Tato mówił, że to normalne, bo tak strażacy na kursach ćwiczą.
Podziwiałam, że momentalnie stawali wyprężeni w szeregu przy swoich autach gotowi od razu do wyjazdu na akcję.
Tatuś opowiadał o kilku pożarach w czasie sylwestra, np. w wieżowcu, gdzie od świeczek zajęły się ściany, a trzeba było wspiąć się po metalowej drabinie, żeby uratować 2-je dzieci, schowanych ze strachu pod stołem (rodzice balowali sylwestrowo). Innym źródłem pożaru było zaprószenie ognia na zagraconym strychu w drewniaku...
Kolejne starsze kobiety mieszkały również w drewnianym lokalu i miały w mieszkaniu obicia ścian z pluszu. Dom stanął w płomieniach i palił się, jak smolna szczapa!
Tatuś przyniósł dla nas sztuczny kwiatek podarowany przez jedną z wdzięcznych staruszek...
Pamiętam, jak było czuć swąd spalenizny od strażackiego uniformu, kiedy ojciec wracał zmęczony po nocnym pożarze, albo czasem dobowym gaszeniu torfu, czyli kolejnej akcji pożarowej...
Kiedy się położył odpocząć- nie można było nastawiać budzika, bo zrywał się od razu- na wyćwiczony mechanizm dźwięku dzwonka, sygnalizującego alarmową gotowość.
Nie mógł spać, kiedy widział przez dziurę
przy szafie błękitne światło TVP.( Rura wiodła od kaloryferów w pokoju przez dziurę w tapecie na ścianie w kącie między oknem od podwórka, a szafą stojącą w miejscu dawnej ścianówki. Prowadziła do sypialki, gdzie były następne żeliwne żeberka, a kończyła się w kuchni przy kranie z zimną wodą. Stąd kaloryfery czerpały wodę do nagrzewania się, kiedy podłożyło się do pieca i zrzuciło żar na dno 2-go rusztu).
To kolega rodziców wpadł na taki pomysł i zastosował sprytnie 2 ruszty w piecu (jeden do gotowania, a drugi do kaloryferów). Tu
gotowało się zwyczajnie, jak w wiejskiej płycie, a potem zadejmowało się ruszt, który był zaraz za drzwiczkami pieca.
Wtedy cały żar spadał na dno pojemnika, ale tu był następny ruszt i tak grzała się woda w rurach, a potem docierała do kaloryferów i ogrzewała nasz lodowaty pokój, który mieścił się za ścianą babci Klimczukowej. Był jednak feler takiego systemu, bo rura wiodła przy lamperiach przez cała chatę, a w tapecie była nań dziura, przez którą widać było światło z pokoju, albo to nieszczęsne światło od telewizora!
Pewnego razu oglądałam łzawy melodramant -"Lilia w dolinie"i nastawiłam TV, że ledwo sama słyszałam głos, ale zmęczony tato wstał i wyłączył. Parę razy próbowałam włączyć i obejrzeć co dalej...
Wkurzył się i wyłączył korki, a w dalszej części wreszcie odłączył coś w telewizorze i nałożył karę! Przez 2tygodnie wszystkie nie mogłyśmy oglądać ulubionego serialu o 4pancernych... Nauczyły.smy się więc, że kiedy tatuś bywał gościnnie w domu- odpoczywając, należało liczyć się ze zmianą rytmu dnia i nocy... Choć było wtedy nieco świątecznie, ale jednak musieliśmy rezygnować z przyzwyczajeń na jego rzecz!
Tatuś wyjeżdżał na kilkumiesięczne kursy szkoleniowe, np.Gdańsk, Ełk, Ostróda, a potem tylko mama przyszywała kolejne złote znaczki na galowym, granatowym strażackim mundurze.
Tatuś awansował po szczeblach kariery zawodowej, jak po strażackiej drabinie... Przez cały czas jednak marnie zarabiał, bo w tej branży raczej nie zarabiano wtedy kokosów. Żenia musiała się mocno starać i jakoś dorobić do pensji męża, żeby wystarczyło na skromne potrzeby rodziny, w której przebywali wujkowie, babcia Zosia, a czasem chorująca babcia Marysia (rodzinna bajarka). Trzeba było tęgiej głowy, żeby wykombinować przeżycie za ówczesne 700zł pensji...
Kiedy poszłam do pracy miałam 2000zł; ale tatuś dostawał wtedy chyba ze 2razy mniej!
Kochał jednak swoją pracę i dotrwał w niej do renty, a daleko potem dostał już lepszą emeryturę... Przepracował 32lata w głównym budynku na ul.Warszawskiej i trochę ostatnio w oddziale Straży Pożarnej w Dojlidach, na podwórku Fabryki Sklejek, obok końcowego przystanku autobusu linii 2.(obok parku). Tam juz nie ganiali starszych służbą i wiekiem, choć przy większym pożarze, kiedy była potrzebna pomoc innych jednostek-to tata też jechał!
Po śmierci swoich rodziców zamieszkał z chęcią w swoim rodzinnym domu na Płoskim. Do nas dojeżdżał swoim nowym, czerwonym fiacikiem i żył wreszcie według własnego gustu! Poczuł się gospodarzem.
Postawił nową stodołę (1994r.), nową chatę (1995r.), poprawił chlew i już z mamą razem wyremontowli starą siedzibę. Okazało się bowiem, że wcale nie zamierzał rozbierać rodzinnego domu, jak myślała żona, a tylko poprawić!
Dozgonna przyjaciółka dołączyła doń opiekując się nim, w trakcie dojrzewania wnuczka Łukasza i choroby męża (prostata). Miał operację, ale przeżył zabieg i cieszy się nadal dobrym zdrowiem, a ostatnio zmienił auto na większe...
Na Dzień Strażaka w maju i w zimowym karnawale bywa na imprezach, jako jeden z niewielu starych emerytów.
Wyszperałam jedną ligitymację i blaszaną odznakę za wysługę XXVlat pracy z dn.10.05.1978r.
Przy okazji znalazłam dokumenty dotyczące przekazania gospodarstwa i kursów rolniczych.
Dziadkowie "Kostkowie"(jego rodzice) przepisali gospodarstwo na syna i jego żonę w dn.28.02.1973r.
Mieli za to parę swoich groszy renty rolniczej, aż do śmierci obojga w jesieni 1985r.
Tato zdał egzamin w Zwierkach, jako wykwalifikowany rolnik upraw polowych (1.06.1977r)
Natomiast sam przekazał gospodarstwo swoim córkom (Ani, Asi) 28.06.1990r. Mają za to z żoną po 1/2 renty z tego tytułu. Otrzymuje także świadczenie emerytalno-rentowe funkcjonariusza Państ.Straży Pożarnej, a przy zbiegu z rentą inwalidzką rolniczą od 1.01.1996r; oba świadczenia wypłacane są mu przez M.S.W.i.A.


komentarze
avatar Nitka
Nitka_2wp.pl
2007-04-12, 10:41:36:
mechanik liryczny
Nożżż qrcze...napisałaś jak zawodowy strażak..:D
supper!!

pozdrawiam
--
http://e-literaci.pl/news.php

avatar motyl
2007-04-12, 12:24:04:
mechanik liryczny
nożż-nie byłabym córką strażaka,całuski- pz:))
--
lubię Jasnorzewską,Goethego,Puszkina,Jesienina,piosenkarza Wysockiego,Bułata Okudżawę i znajomych z portalu JL..."ze smakiem bytu -motyl nie płacze nad zmierzchem - trwa w trzepocie pomiędzy"...

O utworze:

wyświetleń:836
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

motyl
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.