avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


24 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
motyl
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
8 kwietnia 2007, 10:20:10


DZIECIĘCE ZABAWY (1958r.-1961r.)




1) Pomyjki (ok.1957r.)
Widziałam, jak mama przed wyjściem szybko miesza pomyjki, dodaje
kartofle i wlewa do koryta, aby świnki nie były głodne... Czasem mieszała same pomyjki, dając im popić.
Swinki były w chlewiku odkąd pamiętam, czyli "od zawsze", ale tylko
od późnej jesieni do wczesnej wiosny, żeby nie śmierdziało za płotem, na ulicy i dla mieszkających w pobliżu sąsiadów.
Pamiętam, że miałam jasno czerwoną sukienkę z białymi mankietami
zakończonymi koronką i biały kołnierzyk także z koronką do kompletu. Sukienka była z mechatego materiału, może z czerwonego pluszu...
Ciocia Żenia (Puciłowska) miała mnie zabrać do miasta i ubrała w tą
wyjściową kieckę, przykazując, żebym chwilę poczekała, bo zaraz idziemy, tylko sama coś zrobi, czy ubierze się.
Poszła do swego domu, zostawiając mnie samą na podwórku.
Przypomniałam sobie, że za cioci domem jest chlewik i wiadro. Bez namysłu pobiegłam pomieszać pomyje, ale dać niby mama nie umiałam! Ciocia wyszła zobaczyć, co robię, a ja już miałam rękawy ubabrane w pomyjach aż po łokcie! Nie wyszło mi tak, jak mama to robiła! Ciocia Żenia nabiła mnie po łapach, przebrała i znów poszła do domu, a ja znów byłam w wiadrze! Byłam uparta, jak mama, ale nikt nie podzielał mego zachwytu i nie zauważył, że przecież naśladowałam mamę.
Za to zostałam skarcona, że przejawiałam własne chęci działania!
2)Konkurs szybkości-ok.1960r.
Zanim poszłam do szkoły miałam złamane, lub tylko zwichnięte stawy nadgarstków od pomysłowej zabawy w konkurs szybkości z moją młodszą siostrą Anią....
Mama szyła coś na nożnej maszynie"Łucznik", a małe córki bawiły
się w kuchni, pod jej czujnym wzrokiem. Wpadłam na pomysł biegania
na czworaka, a dla utrudnienia konkursu, kto pierwszy dobiegnie
do proga, czyli mety, z Anią ubrałyśmy na ręce nasze kolorowe, małe gumiaki...
Pierwsza byłam na mecie, ale niespodziewanie niestety trafiłam przegubami na próg.
Miałam pęknięte obie kości nad obiema dłoniami, które szybko się
zrosły. W przedszkolnych czasach miałam ciągotki do długich spacerów po okolicy.
3)Spacery (ok.1960/61r.)
Może wynikało to stąd, że mama chodziła czasem z nami na spacery?
Kiedy tylko bramka była otwarta, brałam za rączkę młodszą siostrę
i wychodziłyśmy na wycieczkę.Czasem na łąkę,za ruchliwą szosą,a
któregoś dnia odkryłam inną drogę, którą chciałam zbadać.
Sama bałam się iść, więc wzięłam ze sobą siostrę Anię. Doszłyśmy z pół km;do stacji benzynowej, w pobliżu rogu ulic Ciołkowskiego i Wschodniej. Tu przestraszyłam się rozstaja i odwróciłyśmy się,żeby wracać. Nie byłam pewna,czy trafiłam na właściwą drogę powrotną. Poszłyśmy jednak prosto...
Podzieliłam się wątpliwościami z Anią, ale ona też nie wiedziała!
Z przerażeniem i płaczem, spotkałyśmy przechodnia, który zaciekawił
się powodem naszego ryku. Powiedziałyśmy, że mieszkamy na rogu, koło zielonej budki telefonicznej, a on wiedział gdzie to jest i postanowił nam pomóc. Szłyśmy dobrą drogą, tyle, że z przestrachu wydała mi się inna, bo trochę za daleko odeszłyśmy od podwórka! Obcy pan wziął za rączki i chciał zaprowadzić do naszego domku...
W połowie drogi natknął się na już poszukującą po najbliższej okolicy -mamę. Ochrzanił ją, że nie pilnuje takich wędrowniczków, jak my i poszedł sobie. Oczywiście obie dostałyśmy wtedy lanie na pupę- strażackim pasem taty...
4)Kawały(1960-61r.)
W naszych 2-ch pokoikach mieszkało, stołowało się, albo tylko nocowało zwykle z 10 osób! Mama garnęła rodzinę, żeby im pomagać! Kiedy zebrali się dorośli, często opowiadali kawały. Wkrótce usłyszałam o dygnitarzu z U.S.A, co zaprosił ruskiego do siebie. Nawet w toalecie u dygnitarza była nowoczesna maszyna wycierająca pupę... Ruski dygnitarz zaprosił do rewizyty w Rosji, ale u niego w kiblu postawiono jakiegoś chłopa. Przykazano tylko dobrze wycierać, a nawet ze dwa razy poprawić...
Amerykański dygnitarz z zachwytem zobaczył nowoczesny postęp w Rosji! A przecież mówiono na świecie, że przecież strasznie zacofanej. Zajrzał, żeby zobaczyć maszynerię.
Chłop zobaczył łysą głowę i przetarł powtórnie, myląc glacę z pupą... Chciałam zobaczyć,jak to wygląda w naszym podwórkowym wychodku. Obie z Anią ciekawie zajrzałyśmy w dwie puste dziury, ale u nas nikogo nie było! Za to Ani czapka wpadła do środka, bo rozwiązane troczki nagle puściły!
Bałam się, że znów dostaniemy lanie, uciekłyśmy pod moim dyktandem
do przydomowego ogródka naszej gospodyni, a kuzynki- babci Klimczukowej...
Kiedy mama nas wołała, kazałam Ani milczeć, żeby nie dostać lania. Mama obiegła nasze spacerowe trakty, ale nas nie znalazła. Na ostatek zajrzała do kibla, a tam tylko czapka Ani pływała... Wzięła bosaka i sprawdziła, czy przypadkiem nas tam nie ma...
Dopiero później zajrzała do ogródka, gdzie przytulone do ściany kuchni babci, przy zrębie chaty, tuż obok bramki ogródka, siedziały obie wystraszone ciekawskie delikwentki...
5)Tajemnica Ani(ok.1960-61r.)
Ania początkowo moczyła się w nocy, a ja stawałam w oczku siatki bramy i ogrodzenia, a mówiłam każdemu przechodniowi:-A Ania znowu nasikała dzisiaj do łóżeczka-
Ludzie czasem pytali:-A Ty? -A ja nie!-odpowiadałam z dumą...-
-To Ty jesteś grzeczna dziewczynka...-mówiono na ulicy.
Nikt nie chwalił mnie w rodzinie za dobre sprawowanie, a karcono za złe! Od tamtej pory utarło się, że jestem plotkara nie zdolna utrzymać żadnego powierzonego sekretu...
Do dziś pokutuje zdanie rodziny, że znowu komuś powiem jakiś sekret
rodzinny typowo, jak wtedy, kiedy mówiłam, że Ania znów nasikała do łóżka!-
Tak zasłużyłam sobie na następną łatkę jeszcze we wczesnym dzieciństwie....
Ania była na tyle poważna, że zachowywała powierzoną tajemnicę, a
ja oczywiście byłam znowu tą gorszą... Tak to właśnie zawsze odczuwałam!
6)Rzuty kamieniem(1960-61r.)
W wieku przedszkolnym, z nudów przerzucałyśmy kamyki przez drutowaną siatkę.
Konkursem stało się, kiedy zaczęłyśmy przerzucać przez środek oczek w drucianej siatce. Udawało mi się często trafiać, a nikt nie zauważył, nie pochwalił celności, ani sprytu! Młodszej siostrze Ani szybko znudził się ten konkurs i stanęła w poprzek, żebym nie mogła rzucić, według kolejki, bo okazało się, że lepszy był jej właśnie ten ostatni rzut! Nie chciała dopuścić,żebym wygrała i machnęłam kamieniem w oczko nad nią ze złości.
Chciałam kolejkę wygrać! Niechcący trafiłam w głowę i rozbiłam do krwi. Poszła płacząc do mamy, a ja płacząc za nią, współczując, że krew leci i rana napewno mocno boli...
Pojechały z mamą na pogotowie, żeby zszyć rankę. Ania nie płakała
w czasie zabiegu. Mama pochwaliła za dzielność, a mnie skarcono za
złośliwe zranienie siostry, bo nie chciała się ze mną bawić!
Stwierdzono, że jestem złośliwa, mściwa, zazdrosna dziewczynka i
płakałam tylko ze strachu, że dostanę za to rzucenie kamieniem w siostrę... Tak stawałam się czarną owcą w rodzinie, a Ania dobrą, wrażliwą i piękną królewną!
Nikt nie zdawał sobie sprawy, jak czuję się naprawdę odpychana przez najbliższych! Szukałam nawet w obcych przechodniach jakiejś litościwej, czułej, przyjaznej mi duszy...


komentarze
O utworze:

wyświetleń:863
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

motyl
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.