avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


18 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
motyl
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
6 kwietnia 2007, 16:55:03


NOWA SZKOŁA NR.28


W ramach planu 1000 szkół na tysiąclecie, wybudowano 2-u piętrową nową Szkołę Podstawową na ul.Warmińskiej. Były widne, duże korytarze, duże pomieszczenia na klasy, których było podwójna ilość. Klasy były A i B, każde mające po 42 uczniów. Moloch nie dawał subtelnej intymności w kontaktach z rówieśnikami i nauczycielami. Dla osób nieśmiałych jak ja, bariera nie do pokonania. Wstydziłam się odpowiedzi ustnych, że jeśli źle odpowiem, będzie w klasie rechot. Wolałam milczeć i odsuwałam się od rówieśników coraz więcej. Z upływem lat i postępujących chorobach, izolowałam się jeszcze mocniej. Potrzebowałam czułości, akceptacji rówieśników i bliskich, a była tylko pustka!
Nie miałam w swoim otoczeniu żadnej przyjaciółki, której można byłoby zaufać. Zaś do ośmieszenia mnie, chętnych byłoby chyba z pół klasy! Jednak z częścią szkolnych znajomych, którzy mieszkali po sąsiedzku, wracaliśmy dużą grupą do domów. Odłączali się tylko po drodze. Dawało to ulotny moment zapomnienia o braku akceptacji mego wyglądu i jednoczesne bycie wśród wesołych rówieśników.
Chodziłam na ćwiczenia rehabilitacyjno-rekreacyjne ze względu na skoliozę lewoboczną do Szkoły Podstawowej Nr.18, przy ulicy Stołecznej. Początkowo jeździłam z mamą, a w V klasie już sama...
Bałam się tego ciemnego osiedla w pobliżu białego kościoła św.Rocha, górującego nad miastem...
Podobno grasował w tych okolicach jakiś groźny gwałciciel (czyżby "Kalibabka"?) i mordował kobiety, a ja akurat wychodziłam tymi krętymi uliczkami do dworca centralnego, gdzie była pętla MPK nr.2.
Mama kazała samej jeździć, a tylko prosiła, żebym zawsze czekała, kiedy samochód dobrze zatrzyma się na przystanku. Raz nie posłuchałam, bo przestraszyłam się, że pojedzie dalej, gdyż nie było pasażerów na przystanku za naszym domem, tuż przy płocie państwa Mojsaków i p.Klimczuk.
Autobus jeszcze chwiał się, kiedy wyskoczyłam i na chodniku zaraz upadłam na lewy bok. Zerwałam się szybciej niż upadłam i ze wstydem rozejrzałam się, czy aby nikt tego upokorzenia nie widział...
Lewe biodro bolało przez długi czas, ale nie przyznałam się mamie, żeby nie krzyczała za ponowne nieposłuszeństwo. Bóle utrzymywały się do wiosny, aż przeszły do lata, a wówczas trochę o nich zapomniałam. Jednakże dobra passa, ze szkolnymi towarzyskimi iluzjami trwała do VI klasy. Miałam jeszcze wtedy płoną nadzieję, że komuś się spodobam i jestem raczej lubiana...
Po wakacjach (w VII klasie) z powodu bólu krzyża zaczęło równie boleśnie odbierać mi prawą nogę.
Miałam przenikliwie bolesny problem z chodzeniem i wstawaniem, a dorośli nie chcieli wierzyć...
Możliwe, że watpili, bo zwykle coś mi dolegało... Osądzono, że teraz kłamię z premedytacją, a tylko straciłam chęć chodzenia do szkoły (albo nauki) gdyż zapaliłam się z lenistwa do łóżkowej wygody!
Nauczyciele próbowali zmotywować, a pani Godlewska groziła mi zmniejszeniem stopnia ze śpiewu i ze sprawowania. Miałam z natury dobre warunki do śpiewania w chórze tej nauczycielki, bo liczył się mój wieloskalowy głos, świetny słuch muzyczny, ale cóż z tego?! Mama musiała nosić za mną książki przez 2lata, czyli do końca podstawówki. Gdy byłam na Komisji Lekarskiej w VII klasie, orzeczono, że mięśnie słabną, jakby zanikały i mogę w najlepszym razie tylko jeździć na wózku inwalidzkim, leżeć, lub umrzeć do 18lat! Młody lekarz ośmielił się zdiagnozować postępowy zanik mięśni! Całą naradę musiałam chodzić przed nimi z tymi flaczkami, jako goła, wstydliwa nastolatka...
Najstarszy doktór kazał wreszcie się ubrać i zawołać mamę. Powiedział przy mnie, żeby dała wreszcie spokój, bo po co bezsensownie mnie męczyć, kiedy przecież umrę najdalej do 18 lat!
Takie perspektywy miałam do końca szkoły podstawowej i zawodówki! Więc po co była mi nauka?
Przez to wszystko lubiłam i rozumiałam z wzajemnością stare babcie z naszego pobliskiego sąsiedztwa. Opowiadały mi o swojej młodości, bogatym pochodzeniu, balach i filmowych sukniach...
Na całą ulicę byłam słynna z dobroci i odwiedzin u tych znajomych staruszek z sąsiedztwa.
Byłam za to chwalona i błogosławiona przez nie, ale rodzina śmiała się z tego, nazywając tylko "poletuchą", czyli plotkarką. Babcie znały bóle, które miały tak jak ja i rozumiały mnie!
Wydaje mi się, że już właśnie wtedy byłam ich koleżanką, taką małą czy młodą- niepotrzebną staruszką...


komentarze
O utworze:

wyświetleń:807
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

motyl
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.