avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


20 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
motyl
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
4 kwietnia 2007, 11:31:21


SZKOLNE I POZASZKOLNE DOŚWIADCZENIA EWY



W I klasie miałam problem z pisaniem i czytaniem. Myślałam, że nigdy nie nauczę się literek, ale moja pani ciepło zachęcała... Posadziła blisko tablicy, na pierwszej ławce i zbadano mi oczy... Okazało się, że mam dużą krótkowzroczność, a więc przypisano mi okulary (-3). Musiałam zmieniać w starszych klasach, a potem w dalszych latach, aż do obecnej chwili (-13) z cylindrem (+1) na lewe oko, a (-12)z cylindrem (+1)na prawe oko. Widzenie narazie zatrzymało się na tym poziomie. Noszę okulary. Krótkowzroczność już się nie powiększa, ale są początki zaćmy...
Ale wracam do czasów dzieciństwa i szkoły.
Mama przeważnie nie miała do mnie cierpliwości, a jak nosiła jedzenie dla męża, to bywałam u taty w pracy (czyli w Straży Pożarnej). W czasie obiadu oglądałam programy w czarno-białej telewizji. Często widziałam młodą, o długich i pięknych włosach, śpiewającą wibrującym, mocnym
głosem Wiolettę Willas. Co do dziś kojarzy mi się ze Strażą Pożarną, świetlicą, telewizorem, czarną, gorzką kawą zbożową stojącą na płycie w metalowym garze ze złotym kranikiem... Kiedy było ciepło i zielono- w parku obok budynku, przy wtórze szumu drzew- z płaczem pisałam na jakimś stoliku swoje pierwsze, nieporadne kulfony w zeszycie pierwszaka, a laseczki często uciekały w górę... Mówiłam tatusiowi, że chyba nigdy nie nauczę się czytać, ani pisać, bo to zadanie za trudne!
Pamiętam, jak idąc ze szkoły, czyli z "Kurnika" usłyszałam żałosny płacz małego kotka. Zabiedzony i drżący siedział obok przystanku, blisko zielonych pól przy ul. Nowowarszawskiej. Nie miałam jeszcze wtedy okularów i nie widziałam, jak mocno jest chory! Zabrałam biedaka do domu w nadziei, że mama go wyleczy, albo chociaż jakoś pomoże... Ale mama zobaczyła, że tulę do twarzy parchatego kota (tzn.ze strupami, czy kocim liszajem) i przeraziła się! Poprosiłam ją o pomoc dla biednego chorego, bo myślałam poważnie o rodzicielce jak o lekarzu... Lecz ona wzięła go ode mnie i poszła do chlewka, a ku mej rozpaczy odrąbała mu głowę... Co zaraz wytłumaczyła stwierdzając, że pomogła w ten sposób, żeby się nie męczył i nie jęczał, a do tego nie zaraził mnie jeszcze jakąś kocią chorobą... Pokazała jak o mnie dba, żebym była zdrowa... Więcej nigdy nie przyniosłam zwierzaka do domu, tak pomogła mnie i kotkowi raz na zawsze! Kiedy już byłam w siódmej klasie tato przyniósł małe szczurki na łopacie, a ja grzałam je, trzęsące się z zimna biedne i gołe na mojej dłoni- tuż nad płytą, nad gorącym płomieniem. Odstawiłam na chwilę gotujący się garnek z fajerek (krążków na płycie) w kuchni. Mama podbiła mi rękę ze śmiechem, a maluszki niechcący wpadły do ognia i spaliły żywcem! Miałam wtedy chyba ze 14lat...
Żenia była także dobrym agentem wywiadowczym, bo wykrywała nasze psoty i była też sprytna jako chirurg, bo potrafiła zszyć brzuch dla prosiaka, kiedy swinka nie chciała jeść i miała przepuklinę. Ucięła chorą nóżkę kurze, gdy groziła jej gangrena. Umiała to zrobić ze znawstwem i gotowała narzędzia do zabiegu. Potrafiła operować ze względu na zdrowie chorego zwierzaka. Potem zwierzęta zwykle zdrowiały i wyrosły aż do czasu potrzebnego uboju. Zaś ja trochę odczuwałam strach, a trochę respekt przed mamą, ale brakło mi jej ciepła i czułości...
Musiałam się z nią liczyć, bo nie wiedziałam co mama może strasznego zrobić, gdy wytrzeszczała oczy, a do tego z sykiem i straszliwą nienawiścią mówiła:- Czekaj, jeszcze w domu się policzymy...-kiedy byłam niegrzeczna po za domem.-
Wydawała się być stalowo nieugięta i trzymała nas jakby w żołnierskiej dyscyplinie... Potrzebowałam czułości, serca, delikatności, a ona bała się okazywania tych ciepłych uczuć!
Możliwe dlatego, że taty prawie nie było na codzień, a ona bała się rozpuszczenia nas...
Niestety to wszystko sprawiało, że była skąpa w uczuciach i raczej szorstka w kontaktach z córkami. To zaś znów, jak oczko łańcuszka pociągało za sobą mój głód setymentów i gorącej czułości! Postrzegałam ją, jako osobę twardą, bezwzględną, nieprzejednaną, bez odrobiny serca i ciepła... Poszukiwałam takich osób, co mogłyby mnie przytulić i powiedzieć, że jestem dlań najważniejsza!
Na choinkę w II klasie nasza wychowawczyni, Leokadia Skorupska przygotowała część artystyczną, z polskimi tańcami. Z Bogusią Czyżyńską w parze tańczyłam razem i do tego z całą klasą krakowiaka i kujawiaka! Obie z przyjaciółką byłyśmy najwyższe z uczniów w naszej klasie! Mama nie pochwaliła mnie, że postarałam się, bo wyglądałam świetnie i tańczyłam jak inne, zdrowe dzieci.. Nie rozumiałam, że chodzi mi o akceptację mamy, dzieci ze szkoły i najbliższego otoczenia...
Pewnego razu szłyśmy z Bogusią do szkoły, a tato wracał rowerem z pracy. Zawołał po imieniu, a ja spojrzałam w jego stronę i stuknęłam głową w słup, bo odwrócił moją uwagę. Do dziś wspomina, że byłam tak zajęta rozmową, że wlazłam na słup! Niestety, co miłe zwykle się kończy, bo zbudowano nową szkołę i przesortowano doń lubiące się, a znające się już dzieci z małej szkółki nazywanej "kurnikiem".
Od 3-ciej klasy rozdzielono mnie z Bogusią, ale nie znalazłam przez całe dalsze życie drugiej takiej sympatycznej koleżanki, jak ona, bo lubiłyśmy się i zżyłyśmy się tak samo obie. Pozostała po niej tylko pustka!
W nowej klasie było kilkoro uczniów, z poprzedniej klasy, którzy byli mi obojętni uczuciowo i hałaśliwi, a resztą klasy były świeże dzieci z innych szkół. Z nikim z nowych uczniów nie zaprzyjaźniłam się więcej, bo nikt nie chciał tak naprawdę mnie polubić, gdyż w zbiorowisku były ładniejsze dzieci ...
Do dziś mile wspominam panią Leokadię, bo lubiła mnie, okazując to sentymentalnie i bardzo czule.
Dzięki niej nie czułam się wyobcowana z klasy, nie widziałam różnicy między mną, a innymi, bo miałam też swoje prawa! Kiedy ktoś nie chciał ze mną się bawić, było mi przykro przez chwilę, ale trudno! Natomiast inne dziecko ja także mogłam nie lubić! Dopiero od VII klasy reguły się zmieniły, bo od czasu choroby już tylko inni mogli mieć swoje sympatie, a mnie zabroniono tych wszystkich praw młodości w zbiorowisku szkolnym i "dla mego dobra" niestety nawet w domu...
Dziś już wiem, że to z troski o moje bezpieczeństwo i odgrodzenie od cwaniaków, ale to raczej niezbyt dobry pomysł, bo miałam kompleksy, a w młodości nie umiałam dobrać odpowiednich ludzi! Możliwe, że podświadomie liczyłam na mamę i jej reakcję wygonienia zbytniego natręta, czy intruza. Dlatego sama nie nauczyłam się właściwych relacji z ludźmi, polegających na odrzucaniu niewłaściwych, przez mówienie, że ich zachowanie mi nie odpowiada, bo wolę subtelniejszych i delikatniejszych...
Bałam się, że jeśli odmówię zainteresowanemu dziecku, to będę odtrącona z grupy rówieśniczej... Strach z dzieciństwa rósł razem ze mną i uniemożliwił poznanie właściwych, porządnych ludzi.


komentarze
avatar Nitka
Nitka_2wp.pl
2007-04-05, 12:43:09:
mechanik liryczny
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
Nooo widzę ładnie poprawione...ładnie piszesz Motylku chociaz z tego co czytam nie miałaś łatwego życia.
Mogę Ci tylko BARDZO wsółczuć..:((

pozdrawiam serdecznie i słonka życzę na dalsze dni..

Zdrowych i Radosnych
ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY

:*:*
--
http://e-literaci.pl/news.php

avatar motyl
2007-04-06, 16:16:11:
mechanik liryczny
zawsze coś ktoś ma-jeden urodę,a drugi-kłopoty..ale czasem to sie wyrównuje,jak na wadze..uroda przemija-a serce zostaje,dzięki i wzajemnie-Wesołych Świąt!pz:))
--
lubię Jasnorzewską,Goethego,Puszkina,Jesienina,piosenkarza Wysockiego,Bułata Okudżawę i znajomych z portalu JL..."ze smakiem bytu -motyl nie płacze nad zmierzchem - trwa w trzepocie pomiędzy"...

O utworze:

wyświetleń:827
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

motyl
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.