avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


24 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
motyl
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
3 stycznia 2007, 11:04:14


BAJKI BABCI MARSI; RYBKI-RYBOŃKI część 5 i ostatnia

Zaraz podeszła do krówki i za szyję ją objęła. Chwilę pomilczała, a wnet czule pogłaskała. Potem posłusznie wypełniła wolę swojej przyjaciółki.
Weszła jej lewym uszkiem, a wylazła prawym, położyła się w cieniu, na odpoczynek. Promyczki sennie przygrzewały, nagle liście zaszumiały... Zasnęła również i sierotka! Na nieszczęście trzecie oczko na czole u Trójoczki czuwało i wszystko widziało! Tajemnicę tą zgłębiło, aż wnet czarów moc odkryło! Kiedy Marysia obudziła się, słońce czerwone nad zachodem już było... Patrzy, a tam -robota zrobiona! Płótno uprzędzione, utkane, pobielone i w rulon zwinięte...
Podeszła do krówki, objęła ją za szyję i cicho podziękowała. Trójoczka nie zdradziła się, że już wszystko widziała. Marysia ją obudziła i obie zabrały gotowe płótno. Pogoniły krówkę do domu. Porykiwała coś po swojemu do cudzej krasuli. Przy wrotach, jak zawsze znów macocha stoi i cieszy się, jak zwykle! Kiedy do niej podeszły, pyta pasierbicę: -"Czy masz płótno zrobione? Bo jeżeli nie masz, to nawet nie waż się wchodzić na moje podwórko!"-
Ale ku zdziwieniu macochy i tym razem miała żądaną pracę! Znów pokazała zdawałoby się niemożliwą, a jednak gotową rzecz! Za to mogła spać w obórce, wraz ze swoją przyjaciółką...
A w tym samym czasie macocha następny rulon płótna chowała...
Lecz co córka dziś widziała, zaraz wnet opowiedziała. I co matka chciała poznać, wreszcie dowiedziała. Za to macocha postanowiła zgładzić bezczelną krowę, która z niej zakpiła i oszukała, a bez celu pomagała sierocie, jak wogóle tak śmiała!
Marysia w tym czasie, jak zwykle przytuliła się do krówki, a Łaciata przemówiła nagle ludzkim głosem: -"Jutro macocha każe mnie zarżnąć. Ale się nie martw! Wszystko będzie dobrze. Dam Ci tylko dobrą radę Marysiu. Poproś macochę, żeby dała Ci moje kiszki umyć i popłukać, kiedy mnie zabiją! Znajdziesz w nich złote ziarenko. Posadż je w rogu ogrodu, gdzie będzie smuga światła księżycowego. Więcej narazie nie mogę Ci pomagać. Co z tego ziarenka wyrośnie, przyniesie Ci szczęście!"-
Następnego dnia z rana gospodyni Marysię obudziła, krówkę w obórce czemuś zatrzymała i kazała iść precz sierocie w pole! Kiedy Marysia wróciła, skóra Łaciatej suszyła się już na płocie....
Z płaczem sierota rzecze do macochy:- "Dajcie i mnie coś z mojej krówki! Nie chcę nic dobrego, ale może choć kiszki pomogę Wam pomyć, popłukać..."-
Macocha zaśmiała się i odpowiada:- "Pewnie jej mięsa nie tkniesz i nic nie będziesz jadła, bo nie przełkniesz, a to możesz zrobić. Idź myj płukaj te jej kiszki. Zgoda!"-
Marysia wzięła wnętrzności i poszła nad rzekę, jak jeszcze przed śmiercią, poradziła jej jedyna przyjaciółka....
Macocha i tym razem myślała, że wreszcie uda się pod byle jakim pozorem, wyrzucić sierotę z jej domu. Pozbyć się jakoś, tej znienawidzonej pasierbicy! Za długo dla niej się udawało!!! Poszła sierotka z płaczem nad rzekę. Płucze wnętrzności swej Łaciatej, rozmyślając o niej, szuka obiecanego ziarenka...
Nagle coś zabłysnęło! Patrzy, a to ostatni przyjacielski podarunek! Skończyła robotę i wróciła do domu. Czerwone słońce nad zachodem już było...
Poszła spać do pustej obórki. Płacz ją zmęczył, zadrzemała! Obudziła się, myśląc o trafnych radach krówki, chcąc teraz o północy wiernie wypełnić polecenie swojej opiekunki.
Tym razem ściśle dostosowała się do ostatnich, brzmiących jak testament dziwnych i zagadkowych - słów! Nie pojmowała ich, ale mimo to posłuchała! Nikt nie widział, jak o północy zakopała złote ziarenko w rogu ogrodu, przy płocie od drogi. Okna dawnego pokoju jej matki wychodziły właśnie na to miejsce w blasku księżyca i to tam umieściła swój jedyny skarb po swojej ukochanej przyjaciólce krówce...
Nazajutrz o świtaniu wyrosła w tym miejscu dorodna, złota jabłonka. Kiedy wszyscy wstali ogromnie się zdziwili, skąd tak nagle się pojawiła i jak wyrosła? Trochę to pocieszyło biedulkę, bo to znaczyło, że jest nadal pod czyjąś opieką! Domyśliła się prawdy, skąd pochodzi drzewko...
Akurat przejeżdżał tą drogą królewicz z pobliskiego pałacu.
Zobaczył drzewko obwieszone złocistymi owocami, otoczone dziewczętami i zapragnął skosztować choćby jedno jabłko! Po zapoznaniu się z historią cudu, zaraz stwierdził, że to dziwna sprawa! Zaproponował, że jeżeli któraś z dziewcząt zdejmie chociażby jeden owoc z tego drzewa, to on się właśnie z tą ożeni!
Macocha wykorzystała oczywiście sytuację! Wystawiła swoje córki do zerwania jabłek, każąc sierocie włazić pod koryto! Weszła Jednooczka na drzewo. Ale nadaremnie się trudziła, bo ilekroć już, już chwytała jabłuszko, gałązki:- dzen, dzełen, dzełen i podniosły się ponad rękoma, wysoko! Ani owocu dostać! Jednooczka jednakże nie zerwała żadnego jabłka!
Musiała zleść z drzewa, a po szczęście wspięła się Dwuoczka. Ale ilekroć już, już chwytała jabłuszko, to gałązki;- dzen, dzełen, dzełen i podniosły się ponad rękoma, wysoko! Ani owocu dostać! Dwuoczce również nie powiodło się zrywanie!
Po szczęście wdrapała się Trójoczka. Ale ilekroć już, już chwytała jabłuszko, gałązki znów:- dzen, dzełen, dzełen i podniosły się ponad rękoma, wysoko! Ani owocu dostać! Tak więc nie wyszło zrywanie i dla tej córki macochy- dla Trójoczki....
Widocznie może nie o te dziewczyny chodzi jabłonce?! Zastanowił się królewicz nad nowym dziwem! Natomiast kogut wydzierał się za to od początku na całe podwórko:-"Panna pod korytem, panna pod korytem, panna pod korytem!"-
Królewicz był tym wszystkim tak zdziwiony, że początkowo nie zwrócił uwagi na pianie koguta! Rozmyślał tylko, dlaczego żadnej z dziewczyn nie udało się zerwać jabłek z tej dziwnej, złocistej jabłonki? Zniecierpliwiona macocha sama wdrapała się na drzewo, ale na nic się to zdało, bo przed nią złociste te jabłka też uciekały!
Wreszcie królewicza zaciekawiło dziwne wołanie koguta... Rozkazał sługom sprawdzić, co jest naprawdę pod tym korytem, czemu kogut tak dziwnie pieje?! Co natychmiast uczyniono! Znaleziono śliczną, choć umorusaną, w dziewczynę w łachmanach, którą poproszono, jak poprzedniczki- o zerwanie jabłka, z dziwnej jabłonki. Ku zaskoczeniu królewicza i wszystkich zebranych ,jabłonka opuściła swoje gałązki do ramion Marysi....
Zapłoniona sierota bez trudu narwała cały fartuszek złocistych owoców, które podała dla ślicznego, młodego królewicza...
On zafascynowany urodą dziewczyny, uwidzianym dziwem, wyczuł jakąś tajemnicę, jako dany mu znak przez los do poślubienia tej biedulki. Zaraz poprosił o rękę Marysi, według danego słowa. Dowiedział się przy okazji o tragicznej historii biednej sieroty.
Dziewczyna wyraziła zgodę na małżeństwo, a on zabrał ją od razu ze sobą.
Odjechali razem do pałacu, a drzewko wraz z korzeniami samo poszło za karetą!
Po roku młoda królowa urodziła pierworodnego syna. Ani zawistna macocha, ani jej córki nie mogły znieść tego szczęścia, które przytrafiło się sierocie, a nie- którejś z jej dziewcząt!
Zła kobieta zjawiła się niedługo w pałacu. Udając skruszoną zwabiła Marysię na spacer nad rzekę. Tu ją utopiła! Ponieważ była wiedźmą, przybrała postać pasierbicy. Z dzieckiem na ręku wróciła do pałacu. Nikt nie poznał zamiany. Tylko dziecko płakało bez przerwy, bo nie mogło ssać jej piersi. Nie miała mleka, nie była w stanie dać mu piersi, jak rodzona matka! Zdumiony ojciec nie mógł się rozeznać co się stało, bo zwykle dziecko nie marudziło, leżało syte, lub spokojnie sobie spało! Myślał, że może żonie zabrakło nagle pokarmu?! Nie chcąc ich niepokoić swoim przyjściem, a z ciekawości nie mógł wysiedzieć, zajrzał do nich w nocy ,przez dziurkę od klucza. Zobaczył wnet odmianę Marysi! Stwierdził, że to nie żona, ale jej macocha! Od służby dowiedział się, że Marysia miała gościa. Razem z macochą wyszły na spacer, ale razem nie wróciły. Zrozpaczony król wygnał macochę i domyślił się, że swoją sprawę nareszcie załatwiła, a przynajmniej w złości mu tak właśnie wykrzyczała! Topiąc królową, pozbyła się pasierbicy raz na zawsze, a przynajmniej jej mężowi tak powiedziała, bo tak gniewnie zamiast pożegnania wyrzekła...
Młody król poszedł nad rzekę z dzieckiem na ręku.
W rozpaczy zaczął wołać: -"Maryś, Maryś, sielezion płacze! Nie jest',(nie je-gwarowo) ni śpit, tolki cycki chocze! Maryś Maryś,s ielezion płacze! Nie jest', ni spit, tolki cycki chocze!
Maryś, Maryś sielezion płacze! Nie jest',ni spit, tolki cycki chocze! Maryś, Maryś!"-
Ale tylko echo powtarzało za nim, te jego rozpaczliwe wołanie i nieustanny płacz malutkiego dziecka....
Nagle usłyszał od strony rzeki głos żony:-"Idu ja idu...
Piesok oczy wyjedaje, kamień hrudzi(piersi-gwarowo) mnie trymaje! Idu ja idu!"-
Na falach wody płynie ławica rybek. Ojciec pyta:- "Rybki, rybki ,rybońki, nie widzieli wy toho dziecka matońki?"-
A one mu odpowiadają:- "Tak, widzieliśmy dziewczynę, co tam w drugim stadzie płynie..."-
Przypływa następna rybek ławica, nie wypływa krasawica.
Rybek mąż pyta strudzony: -"Nie widzieli jego żony?"-
Nie wypłynęła Marysia, a król znowu rybek pyta: -"Rybki, rybki, rybońki nie widzieli wy toho dziecka matońki?"-
Powtarza wciąż pytanie, aż rybki odpowiadają na nie:-"Tak,
widzieliśmy dziewczynę, co tam w trzecim stadzie płynie..."-
I tak przypłynęło trzecie stado rybek. Z wody wynurzyła się Marysia i wyszła na brzeg, pokarmić piersią niemowlę. Nakarmione usnęło, wraz ze zmęczonym ojcem. Kiedy się mąż obudził, kobieta zniknęła...
Następnego dnia dziecko wciąż płakało, aż król postanowił pójść nad rzekę. Znów woła matkę do dziecka:-"Maryś, Maryś,
sielezion płacze! Nie jest', ni spit, tolki cycki chocze!
Maryś, Maryś, sielezion płacze! Nie jest', ni spit,t olki cycki
chocze! Maryś, Maryś, sielezion płacze! Nie jest', ni spit, tolki cycki chocze! Maryś, Maryś!"-
Ale tylko echo powtarzało jego lamentowanie, jak ten nieustanny płacz malutkiego dziecka....
Nagle usłyszał od strony rzeki głos żony: -"Idu ja idu...
Piesok oczy wyjedaje, kamień hrudzi mnie trymaje! Idu ja idu!-"
Na falach wody płynie ławica rybek. Ojciec je pyta:-"Rybki,
rybki, rybońki, nie widzieli wy toho dziecka matońki?"-
A one mu odpowiadają:- "Tak, widzieliśmy dziewczynę, co tam w drugim stadzie płynie..."-
Przypływa następna rybek ławica, nie wypływa krasawica. Rybek mąż pyta strudzony:- "Nie widzieli jego żony?"-
Nie wypłynęła Marysia, a król znów rybek pyta:- "Rybki, rybki,
rybońki nie widzieli wy toho dziecka matońki?"-
Powtarza wciąż pytanie, aż rybki odpowiadają na nie:-"Tak,
widzieliśmy dziewczynę, co tam w trzecim stadzie płynie..."-
I tak przypłynęło trzecie stado rybek. Z wody wynurzyła się Marysia i wyszła na brzeg, żeby pokarmić piersią niemowlę. Nakarmione usnęło, wraz ze zmęczonym ojcem. Kiedy mąż się obudził, kobieta znów zniknęła. Powiedziała na pożegnanie, że jeszcze tylko raz będzie mogła przyjść do swego niemowlęcia...
Nie mógł w nocy oczu zmrużyć, głowiąc się, jak tu żonę zatrzymać przy sobie. Od mądrej, starej, swojej niani dowiedział się, że jest jeden tylko sposób, żeby żona do nich wróciła.Trzeba wziąść stułę,albo pasek od ślubnych spodni, zarzucić na żonę, jakby ją obejmując, kiedy będzie żegnała się z rodziną, a tylko dobrze przytrzymać, dopóki czar nie minie... Dopóki czar nie zgaśnie! Choćby mocno się wyrywała, choćby wiła się, jak piskorz, choćby bardzo prosiła, żeby ją puścić. Nie słuchać, a krzepko dzierżyć w ramionach, razem z dzieckiem, we wspólnym w uścisku! Taką moc ma stuła, jak ślubny pasek, że odczaruje, bo złożona była ślubna obietnica i kapłan związek poświęcił, a przy okazji ubranie, razem z tym paskiem......
Niemowlę znów o świcie się obudziło z płaczem! Poszedł nieszczęśliwy ojciec nad rzekę, żonę do dziecka przywoływać! Znów echo z nim rzewnie rozpacza, z nim mówi:- "Maryś, Maryś, sielezion płacze! Nie jest', ni spit, tolki cycki chocze! Maryś, Maryś, sielezion płacze! Nie jest, ni spit, tolki cycki chocze! Maryś, Maryś, sielezion płacze! Nie jest', ni spit, tolki cycki chocze!
Maryś, Maryś!"-
Ale tylko echo wciąż powtarzało jego lamentowanie i nieustanny płacz ich niemowlęcia...
Nagle usłyszał od strony rzeki głos żony:-"Idu ja idu... Piesok oczy wyjedaje, kamień hrudzi mnie trymaje! Idu ja idu!"-
Na falach płynie ławica rybek. Ojciec je pyta:- "Rybki, rybki, rybońki, nie widzieli wy toho dziecka matońki?"-
A one mu odpowiadają:- "Tak,widzieliśmy dziewczynę, co tam w drugim stadzie płynie..."-
Przypłynęła znów rybek ławica, nie wypływa krasawica. Znowu pyta mąż strudzony: -"Nie widzieli jego żony?"-
Nie wypłynęła Marysia, a król znowu rybek pyta: - "Rybki, rybki,rybońki, nie widzieli wy toho dziecka matońki?"-
Powtarza swoje pytanie, aż rybki odpowiadają na nie:- "Tak,widzieliśmy dziewczynę, co tam w trzecim stadzie płynie"...-
I tak przypłynęło trzecie stado. Z wody wynurzyła się Marysia i wyszła na brzeg, żeby pokarmić piersią niemowlę.
Nakarmione dziecię zasnęło, ucichło, uspokoiło się...
Kiedy żona chciała odejść i żegnała się z nimi, zarzucił na nią pasek ślubny, przyciskając ją do siebie, wraz z dziecięciem.
Zaczęła prosić, żeby ją puścił! Ale król pamiętał co mówiła niania! Nie puścił, nawet kiedy żona próbowała wyślizgnąc się z niewoli! Widzi Marysia, że na nic jej wysiłki, bo coś ją trzyma...
Zaczęło słońce coraz wyżej się podnosić. Skończyły się czary! Marysia dziękuje za ocalenie i wracają z synkiem do domu. Wszyscy żyją długo i szczęśliwie, poza wiedźmą, która została surowo ukarana! A jej córki zostały wygonione do innego państwa, za siódmą górę, za siódmą rzekę, za siódme morze, żeby więcej nie szkodziły dla Marysi i nowej rodziny. Z tej radości odzyskania żony, król wyprawił huczną ucztę i zaprosił całą wieś. Balowano do białego rana! I ja tam byłam, dużo tańczyłam, potrawy smakowałam, miód i wino piłam, po brodzie ciekło do gęby nie popadło...
A co widziałam i usłyszałam, dobrze też zapamiętałam. Dla was moi mili dziś opowiedziałam...

KONIEC. (następną bajką było- "O bracie który z siostrą chciał się ożenić"-zamieszczona wcześniej) pozdrawiam.

od autora-sieliezion (ponoć gwarowo-dziecko, bobo, niemowlę...)
jest'-po rusku-jeść
chocze- chce
hrud', grudź-piersi


komentarze
O utworze:

wyświetleń:2867
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

motyl
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.