avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2102)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4005 4003 4001 

Zmień skórkę


33 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
motyl
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
30 grudnia 2006, 11:22:57


BAJKI BABCI MARYSI- część 2

2) bajka "RYBKI- RYBOŃKI"

Żyło- było małżeństwo, bardzo szczęśliwe. Mieli córeczkę Marysię. Ale szczęśliwe chwile rychło się skończyły... Widać, że kiedy jest za dużo szczęścia, zwykle goryczą przychodzi płacić... Tak było i w tej rodzinie szczęśliwej i zgodnej do tej pory. Najpierw zachorowała matka Marysi, a potem zmarła...
Po śmierci żony, tatko Marysi nie dał rady sam podołać w obejściu. Swatano go z różnymi kobietami, ale żadna mu się nie widziała, żadna mu się nie podobała, żadna nie pasowała. Tak wdowiec kochał swoją zmarłą żonę! Za płotem, po sąsiedzku, mieszkało inne małżeństwo. Sąsiad zza płota przez cały ich trudny czas ofiarowywał swoją pomoc, w czym tylko mógł i wspierał, jak umiał. Był dobrym, litościwym, serdecznym człowiekiem. Jednak dziwnym zrządzeniem losu zmarło się wnet również i temu sąsiadowi...
Ojciec Marysi poczuł się teraz zobowiązany do pomocy dla owdowiałej sąsiadki i jej rodziny. Chciał odwzajemnić się teraz za starania jej męża, kiedy sąsiedzka rodzina była w ciężkim okresie. Kobieta wydawała się uprzejma, miła, a nawet serdeczna. Doszedł do wniosku, że ona jedna mogłaby zostać jego żoną. Zaczęła mu się podobać. Toteż z czasem się z nią ożenił...
Najpierw zamieszkali, jak do tej pory, każde w swoim domu. Lecz wkrótce żona stwierdziła, że po co im trzymać na pusto dwa domy razem z dwoma gospodarstwami oddzielnie, jak można wszystko połączyć? Chciała z mężem razem zamieszkać! Przeprowadziła się do niego. Od tej chwili szybko skończyła się jej pozorna uprzejmość!Prędko wywietrzała serdeczność! Okazało się bowiem, że dbała tylko o siebie i własne córunie. Macocha miała trzy córki: Jednooczkę, Dwuoczkę i Trójoczkę. Za to mąż w krótkim czasie stał się dla niej niestety raczej tylko podnóżkiem,lub sprzętem. Tak go poniżała, tak krzyczała, tak głodziła, że wreszcie zmarło biedaczysko! Zostawił żonie swoje gospodarstwo i zanim zmarł, poprosił jedynie o opiekę nad swoją ukochaną córeczką Marysią....
Cóż to była za opieka! Chyba kpiny raczej, niźli opieka! Wtedy dopiero pokazała macocha, co naprawdę potrafi!!!!
Musiała sierotka służyć dla macochy i jej córek we własnym domu rodzinnym. Do jej codziennych obowiązków należało: drwa rąbać, wodę nosić, świtem wstawać, żeby w piecu napalić i jadło ugotować. Biedulka była zajęta od świtu do nocy, przez to ciągłe usługiwanie tym swoim,niby przyrodnim siostrom....
Ale też pracowita była, jak mróweczka. Wszystkim ludziom dobrze życzyła, każdej żywej istocie pomagała....
Oj, lubili ją za to ludziska. Oj, lubili! Tylko nie macocha i jej córeczki.O nie! One traktowały ją gorzej, niż służącą, niż miotłę, niż tzw. "pomieło", służące do wymiatania pieca, lub może jeszcze gorzej! Miotły odstawia w kąt, gdzie ich miejsce, a ona nie miała osobnego kącika we własnej chacie! Nie miała odpoczynku, ani w dzień, ani w nocy! Za to dziewczynina musiała być na każde skinienie macochy i jej córek! Do obowiązków sieroty doszło jeszcze podawanie jedzenia do łóżek, a także zaplatanie warkoczy dla córek macochy, kiedy łaskawie wreszcie raczą wstawać około południa. Do tego doszło w końcu nawet pranie ich sukien, bielizny, żeby sobie panienki rączek nie pomoczyły...
Musiała im prasować nawet wstążki, żeby miały kokardy do
każdego stroju, żeby strojnie wyglądały, żeby nauczyły się żyć po królewsku, bo przecież któraś z nich musi zostać królową! Każda marzyła o małżeństwie z pięknym królewiczem! Marysią nikt sobie głowy nie zawracał. Musiała uczyć się być pomywaczką, albo służącą, bo który panicz zechciałby się nią zainteresować? Co innego córki macochy!!! Oj, tak przynajmniej myślały dziewczyny, razem z matką. Uważały się za cudowne, pod każdym względem! Dlatego przygotowywały się do roli, jaka miała być im pisana, a przynajmniej życzona przez matkę. Dbały więc o siebie:o zdrowie, żeby smacznie zjeść, żeby być pięknymi, a więc możliwe, że dlatego długo spały i jadły delikatne potrawy. Starały się, żeby mieć delikatne, pańskie dłonie i maniery! Pilnowały, żeby sobie rączek nie pobrudzić.Nic kompletnie nie robiły tylko czekały, kiedy zjawi się wreszcie ten królewicz, obiecany przez matkę, a wtedy wszystkie zaczną mieszkać w pałacu! Nie widziały, że biedna sierotka ma ładną kibić i cudne oblicze...
Za to dla Marysi przybywało obowiązków! Do niej zaczęło należeć także pilnowanie ognia, żeby nie zgasł nocą, bo wtedy zimno okrutne wkradało się do chaty...
Powoli do jej obowiązków należała już właściwie każda brudna i ciężka robota! Nie skarżyła się jednak, wszystko znosiła z pokorą. Dla córek macochy były same przyjemności, jak gdyby wieczne święta, lub wieczna niedziela! Jednakże dla sieroty zostawała jedynie wieczna praca, znój, kołowrót bez odpoczynku!
Tak przyszła wreszcie wyczekiwana przez Marysię jej ulubiona pora zieleni. Na wiosnę przyleciały ptaszki i pocieszyły biedulkę. Drzewa cicho zaszeleściły, a rzeczka zaszumiała matusiną kołysankę... Zaraz zrobiło się lżej sierocie, zaraz lepiej żyć na świecie! Poweselała dziewczyna! Zobaczyła to macocha i zaczęła dumać, co by tu wymyślić, żeby pasierbicy przestało być tak wesoło! Aż któregoś razu macocha stwierdziła, że Marysia za mało pracuje, że się leni! Kazała jej o świtaniu latem wstawać, by paść swoją jedyną krówkę. Sierotka ucieszyła się bardzo, bo przy okazji mogła odpocząć na swieżym powietrzu od licznych codziennych, monotonnych zajęć...
Ojciec zostawił tą krówkę dla sierotki, jako przyszły posag dla swojej jedynaczki.
Dziewczyna miała więc miły obowiązek pasania swojej pamiątki po ojcu, a zarazem ukochanej krówki, którą traktowała i uważała za swoją przyjaciółkę...
Macocha nie próżnowała, a wciąż wykorzystywała sierotę na rzecz siebie, albo swoich córek, jak się dało. Z kretesem, na każdym miejscu i o każdej porze, od świtu do późnej nocy, a czasem do następnego brzasku...
Myślała, że tym razem utrudni życie znienawidzonej pasierbicy. Ale się pomyliła! Takie pasienie dla zmęczonej, zaganianej dziewczyniny było już tylko wypoczynkiem na świeżym powietrzu. Wśród zieleni łąk, szumu drzew, śpiewu ptaków, wśród cudnej przyrody latem, przy kochanej, ciepłej krówce...
Wiosna była w barwie tęczy, a lato w kolorze pól i błękitu pobliskiej rzeczki, co malowniczo zakolami płynęła, obejmując przyjacielsko wioskę Marysi, w niedalekim sąsiedztwie sierocego domu.
Ale za mało dla macochy i tej roboty było! Pewnego razu macocha wynalazła znów inną pracę! Przykazała biedaczce z lnianych nici, płótno zrobić do wieczora. Zamierzała poprostu wygnać sierotę z jej domu, a tylko szukała pretekstu do swego pomysłu! Miała plan, żeby udawać przed sąsiadami, że musiała pasierbicę wyrzucić za lenistwo...
Nawet na odchodne rano przypomina: -"Żeby Ci się na pasionce nie nudziło, masz ten len uprząść, płótno utkać i wybielić. Jeśli z tym nie podołasz do wieczora, to możesz sobie więcej nie wracać!"-
Marysia umiała robić takie płótna, ale to przecież robota nie na jeden dzień! Z trudem powstrzymała płacz przed macochą...
Domyśliła się, że macocha wynalazła powód do jej wygnania z rodzinnego domu!
Kiedy przyszła z krówką na pastwisko, objęła ją za szyję i z głośnym szlochem zwierzyła się swojej przyjaciółce z tej straszliwej biedy...
-"Nie dość macosze,że wyręczam jej córki. Nie dość, że za
wszystko odpowiadam, że nie dojem, nie dośpię, to jeszcze zła
kobieta chce mnie na koniec wygnać z domu mego rodzonego!"-
Ku radosnemu zdumieniu sieroty krówka naraz ludzkim głosem się oddzywa: -"Nie płacz. Wiem ci ja o wszystkim. Wiem, że Cię krzywdzą. Ale nie mogłam narazie pomóc.Teraz nadeszła ta właściwa chwila. Wejdź w moje lewe uszko, a wyleź prawym. Połóż się i zaśnij. A kiedy się obudzisz, płótno będzie już gotowe. Nie martw się, ja resztą sama się zajmę. Odpocznij, a wszystko będzie dobrze"-....
Posłusznie pastuszka spełniła wolę swojej przyjaciółki. Weszła w lewe uszko, wylazła prawym i położyła się w cieniu, na trawie, żeby odpocząć w skwarne południe. Biedulka słaniała się na nogach, bo znów nie spała tej nocy. Znów miała zajęcie na całą noc...
Słońce sennie przygrzewało, na drzewach liście szumiały, aż znużona Marysia w cieniu pobliskich drzewek zasnęła... Kiedy się obudziła, czerwone słońce nad zachodem już było...
Zerwała się na równe nogi! Ani chybi macocha teraz ją wygoni z podwórka, za niewykonaną pracę! Patrzy, a tam - robota zrobiona! Płótno uprzędzione, utkane, pobielone, w belę zwinięte i na nią czeka... Niezmiernie ucieszyła się przerażona sierotka!


komentarze
O utworze:

wyświetleń:819
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

motyl
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.