avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


15 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
waikhru
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
23 grudnia 2006, 16:17:42


"Kołysanka"

- Mamusiu… Mamusiu, gdzie jest tatuś?- oczka chłopca lepiły się od snu- Śniły mi się potwory, takie straszne, one mnie goniły i tatuś przyszedł.. Chciałem go zawołać, ale… Ale przypomniało mi się, że go nie ma…- usta powoli wykrzywiały się w płaczu, dziecko było coraz bliższe łez.- mamusiu, opowiedz mi o tacie- gdzie on teraz jest?
- Synku… Połóż się do łóżka. Postaraj się zasnąć- teraz obydwie pary uczy, tak podobne do siebie, jednak pałające zupełnie innym blaskiem napełnione były łzami.
- Ale gdzie jest tata?
- Połóż się, kochanie, do łóżeczka, a ja ci coś opowiem- perspektywa rozmowy ten temat była dla kobiety bardzo stresująca.
- Ja nie chcę czegoś! Ja chcę o tacie!- szloch przeszywał na wskroś serce matki- dlaczego ja go nie pamiętam? Wczoraj klasie opowiadaliśmy o rodzicach. Ja nie wiedziałem, co powiedzieć… Wymyśliłem… Mamo nie jesteś zła? Ja nie pamiętam, więc wymyśliłem.
- Spokojnie ptaszynko… Opowiem ci o tacie. Nie będziesz już musiał wymyślać, ale połóż się… Zmarzniesz. Leżysz wygodnie? To posłuchaj… poznaliśmy się na plaży, szłam sobie brzegiem morza i zbierałam muszelki…
- Takie jak mi kiedyś przywiozłaś?
- Tak, kochanie… Właśnie takie. Było bardzo ciepło, słoneczko chowało się w morze. To jest takie jego łóżeczko, wiesz? A chmurki to poduszki. No, więc spacerowałam sobie, aż w pewnym momencie ktoś mnie chwycił za rękę… To był właśnie twój tata. Podarował mi najpiękniejszą muszelkę, jaką widziałam w życiu. Była wielka i różowa. Jej brzegi były śmiesznie pomarszczone.
- Gdzie ona teraz jest?- chłopiec był już dużo spokojniejszy.
- Co, synku?
- No ta muszelka… Skoro była taka ładna, to czemu jej nie zatrzymałaś?
- Rzuciliśmy ją razem z tatą w morze. To był taki prezent dla Neptuna. Podziękowanie za to, że się poznaliśmy. Następne dwa tygodnie to była dla nas bajka. Cały czas byłam z tatusiem. Mieszkał niedaleko, więc mogliśmy spotykać się codziennie. Mieliśmy wtedy dwadzieścia dwa lata. Czyli trochę więcej, niż ty teraz- z czułością pogłaskała siedmiolatka po rozwichrzonych włosach.- Niestety wakacje szybko się skończyły. Mieszkałam w Poznaniu, a tata w Łodzi. Na szczęście załatwił z twoją babcią, że może się do mnie przeprowadzić. Po dwóch latach podjęliśmy decyzję, że się pobierzemy.
- I, że będziecie mieli mnie?
- No właśnie… Tego chcieliśmy najbardziej na świecie. Zawsze marzyliśmy o takim małym chłopczyku, co ma czarne, ciągle potargane włosy- cały pokój wypełnił się śmiechem.
- Oj mamo… Nie śmiej się ze mnie. Ja cię tak bardzo kocham, a ty się ze mnie wyśmiewasz- czarne, proste brwi chłopca zabawnie się zmarszczyły.
- Ja też cię kocham, wiesz o tym przecież…
- No dobrze… Ale jaki tata był?
- Gdyby żył, byłby najlepszym wzorem dla ciebie. Nie zapomnę, gdy cię rodziłam i on cały czas był przy mnie… Przy nas. Trzymał mnie za rękę, a gdy się dowiedział, że ma syna to płakał z radości. Przedtem, krótko po ślubie pojechaliśmy znów nad morze. Mamusia nigdy nie była taka szczęśliwa… No może tylko wtedy, gdy się urodziłeś- dodała z uśmiechem widząc, że syn już chciał zaoponować.- Zawsze pomagał, nieważne czy to byłam ja, twoja babcia, czy po prostu ktoś obcy. Twój tata nie potrafił nie przejąć się czyimś nieszczęściem. Za to go właśnie kochałam. Była bardzo wrażliwy, ale kiedy trzeba to twardy i odważny. Kiedyś zaczepiły mnie jakieś zbiry…
- I mieli pistolety?- małe policzki pałały ciekawością.
- Nie… Pistoletów nie, ale jeden z nich miał nóż. I wtedy tata skoczył na nich. Byli tak zaskoczeni, że od razu uciekli. Płakałam ze strachu, a on szybko wziął mnie do domu i dał gorącą czekoladę. Na każde zmartwienie podawał właśnie ten napój. Nikt nie potrafił robić czekolady tak jak on… Naprawdę.
- To dlatego tak lubię ją pić? Bo tata ją lubił? Powiem to jutro kolegom i już się nie będą śmiać!
- Śmiać? A z czego?
- No… że nie mam taty.
- Jutro opowiesz im to wszystko, co ja ci powiedziałam. Żaden z nich nie wie na pewno o swoim ojcu, tyle, co ty!
- Aha.. Mamusiu… Ty też robisz dobrą czekoladę. Na pewno tak samo dobrą jak tatuś- małe rączki objęły szyję kobiety, a usta ucałowały pocięte zmartwieniami czoło.
- Cieszę się, że tak myślisz. Wracając do mojej opowieści… Teraz przypomniało mi się, co tata zrobił, gdy przyjechaliśmy z tobą do domu. Wystawił wielki plakat na balkonie, na którym było napisane: „Mam syna- najszczęśliwszy człowiek na Ziemi.” Bardzo kochałam Twojego ojca… Trudno to nawet opisać, ściszyła głos, bo widziała, że chłopiec zasypia- mimo to ciągnęła dalej, już tylko dla siebie- Zawsze jesienią jeździliśmy do jego babki na wieś. Chodziliśmy godzinami po lesie, zbieraliśmy grzyby, układałam bukiety z kolorowych liści. Niektóre były takie, jak twoje i jego oczy: ciemnozielone z brązową obwódką. Gdy rano się budziłam, w wazonie, obok łóżka, stały świeże kwiaty. Najpiękniej pachniały konwalie. Był wielkim romantykiem… często się śmiałam, że jest moim rycerzem na białym koniu. Niestety… Pięć lat po ślubie, gdy miałeś roczek, morze nam go zabrało. Bogowie nie są zadowoleni ze szczęścia ludzi. Najpierw Neptun mi go dał, a potem, widząc nadmiar radości, zabrał… To było we wakacje. Uparł się, żeby zobaczyć wschód słońca na morzu. Wypłynął z rybakami… Opowiadali, że nawet nie zauważyli, kiedy wypadł. Nie mogę tego zrozumieć, mówił że świetnie pływa… Tatuś na pewno poszedł do nieba. Tam mu dobrze i czeka na nas. Jestem przekonana, że cię obserwuje, dlatego musisz być grzeczny, żeby był z ciebie zadowolony.
- Gdy będę duży, będę taki jak mój tatuś- szeptał synek przez sen.
- Niech cię Bóg broni, kochanie- pomyślała matka z rozpaczą. Ucałowała chłopca i gasząc światło wyszła do drugiego pokoju. Było cicho… Tylko tykanie zegara burzyło tę z trudem budowaną ścianę milczenia i ciszy, za którą była bezpieczna. Wzięła do ręki ramkę z fotografią męża.
- Ty pieprzony pijaku!- szkło rozprysło się po podłodze, podłodze kobieta wybuchła szlochem. Usiadła na fotelu i nakryła się kocem .
- Nie mogłam mu przecież powiedzieć prawdy…Co właściwie miałam powiedzieć? Że spotkałam go nad morzem, ale wódki? Bar nazywał się „Muszelka”… Siedział sam przy stoliku, nikt już nie chciał z nim pić. Gdy przechodziłam obok, chwycił mnie za rękę. Mocno… Nie mogłam się wyrwać. Wcisnął mi szklankę; miała ułamane brzegi. Pokaleczyłam sobie usta i język. Ale tak bardzo było mi go żal. Jego oczy szukały pomocy, a ja mu jej mogłam udzielić. Tak mi się wydawało. Przez następne dwa tygodnie przychodziłam tam co wieczór. Nie zamieniliśmy ani słowa. Trzymałam go za rękę, gdy za bardzo drżała. Pieniądze bardzo szybko mu się skończyły. Wzięłam go do siebie… Rodzice dali mi wolną rękę, uważali, że jestem na tyle dorosła, by decydować o swoim życiu. Po dwóch latach walki z nim i z jego nałogiem byłam na tyle zadowolona z wyników, że chciałam prowadzić tę wojnę dalej. Już jako małżeństwo. Chciałam zbawić cały świat, a może po prostu żal mi było tego czasu spędzonego razem? Rodziców, oczywiście, na ślubie nie było. Ani moich, ani jego. Moim mnie wydziedziczyli, a jego nie chcieli wiedzieć o istnieniu syna. Byliśmy sami z księdzem i świadkami- jego kumplami od szklanki- w zimnym kościele. Przez cały czas płakałam…Gdy nasz syn się rodził, owszem, pomagał mu przyjść na świat. Dwa tygodnie przed terminem kopnął mnie w brzuch, tak mocno, że o mało co nie zmarłam ja i dziecko. Za późno przyznałam się przed sobą, że walkę przegrałam. Po porodzie płakał, dlatego, że zamiast na wódkę wydał pieniądze na pieluszki. Na balkonie faktycznie wywiesił plakat: „Moja żona- kurwa- urodziła bękarta. Kto mi pomoże ich zabić?”. Zaczepiły mnie nie zbiry tylko jego koledzy- właściwie co za różnica. Owszem… Obronił mnie przed nimi, ale później wziął do domu i zgwałcił. Każde zmartwienie chciał leczyć alkoholem. Jesienią było najgorzej, w pochmurne dni nie zostawało nic innego jak picie- przynajmniej dla niego. Tak.. Jeździłam do jego babki, bo uciekałam. Na początku sama, a po porodzie z dzieckiem. Gdy dowiedział się, gdzie jesteśmy, szukał nas w pobliskim lesie. Na szczęście po pijanemu nigdy nie znalazł… Tylko kwiaty były prawdziwe- dlatego ich nienawidzę. Przychodził skruszony i przynosił bukiet kwiatów. A ja mu wybaczałam… Z różami przeglądałam się w lustrze. Patrzyła na mnie kobieta, wyglądająca na dużo starszą, niż w rzeczywistości, z podbitymi oczami, złamanym nosem...Morze wódki go zabrało… Utonął w jego odmętach. Gdy zapukała policja i powiadomiła mnie o wypadku w barze zaczęłam się histerycznie śmiać. To był szczery śmiech, pierwszy raz, od momentu, gdy go poznałam. Mimo wszystko chyba go kochałam… Kochałam za to, że dał mi syna. Najcudowniejszą istotę w moim życiu. I jemu miałam opowiedzieć, kim naprawdę był jego ojciec? Mój mały mężczyzna… Kopia ojca…- nie wiedziała nawet kiedy zasnęła. Rano obudziła się z podpuchniętymi oczyma i ścierpniętymi nogami, które cały czas miała podkurczone na fotelu. Pośród szklanych puzzli uśmiechał się przystojny mężczyzna- cudowny mąż i wzorowy ojciec.


komentarze
~
2006-12-25, 12:45:37:
go��
znowu zajebiście wzruszyłem się zakończyłbym to opowiadanie na: "kocem." pozwól samemu sobie dopowiedzieć

avatar defekator
wilknoctisinteria.pl
2006-12-25, 12:47:00:
płynę
nie gość tylko ja
--
"Wiara w sens zycia jest jedynie udzialem ludzi plytkich" Witkacy

O utworze:

wyświetleń:801
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

waikhru
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.