avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


23 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
waikhru
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
21 grudnia 2006, 12:39:40


„Po drugiej stronie”






Zwyciężyłam… Znów, aby dojść do szkoły musiałam ich wszystkich pokonać, uciec, odgonić. Udało się… Jestem już po drugiej stronie krat. Po niewłaściwej stronie krat? Kraty to kraty. W szatni znów się tak dziwnie patrzą. A może to Oni? Czyżbym przypomniała sobie jego twarz wśród tych potworów? Nie sądzę… On był przecież na trzeciej pozycji, gdy walczyłam z Krzyżakami. Ale ona… Tak, ona chciała mnie otruć! To, dlatego teraz się śmieje. Wszyscy się śmieją.
- Widziałaś?!- pytam się Oli- to Oni! Siedzą pod sufitem, przed chwilą widziałam jak się skradali. Czemu tak na mnie patrzysz? Niemożliwe, że tego nie widziałaś. Stój! Poczekaj za mną, nie zostawiaj mnie samej…
- Znowu masz jakieś zwidy? Czasami się gubię, kiedy żartujesz, a kiedy nie. Rozumiem, można się pośmiać, ale inni zaczynają się dziwnie patrzeć. Chodź szybciej, spóźnimy się na matmę. Sprawdzian jest chyba ważniejszy od tych twoich potworów, prawda?
Łatwo jej się nabijać, Oni nie chcą jej się pokazać. Ale faktycznie matematyki nie warto lekceważyć. Gdy spotkam się z tym mężczyzną, z kartami zamiast dłoni, nie będę czuła się taka nieinteligentna.


*Matematyka*

No dobra… Dotarłam do ławki. Niespodziewanie kaloryfer oderwał się od ściany i wszędzie było pełno wody. Przypłynął Noe ze swoją łajbą. Jestem cała przemoczona. O… Już mi skóra zaczyna kiełkować. Nadal nie rozumiem, czemu wszyscy się śmieją. I to nawet nie pierwszy raz. Co w tym zabawnego, że o mało się nie utopiłam? Postaram się o tym nie myśleć i popatrzę na to drzewo za oknem. Jak ono ładnie się srebrzy. Nie!!! On tam znowu jest! Widziałam te Jego czerwone oczy pomiędzy liśćmi. Sześćdziesiąt pod pierwiastkiem. Dwa iks plus sześć igrek równa się dwadzieścia pięć minus cztery. Znów na mnie popatrzył, tym razem się śmiał. Jaki on jest dziwny- raz mnie goni z nożem, a potem się uśmiecha. Nie rozumiem ognia. Mam wstać? Nauczycielka znowu będzie miała pretensje, że się kręcę, ale on mnie parzy!
- Matko Boska, stało się coś?!- matematyczka wyglądała na przerażoną.
- Nic, proszę pani… Dlaczego pani pyta?
- Przed chwilą strasznie krzyknęłaś, myślałam, że coś się stało. Na pewno dobrze się czujesz?
- Tak… Oczywiście- byłam zdziwiona.
„Tak… Oczywiście.” To ona była tym ogniem, a teraz udaje troskliwą. Jeszcze tylko dziesięć minut. Dziesięć minus cztery pierwiastki z dwóch. Cztery do czwartej potęgi. Jego potęga rośnie. Ostatnio widziałam go nawet ubranego na żółto- przecież zawsze taki czarny. I ta Jego kochanka. W białej sukni… Do ślubu (do trumny?).
- Powiedz mi, ile ci wyszło w tym poprzednim zadaniu?- popatrzyłam na Olę ze zdziwieniem. Czyli dobrze myślałam… Ona wie o moich zadaniach. O dzwony biją, niech wie, że milczenie to złoto (żelazo?).
Idę do toalety. Oni wszyscy się patrzą. Chyba wiedzą. Widzą we mnie zbawicielkę (wroga?). Szybki unik przed ciosem i mogę iść dalej. Znowu się śmieją. Zimna woda pomaga. Zawsze zabija pleśń. Ona mnie za często porasta. Co ja robię?! Chwila odpoczynku (wiecznego?). Hm… Może będzie kartkówka? Muszę się spytać Oli, ostatnio nie mogę się skupić.
- Olka?- dlaczego ucieka?- Olka! Będzie dzisiaj kartkówka ze słówek?
- Już myślałam, że znowu masz jakiś chory pomysł… Chyba nie. Przynajmniej nic nie mówiła. Co ci się stało w policzek?
Idiotka nie pamięta, że to ona prawie trafiła mnie nożem, a teraz udaje, że się martwi. Ciekawe, jakby wyglądała ta jej pusta główka pod gilotyną? Ostatnio przecież Wielki Rycerz pomógł mi ściąć jednego zdrajcę. Tak głupio się uśmiechał…


*Język angielski*

- Może powiesz mi, co w tym zadaniu jest takie śmieszne?- wiem, że anglistka najchętniej wezwałaby rodziców, ale nie ma na razie powodu .
- Przepraszam. Coś mi się przypomniało.
- To dobrze. Zapraszam w takim razie do odpowiedzi. Tu będziesz mogła przypominać sobie do woli.
Ciekawe, czy ta głowa niedźwiedzia na jej plecach jest normalna, jakoś wcześniej nie zauważyłam. Koło niej jak zwykle On. To coś mnie napadło! Czuję smak podłogi, ten piasek w ustach! Chyba uderzyłam głową o ławkę…
- Co ci jest?! Mogłaś powiedzieć, że się źle czujesz! Uderzyłaś się w głowę? Tak nagle upadłaś…
- Nie… Wszystko w porządku.- Czyżby?- Trochę zakręciło mi się w głowie.
- Zaraz będzie dzwonek. Usiądź na miejsce. Zawołać higienistkę?
- Nie… Zaraz dojdę do siebie.
- Dobrze- możecie wychodzić.
- Do widzenia (niedźwiedziu?).


*Korytarz*

- Co ci się stało na angolu?- otoczył mnie naprawdę spory wianuszek osób- źle się dzisiaj czujesz?
Śmiać mi się chce- oni tak dobrze udają. Widzę te scyzoryki w ich kieszeniach. Kieszeniach może woreczki z trucizną? Chcieli mnie poczęstować cukierkiem. Tak… Zmienili taktykę. Teraz będzie podstęp. Przetrwałam próbę siły. Czas na wysilenie mózgu.


*Plastyka*

Czy to możliwe, żeby rodzice też? Czy oni także chcą mnie otruć? Ostatnio bardzo dziwnie się zachowywali. Wczorajsza zupa była dziwnie ostra, ale jeszcze żyję… Ten smak…
- Przepraszam, czy mogę iść do toalety?

Trucizna została spłukana. Piecze mnie w gardle, wodą nie chcę płukać, może tam też jest trutka (na szczury?).
- Znowu jesteś w lustrze?- ta sama od tygodnia maska w taniej ramie- mówiłam ci, żebyś dała mi spokój. Idź do tego swojego męża…
- Na mojej sukience jest już plamka krwi, nieduża, ale wystarczy. Musisz wreszcie to zrobić. Nie dadzą ci spokoju. Zacieśniają krąg. Były noże, są trucizny.
- No, ale… Rodzice też?
- Wszyscy.
- Twoja sukienka znów jest biała. Nie mieści się w lusterku.
- Idź. Maluj (zabij?).
-Dlaczego trzymasz pędzel przez chusteczkę? Jakaś nowa technika malarska? Dodaj trochę żółci, ta zieleń jest za smutna.
- Dobrze. A chusteczka… pędzel mi brudzi.- przecież nie powiem, że to trucizna. On w zieleni jest smutny. Nie… teraz znów utonął w czerni.

- Wielu nauczycieli się o ciebie martwi. Czy rozmawiałaś z rodzicami o twoich dolegliwościach?- wychowawczyni naprawdę się martwi…- Mam nadzieję, że to tylko jakieś okresowe przemęczenie.
- Tak, proszę pani. Pogoda na mnie źle działa.- ponad jej głową zauważyłam tunel. Poszłam w jego kierunku. Niczego nie widziałam, ściany były czymś oblepione, czułam to wyraźnie. Pierwszego pająka odgoniłam z łatwością, lecz każdy kolejny był bardziej uparty. Musiałam poszukać zapałek. Zobaczyłam je na najwyższej półce. Wspięłam się na palce, lecz nadal nie mogłam dosięgnąć. Podstawiłam stołek, ale on zamiast nóg miał tygrysie łapy- uciekł natychmiast. Najpierw na plus, potem na minus i już je mam! Gdy zapaliłam jedną, wszystkie pająki od razu uciekły. Byłam bezpieczna. Kolejna zapałka i kolejna łza. Przeciwieństwa uciekły, więc musiałam się spieszyć- zapałki kończyły się. Ostatnia zapałka i te Jego straszne, czerwone oczy…
- Nie przejmuj się, że czasami się śmieją, taki wiek po prostu- jej uśmiech był szczery, uratowała mnie.


*Fizyka*

- Nienawidzę fizyki- Ola chyba podzielała moje zdanie- gubię się w tych wzorach. Do tego on tak strasznie smęci.
- No fakt… trzeba jakoś przetrwać. Potem religia, więc będzie spokój.
- Oby przeczekać te czterdzieści pięć minut.
Wskazówki tak wolno się przesuwają. To dziwne, ale nie pamiętam, co się działo dzisiaj rano. Coś za często boli mnie głowa.
- Ten wzór na pewno przyda się wam do dalszej nauki. Wszystko opiera się właśnie na nim. Jeśli nie zrozumiecie tego, to dalszego ciągu też nie pojmiecie. Otwórzcie teraz zeszyty.
- Olka… Ile jeszcze do końca?
- Jakieś dwadzieścia minut.
No to teraz będzie szybko mijał czas (nie minie?). Potem już tylko religia (śmierć na krzyżu?) i do domu (więzienia?). Jeszcze (aż?) tylko (dlaczego?). Przecież… Nie… Chciałabym…
Wstaję…Wyciągam nóż… Prawo nie przyda mi się do niczego. To moje zadanie. Karetka gdzieś jedzie. Widzę Go! Jest, blisko, ale teraz na biało. Ta biel mnie oślepia. Czuję Jego zapach. To jest miłość… Dlaczego mnie krępujesz? Zakłada mi białą suknię? Biała suknia… Ta Jego panna młoda. Teraz na czarno… Ma takie dziwne egzotyczne imię… Coś na es… SCHIZOFRENIA.






komentarze
avatar motyl
2006-12-22, 09:54:49:
mechanik liryczny
początek bardzo dziwny,aleprzebrnęłam.. ale mogę mieć teraz choć blade pojęcie na temat choroby i skutków,jeżli choć tochę są podobne do tej opowieści..raczej zakrwawa na smutną bajkę,co czuje człek chory..pozdr
--
lubię Jasnorzewską,Goethego,Puszkina,Jesienina,piosenkarza Wysockiego,Bułata Okudżawę i znajomych z portalu JL..."ze smakiem bytu -motyl nie płacze nad zmierzchem - trwa w trzepocie pomiędzy"...

avatar defekator
wilknoctisinteria.pl
2006-12-25, 12:03:09:
płynę
bez schizofrenii
po co dopowiadasz?
--
"Wiara w sens zycia jest jedynie udzialem ludzi plytkich" Witkacy

O utworze:

wyświetleń:984
komentarzy:2


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

waikhru
          lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.