avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


19 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Rafael Amor
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
25 lipca 2004, 21:42:46


Jeszcze jedna...

W szersgu białych łózek, na białym posłaniu leżała przereażona i zapłakana. Miałazaledwie dwadzieścia sześć lati życie zaczynało właśnie smakować. Poznałacudownego mężczyznę i wszystko zdawało się zmierzać w jej życiu ku cudownej przyszłości.
Jedno badanie, zlecone przez lekarza rodzinnego,jedna wizyta u kardiologa i strach stanął w progu jasnej i radosnej Rozali.
- Musisz, moje dziecko poddać się małej operacji, usłuszała z ust starego profesora, ordynatora kliniki kardiologoicznej.
- Nie martw się moja droga, pocieszał ją.
- Takich operacji wykonujemy w naszej klinice całkiem sporo.
Pamiętała jego łagodny wzrok, jego uśmiechniętą twarz i niezwykle ciepły tembr głosu.
- Nie martw się moja droga, pocieszał ją , widząc w jej oczach lęk.

***

Rozalia jak każdy pacjent, musiała poddać się obserwacji bo jak to określił docent Kuryluk
- Musimy cię moje dziecko przygotować do operacji. Trzeba twój organiżm doprowadzić do stanu, w którym będzie on on nam gwarantował szybki powrót do sił po operacji.
Była pacjentką kliniki już ponad dwa miesiące. Wciąż coś stawało na przeszkodzie w podjęciu decyzji o operacji.
- Nie podoba nam się poziom twoich czerwonych ciałek krwi- powiedział docent po jednym z koleinych badań krwi, a innym razem stwierdził za wysokie ciśnienie.
- Trzeba je zbić moje dziecko, żeby nie było zagrożeniem. Zresztą co ja ci moja droga tłumaczę, kiedy ty sama wiesz. Przecież piszesz ponoć doktorat z tematu, który o tym traktuje nieprawdaż?
- Tak rozumiem panie docencie.

***

Teraz, na kilka godzin przed długo odkładanąoperacją, leżąc na ogólnej sali pomiędzy kobietami w różnym wieku, myślała o tym wszystkim czego zaznała podczas swojego pobytu w klinice, na tym oddziale w tej sali...
- Cześć! - usłyszała znajomy głos.
To był Paweł, nastoletni chłopak, który od ponad roku był pacjętem kliniki. Jego schorzenie było dużo bardziej złożone od jej choroby. Miał pięć wrodzonych wad serca, a jedna z tych wad była identyczną jak ta jej. Paweł z racji swojego starzu i cudownego charakteru, był pupilkiem niemal wszystkich lekarzy, pielęgniarek i reszty personelu. Był lubiany przez wszytkich pacjentów i przez pacjentki. Kiedy zaglądał na oddział dziecięcy, ordynator dziękował mu za odwiedziny.
- Przyszedłeś do mnie? Rozalia uśmiechnęła się widząc wesołą twarz Pawła.
- Pewnie, że do ciebie. Do pani Ewy nie można, leży na izolatce. Ale jutro ty tam będziesz leżała, a ona tutaj, na ogólnej.
W oczach Rozali zaszkliły się łzy. Małe perełki, które jednak nie uszły uwadze Pawła.
- Co ty Rozalio? Płaczesz?
Wyciągnął z kieszeni damską chusteczkęi podał Rozali.
- Nie płacz moja przyjacłólko. Głaskał ją delikatnie po ręce, którą ująłw chwili kiedy usiadłprzy jej łózku.
- Ona tak dzisiaj cały dzień.
- Pogadaj z nią Pawełku. Przecież bardzo się lubicie. Nas nie chce słuchać, może ciebie posłucha? Przetłumacz jej, że nie powinna płakać.
Kobiety leżące wspólnie, w jednej sali z Rozalią, przekrzykiwały się prawie. Jakby ów młody chłopak był władny zmienić żal dziewczyny , jej łzy i niepotrzebne nerwy w pogodny nastrój. Żal mu było tej młodej i bardzo atrakcyjnej kobiety, prawie doktor.

***

Paweł siedział przy łóżku Rozali prawie do północy. Tuląc jej dłońw swoich dłoniach, starał się zrozumieć łzy w jej oczach i starał się pocieszać ją. Rozalia powoli zdawała się uspokajać. Jej szloch stał się coraz spokojniejszy i cichszy.
- Pawełku, już idź do siebie, powiedziała pielęgniarkaz nocnego dyżuru.
- Rozalia zaraz zaśnie, a rano będziesz mógł się z nią jeszcze zobaczyć przed operacją.
Paweł spojrzał w oczy pielęgniarki, uśmiechnął się do niej i wstał. Pochylił się nad głową leżącej Rozali i pocałował ją delikatnie w policzek.
- Nie płacz - wyszeptał jej do ucha.
- Przecież wiesz, że wszystko będzie dobrze.
- Tak, wiem - wyszeptała tak cicho, że tylko Paweł mógł ją usłyszeć.
- Do jutra Rozalio.

***

Z samego rana, tuż po śniadaniui połknięciu codziennej porcji leków, Paweł popędził co sił w nogach, na oddział żeński.
Z daleka dostrzegł, że pan Waldek, wóżkowy, jak go tutaj nazywali, wciągał do windy swój wielki wózek, ma którym leżał ktoś z obandażowaną głową i przykrytym po samą głowę lnianym, białym prześcieradłem.
- Paweł, a ty dokąd tak prujesz? - zapytała siostra przełożona oddziału żeńskiego.
- Ja do Rozali, tylko na chwilę pani Ulu...
- Ale Rozalia właśnie pojechała na operacyjną - wyjaśniła pielęgniarka, podchodząc do chłopaka.
- Właśnie się z nią minąłeś. Waldek zabrał ją, nie widziałeś?
Paweł zasmucił się i spuścił głowę.
- Szkoda, że nie zdążyłem...
- A jak Różyczka się czuła? - zapytał, kiedy zatrzymali się przy drzwiach oddziału.
- Ponoć całą noc płakała, ale jak przejmowałam dyżur, spała spokojnie.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze - dodała kiedy zamykał za sobą drzwi oddziału.

***

Następne dwie godziny, Paweł przestał w pasażu okien znajdujących się między oddziałami żeńskim i męskim. Stał przy oknie, z którego widać było bardzo wyraźnie salę operacyjną. Co prawda okna sali operacyjnej były w połowie zamalowane na biało, ale postacie zespołu operacyjnaego były dobrze widoczne. Mógł zatem całkiem spokojnie śledzić przebieg operacji, nie widząc operowanej. Mógł iść na galerię, która znajdowała się tuż nad salą operacyjną, ale dzisiaj napewno był tam doktor Gomała, a jakoś obaj nie przepadali za sobą. Gomała był jedynym lekarzem, który nie pozwalał Pawłowi przebywać w miejscach, które zazwyczaj nie były dla Pawła zabronione.
Z ruchu jaki był widoczny na sali operacyjnej, Paweł mógł całkiem spokojnie poznać jak sprawy się mają jeśli chodzi o sytuację na sali, gdzie właśnie operowano Rozalię. Był spokojny. Wszystko toczyło się całkiem normalnie, asystujący lekarze spokojnie i bez pośpiechu wykonywali swoje rzemiosło. Instrumentariuszka wręczała kolejne narzędzia w ręce docenta Kurylika, lub jednego z asystujących lekarzy. Przyjemnie było patrzeć na ten spokojny i zgrany zespól, który w skupieniu i ze spokojem, acz bardzo sprawnie pracował nad kolejnym dla nich pacjentem. Mówiło się, że docent Kulczyk miał wkrótce objąć ordynaturę nad całą kliniką. Był naprawdę wielkiej klasy chirurgiem i należał do elity lekarzy znanych także poza granicami kraju.

***

W pewnym momencie anestozjolog, cośjakby wykrzyknęła. Zrobił się niesamowity ruch.
Paweł poczuł dziwny ucisk w okolicy serca. Coś jakby utknęlo mu w krtani. Prawie słyszał okrzyki na sali z naprzeciwka. Bicie jego serca mięszało się z szumem przetaczającej się w skroniach krwi.
- Boże - modlił się w myślach.
- Boże ratuj. Nie pozwól odejść. Nie zabieraj jej.
Minuty mijały niczym ułamko sekund. Paweł stał jak wmurowanyi zaciskając kciuki, modlił się w milczeniu. Milczenie to było złudzeniem, albowiem za jego plecami od dłuższego czasu stały trzy osoby. Pielęgniarka przełożona z jego oddziału i dwie z oddziału żeńskiego.
Za oknem sali operacyjnej zapanowała cisza. Zespół lekarzy odstąpił od stołu.
Paweł poczuł na swoim ramieniu czyjąś rękę. Nie odwrócił się. Z oczu spływały w milczeniu wielkie łzy.
To była kolejna śmierć w życiu tego chłopca, który czekał na swoją operację już prawie rok.


komentarze
~ZebraDeath
2004-11-08, 10:37:27:
go��
Jakbym to widziała...sama siedzę miesiącami w szpitalach.     Na serce.

O utworze:

wyświetleń:1572
komentarzy:1


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Rafael Amor
          lista utworów          

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.