avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


17 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
motyl
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
2 lipca 2006, 12:03:34


"Skarb serca o zachodzie słońca" Płoskie,dn.5.08.1998r.



Przybywa do nas zwykle na letni urlop Miśka pracująca we Wrocławiu.Chce się wyciszyć i nabrać sił na następny rok i przyjeżdża na urlop do swojej oazy,tj.na Płoskie!
Tego lata przyjechała,jak zwykle na labę wśród bajecznej przyrody,znanej od swego dzieciństwa...Zwyczajowo i tym razem byłyśmy wzajemnymi kumpelkowatymi kuzynkami.Pod wieczór Miska nagle wymyśliła spacer,choćby wokół wsi!Wyszłyśmy najpierw na piaszczystą drogę koło"Łuha",czyli poszłyśmy prosto wewnętrzną,wiejską drogą biegnącą wzdłuż domów przez Płoskie,docierając do zagrody wujka i Michała Kulkowskich.No i tak obeszłyśmy stawek,a kuzynka poprosiła jeszcze o rundkę naokoło wsi.Dróżka wyprowadziła nas do wierzb,gdzie do dziś jest na prawo trakt na Kamionkę(i gdzie straszyło naszą prababcię Annę!),lub na lewo do miasta.Tędy właśnie szersza piaszczysta droga od wieków wiedzie do miasta!Początkowo za stodołami w stronę pól,oraz do znanego na całą okolicę kamiennego krzyża,gdzie wewnątrz żelaznego ogrodzenia posadzono małego,a dziś już zielonego prześwietlonego słońcem ogromnego,ok.60-letniego kasztanowca...
Nie wiem czemu gorąca kula,świecąca ciepłym blaskiem nad polami przyciągała mnie ku sobie?...Szłam wprost w to magiczne,złote słońce,zamykając jedynie oczy od snopu ostrego światła...Radowałam się nim,jak latem,że mocno jeszcze ogrzewa twarz i moje biedne kostki tuż pod skórą!
Miałam wrażenie,że Jasiek jest też taki sam,bo ciepły,promienisty i przyciągający,jak serdeczne słońce wychodzące przyjacielsko do nas na spacer,będące akurat teraz naprzeciwko mej twarzy...Kiedy doszłyśmy z kuzynką do znanego krzyża za żelaznym ogrodzeniem,skręciłyśmy w lewo ku rodowej alejce.Słońce właśnie zatracało swą gorącość i nieuchronnie zbliżało się ku zachodowi....
Za plecami pozostały pola,bo weszłyśmy ponownie na drogę wewnętrzną wzdłuż płotów i domów...Oglądałam się do tyłu i zerkałam na słońce,ale Misia poszła prosto do dawnej zagrody dziadków...
Natomiast niebo miało jakiś coraz barwniejszy,wręcz bajeczny,tęczowy niezwyczajny kolor...W końcu niebo wyglądało na szczęśliwe,jakoś tak jakbym weszła w bajkę o kamiennym tygrysie, który ożył i pofrunąl do parku królewny,a w momencie czaru było tak samo różowo-złoto-błękitnie...
Zaś słońce zaczęło się nagle niespodziewanie szybko kurczyć,jak przekłuty balonik i zmieniało
barwę na makowy,a w tym czasie kuzynka poszła już do chaty wujka Kraśnickiego,który nadal żyje w chacie po swoich rodzicach.Zostałam,bo zaciekawiło mnie słońce i chciałam obejrzeć ten wyjątkowo piękny zachód,aż do końca... Stałam tak z rozdziawioną gębą na środku wiejskiej piaszczystej drogi,naprzeciwko domu Mikołaja Trochimczuka,a zerkałam nad pola oczekując czarodziejskiego zachodu.Nagle z zachwytem ujrzałam promieniste ogromne serce,z okiem pośrodku!Znów skojarzyło się czemuś z Matką Boską i Jaśkiem!Pomyślałam,że nawet przyroda daje mi jakieś ogromne, samotne,ognisto-czerwone serce...Czyje?Czy mogłoby być przyjazne od sympatycznego,młodego Jaśka?Zastanawiałam się nad tym,ale jeszcze nie wiedziałam co ta wizja przyniesie choć czułam,że to również coś miłego,czy może też coś sympatycznego...
Kiedyś chodziłam na ćwiczenia bioterapeutyczne i rysowałam dużo serc w powietrzu naokoło siebie.Pomyślałam,że to marzenie się spełniło,bo chociaż jedno czułe serce właśnie teraz widzę! Opisałam koledze Miski to zjawisko widziane na spacerze i list wyjątkowo mu się też spodobał...Któregoś wieczora,siedząc na progu górki w nowej chacie z Miską,widziałam w koronie pobliskiego drzewa następny dziw! Widziałam cienie postaci niby jakiejś pary stojącej naprzeciw siebie.On brał ją serdecznie delikatnie za ręce,a ona nieśmiała,wstydliwie chyba mu je podawała...
Tyle w geście było prostoty i ciepła,że wzruszenie chwytało mnie za gardło,ściskało się od marzeń serce.Zazdrościłam im czułości!Na moich oczach trzymali się za ręce,stojąc wciąż tak samo przez całą noc,jakby byli w bajce!Pomyślałam znów o Jaśku i naszej sympatycznej znajomości...


komentarze
avatar motyl
2006-10-29, 01:00:43:
mechanik liryczny
wtedy był taki dziwny zacód słońca,ale chyba to była najwspanialsza wróżba,bo nie muszę w samotności rysować serduszeknaokoło siebie,a mam je na JL i trochę w realu..pozdr
--
lubię Jasnorzewską,Goethego,Puszkina,Jesienina,piosenkarza Wysockiego,Bułata Okudżawę i znajomych z portalu JL..."ze smakiem bytu -motyl nie płacze nad zmierzchem - trwa w trzepocie pomiędzy"...

O utworze:

wyświetleń:888
komentarzy:1


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

motyl
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.