avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


19 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Misfit
Tak, biorę kwasa, jestem OK.
opowiadania
dodano:
12 maja 2005, 15:58:08


Diana Xara Malicka



Jasne światła reflektorów świecą nam prosto w oczy. Oślepiają mnie, nie widzę twarzy kierowcy, ani szczegółów ciężarówki. Dziwna sprawa. Zawsze inaczej wyobrażałem sobie coś takiego. Myślałem, że zobaczę wyraz jego twarzy. A zamiast tego tylko rażące, żółte światło i ten przeciągły ryk klaksonu. Mógłby to sobie darować. Przecież wiem doskonale, że jedzie wprost na nas. Nie ma szans, żeby zdążył się zatrzymać. Asfalt przed nami jest w całości pokryty szronem. Nie zdąży. My moglibyśmy jeszcze usunąć się z drogi. Ale żadne z nas nawet nie drgnie. Nie boję się. Właściwie nic nie czuję. Światła wciąż świecą i święcą. Wszystko dzieje się w zwolnionych tempie, jak na jakimś amerykańskim filmie akcji. Długie ujęcie kamery na moją skamieniałą twarz, potem na kabinę pędzącej ciężarówki. Czas naprawdę bywa szalenie względny. Wydaje się, że ciężarówka prawie stoi w miejscu. A może to moje myśli przyśpieszają? Ściskam Dianę niecierpliwie za rękę. Lodowata jak zawsze. Może nawet trochę bardziej niż zwykle. Ciekawe, właśnie teraz, w takim momencie, przypominają mi się tamte ciężarówki podczas naszego pierwszego spotkania....

***

Oczywiście to był jej pomysł. Nigdy nie była jedną z tych dziewczyn, które można było zaprosić do jakiegoś klubu czy kina. Myślę, że po prostu źle się czuła wśród ludzi.
Zdecydowała, gdzie się spotkamy i to w taki sposób, że po prostu nie mogłem zaprotestować. Staliśmy więc w samym środku nocy na poboczu posypanym białymi kamyczkami, a ja miałem nadzieję, że jakiś zboczeniec nie zatrzyma się z propozycją podwiezienia nas. Wolałbym nie skończyć tej nietypowej pierwszej randki w bagażniku. Ogromny ruch na krajowej drodze bynajmniej nie dodawał sytuacji romantyzmu. Ale muszę przyznać, że czułem jakąś mistyczną aurę tej całej sytuacji. Jak zahipnotyzowani wpatrywaliśmy się w przejeżdżające samochody. Diana, z błyszczącymi oczami, gestykulując szeroko, mówiła coś o sensie istnienia. Szczerze mówiąc nie bardzo to wtedy rozumiałem. Diana powiedziałaby, że byłem jeszcze nieuświadomiony. Wiedziałem tylko, że ciężarówki jeszcze nigdy nie wydawały mi się tak interesujące, jak wtedy, kiedy Diana powiedziała mi, żebym się im przypatrzył. Stałem więc, starając się sprawiać wrażenie, że wiem o czym mówi. Słuchałem jej miękkiego głosu, z tym niesamowitym, przeciągłym akcentem. Trochę jakby angielskim. Nigdy nie powiedziała mi, skąd pochodzi. Twierdziła, że wszędzie będzie cudzoziemką, obcą. A jednocześnie kiedy tak mówiła, wydawała mi się bliższa niż ktokolwiek inny. Nie wiem jak długo stałbym tam zasłuchany w jej słowa, gdyby nie to, że nagle śmiertelnie przestraszyłem się własnego szalika. Zupełnie nie wiem dlaczego. Wiatr zawiał, jakiś kształt mignął mi przed oczami, a ja prawie przewróciłem się ze strachu. Diana spojrzała na mnie z rozbawieniem. ‘Boże, co ja tu robię’, pomyślałem sobie. ‘To wszystko za bardzo zaczyna przypominać jakiś chory film Lyncha’. Uwielbiałem tego reżysera, ale jakoś nie chciałem, żeby moje życie przypominało jego scenariusze. I nie przypominało. Przynajmniej do pewnego momentu. A później poznałem Dianę...

***

Diana Xara Malicka. Tak mi się przedstawiła, kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, przed wejściem do apteki. Wychodziłem właśnie śpiesznym krokiem, kiedy nagle poczułem na ramieniu jej chłodny dotyk. Nawet nie zdziwiło mnie to dziwaczne drugie imię. Zbyt mocno pochłonięty byłem jej wyglądem. Pewnie wyszedłem na totalnego idiotę, kiedy tak stałem z otwartymi ustami nie mogąc wyksztusić słowa. ‘Sen? Jawa?’ – zastanawiałem się. Było w jej wyglądzie coś, co jakby nie pozwalało mi do końca uwierzyć w realność całej tej sytuacji. Jej luźne, kwieciste ubranie, jakby przeniesione z czasów Woodstocku ‘69, niemalże zrywał z niej wiatr. Blada twarz ginęła między jasnymi włosami, które z kolei rozpływały się gdzieś w blasku słońca. Po prostu emanowała od niej nieuchwytność. Miałem wrażenie, że w każdej chwili może rozpłynąć się w powietrzu. Zamiast tego jednak popatrzyła na mnie pierwszy raz wzrokiem, od którego do teraz dostaję dreszczy. Zupełnie jakby patrzyła na jakiś punkt daleko za mną, jakbym był przeźroczysty. Z odrętwienia wyrwał mnie jej miękki głos.
- Zapomniałeś tego.
Dopiero teraz zwróciłem uwagę na małe pudełko, które trzymała w dłoniach okrytych szerokimi rękawami. Spojrzałem na nią pytająco. Nie kupowałem przecież tego. A w ogóle, skąd ona się wzięła w tej aptece? Nie widziałem jej tam... Zanim zdążyłem jednak zadać te pytania, Diana zbliżyła się do mnie. Przypuszczalnie nie usłyszałbym odpowiedzi, nawet gdyby udało mi się o to zapytać. Jakby przeczuwając moje wahanie Diana wyciągnęła do mnie rękę z pudełkiem.
- Więc niech to będzie prezent...

***

Uuuu, uuuuu! Potężny dźwięk klaksonu wyrywa mnie ze świata wspomnień. Światło wciąż uniemożliwia dostrzeżenie czegokolwiek. Wygląda na to, że ciężarówka wcale się nie przesuwa. Stoimy na tej szosie i czekamy w nieskończoność. Diana przytula się do mnie. Spogląda mi głęboko w oczy. A raczej głęboko za mnie, jak to ma w zwyczaju. Wydaje się, że gdy to robi, wie o mnie wszystko. Od początku musiała wiedzieć, że nie będę mógł tak po prostu o niej zapomnieć...

***

Pomarańczowo-białe pudełeczko wyglądało jak opakowanie jakiegoś leku. Litery były jednak całkowicie zamazane, uniemożliwiając odczytanie czegokolwiek. Obracałem je przez jakiś czas w dłoniach, zastanawiając się, kim jest ta dziewczyna. I dlaczego mi to dała? Wyglądało na to, że jedyne wyjście to poszukać odpowiedzi w środku. Ulotka, tylko tyle. W dodatku napisana mikroskopijnym, nieodczytywalnym druczkiem. Ale jednak, na drugiej stronie coś jeszcze. Mocny, czerwony ślaczek, pewnie napisany szminką. Numer telefonu.
‘Koniec’ – pomyślałem, ‘to nie dla mnie, przecież to zbyt dziwaczne’. Pudełeczko już miało wylądować w koszu. W ostatniej chwili coś jednak mnie powstrzymało. A potem już tylko patrzyłem bezwolnie, jak moja ręka wystukuje cyfry na klawiaturze komórki.

- Dlaczego czekałam tak długo? – usłyszałem - Już myślałam, że nigdy nie zadzwonisz...

***

Spacerowaliśmy po pustym mieście. Kolejna randka w jej stylu. Wszystko wyglądało przytłaczająco nierealnie. Miałem wrażenie, że to tylko scenografia na planie filmowym.
Tydzień po tym dziwnym spotkaniu przy szosie, Diana zupełnie niespodziewanie pojawiła się w drzwiach mojego domu.
- Diana? Skąd wie...
- Ciii – przerwała moje pytanie – ubieraj się. Idziemy na spacer.
Co miałem zrobić? Poszliśmy...
Stary pijak próbował właśnie niestrudzenie kroczyć do przodu, chociaż głową haczył prawie o chodnik. Diana popatrzyła na niego z pogardą. Nic nie mówiliśmy, jedynie nasze kroki równomiernie stukały o powierzchnię dziurawych płyt chodnikowych. Może powinienem przejmować się tą ciszą, ale w jakiś sposób czułem, że słowa nie są potrzebne. Po prostu szliśmy przed siebie.
- Pamiętasz – zaczęła w końcu niespodziewanie – to co ci mówiłam przy drodze?
Oczywiście nie pamiętałem ani słowa. Cała ta sytuacja była dla mnie zbyt dziwaczna, żebym mógł zrozumieć, co mówiła. Zanim jednak zdążyłem otworzyć usta usłyszałem jej głos.
- Nie martw się. Dzisiaj będzie więcej. Dzisiaj zrozumiesz więcej – powiedziała głosem tak spokojnym, jakby mówiła o pogodzie.
’Tylko czego więcej?’ – pomyślałem. Postanowiłem jednak darować sobie to pytanie. Wyjaśni mi w swoim czasie. Trzeba przyznać, że potrafiła rozbudzać moją ciekawość.
Jej ręka delikatnie zacisnęła się na mojej. Popatrzyłem na nią. Czy to możliwe, by była jeszcze piękniejsza niż poprzednio? Noc zdecydowanie służyła jej urodzie. Była jakby wyraźniejsza niż w dzień. Wtedy chyba pierwszy raz pomyślałem – ‘Całe szczęście, że nie wyrzuciłem tego pudełka. Że zadzwoniłem’. Chociaż kto wie, może i bez tego by mnie znalazła?
Cichy dźwięk otwieranych drzwi samochodu oderwał mój wzrok. Granatowi. Oczywiście w najgorszym możliwym momencie.
- Dobry wieczór – zabrzmiało znudzonym głosem - Dokumencik proszę.
Nie było nawet północy. Tradycyjnie czepiali się normalnych ludzi, zamiast zająć się pijusem na ulicy.
- Przykro mi, ale nie mam przy sobie, panie władzo – odezwałem się z udawanym szacunkiem. Tak naprawdę będę nimi gardzić przynajmniej dopóki nie złapią zabójcy własnego komendanta.
- Taaa – przeciągnął wąsaty gliniarz zgrywający chyba Chucka Norrisa w jego niezapomnianej roli – a co tu robisz?
- Spacerujemy, proszę pana. Po prostu.
- Spacerujecie?! – powtórzył akcentując końcówkę słowa, zdziwiony jak gdybym przyznał się do wielkiej zbrodni. Popatrzył na mnie podejrzliwym wzrokiem. W tym momencie odezwał się z samochodu jego koleżka.
- Dobra, zostaw chłopaka, mamy wypadek na Nakielskiej. Jakiś pijak wpadł pod samochód.
Gliniarz jeszcze raz łypnął na mnie robiąc minę strażnika Teksasu, po czym odwrócił się w stronę samochodu i odszedł szybkim krokiem. Spojrzałem niepewnie na Dianę. Stała, przypatrując się księżycowi, jakby nic się nie stało.
- Dziwne, że ciebie się nie czepiali – rzuciłem trochę niezdecydowanie.
- Może się im spodobałam? – odparła, podchodząc bliżej

***

Powolnym krokiem prowadziła mnie środkiem ledwie widocznej leśnej ścieżki. O ile w ogóle była to ścieżka. Samemu miałbym teraz kłopoty z odszukaniem drogi powrotnej. Gdy odwracałem głowę do tyłu, widziałem już tylko gęstwinę drzew, oświetlonych blaskiem księżyca w pełni. Nasze cienie wyrastały przed nami, jakby prowadząc nas w głąb lasu. O nic nawet nie pytałem. Odpowiedziałaby, że za chwilę przekonam się sam. Gdzieś blisko pohukiwała sowa. Znowu przypomniały mi się filmy Lyncha. ‘Sowy nie są tym, czym się wydają’ – pomyślałem odruchowo, przypominając sobie „Miasteczko Twin Peaks”. A może powiedziałem to na głos? Najwyraźniej jednak musiałem powiedzieć, bo Diana odwróciła do mnie głowę i wyszeptała powoli :
- Nic nie jest tym, czym się wydaje. Nic...
Stanęła przede mną i nieśpiesznym ruchem uniosła głowę do góry. Włosy łagodnie opadły na jej ramiona.
- Rozejrzyj się – powiedziała lekkim tonem, którego jeszcze nie znałem – Wsłuchaj się. Poczuj. -
Posłusznie zadarłem głowę. Czytałem gdzieś, że uczucie do osoby płci przeciwnej, podobnie jak narkotyki, uwalnia do organizmu pewne specyficzne hormony, które zmieniają zupełnie postrzeganie świata. ‘Sporo muszę mieć ich teraz we krwi’ – pomyślałem. Nie wiem w jaki sposób, ale rzeczywiście czułem... CZUŁEM... Każdą żywą cząstkę tego lasu.
’Odczuj elementarną przyjemność swojego istnienia. Odczuj, że JESTEŚ.’ - usłyszałem głos w swojej głowie. Byłem tak oszołomiony, że chwilę zajęło mi zdanie sobie sprawy, że to głos Diany. Narastał z każdym wyrazem. Wkrótce przestałem rozróżniać słowa. Trafiały do mnie jak monotonna, jednostajna muzyka. Czułem, jak ich znaczenie omija mój umysł i przenika prosto do podświadomości. Rozejrzałem się wokół. Z zaskoczeniem zauważyłem, że leżę na ziemi. Cała jakby falowała, trzęsła się i pochłaniała mnie swoją miękkością. Poczułem na sobie zimne ciało Diany i jej niesamowity pocałunek, zostawiający jakiś bliżej nieokreślony, ale dotkliwie ulotny posmak. Miałem wrażenie, że jesteśmy we wnętrzu szklanej kuli, na powierzchni której migoczą różne barwy i kształty. Coś naginało moją psychikę, zupełnie niezależnie od mojej woli. Nagle straciłem grunt pod plecami. Na policzkach poczułem chłodny powiew wiatrów wiejących wysoko ponad lasem. Prawa fizyki zostały zapomniane.

***

Warkot wielkiego silnika narasta. Zbliża się, teraz jestem już tego pewien. Jeszcze tylko chwila. Oślepiony światłem zamykam oczy. W moich objęciach Diana wydaje mi się jeszcze zimniejsza niż zawsze. Niezwykłe. Jak ona cała. Nie można opisać, tego co dała mi w tym krótkim czasie. Gdyby nie ona, pewnie piłbym teraz tanie wino z chłopakami. Właściwie, to żal mi ich. Teraz dopiero wiem, że życie bez Diany było lizaniem cukierka przez szybę. I wreszcie będę miał okazję odwdzięczyć się jej za to. Głuchy stukot kół wypełnia moją czaszkę. Już prawie. A oni zostaną tutaj. Szkoda, że nie mieli okazji jej poznać. To wszystko potoczyło się tak szybko...

***

- Jak mi się podobało?! Diana!.. To...to było...najlepsze co mnie w życiu spotkało. Ale jak... - po raz kolejny przerwała moje pytanie przykładając mi dłoń do ust
- Chcesz wiedzieć? – spytała uśmiechając się wręcz figlarnie – jeszcze dziś możesz się przekonać. Tamto, w lesie, to była tylko namiastka. -
Patrzyłem na nią wzrokiem, który określiłbym jako mieszaninę zachwytu z niedowierzaniem. Kim ona tak naprawdę jest? Nie po raz pierwszy zadawałem sobie to pytanie.
- Diana, poczekaj. Ja już się gubię w tym wszystkim. Powiedz, kim właściwie jesteś? – zacząłem najpoważniej jak potrafiłem. W odpowiedzi usłyszałem jej uroczy śmiech.
- Słodki jesteś – odparła wesoło. Podobno, gdy kobieta mówi ci, że jesteś słodki, tracisz wszystkie szanse. Nie podobało mi się to.
– Przecież sam możesz sobie odpowiedzieć na to pytanie... – przerwała na chwilę, po czym spojrzała na ścianę za mną – Chcesz, żeby to, co stało się tam, w lesie, trwało wiecznie? -
Ze zdziwieniem usłyszałem swój własny, przytłumiony głos, jakby dochodzący z wnętrza papierowej tuby – Tak, Diana. Chcę...

***

Dziwne, nawet nie próbuje hamować. Sądziłem, że jednak wciśnie pedał. Zresztą to i tak bez znaczenia, nie zdążyłby. Na wątpliwości też już za późno. Mam ochotę się roześmiać, ale jakiś skurcz ściska mi usta. To się dopiero nazywa zaufanie. Kilka dni znajomości i stoję tu na szosie, w oczekiwaniu na poznanie...właściwie to nawet nie wiem czego. Chyba wszystkiego. Perfekcyjnej doskonałości niebytu, jak to określiła. Czuję już ostatni podmuch ciężarówki. Przedni zderzak prawie dotyka mojej klatki piersiowej. Otwieram oczy, by spojrzeć jeszcze na Dianę. Tak podświetlona wygląda jak anioł. Uśmiecha się. Niesamowity widok. Jestem szczęśliwy...


komentarze
~Pan S
xxx-18o2.pl
2005-05-12, 19:16:01:
go��
Nieudolne opowiadanie!czy ty wiesz co dokladnie chciales napisac! Widać w tekscie proby pisania czegos w stylu romansu ale bardziej to przypomina zwykle Harlekiny z kiosku za grosze!!! A gdzie tu liryka!!??moze i jest ale slabo sie ukazuje moze chciales ja ujawnic przez pisanie przeklenstw!?tak czy tak nie wyszlo to zbyt lirycznie! Jedyne co moze sie spodobac to np. porownania emocji do przedmiotow. Ale nie zawsze byly trafne!A poza tym opowiadanie moze byc czytane w domu starcow przynajmniej tam bedzie to wygladalo jak by ktos tego sluchal.

avatar Misfit
gluciorrowp.pl
2005-05-12, 19:57:18:
Tak, biorę kwasa, jestem OK.
Drogi panie S. Nie jestem pewien, czy ze mnie jest nieudolny pisarz, czy też może z pana nieudolny komentator! Widzę, że nie zrozumiał pan z opowiadania dokładnie nic a nic. Jeśli chce pan komentować moje utwory, proszę o wnikliwszą analizę. Alternatywna sztuka młodego pokolenia, ma to do siebie, że nie koniecznie wszystko musi być podane na talerzu. Ja rozumiem, że opowiadanie może się nie podobać, ale z romansu, wypraszam sobie, nic ono nie ma. Proszę przeanalizować sobie chociażby scenke z policją. Czy Diana jest aby zwykłą dziewczyną?
--
Na polach, w lasach i w świecie zwierząt mających tam schronienie, a tak naprawdę w każdym ogrodzie, można spostrzec rzeczywistość jako coś nieskończenie bardziej prawdziwego, starszego, głębszego i bardziej godnego podziwu niż wszystko, co stworzył człowiek, jako coś, co przetrwa, gdy martwy, mechaniczny i betonowy świat znów zniknie, pokryty rdzą i zamieniony w ruinę --- gg. 7862211

avatar Lorelai
2005-05-12, 22:38:22:
mechanik liryczny
Ogólnie, wydaje mi się, że opowiadanie nie pomieściło tego wszystkiego, co chciałeś w nim przekazać. Takie mam wrażenie po przeczytaniu. Diana rzeczywiście nie jest zwyczajną osobą i to widać. Jest w niej coś niezwykłego, może nawet paranormalnego, ale wg mnie za mało na ten temat zostało powiedziane. Bardzo krótki ten tekst. Fenomen dziewczyny nie zostaje opisany zbyt dokładnie, przez co czytelnikowi może zwyczajnie umknąć. Pojawia się taka zagadka na horyzoncie, ale zanim człowiek zdąży jej się przyjrzeć, znika. Radziłabym wymyślić więcej - nawet z pozoru błahych - sytuacji, które potrwierdzałyby jej niesamowitość. Jest ta scena z policjantem, ale ogólnie robi małe wrażenie. Brakuje czegoś naprawdę mocnego.

Reakcje, które osoba Diany wywołuje w Twoim bohaterze są ogromne, ale właściwie widać tylko efekty. Cały proces "uzależniania", czy "zaczarowywania" chłopaka zostaje załatwiony w kilku zdaniach. Ten związek, który jak sądzę, w zamierzeniu miał być naprawdę skomplikowany, złożony i w pewien sposób odrealniony, zostaje poprzez nadmierną zwięzłość i oszczędność formy bardzo uproszczony.

Zgadzam się, że nie wszystko musi być podane na talerzu, ale tutaj znów wydaje mi się, że podane jest za mało. Brak mi jakiegoś przesłania, które by z tego płynęło. Czemu właściwie miała służyć cała ta "akcja" z samobójczym spacerem po jezdni?? Co śmierć miała dać chłopakowi?? Naprawdę, to jest zbyt zagmatwane. Jestem pewna, że była jakaś wizja i to pewnie całkiem głęboka, ale nie udało jej się uchwycić. Opowiadanie potoczyło się za szybko i było zbyt "oszczędne".

Nie spodobały mi się te wszystkie wulgaryzmy. W zasadzie nie mam nic przeciwko nim w innych tekstach, ale tutaj nie pasowały. Np. "Kupowałem przecież tylko pieprzony neo-angin..." - dlaczego i po co "pieprzony"? Zazwyczaj takie słowa mają za zadanie podkreślić jakieś wyjątkowe napięcie, czy emocje, ale w tym wypadku czegoś takiego nie było. Wydaje mi się, że takie określenie pudełka z lekiem, które niczemu nie zawiniło jest przesadą:] W tekście po prostu nie widzę tak mocnych emocji, które wymagałyby podkreślenia wulgaryzmami.

I chyba tyle. Zobaczymy, co wymyślisz dalej.
Pozdrawiam:)

avatar Dark Side Of The Moon
2005-05-13, 01:22:36:
wędrowiec
Zacznę od wad:
- forma zbyt krótka - momentami gubiłem się w akcji,
- wulgaryzmy (sprawa jasna) - nie w tego rodzaju opowiadaniu. Gdybyś pisał o gangsterach, o ulicznikach - nie ma problemu. (i to tanie wino z chłopakami - rozpieprza klimat),
- zdania momentami zbyt proste - spróbuj wpleść w opowiadanie odrobinę liryczności, baw się słowami, spraw aby czytelnik płynął przez nie.
- nie znalazłem konkretnego przesłania,
- ubogie słownictwo
- zakończenie powinno powalić na kolana - a tego nie zrobiło

Zalety:
- podoba mi się forma porozrzucanych wątków, przeskoków akcji (kojarzą mi się takie filmy jak Memento czy Mulcholand Drive)
- świetna treść - może i bez przesłania, bez jakiejś konkretnej myśli, ale podoba mi się (szczególnie pomysł z oczekiwaniem przy drodze, ze światłami - nadało to klimat),
- metafizyka - uwielbiam magię, taką współczesną, taką niewyjaśnioną, taką bez fajerwerków i wybuchów.

To chyba tyle - przemyśl sobie

Pozdrawiam:
Filip Sconopi
--
Podpis:

avatar tera
hysterictlen.pl
2005-05-13, 10:00:50:
mechanik liryczny
niski poziom komentarzy to znamienna cecha tego forum. opowiadani jest słabe formą, w pewne momenty się powtarzaja, czuc jeden ton pisania i chwilową monotematyczność. ale to nei romans fizyczny, to nie osoba, to nawet nie jaźń. niech no sie ludzie skupią! bo ten motyw opowiadania jest klarowny, choćby w aptece.

jak autor ma przejmować sie krytyką która nawet nei wie co pisze??

wulgaryzmy mogą zostać, tanie wino również. dodaj nawet denaturat tylko uporządkuj to ciekawie i wstaw w odpowiednie miejsca. 'to nei pasuje do klimatu', 'wulgaryzmy', 'tanie wina' to jest dopiero sztuczna sztuka. nie pouczaj tak.
--
"respect my autority" - Eric Cartman

avatar Misfit
gluciorrowp.pl
2005-05-13, 16:39:36:
Tak, biorę kwasa, jestem OK.
Dzięki za opinie, pod ich wpływem postanowiłem co nieco pozmieniać w utworze.

Lorelai - myślę, że zawarłem w utworze, przekaz jaki chciałem w nim zawrzeć. Inna sprawa, że może nie być tak łatwo do niego dotrzeć. Ale rozumiem, co masz na myśli i chyba rzeczywiście zbyt mało uwagi poświeciłem na wewnętrzne przeżycie "uzależniania" bohatera.

Dark Side - no masz rację, z prostotą zdań. Ale to moje pierwsze opowiadanie, myślę, że z czasem będzie to wyglądać lepiej. Nie zgodzę sie na pewno co do braku przesłania - zdecydowanie zawarłem w tym utworze przesłanie i myślę, że można je odkryć.
Dobrze, że klimat i porozrzucanie wątków się podobają, bo na to głównie postawiłem pisząc to.

Co do tych wulgaryzmów, chodziło mi o to, że bohater jest po prostu zwyczajnym chłopakiem, któremu zdarza się przeklnąć jak każdy. Chociaż faktycznie gdzieniegdzie były trochę mogły psuć.

Tera - miło, że ktoś tutaj ma pojęcie o czym piszę :) Co do tej monotematyczności - opowiadanie jest chyba na to skazane, zbyt mało miejsca jest na jakieś poboczne wątki.
--
Na polach, w lasach i w świecie zwierząt mających tam schronienie, a tak naprawdę w każdym ogrodzie, można spostrzec rzeczywistość jako coś nieskończenie bardziej prawdziwego, starszego, głębszego i bardziej godnego podziwu niż wszystko, co stworzył człowiek, jako coś, co przetrwa, gdy martwy, mechaniczny i betonowy świat znów zniknie, pokryty rdzą i zamieniony w ruinę --- gg. 7862211

~Pan S
xxx-18o2.pl
2005-05-14, 17:13:55:
go��
Chcialbym zauwazyc ze jedyna pochwala calosci opowiadania jest zwykly prosty debiutant czyli ktos co nie jest zbyt zaangazowany w pisownie(czytaj "Tera") wiem ze nie ma czegos doskonalego ale te opowiadanie napewno nie ma chodz kropli w morzu doskonalosci! Ja sie przychylam rowniez do wszystkich wad jakie byly w utworze wypisane przez osoby komentujace! I jedyne co mozna pochwalic lub dac plusa(malego)jest zmiennosc akcji. A jezeli jest ze mnie taki nieudolny komentator to dlaczego znajduje sie na tej stronie z opowiadaniem tyle wad i nieudolnosci!?Chyba ze "Misfit"namowi przyjacil aby oni chodzi jeden dobry komentarz napisali...

avatar Misfit
gluciorrowp.pl
2005-05-14, 19:29:09:
Tak, biorę kwasa, jestem OK.
Drogi panie S. Naprawdę żałosne jest to co pan pisze. Stanowczo proszę, aby pan czytał to, o czym się wypowiada! Tera nawet nie pochwalił mojego opowiadania! "Jest słabe formą, pewne momenty się powtarzają, czuć jeden ton pisania i chwilową monotematyczność". Czy to jest pochwała? Tera po prostu zauważył, jak bardzo lekceważący musi mieć pana stosunek do tekstów, które decyduje się pan komentować, skoro nazwał pan romansem opowiadanie, które nawet nie traktuje o prawdziwej kobiecie. Pana argumenty są wyjątkowo śmieszne. Co mają wady mojego opowiadania (do których się przyznaję) do pana nieudolnego komentarza (do którego boi się pan przyznać)? Jeśli pan nie czyta tekstów uważnie i nie zauważa bardzo prostej metafory, to za przeproszeniem, gówno mnie obchodzi pana komentarz. I wypraszam sobie wszelkie insynuacje dotyczące moich przyjaciół. Przecież to żałosne co pan pisze. Ale proszę, niech pan jeszcze powyżywa się na "prostych debiutantach", którzy oczywiście się nie znają na literaturze (no bo jak debiutant może się znać?)...
--
Na polach, w lasach i w świecie zwierząt mających tam schronienie, a tak naprawdę w każdym ogrodzie, można spostrzec rzeczywistość jako coś nieskończenie bardziej prawdziwego, starszego, głębszego i bardziej godnego podziwu niż wszystko, co stworzył człowiek, jako coś, co przetrwa, gdy martwy, mechaniczny i betonowy świat znów zniknie, pokryty rdzą i zamieniony w ruinę --- gg. 7862211

avatar telesfor fuszczykiewicz
nikodinxo2.pl
2005-05-15, 01:56:56:
mechanik liryczny
Co pan nie powie panie S. Tak się składa, że jestem przyjacielem Misfita i podoba mi się to opowiadanie. Naprawdę! I nikt mnie nie namawiał żebym napisał ten komentarz. Jeżeli pan nie masz poważnych argumentów to schów się pan pod ziemie z wyśmiewaniem 'zwykłych prostych debiutantów'. Proszę najpierw napisać wiersz na poziomie Tery lub opowiadanie na poziomie Misfita a potem wypisywać bzdury że opowiadanie to romans. Jak mi wiadomo to pan nawet nie jest tutaj debiutantem tylko zwykłym gościem, więc proszę zachować więcej rozwagi i wykazać się należytą bystrością.

pozdr tf

~Pan S
2005-05-15, 11:34:33:
go��
Widze ze nie wygram z Toba i Twoimi przyjaciółmi bo chyba jednak tylko im sie podoba to opowiadanie. A ja juz nie bede nic pisal natemat Twoich opowiadan bo szkoda mi mojego cennego czasu na cos co nie jest tego warte. A wiec prosze bardzo moze sie Pan zamknac w wlasnym maly swiecie i pisac dalej opowiadania(dla przyjaciol)

avatar Misfit
gluciorrowp.pl
2005-05-15, 13:33:04:
Tak, biorę kwasa, jestem OK.
Haha, Panie S. widzę, że dość łatwo daje się pan naciągnąć na widoczne prowokacje. I całe szczęście, bo męczyła mnie już dyskusja, w której nie przytoczył pan żadnych kontrargumentów na moje oskarżenia tym samym potwierdzając je.
--
Na polach, w lasach i w świecie zwierząt mających tam schronienie, a tak naprawdę w każdym ogrodzie, można spostrzec rzeczywistość jako coś nieskończenie bardziej prawdziwego, starszego, głębszego i bardziej godnego podziwu niż wszystko, co stworzył człowiek, jako coś, co przetrwa, gdy martwy, mechaniczny i betonowy świat znów zniknie, pokryty rdzą i zamieniony w ruinę --- gg. 7862211

O utworze:

wyświetleń:1171
komentarzy:11


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Misfit
          lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.