avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


21 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
Naamah Di.
...by przelać świeży grzech na papier...
opowiadania
dodano:
6 marca 2005, 16:16:11


Wampirzyca (realiści... możecie nie czytać)

Od dawna prowadziła życie, które budzi wstręt u wszystkich istot żywych. Sama nazywała je najczęściej wegetacją. W XXI wieku ona jedna wierzyła w wampiry, ponieważ sama miała z nimi kontakt. Ba! Sama była jednym z nich od 10 roku życia. I na dodatek przypuszczała, że jednym z niewielu na tej planecie. W swoim mieście była zupełnie sama.

Miała na imię Sandra, przynajmniej to jedno pamiętała przed ukąszeniem. Zresztą mogłaby równie dobrze nie pamiętać, bo i komu niby ma się przedstawiać? Chyba jedynie szczurom w kanałach, ale nawet te uciekały przed nią. Była wysoką blondynką, niezwykle piękną. Urodę zawdzięczała wampirzym genom tak samo, jak inteligencję i zmysł orientacji. Nienawidziła siebie za to. Za dnia musiała ukrywać się w kanałach i starych ruderach, w nocy wychodziła i żywiła się zwierzętami, krwią bezpańskich psów... Odeszłaby stąd dawno, ale nie miała na tyle siły, aby przekształcić się w nietoperza. Żywienie się czymś takim, pozwalało jej na przeżycie z dnia na dzień. Już 6 lat prowadziła taki byt. Przeklęty i bolesny. Głód atakował ją od wewnątrz powoli przesuwając się po całym ciele. W te dni, kiedy nie miała czym zaspokoić wampirzej części, potrafiła rzucić się nawet na bezwartościowe szczury, aby tylko zająć czymś szczęki. Jednak kiedy ból dochodził do oczu, mózgu i jej, i wampira, szalała. Gdyby spotkała po drodze dziecko, rzuciła by się na nie. Nie miała odwagi sięgnąć po dorosłego człowieka, wciąż była za słaba i jej ciało zdawało sobie z tego sprawę.

Nadszedł kolejny wieczór, jeden z tych dni, kiedy głód, jak jeszcze jeden potwór w jej ciele, przejął stery umysłu. Powoli wyszła ze starej, remontowanej budy, rzucając gniewne, czerwone spojrzenia. Jej źrenice były rozszerzone, wskazywały rozdrażnienie. Kiedyś obiecała sobie, że nie tknie człowieka, że nie przekaże piętna dalej. Mimo to zdawała sobie sprawę, że nie zawsze będzie w stanie panować nad zmysłami. W każdym razie do tej pory jej to wychodziło. Czasem odwiedzała ją myśl: „ ugryźć, przekazać piętno, zaspokoić ten piekielny głód i opuścić to miejsce…”. Wiedziała dobrze, że nie może tego zrobić. Nie obarczy takim brzemieniem kolejnej, niewinnej osoby. Ten, który ją ugryzł, działał właśnie pod wpływem tego impulsu. Gdy jajo dojrzało, jej umysł oplotły macki wampirzego, porozmawiał z nią. Przeprosił i mówił, że ona sama go kiedyś zrozumie. Teraz już wiedziała co miał na myśli.

Idąc powoli przez puste ulice, spoglądała w jasne oblicze księżyca. Zastanawiała się właśnie, czy wilkołaki też mają takie problemy. Od jakiegoś czasu wierzyła w istnienie wszystkich, rzekomo fikcyjnych, postaci. Jej wywody przerwał cichy skowyt. W małej uliczce leżał dość duży pies. Jej oczy, w blasku księżyca, przybrały odcień jeszcze głębszego szkarłatu. Podniosła górną wargę, obnażając białe kły. Smukłe palce zacisnęły się w pięść i lekko szybując nad ziemią zbliżyła się do zwierzęcia. Pies był najwyraźniej ranny, ponieważ mimo przerażenia w jego oczach i strasznego skowytu jaki teraz wszczął, nie ruszył się z miejsca. Dwa serca dziewczyny zaczęły bić szybkim tempem, jedno prześcigało drugie. Nie myślała o niczym. Obojętny księżyc rzucał cień na ścianę, na której malowała się scena rodem z horrorów. Wysoka postać powoli zginała się nad ciemnym kształtem. Głucha cisza była przerywana cichym sykiem. Po chwili jęk i odgłosy ssania odbiły się od murów, jedynych świadków posiłku przeklętego wampira. Przynajmniej tak się Sandrze wydawało.

Po paru minutach wstała i otarła zakrwawione usta rękawem. Zawsze bawiła ją łatwość z jaką zdobywała odzież. Po prostu brała ją z niskich balkonów. Mogła już swobodnie myśleć, jej głód trawił teraz świeżą dawkę psiej posoki. Odwróciła się równie powoli i… stanęła jak słup soli. Widziała bardzo dokładnie małą dziewczynkę, bardzo bladą, z wyciągniętą ku niej ręką. Potrząsnęła głową, tak że jej jasne włosy oplotły twarz i zasłoniły oczy. Jednak zaraz wróciły do swojego normalnego stanu tak, jakby wiedziały gdzie ich miejsce. Gdy spojrzała jeszcze raz, obraz zniknął.
- Znowu księżyc płata mi figle.
Powiedziała z lekką urazą, jakby oskarżając jedynego sprzymierzeńca o zdradę. Nie uszła paru kroków, a mała postać znowu stanęła przed nią. Tym razem tak blisko, że wyciągnięta w dalszym ciągu dłoń, przeszła przez jej ciało. Poczuła zimny dreszcz, nie miała pojęcia co się stało. Miała wrażenie, że skądś zna tą smutną, malutką i bardzo bladą dziewczynkę w zielonej sukience, tylko nie wiedziała skąd. Puste spojrzenie małej patrzyło przez ciało Sandry na coś poza nią. Obejrzała się, sama nie wiedząc po co. Zobaczyła tylko płotek z drewna i stary, prawie rozburzony dom. Znów spojrzała na dziewczynkę, ta poruszała bezdźwięcznie ustami, ciągle nie opuszczając ręki. Starała się czytać z jej warg.
-Ojcze….niebie…święć…królestwo… PRZESTAŃ!
Krzyknęła z przerażeniem. Wypowiadanie strzępów modlitwy sprawiało jej taki ból, jak śmiertelnikom dotknięcie rozżarzonego żelaza. Zaczęła się zwijać i cofać gwałtownie. Teraz zauważyła co dziewczynka trzyma w wyciągniętej dłoni, zwykły krzyżyk. Dwa patyki związane sznurówką. Po kręgosłupie wędrowały dreszcze, a wampirze serce tłukło się, prawie przygniatając ludzkie, które było spokojne. Pewna część jej chciała się uśmiechnąć i dołączyć do modlitwy, ale druga połowa, ta silniejsza, pragnęła uciec w popłochu. W rezultacie tylko cofała się bardzo powoli. Było dla niej nie pojęte, że dziecko, takie jakie tyle razy chciała zniszczyć, teraz robi coś przeciwko niej. Przecież to mógłby być jej pokarm… mimo to nie mogła już nawet spojrzeć w jej bezbarwne oczy. Gdy zerknęła na krzyżyk, jarzył się bladym światłem. Sandra cofnęła się przerażona z bólem w sercu. Nagle poczuła ukłucie w plecach. Chciała odskoczyć, ale nie potrafiła. Na jej twarzy malował się taki wyraz, jakby cały świat stanął przeciwko niej. Odwróciła głowę i zobaczyła jej własną, czarną krew spływającą po płotku. Niepozorna zagroda okazała się bardzo stabilna i mocna. Chciała krzyknąć, ale czuła się tak, jakby nigdy tego nie robiła. Nie potrafiła. Teraz stała się tylko wampirem. Jedynie jej oczy pozostały ludzkie, jakby zwierze w niej ukryte nie potrzebowało ich. Zaczęła się szamotać, jedynie pogłębiając ranę. Czuła przeszywający ból w klatce piersiowej. Serce potwora miażdżyło wszystko o co uderzyło. Przed jej podrwionym spojrzeniem zaczęły migać slajdy z dzieciństwa. Zaczęła przypominać sobie kawałki życia. Teraz już wiedziała co to za rudera, skąd zna płot i dziewczynkę. To był jej dom i podwórko, a jej mordercą była ona sama. Wspomnienie zachowane gdzieś na dnie podświadomości, wcielone w życie jakąś nieznaną jej wampirzą mocą. Po zapadłych policzkach spłynęły zakrwawione łzy.

Rano słońce oświeciło płot z czarnymi plamami i kupkę popiołu. Poranek dokończył dzieła, spalił młodą wampirzycę. Tam gdzie stał duch małej Sandry, trawa przybrała kolor zgniłych liści.


komentarze
avatar Selena
2005-03-06, 16:38:02:
dualistka
Ciekawe zakończenie, szkoda tylko, że początek jest taki dosłowny.
Jedna uwaga - nie pisz "itp". W czyjejś wypowiedzi to może przejść, ale nie w tekście, którego język ma być przecież literacki.
Pozdrawiam.
--
Life seems to me like a Japanese picture which our imagination does not allow to end in the margin. Oliver Wendell Holmes

avatar Kamil Ma?ek (Anonim)
2005-03-06, 17:05:14:
Figiel Castrator
Wybacz. Jadę na prochach. Zaczynam czepianie.
1. WAMPIREM STAŁA SIĘ W WIEKU? 10 lat... Czyli jako mała dziewczynka. Ciało wampira jest martwe. Więc powinna być małą dziewczynką. Wampiry nie rosną, bo jak ma rosnąć martwe ciało? Wiesz, stworzyła je fikcja litereacka, zaczęło się od Draculi...
2. "Jednak kiedy ból dochodził do oczu, mózgu i jej, i wampira, szalała." Rozumiem to zdanie albo tylko mi się zdaje. Ból dochodził do oczu. Dochodził do mózgu. Dochodził do "jej"? I wampira. Tylko to "jej" dla mnie jest niezrozumiałe. Prosiłbym o PMa albo kontkakt na GG ;]
3. "Gdy jajo dojrzało, jej umysł oplotły macki wampirzego" czego...? Głodu? Nie wiem. Wg mnie tam jest niedokończona myśl.

Taak. Koniec. Piękny i smutny koniec. Wybacz moje czepianie się. Nie musisz tego traktować nazbyt poważnie. Podoba mi się. Przypomniało mi opowiadanie które przeczytałem kiedyś... Nie pamiętam tytułu. Też o dziewczynie - wampirzycy. Żyła na cmentarzu z innymi. Nie będę sie o nim rozpisywał bo to nie o to chodzi ;]

Gratuluję.

avatar Selena
2005-03-06, 17:38:26:
dualistka
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
Kamil, nie zaczęło się od autora Draculi. Wampiry to mity słowiańskie (wąmpierz), więc mają znacznie ponad dwa tysiące lat (sami krwiopijcy występowali również w innych mitach, ale trochę się różnili od znanych nam wampirów).
Co do dwóch mózgów, skojarzyło mi się to z dwiema duszami - według mitów słowiańskich, gdy człowiek umiera, jedna dusza idzie do raju (czy raczej Wyraju), druga zostaje przy ciele (również wampirzym).
Karina stworzyła wampira, któremu kilka lat zajmuje przemiana, więc po sześciu latach bohaterka ma jeszcze swój mózg i (już) mózg wampira.
Podobny motyw stworzył autor słynnej serii o Nekroskopie - tylko tam wampir był pasożytem, który oplatał mózg i przejmował władzę nad ciałem.
--
Life seems to me like a Japanese picture which our imagination does not allow to end in the margin. Oliver Wendell Holmes

avatar Karina
karinop.pl
2005-03-06, 18:27:17:
...by przelać świeży grzech na papier...
Seleno BRAWO! nie myślałam że ktoś to tak wnikliwie rozgryzie!! masz u mnie 6+ :)

Chyba ty zrozumiałaś o czym pisałam :)

pozdrawiam
--
Śmierć była wszędzie... była połową świata... I nie było nigdzie tęczy... "Spójrz na to optymistycznie"- powiedział pan Bóg i odszedł.

avatar Selena
2005-03-06, 18:31:44:
dualistka
Napisałam serię opowiadań o pewnej wampirzycy, żyjącej ponad tysiąc lat...
Poza tym, jak chyba widać, uwielbiam słowiańskie mity.
Pozdrawiam
--
Life seems to me like a Japanese picture which our imagination does not allow to end in the margin. Oliver Wendell Holmes

avatar Kamil Ma?ek (Anonim)
2005-03-06, 20:33:46:
Figiel Castrator
Wybaczcie drogie panie. Jam idiota przeto... :]

avatar Iga
iga_mato2.pl
2005-03-07, 10:21:46:
a jeśli za minutę umrzesz?
Karino "PZESTAŃ!" chyba byłas głodna? :D

A co do prowadzonej tu dyskusji.
Nie znam się na mitach, więc tę kwestię zostawiam specjalistce :) Oddawanie mitu jest ciekawe, ale moim zdaniem przesadzone są dwa serca. Wampir moze i ma dwa umysły, ale logiczne wydaje mi się, ze powinen miec je tylko na początku swojej "kariery", a potem już nie. Dwa serca to dwa organizmy w jedym ciele, dwa kwioobiegi, dwie aorty i tak dalej, gdzie ona to zmieściła ?
Druga sparwa, już może mniej ważna, ale jednak dość znaczna.
Chciałam i miałam nadzieje, ze przeczytam coś nowego, a nie "wtórnego", jak to zwykle pisze się przy niezbyt ciekawych wierszach :P
Tak szczerze powiedziawszy, to rozbawiły mnie dwa serca, a opowiadanie wcale nie było smutne. Może dlatego, że malo opisów?
Czytając Wiedźmina, też mamy do czynienia z wampirem. Co więcej Sapkowski również opiera się na mitach, wierzeniach itd, a jednak potrafł stworzyć coś nowego. Przeciez jego wampir był abstynentem!
Przemyśl to, może udałoby się napisać coś zupełnie nowego?

avatar Lorelai
2005-03-07, 11:11:24:
mechanik liryczny
Nie znam się zbyt dobrze na mitologii, ale mimo to mam słabość do wątków wampirycznych, więc opowiadanie przypadło mi do gustu.
Zwróciło moją uwagę to, że Sandra miała dwa serca: ludzkie i wampirze. Tak jakbyś chciała powiedzieć, że nawet to, co wydaje się złe, nie jest złe do szpiku kości.
Może rzeczywiście w tematyce nie ma nic szokująco oryginalnego, ale można się było tego domyślić po tytule. Mogli przeczytać tylko zainteresowani.
Ja tam czekam na więcej, bo mi się naprawdę podobało.

avatar Iga
iga_mato2.pl
2005-03-07, 11:23:46:
a jeśli za minutę umrzesz?
Hmmm, nie jestem aż taką realistką, ale brakuje mi czegoś oryginalnego, czegoś co należałoby tylko do Kariny!

avatar Lorelai
2005-03-07, 13:50:18:
mechanik liryczny
No jak to? A czy sama Sandra nie należy tylko do niej??

avatar aventia
aventia_anistenbit.pl
2005-03-07, 16:45:05:
/idiotka na KaCu/
Jestem pod ogromnym wrażeniem.
Ale cóż. Przyczepię się.
"Święcię"???????
"Święć Się Imię Twoje". :)
--
res sacra miser

avatar Karina
karinop.pl
2005-03-08, 12:14:33:
...by przelać świeży grzech na papier...
[komentarz edytowany przez autora wpisu]
co do komentarza Igi; dwa serce nie muszą mieć osobnych krwioobiegów itp. nie chodziło mi tu o aspekty związane z biologia, bardziej na przekazie. Myśle że dobrze to ujęła Lorelai.

serce wampirze działa na zasadzie pasożytnictwa. Moment który opisałam, to ten, w którym ciało jeszcze nie osiągneło pełnej formy a wampir jeszcze sie nie rozwinął. Dziewczyna potrafila jeszcze podejmować własne decyzje. to serce poprostu "dołączyło" na pewien czas do jej serca. Coś jak jemioła z drzewem. po pewnym czasie wszystkie cechy ludzkie zanikają i człowiek staje się już tylko wampirem.

ale dzięki za komentarze

ps. to opowiadanie to moje dziecko Iga :)
--
Śmierć była wszędzie... była połową świata... I nie było nigdzie tęczy... "Spójrz na to optymistycznie"- powiedział pan Bóg i odszedł.

avatar Dark Side Of The Moon
2005-03-09, 00:01:22:
wędrowiec
Na początku chciałbym wyjaśnić wątpliwość Kamila. cyt."Jednak kiedy ból dochodził do oczu, mózgu i jej, i wampira, szalała."
Problemem jest znalezienie sensu w tym zdaniu. Domyśliłem się dopiero po czasie, o co Ci w tym zdaniu chodziło (tak sądzę). Oczy i mózg nie tylko ludzkie ale i wampirze. Logicznie rzecz ujmując oczy możesz opisać jako jej i wampira. O mózgu musiałabyś jednak mówić w liczbie mnogiej, aby zachować sens wypowiedzi. Moim zdaniem problemem będzie aby to przerobić, żeby w końcowym rezultacie trzymało się w logicznej całości, a co najważniejsze płynnie się czytało.
Zostawmy już nieszczęsne zdanie w spokoju. Myślę, że zobaczyłaś już swój błąd. Może znajdziesz jakieś dobre rozwiązanie... .
Przyczepię się odrobinę spraw technicznych. Piszesz poprawnie, zdania są składne (z kilkoma niedociągnięciami, których roztrząsać nie będę). Poprawnie nie znaczy pięknie. Opisujesz to, co widać, co słychać, co ma jaki kolor. Opowiadanie Twoje jest jakby scenariuszem - suchym beznamiętnym opisem zdarzeń jedno po drugim.
Kamilowi już nie raz wspominałem przy Jego opowiadaniach o rozpływaniu się opowieścią... . Proza jest sztuką porywającego słowa. Chciałbym, abyś w ten sposób spróbowała spojrzeć na ten temat. Nie kieruj się treścią, nie kieruj się długością czy dialogami. Chciałbym żebyś zaciekawiła mnie słowem...

Pozdrawiam:
Filip Sconopi
--
Podpis:

O utworze:

wyświetleń:1104
komentarzy:13


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

Naamah Di.
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.