avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2098)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4003 4001 4000 

Zmień skórkę


27 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
zlewkrwi
neutrino taonowe
opowiadania
dodano:
13 marca 2013, 11:34:58


O Rysiu, który stracił głowę

Dziwne - minęło już tyle czasu a wciąż nikt niczego nie widział i nie wiedział. Tymczasem chmury przewalały się po niebie, kłębiły podążając jak cień za Rysiem. Śnieg padał i padał. Biały puch narastał na głowie Rysia. Zimne płatki osiadały na oczach, tworząc coraz grubsze warstwy utrudniające widoczność. Na początku ciężko było w to uwierzyć, myślał, że może wszystko mu się tylko wydaje. W końcu to trochę nietypowe, żeby bez względu na porę roku i miejsce, śnieg padał zawsze, w dodatku tylko na jego głowę. Ryś nie był jednak drobiazgowy i nie martwił się tym za bardzo, przez koronkowe prześwity coś tam przecież widział, co prawda z dnia na dzień coraz mniej, ale brakujące fragmenty krajobrazu próbował sobie wyobrazić, jak puzzle składając w głowie obraz pamiętany z dawnych czasów. Najdziwniejszy wydawał mu się fakt, że najbliżsi zdawali się niczego nie zauważać. Ani krążących nad jego głową chmur, ani dziko wirujących płatków śniegu opadających na jego głowę. Na włosach z sopli lodu utworzyła się wielka biała puchowa czapa. Ciężkie od śniegu powieki otwierał z wielkim trudem, zaniechał więc codziennej walki z nimi i zamknął je jak do snu. Usta wypchane miał śniegiem, a język sztywny z zimna, tak, że kiedy próbował coś powiedzieć, słychać było tylko kłapanie szczęk. Nos także był zapchany, coraz trudniej było oddychać. Te wszystkie niedogodności nie dręczyły go jednak tak, jak to, że najbliżsi zdawali się zupełnie nie dostrzegać sytuacji w jakiej się znalazł. Zachowywali się tak jak zawsze, jakby zupełnie nic się nie zmieniło. Mimo, że, jak mawiał sobie w myślach, ‘nie takie rzeczy ludziom się przytrafiały’, to jednak domyślał się, że z coraz większą czapą na głowie i z wiecznie zamkniętymi oczami musi wyglądać po prostu głupio. Chwilami ogarniało go zniecierpliwienie. Jak to możliwe, że tylko on zauważa swoją dziwną głowę, zwłaszcza, że przecież to on ma zamknięte oczy, nie inni. Ale z nikim o tym nie rozmawiał, nikogo o nic nie pytał, tak jak i jego nie pytano o nic.
Do pracy chodził na oślep, trochę niesiony tłumem który również zdążał przed siebie, a trochę odtwarzając drogę w pamięci. Drzwi rozsuwały się same, winda trafiała zawsze na ostatnie piętro, dalej szedł niesiony szumem faksów, telefonów, przytłumionych rozmów, chrząknięć, stukotu obcasów przeplatającego się ze stukotem klawiatury, a jego zimny fotel czekał aż zapadnie się w niego, nie przestając wyobrażać sobie świata, aby móc jakoś funkcjonować. W myślach odtwarzał znajome przedmioty i ludzi, bał się, że zapomni jak wyglądają. Zwłaszcza często przypominał sobie twarz dziewczyny, którą bardzo kochał. Ale im częściej o niej myślał, tym bardziej jej obraz rozmywał się, oczy, usta i nos stawały się obce, nieznane. Wszystko co mu pozostało to jej głos. Opowiadała głównie o sobie. Słuchał historyjek o tym co robiła, i co porabiali jej znajomi, oraz znajomi jej znajomych. A kiedy tak mówiła i mówiła, odchodziła coraz dalej, stając się częścią tych wszystkich historii i ludzi, o których opowiada. Nigdy też nie robiła dłuższych przerw pomiędzy opowieściami, jak sądził dlatego, aby nie dać mu szansy zadania pytań, rozpoczęcia innego wątku, w którym – o zgrozo – mógłby pojawić się on sam, a wraz z nim, jego niewidzialny problem. Słuchał więc tylko potakując głową, z której sypał się puch, nawet jeśli łapał się na dziwnym wrażeniu, jakby jego dziewczyna mówiła w jakimś niezrozumiałym języku. Od czasu do czasui, kiedy chciał jej przerwać zaczynał całować ją jednym ciągiem aż do chwili kiedy znów założyli ubrania. Dziewczyna najwyraźniej nie widziała i nie czuła grudek śniegu zamieniających się w jej ustach w wodę, albo po prostu jej to nie przeszkadzało. Gdy tylko kończyli znów oddawała się swym podniecającym monologom. W nocy miewał złe sny, budził się krzycząc z ustami pełnymi śniegu. Pod przywalonymi śniegiem powiekami wciąż panowały ciemności, przez co coraz częściej nie odróżniał dnia od nocy. W dodatku z powodu ciągłej potrzeby wyobrażania sobie świata, przestał odróżniać jawę od snu. Przy tym cały czas musiał udawać, że wszystko jest w porządku. Czasami, gdy o coś zawadził, sople lodu odrywały się od głowy i spadały rozpryskując się po całej podłodze. Dziewczyna pytała wtedy swym podnieconym głosem „upadło ci coś Rysiu?”. „Filiżanka” – odpowiadał najczęściej. Dziewczyna kupowała mu więc kolejną filiżankę, oczywiście ulubioną, ustawiając w rzędzie imponującej kolekcji ulubionych, nie zastanawiając się specjalnie nad filiżankowym bilansem. Ryś nadal o nic nie pytał, nawet nie był pewien, czy mu się to wszystko po prostu nie śni. Ale bez względu na to czy budził się, czy zasypiał, w głowie czuł wciąż narastające zimno.
Któregoś dnia, a może nocy, kiedy płakał, nie wiedząc o tym, że płacze, zauważył że z zimna nie może poruszyć ani ręką ani nogą. Znieruchomiały tkwił więc biernie w łóżku, głowa tymczasem postanowiła przejąć sprawy w swoje ręce. Okazało się bowiem, ze jego ręce należały do głowy. Ku wielkiemu zdziwieniu, a nawet przerażeniu, głowa postanowiła pozbyć się sama siebie. Ostatecznie, przecież lepsza jakakolwiek głowa, niż żadna – pomyślał ze strachem, choć niekoniecznie w to wierzył. Nie zdążył się zastanowić, gdy poczuł, jak wielki ciężar odrywa się od jego ciała, oblodzona kula nakryta wielka górą śniegu sturlała się na długi czerwony dywan i potoczyła do stóp dziewczyny, która właśnie weszła do pokoju skupiona na swych olśniewających nowych butach. Dziewczyna niczego nie zauważyła, potknęła się tylko o wystający z kuli nos i wymamrotała : „Mógłbyś tu trochę posprzątać”. A wypowiedziała to gdzieś w powietrze, i wszystko co później mówiła, mówiła do kogoś kto nie istnieje. Stało się jasne, że nie był ani własną głową, ani resztą własnego ciała. Coś co było kiedyś jego oczami, obserwowało teraz podeszwy błękitnych szpilek dziewczyny. A coś co przypominało jego usta wydało z siebie jeszcze ostatni dźwięk, 'ale dziś upał' - wyszeptało aby powiedzieć cokolwiek, aby nie poczuła się urażona ciszą, która nasilała się przytłumiając wszystko wokół, prześwitując przez jej podeszwy, sukienkę, świetliste włosy i przezroczyste oczy, w których lśniły odłamki lodu.


komentarze
O utworze:

wyświetleń:486
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

zlewkrwi
  poprzedni   lista utworów   następny  

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.