avatar
niezalogowany
użytkownik:   hasło:    
pamiętaj mnie zapomniałem hasła
 
Jest-Lirycznie
poezja wybrana
poezja
poezja - szuflada
opowiadania
teksty
tłumaczenia
galeria
Społeczność
Wsparcie dla JL
download / last: 15
na marginesie
regulamin
test przeglądarki
FAQ
archiwum forum
forum
lista członków JL (2096)
znajdź osobę
Szukaj




Miniatura

ostatnio dodane obrazy:


4001 4000 3999 

Zmień skórkę


25 użytkownik(ów) na stronie

w tym zalogowani:
[brak]
avatar
sen muchy
mechanik liryczny
opowiadania
dodano:
10 czerwca 2012, 14:00:54


Historia pewnego początku

Była sobie kiedyś taka historia. On miał długie czarne wąsy i kilka kobiet za pasem. Ona, czerwonowłosa; o nadzwyczaj spokojnym, jak na posiadaczkę takiego koloru włosów przystało usposobieniu, związana z jednym partnerem w dalekiej przeszłości. Do tego kawiarnia, nic godnego uwagi, w jednej z łódzkich kamienic.

Z tego, co sobie przypominam, to był piątek. Listopadowe popołudnie, pierwszy śnieg na horyzoncie. On siedział znużony po pracy w kancelarii. W jednej ręce trzymał małe latte, a drugą przewracał kartki najnowszego wydania miesięcznika dla prawdziwych mężczyzn. Prawdziwy mężczyzna nie wiedział jednak, że jest obserwowany. Odkąd wszedł do kawiarni, ona nie oderwała wzroku od niego. Nie tak wyglądają romantyczne historie z lepkim od lukru zakończeniem. Najczęściej to mężczyzna zakochuje się od pierwszego wejrzenia - oczarowany kobiecą urodą, czy wdziękiem. Zamiana ról nie musi wcale oznaczać łez na koniec opowieści.

Wróćmy zatem do naszej historii. Oczywiście nie było tak, że ona wpatrywała się z miksturą podziwu i pożądania w oczach w każdego napotkanego mężczyznę. On miał w sobie to coś, co wyróżniało go spośród wielu osobników płci męskiej, którzy pojawili się w jej życiu. Od samego początku jej uwagę przyciągnęły jego sumiaste wąsy. Ich widok wywoływał dziwne uczucie w jej ciele. „Połączenie dziewiątej symfonii Betoveena granej przez orkiestrę motyli w brzuchu z kosztowaniem najdelikatniejszego na świecie tiramisu” – myślała. Jednocześnie miała poczucie, jakby nieznana dotąd siła smyrała jej całą skórę od wewnątrz. Chciała je głaskać, ciągnąć, czesać, pleść z nich warkocze, drapać nimi swoją szyję. Nigdy wcześniej tak nie miała, a co więcej mężczyźni z zarostem wywoływali w niej uczucie odrazy. Co więc stało się, że ten mężczyzna stanowił wyjątek? Czemu akurat ten symbol, jednym kojarzący się z sielanką polskiej szlachty, innym z zacofaniem i tępotą, tak opanował jej postać? Nawet nie próbowała tego analizować, w jej głowie nie było miejsca na dogłębne przemyślenia.

Tymczasem właściciel okazałego owłosienia pod orlim nosem powoli zbierał się do wyjścia. Widziała, jak nerwowo zerka na zegarek, a równocześnie próbuje przywołać wzrokiem niemłodą już panią kelnerkę. Podejść, nie podejść, zemdleć, a może rozlać na niego kawę? Co robić? W jej głowie pojawiło się ogromne nagromadzenie mniej i jeszcze mniej mądrych pomysłów. Jedno wiedziała na pewno, nie może nic nie zrobić. Musi działać! Nie codziennie przecież widzi się mężczyznę, którego od razu nazywa się „mężczyzną życia”. Tylko co robić, czasu nie przybywało, dobrych pomysłów też nie. „Przepraszam, czy mogę dotknąć Pana wąsów”- nie, tak nie powie, zostanie odebrane to dosyć dwuznacznie, co z resztą powie później dzieciom, kiedy zapytają się, jak poznali się rodzice. „Przepraszam, czy te wspaniałe wąsy są prawdziwe” – oj nie, to go zaboli, dlaczego w jej głowie wszystkie pomysły na zaaranżowanie rozmowy krążą wokół wąsów. Dosyć! Czas ucieka, trzeba działać. Niespodziewanie czerwonowłosa wstała i usiadła bez pytania przy jego stoliku. On w tym czasie płacił rachunek i obdarzał tanimi komplementami panią kelnerkę. Czerwonowłosa nie zwracała uwagi na słowa. Widziała tylko czarne, sumiaste wąsy, a poza nimi wszystko było tak jakby oddalone i lekko zamazane. „Dla Pana mogłabym zapuścić nawet takie wąsy” wyszeptała bezwiednie. A jednak, tym go ujęła. Odwrócił głowę w jej stronę i uśmiechnął się. „Naprawdę?”, po chwili jednak żachnął się „przecież nie mam takich oczekiwań wobec kobiet”. Niemłoda kelnerka przyniosła tym razem dwie filiżanki latte, a potem kolejne dwie. Wychodzili razem, jako ostatni goście kawiarni. Uśmiechali się, a ona nawet kilka razy dotknęła jego wąsów. Poszli w kierunku swojej historii, która okazała się kilkunastoletnią wyprawą.

To był początek drogi czerwonowłosej i prawdziwego mężczyzny. Nie ma jednak w tym nic nie zwykłego, bo przecież każdy z nas odnalazł lub odnajdzie swój początek. Każdy ma też takie wąsy.


komentarze
O utworze:

wyświetleń:564
komentarzy:0


Nawigacja:

Wszyscy autorzy
  poprzedni   lista utworów   następny  

sen muchy
          lista utworów          

 
 

Akcje:


Wykonanie serwisu (C) Jacek Jursza (projektowanie stron). Wszelkie materiały zamieszczone na stronie są własnością ich twórców.